[Artykuł] Podsumowanie roku 2024

Muzyczne podsumowanie 2024 roku


Rok 2024 to dla mnie ponad 300 przesłuchanych nowości (i archiwaliów), z czego dokładnie 60 doczekało się na stronie omówienia w postaci recenzji. To porównywalne liczby do poprzednich lat obecnej dekady. Stąd też z pewnym przekonaniem mogę stwierdzić, że rok ten był trochę mniej ekscytujący pod względem muzycznych premier. Nie brakowało jednak albumów, które zrobiły na mnie pozytywne wrażenie, a do wielu z nich chętnie wracałem i wciąż mam na to ochotę. Właśnie taki subiektywny odbiór zadecydował o wyborze oraz kolejności płyt na poniższej liście. Nie kierowałem się popularnością poszczególnych tytułów, ani nie próbowałem zrobić zobiektywizowanego przeglądu najważniejszych wydarzeń 2024 roku. Więcej dowiecie się tu zatem o moich muzycznych upodobaniach, niż o tym, jaki faktycznie był ten rok w muzyce. Rozrzut stylistyczny jest jednak tak szeroki, że prawie każdy powinien znaleźć wśród tych pozycji coś dla siebie. Oprócz lakonicznych opisów wstawiłem też linki do recenzji oraz odsłuchów, więc można od razu dowiedzieć się więcej o tych albumach i samemu je sprawdzić. Polecam też moją selekcję tegorocznych kawałków na Spotify:




Najlepsze albumy 2024 roku



45. Present - "This Is NOT the End"
Udane zwieńczenie dyskografii jednego z głównych przedstawicieli nurtu Rock in Opposition i choć bazuje wyłącznie na ogranych kliszach, to wciąż jest to bardzo solidne granie.

44. Extra Life - "The Sacred Vowel"
Unikalna dla zespołu mieszanka klasycznego proga, math rocka i quasi-mediewalnego śpiewu, tym razem w nieco bardziej stonowanym wydaniu.

43. Ugly - "Twice Around the Sun"
W trochę ponad pół godziny podsumowano tu dwa lata rozwoju zespołu, który wciąż szuka własnej tożsamości, ale czasem zaskakuje ciekawymi fuzjami stylistycznymi.

42. Merope - "Véjula"
Najbardziej eksperymentalny album zespołu, dodający nowe elementy do dotychczasowych inspiracji litewskim folkiem, co bywa intrygujące, ale jako całość sprawia wrażenie nie do końca przemyślanego.

41. Little Simz - "Drop 7"
Siedem miniaturowych kawałków, pozbawionych rozmachu dwóch ostatnich albumów Simbi, ale tym łatwiej docenić jej wokalną wszechstronność.

40. The Cure - "Songs of a Lost World"
W sumie jeden z lepszych zestawów piosenek w historii grupy, choć brzmi to jak jakieś zagubione nagrania z okresu pomiędzy "Disintegration" a "Wish".

39. Alcest - "Les chants de l’aurore"
Jedna z najbardziej pogodnych oraz najbardziej wyrazistych pod względem melodii i nastroju płyt prekursorów blackgaze'u.
38. Tristwch Y Fenywod - "Tristwch Y Fenywod"
Ciekawe, choć trochę zbyt jednowymiarowe połączenie folkowo-mediewalnych partii cytry, nowofalowego brzmienia sekcji rytmicznej oraz dodających tajemniczości wokali w języku walijskim.
37. Fennesz - "Mosaic"
Gitarowy ambient Austriaka, tym razem w bardziej refleksyjnym wydaniu, wciąż może zachwycać atmosferą i dość bogatymi fakturami, nawet jeśli całość jest trochę nierówna.
36. Ex-Easter Island Head - "Norther"
Post-minimalizm, ambient, math rock, drone i muzyka elektroakustyczna mieszają się tu w różnych proporcjach, tworząc zróżnicowany zbiór utworów, co jest zarazem zaletą, jak i wadą tego albumu.
35. Cristóbal Avendaño & Silvia Moreno - "Lancé esto al otro lado del mar"
Cała płyta to tylko jednostajne deklamacje, z rzadka przechodzące w śpiew, oraz oszczędny akompaniament gitary akustycznej, ale jest w tej monotonii coś skutecznie przyciągającego moją uwagę.

