Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2017

[Recenzja] John Mayall - "Talk About That" (2017)

Obraz
John Mayall niczego nie musi już udowadaniać. Zapisał się już w historii muzyki jako jeden z głównych przedstawicieli brytyjskiego bluesa oraz (współ)twórca blues rocka. W drugiej połowie lat 60. granie w jego zespole było przepustką do większej sławy, o czym mogli przekonać się tacy muzycy, jak Eric Clapton, Jack Bruce, Peter Green, John McVie, Mick Fleetwood, Aynsley Dunbar czy Mick Taylor, by wymienić tylko niektórych. Dziś, w wieku 83 lat, Mayall mógłby spokojnie siedzieć na emeryturze. Zamiast tego wciąż koncertuje - na początku marca wystąpi nawet na dwóch koncertach w Polsce - i nagrywa nowe albumy, jak właśnie opublikowany "Talk About That". Budzi to szacunek, nawet jeśli sama płyta daleka jest od jego największych dziel w rodzaju "Blues Breakers", "The Turning Point" czy "Jazz Blues Fusion". Chociaż trafiły tu głównie nowe kompozycje lidera - uzupełnione interpretacjami starych kompozycji "It's Hard Going Up" Bettye Crut...

[Recenzja] Gentle Giant - "The Power and the Glory" (1974)

Obraz
Na "The Power and the Glory" muzycy Gentle Giant postanowili po raz kolejny zmierzyć się z formułą albumu koncepcyjnego. Tym razem teksty skupiają się na władzy oraz jej deprawacyjnym wpływie na sprawujące ją jednostki. Temat zawsze aktualny, choć też nieco banalny. Za to muzycznie grupa wciąż pozostaje absolutnie unikalna na tle całej pozostałej muzyki. Nie jest to już jednak tak równy materiał, jak cztery poprzednie płyty i daje się tu odczuć pewne ustępstwa wobec wydawcy. Po tym, jak album "In a Glass House" nie został opublikowany na amerykańskim rynku - chociaż to tam Gentle Giant miał najwięcej wielbicieli - kwintet odpuścił sobie dalsze komplikowanie muzyki, a nawet zrobił krok czy dwa wstecz.  Największym kompromisem z wytwórnią było jednak wypuszczenie merkantylnego singla "The Power and the Glory" - do tamtej pory zespół nie nagrał jeszcze piosenki tak prostej, banalnej melodycznie, wpisującej się pod względem struktury, aranżacji czy brzmien...

[Recenzja] Devadip Carlos Santana & Mahavishnu John McLaughlin - "Love Devotion Surrender" (1973)

Obraz
Pewnie musiało dojść do tej współpracy. Carlos Santana i John McLaughlin szli dość podobną ścieżką muzyczną. Pierwszy zaczynał od grania mieszanki psychodelicznego rocka z muzyką latynoską, do której coraz chętniej wplatał elementy jazzowe, aż zaczęły one dominować. Drugi, jak każdy brytyjski gitarzysta rozpoczynający karierę w połowie lat 60., uczestniczył w kształtowaniu się blues- i jazz-rocka u boku Grahama Bonda, Alexisa Kornera oraz Johna Mayalla, później grał fusion z Milesem Davisem i jazz-rocka z The Tony Williams' Lifetime, a potem własnym Mahavishnu Orchestra. Obaj byli też zafascynowani wschodnim mistycyzmem, zarówno w wymiarze muzycznym, jak i duchowym. "Love Devotion Surrender" zarejestrowano podczas dwóch sesji, w październiku 1972 oraz marcu następnego roku. W nagraniach, oprócz obu gitarzystów, udział wzięli udział dobrze sprawdzeni muzycy. Santana ściągnął Michaela Shrieve, Douga Raucha, Mingo Lewisa i Armando Perazę  ze swojego zespołu, natomiast McLaug...

[Recenzja] Soft Machine - "Faces And Places Vol. 7" (1972)

Obraz
To ciekawy suplement do dyskografii Soft Machine, zbierający jedne z najstarszych nagrań zespołu. Obok debiutanckiego singla "Love Makes Sweet Music" / "Feelin' Reelin' Squeelin'" jest to jedyny materiał z czasów, gdy grupę tworzyli Robert Wyatt, Mike Ratledge, Kevin Ayers i Australijczyk Daevid Allen. Tego ostatniego, przez problemy z wizą, nie było już w składzie, gdy zespół nagrywał swój debiutancki album; pozostał we Francji, gdzie zorganizował własną grupę Gong. Zawarty tu materiał zarejestrowano w kwietniu 1967 roku, pod okiem producenta Giorgio Gomelsky'ego, który sfinansował sesję. Według niego Soft Machine miał wówczas nagrać swój pierwszy album. Inaczej zapamiętał to jednak Wyatt, który twierdzi, że muzycy do studia weszli jedynie z myślą przygotowania  demo. W każdym razie minęło pięć lat, zanim w końcu doszło do ich oficjalnego wydania. Materiał pierwotnie, w 1972 roku, ukazał się we Francji i Japonii jako siódma płyta z serii "Faces...