32. Laura Cannell - "The Rituals of Hildegard Reimagined"
Rekonstrukcja kompozycji średniowiecznej mniszki Hildegardy z Bingen, stanowiąca ciekawy pomost pomiędzy muzyką mediewalną oraz współczesnością, ujawniającą się choćby w produkcji płyty.

33. Godspeed You! Black Emperor - "No Title as of 13 February 2024 28,340 Dead"
Wbrew tytułowi spora czesc albumu brzmi bardzo pogodnie - i takie oblicze GY!BE też jest super, a potężny emocjonalnie finał nadrabia swoim apokaliptycznym klimatem za poprzedzające go nagrania.
32. Kamasi Washington - "Fearless Movement"
W końcu nieco krócej i bardziej różnorodnie, a im dalej od spiritual-jazzowych klisz, tym ciekawiej.
31. Wacław Zimpel - "Japanese Journal Vol. 1"
Cztery zróżnicowane utwory, będące czymś na kształt dziennika podróży po Japonii, to fascynujące połączenie elementów ambientu i minimalizmu, nowoczesnej produkcji oraz tradycji odległej kultury.
30. Chants & Dave Schoepke - "Speleogenesis"
Album złożony wyłącznie z dźwięków perkusyjnych, poddanych mniej lub bardziej zaawansowanej obróbce studyjnej, jednak daleki od monotonii i jednowymiarowości.
29. Vox Vulgaris - "Early Music for Late Humanity"
Średniowieczne kompozycje, wykonane głównie na tradycyjnym, mediewalnym instrumentarium, a jednak całkiem bliskie dzisiejszej muzyki rozrywkowej 
28. EABS - Reflections of Purple Sun"
Jeden z najlepszych polskich albumów, "Purple Sun" Tomasza Stańki, w uwspółcześnionych wersjach zespołu, który najlepiej sprawdza się właśnie w takich przeróbkach.
27. ||ALA|MEDA|| - "Spectra Vol. 2"
Inspiracje muzyką luzofońską w polskim niezalu to wciąż coś świeżego, choć już bez zaskoczenia, jakie przyniosła pierwsza odsłona tego projektu.

26. Dysrhythmia - "Coffin of Conviction"
Metalowy album całkiem pozbawiony tych cech metalu, które zwykle mnie od niego odpychają, za to z bardzo udanie wplecionymi wpływami math rocka.

25. Fire! - "Testament"
Po pełnym rozmachu zeszłorocznym "Echoes" grupa wróciła do podstawowego składu i w trio nagrała swój najbardziej surowy album - całkiem jednak różnorodny i jak zawsze znakomicie wykonany.
24. Oren Ambarchi / Johan Berthling / Andreas Werliin - "Ghosted II"
2/3 Fire! w bardziej stonowanym wydaniu, bez saksofonu, za to z gitarą, której partie kreatywnie unikają nawiązań do jazzowej, rockowej czy bluesowej tradycji.

23. Moor Mother - "The Great Bailout"
Charakterystyczne deklamacje Ayewy tym razem dopełniają autentycznie eksperymentalne podkłady, wysoko podnoszące próg wejścia, ale też świadczące o dużej odwadze i kreatywności artystki.

22. Oranssi Pazuzu - "Muuntautuja"
Twórczość fińskiego zespołu to rzadki przykład faktycznego poszerzenia granic metalu, a z każdym kolejnym albumem pomysły na to są coraz ciekawsze.

21. Hizbut Jámm - "Hizbut Jámm"
Nie jest to pierwszy przypadek łączenia psychodelii z muzyką afrykańską, ale tego rodzaju fuzje rzadko bywają tak profesjonalnie.

20. Vijay Iyer, Linda Oh & Tyshawn Sorey - "Compassion"
Troje wirtuozów na drugim wspólnym albumie wspina się na wyżyny zespołowej interakcji, a całość utrzymana jest w bardzo przystępnej i uniwersalnej stylistyce post-bopu.

19. Nala Sinephro - "Endlessness"
Balansujący na granicy spiritual jazzu i różnych form elektroniki drugi album Nali zachwyca subtelnym nastrojem, wysmakowanymi aranżacjami oraz wyrazistą melodyką.

18. Kali Malone - "All Life Long"
Kolejne monumentalne dzieło artystki, choć tym razem to bardziej trzy oddzielne projekty, z utworami na organy, kwintet dęty lub chór.
17. The Necks - "Bleed"
Zespół w jedynym na tej płycie, za to ponad 40-minutowym utworze oddała się od jazzowego idiomu na rzecz sonorystycznych eksperymentów ze zredukowaną warstwą rytmiczną, osiągając bardzo intrygujący efekt.

16. Carme López - "Quintela"
Bardzo kreatywne i finezyjne wykorzystanie niekojarzącego się z wyrafinowaniem instrumentu, jakim są dudy; hiszpańska artystka obala tu krzywdzące dla niech stereotypy, znajdując zastosowanie dla dud w graniu na pograniczu gaelickiego folku, drone'u, elektroakustyki, minimalizmu i ambientu.

15. Raphael Rogiński - "Žaltys"
Najbardziej dojrzały i dopracowany z dotychczasowych albumów artysty, wzbogacający jego twórczość o wpływy litewskiego folku, w większym stopniu wykorzystujący możliwości studia oraz ubarwiony skromnym udziałem gości, lecz wciąż imponujący przede wszystkim charakterystyczną i pomysłową grą gitarzysty.
14. Cime - "The Cime Interdisciplinary Music Ensemble"
Zwariowana mieszanka proga, post-punku, jazzu i muzyki latynoskiej, a choć zespół pochodzi ze Stanów, to trudno uniknąć skojarzeń z brytyjską sceną Windmill, zwłaszcza wczesnym Black Country, New Road.

13. Smerz & GAEA - "Tidligere den dagen"
Jedna z najdziwniejszych i najbardziej unikalnych płyt roku, dokonująca syntezy nowoczesnej elektroniki, folkowych brzmień i elementów muzyki poważnej w postaci wykorzystania chóru czy nagrań terenowych.
12. The One Eighty Gs - "Trout Mask Replica Replica"
Jeden z najbardziej zwariowanych albumów w historii, "Trout Mask Replica" Captaina Beefhearta, w jeszcze bardziej szalonej interpretacji, gdzie wszystkie te polirytmiczne partie odwzorowano wyłącznie za pomocą śpiewu.
11. Kim Gordon - "The Collective"
Doświadczona artystka udowadnia, że na muzyczny rozwój nigdy nie jest za późno i udanie eksploruje estetykę industrialnego hip-hopu.

10. Shane Parish - "Repertoire"

Okładka albumu Repertoire Shane'a Parisha

Zaskakujące interpretacje dzieł tak różnych kompozytorów, jak Alice Coltrane, Aphex Twin, Captain Beefheart, Charles Mingus, Eric Dolphy, Kraftwerk, John Cage, Minutemen, Ornette Coleman czy Sun Ra, wykonane wyłącznie na gitarze akustycznej w stylistyce bliskiej amerykańskiego prymitywizmu. Parish pokazuje się tu nie tylko jako wirtuoz gitary, ale także znakomity aranżer, któremu udało się wyciągnąć z tych utworów esencję i przetransponować ją w zupełnie nowy kontekst.

9. Mary Halvorson - "Cloudward"

Okładka płyty Cloudward Mary Halvorson


Fantastycznie zgrany sekstet Mary Halvorson, znany już wcześniej z albumowego tandemu "Amaryllis" / "Belladonna", daje kolejny popis zespołowej współpracy. Liderka nierzadko schodzi tu na dalszy plan, by wykazać mogli się jej współpracownicy, ale sama też pokazuje swoją wyobraźnię - choćby we wstępie "The Tower" czy wyjątkowo, jak na tę płytę ciężkim i agresywnym "Desiderata", zdominowanych przez natychmiast rozpoznawalną grę na gitarze, z tym charakterystycznym złudzeniem przyśpieszania i zwalniania.

8. Saagara - "3"

Okładka albumu 3 grupy Saagara

Połączenie klasycznej muzyki karnatackiej, minimalizmu i jazzu dało już świetny efekt na wydanym siedem lat temu "2". To były jednak dopiero początki oddalania się Wacława Zimpla od jazzowego idiomu. Przez ten czas zdobył doświadczenie jako producent oraz twórca muzyki na pograniczu post-minimalizmu, ambientu i progresywnej elektroniki, co przełożyło się na ten album. "3", nie tracą nic z mistycznego nastroju poprzedników, przebija je bardziej złożoną, dopracowaną produkcją.

7. Beth Gibbons - "Lives Outgrown"

Okładka płyty Lives Outgrown Beth Gibbons

Wokalistka Portishead rzadko nagrywa - to dopiero piąty studyjny album z jej udziałem, a pierwszy solowy w ponad 30-letniej karierze. Tworzy tylko wtedy, gdy faktycznie ma coś do zaproponowania. "Lives Outgrown" jest bardzo osobistym albumem w warstwie tekstowej, co przekłada się na raczej subtelną i oszczędną muzykę. Bardzo przy tym jednak treściwą, łączącą atrakcyjne, wyraziste melodie z całkiem ambitnym, finezyjnym podejściem do produkcji i aranżacji.

6. Amirtha Kidambi's Elder Ones - "New Monuments"

Okładka albumu New Monuments Elder Ones

Jedna z najciekawszych współczesnych wokalistek jazzowych (współpracowała m.in. z Mary Halvorson i Moor Mother) na najnowszym albumie swojego własnego zespołu proponuje cztery monumentalne utwory, charakteryzujące się nieoczywistą formą oraz inspiracjami daleko wykraczającymi poza jazz. Muzykę dopełniają zaangażowane teksty, śpiewane przez Kidambi w niekonwencjonalny, kreatywny sposób.

5. Half Empty Glasshouse - "The Exit Is Over Here"

Okładka albumu The Exit Is Over Here Half Empty Glasshouse.

Nie tak odkrywczy, jak zeszłoroczny debiut - wykorzystujący dodekafonię w kompozycjach bliskich post-punka, noise rocka czy metalu - ale wzbogacający muzykę tego projektu o nowe inspiracje. Fragmenty albumu bardzo luźno nawiązują do twórczości Igora Strawińskiego i Dmitrija Szostakowicza, a także jazzowych improwizacji Ornette'a Colemana. Zestawienie nieprzypadkowe, gdyż każdy z tych artystów spotkał się z negatywnym odbiorem swojej sztuki przez publiczność, która nie była otwarta na nowe idee, nie okazała się gotowa na rozwój. Teksty na płycie stanowią właśnie refleksję na ten temat.

4. The Smile - "Wall of Eyes" / "Cutouts"

Okładki kaset Wall of Eyes i Cutouts trio The Smile

Choć to dwa osobne albumy, wydane w odstępie dziewięciu miesięcy, to trudno traktować je oddzielnie. Materiał na oba powstał podczas tej samej sesji, a rozdzielono go w dość losowy sposób. W efekcie są to dość zróżnicowane wewnętrznie, a podobne do siebie wydawnictwa, jednak utrzymane na równym poziomie i zawierające tak samo wyraziste kompozycje. Nie umiem wskazać, która z tych płyt jest lepsza. 

"Wall of Eyes": Recenzja | Bandcamp
"Cutouts": Recenzja

3. Mabe Fratti - "Sentor que no sabes"

Okładka płyty Sentor que no sabes Mabe Fratti

Gwatemalska kompozytorka, wiolonczelistka i wokalistka, mająca za sobą formalne wykształcenie muzyczne oraz kilkuletnie doświadczenie, tworzy muzykę na pograniczu popu i bardziej eksperymentalnego grania, momentami zahaczającego o współczesną awangardę. Efektem są dość zróżnicowane utwory, w większości bardzo przystępne, o właśnie popowej melodyjności, ale zawsze zagrane, zaaranżowane i wyprodukowane z finezją, która nie odrzuci słuchaczy ambitniejszej muzyki. Mabe Fratti wyrasta tu jedną z czołowych reprezentantek dzisiejszego art popu.

2. Geordie Greep - "The New Sound"

Okładka albumu The New Sound Geordiego Greepa

Teraz już wiadomo, kto był w black midi główną siłą kreatywną. Śpiewający gitarzysta grupy na swoim solowym debiucie kontynuuje jej dziedzictwo, ale też je rozwija, nie ograniczając się tylko do już sprawdzonych rozwiązań. Przy zachowaniu intensywności, młodzieńczej energii oraz poziomu skomplikowania, bardziej wyraziste stały się melodie, a aranżacje jeszcze bogatsze, choćby za sprawą udziału muzyków z Brazylii, dzięki którym wplecione w część utworów elementy MPB brzmią bardzo naturalnie. Niestety, całość wydaje się nieco przydługa, a poziom poszczególnych nagrań nierówny, co po zwartych płytach black midi jest pewnym rozczarowaniem.

1. Julia Holter - "Something in the Room She Moves"

Okładka płyty Something in the Room She Moves Julii Holter

Julia Holter już dawno zasłużyła na tytuł aktualnie najważniejszego przedstawiciela ambitnego popu (wcześniej należał się Björk, a przed nią Kate Bush), jednak najnowszy album przebił wszystkie dotychczasowe. To nie tylko jej najlepszy zbiór piosenek, ale też jej najbardziej dojrzale i kreatywnie zaaranżowany oraz wyprodukowany materiał. Poszczególne utwory nogą zachwycić bogactym brzmieniem (np. "Talking to the Whisper"), pomysłową produkcją (np. "Spinning"), dalekimi wyprawami poza pop (złożony wyłącznie z głosów "MeYou" kojarzy się z Ligetim), ale też większą intymnością ("Materia"), zaś zawsze subtelnością, wyrafinowaniem oraz wyrazistymi melodiami. Żaden inny album w tym roku nie aż tak mnie nie zachwycił w całości, do żadnego nie wracałem tak często i chętnie, co poniekąd pokazuje poniższa grafika.

Moje Spotify Wrapped 2025






Wyróżnienia 2024: archiwalia, koncertówki, reedycje




Komentarze

  1. Dużo bardziej jestem w stanie identyfikować się z twoimi wyborami, niż tymi z innych popularnych internetowych list.
    Ciekawostkowa: https://www.chinatalk.media/p/chinas-best-music-of-2024

    OdpowiedzUsuń
  2. Siema Paweł super podsumowanie, ale mam pytanie. Interesujesz się może chociaż trochę polskim hip-hopem? Z tego co wiem w podziemiu obecnie dzieje się SPORO, a prym wiodą hesoyam oraz lemik golemik. Bardzo polecam Ci "ctg mixtejp" od tego drugiego, bo to pierwsza i co lepsze niezwykle udana próba przeniesienia trapi typu "bop" na polskie warunki. Jest króciutki i polecam obadać, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kompletnie tego nie śledzę. W poprzednim roku umieściłem na liście jeden polski album hip-hopowy, ale w 2024 żadnego nie słyszałem. Zresztą w ogóle w zeszłym roku niewiele z całego hip-hopu mnie zaciekawiło.

      Usuń
    2. Kumam totalnie stary, ja sam nie śledziłem sceny aż właściwie do tego momentu i no akurat lemika golemika to bym polecił właśnie ctg mixtejp, bo to krótki, niezobowiązujący listen, ale skumasz stylistykę i będziesz na czasie nie, w ogóle beaty przypominają mi tutaj chief keefa, a to w sumie jeden z bardziej influential raperów poprzedniej dekady, jak obczaisz to daj znać, pozdrowienia dla ciebie

      Usuń
  3. Julka na pierwszym. Elegancko . Ona i Beth Gibbons zjawiskowe płyty. Mi osobiście Geordie Greep nie do końca cholernie błyskotliwy ale jest coś co mnie odrzuca. Meril Wubslin brakuje mi trochę może ci umknął może nie twój styl. Rok raczej przeciętny ja uciekałem od bieżączki w elektronikę i ostatnio muzyka szeroko pojęta brazylijska sprawia mi dużo radości. Generalnie zżyłem się z twoim blogiem także trzymaj poziom i powodzenia .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przesłuchałem płytę Meril Wubslin z 2024, super! Wcześniejsze płyty Szwajcarów też są takie dobre? Poleć, proszę, coś z elektroniki, w którą uciekałeś, no i koniecznie z sprawiającej radość muzyki brazylijskiej.

      Usuń
    2. Ten album Meril Wubslin to ja miałem nawet na swojej liście płyt do przesłuchania, a.i tak mi umknął przed podsumowaniem roku. Posłuchałem teraz i nie do końca mnie przekonał. Bywa dość intrygujący (zwłaszcza otwieracz), ale ogólnie nie dzieje się tu wiele i na pewno można było z tego stylu wyciągnąć więcej. Może jednak przy dokładniejszym poznaniu (na potrzeby recenzji) przekonałby mnie na tyle, że zmieściłby się na liście.

      Usuń
    3. Proszę bardzo elektronika:
      Rainforest Spiritual Enslavement - Killer Whale Atmospheres
      Voices from the Lake Voices from the Lake
      nthng- three is place for me
      Vril -animist
      Shpongle - Inefable Mysterius srom shpongeland
      Brazyliada tu wrzucę gatunkowo trochę nie wiem co cię kręci.
      Hip hop:
      Racionas -Sobrevivendo...
      Funkujący rock:
      Chicco Science & Nacao Zumbi- de lama ao Caos
      JazzMociar Santos - Coisas

      No i zawsze świetny Jaao Gilberto tu można zacząć np. od Amoroso lub równie dobrze od porządnej składanki lub zacząć od płyt że Stanem Getzem.
      Jest tego oczywiście sporo więcej daj znać jak będziesz zainteresowany.pozdro

      Usuń
    4. @paweł mi za to closery bardziej wchodzą. Nie jest to jakaś wielka płyty ale ma momenty ekscytujące . Ciekawie bawią się rytmem jak i klimatem.

      Usuń
    5. @Kosien Bardzo dziękuję, sporo mam do przesłuchania. Gilberto znam tylko jedną płytę i to jest akurat Amoroso i jest to bardzo dobry krążek.

      Usuń
  4. Skoro lista jest w pełni subiektywna, to dlaczego oceny nie zgadzają się z kolejnością na liście? Zmieniłeś w ciągu roku zdanie o tych płytach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo przy ocenach staram się docenić obiektywne walory, a lista bardziej odzwierciedla to, jak chętnie - i czy w ogóle - do tych płyt wracałem. Przy czym im dalej od podium, tym mniejsze znaczenie ma ta kolejność. W poprzednich podsumowaniach było tak samo.

      Usuń
  5. Beth Gibbons kapitalna, ale czy będzie kiedyś Massive Attack, albo Nick Cave na tapecie? A jak Beth to może też PJ Harvey ? Było by fajnie :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Massive Attack i Nick Cave pewnie prędzej lub później się pojawią.

      Usuń
    2. To super, że się pojawią @ Adam Filipiak, przypomniałeś mi o PJ, dawno jej nie słuchałem, czas wrócić do „Pani”, która w drugiej połowie lat 90 przyciągnęła mnie do swojej muzyki.

      Usuń
    3. No panowie miło mi jestem ultras PJ.do Wbite Chałka.

      Usuń
    4. Ja poznałem PJ przy okazji wydania w 1995 r To bring you my love, ale się tego wtedy nasłuchałem. Po White Chalk dobra jeszcze była płyta Let England Shake, @Kosien coraz bardziej podoba mi się twój gust muzyczny 😊

      Usuń
    5. To bring... to płyta, od której chyba wszystko się zaczęło. Dla miłośników PJ płyta kultowa. Wyszła wtedy praktycznie równolegle z debiutem Portishead i Tricky Maxinquaye. Wyławiało się wtedy takie nowe ciekawe płyty gdzieś obok królującego grunge. Pamiętam taki zespół Grant Lee Buffalo i album Fuzzy. Fajna folkowa płytka. Zespół nie zrobił takiej kariery jak im wróżono. PJ trochę kojarzy mi się nie tylko z Cave'm ale i z Patti Smith. Panie Pawle, uważam, że przy Patti wybór powinien paść jednak na Horses. Jest lepsza. 🙂

      Usuń
    6. Mój faworyt to jednak "Radio Ethiopia". Na "Easter" wybór padł dlatego, bo akurat trwała taka akcja "miesiąc kobiet" i ostatni jej dzień przypadł właśnie na Wielkanoc. Nie znaczy to jednak, że nie będzie więcej recenzji Patti.

      Usuń
  6. W ogóle, bo mnie zaciekawiło - próbowałeś dać wcześniejszym płytom GYBE kolejną szansę? Nie ukrywam, że jakoś pod koniec roku się na to zdecydowałem i w końcu mi się udało zauważyć to, co inni widzą w tym zespole. Może i pod wieloma względami jest to granie dość wtórne, ale jednak mnie kupiło.

    OdpowiedzUsuń
  7. Do fajnych wydawnictw z ubiegłego roku zaliczyć można jeszcze na pewno "The Löst Tapes Vol. 6: Live in Berlin" od Motorhead, polecam przesłuchać :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)