[Recenzja] Gentle Giant - "In a Glass House" (1973)

Obraz
Dlaczego tak dobry, niepowtarzalny zespół, jak Gentle Giant, nie zdobył popularności porównywalnej przynajmniej z King Crimson czy Genesis z czasów Petera Gabriela? Na przeszkodzie na pewno mógł stanąć niekonwencjonalny charakter muzyki i jej złożoność. A gdy pod koniec kariery muzycy zaczęli grać prościej, zgodnie z ówczesnymi trendami, to jednocześnie jakby zapomnieli pisania dobrych melodii. Niewątpliwie mógł też jednak zaszkodzić brak odpowiedniej promocji. A niektóre działania wydawców przypominały wręcz sabotaż, jak np. akceptacja szkaradnych okładek, publikowanie na singlach zupełnie niekomercyjnych kawałków zamiast tych bardziej przystępnych czy wysłanie zespołu na trasę w roli supportu Black Sabbath. Najbardziej dziwi chyba to, że decydenci Columbia Records - firmy wydającej płyty zespołu w Ameryce Północnej - postanowili w ogóle nie publikować tam albumu "In a Glass House", chociaż to właśnie w Stanach Gentle Giant odnosił jedyne sukcesy komercyjne, a ten longpl...

[Recenzja] Ian Carr with Nucleus - "Solar Plexus" (1971)

Obraz
Po raz pierwszy na okładce obok nazwy Nucleus pojawiło się nazwisko Iana Carra. Paradoksalnie "Solar Plexus" to także pierwszy album zespołu, na którym Carr nie jest jedynym trębaczem. W każdym z sześciu zawartych tu utworów towarzyszy mu inny ceniony tuz tego instrumentu: Kenny Wheeler lub Harry Beckett. Lista gości jest zresztą znacznie dłuższa, choć już bez tak rozpoznawalnych nazwisk. Podstawowy skład nie uległ natomiast zmianie, jednak warto zauważyć, że to ostatni album przed rozpadem oryginalnego wcielenia zespołu. Wkrótce po tej sesji opuścili go Jenkins, Spedding, Clyne i Marshall, a Carr kontynuował z Brianem Smithem i mniej lub bardziej przypadkowymi współpracownikami, niestety nie zbliżając się już do poziomu pierwszych trzech longplayów Nucleus.  Pewnym zaskoczeniem może być rozpoczynający płytę "Elements I & II", niemal w całości składający się z (retro-)futurystycznej partii syntezatora gościnnie występującego tu Keitha Wintera, z bardzo oszczę...

[Recenzja] Ramones - "Ramones" (1976)

Obraz
Debiutancki, a zarazem eponimiczny longplay Ramones bywa uznawany za pierwszy album punkrockowy. Oczywiście niesłusznie, bo podwaliny tego stylu zostały już wcześniej położone przez grupy w rodzaju The Velvet Underground, The Stooges, MC5, The Monks, New York Dolls czy The Modern Lovers. Za to z czystym sumieniem można nazwać tę płytę pierwszym wydawnictwem pop-punkowym. Tak naprawdę to po prostu połączenie prostych, banalnych melodyjek z niechlujnie, nieumiejętnie zagranym rock and rollem. Totalny muzyczny regres. Choć trudno zaprzeczyć, że Ramones stał się bardzo wpływowym zespołem, inspirując przede wszystkim te wszystkie pop-punkowe kapele, które pozując na buntowników, grały (i pewnie nadal grają) bardzo ugrzecznioną, popowo melodyjną muzykę. Przede wszystkim jednak Ramones udowodnił, że można sprzedawać setki tysięcy płyt, grać wyprzedane koncerty na całym świecie i cieszyć się uznaniem muzycznych dziennikarzy, a to wszystko bez właściwie żadnych umiejętności kompozytorskich ...

[Recenzja] Van der Graaf Generator - "H to He, Who Am the Only One" (1970)

Obraz
Niedługo po wydaniu "The Least We Can Do Is Wave to Each Other" muzycy Van der Graaf Generator ponownie weszli do studia, by zarejestrować materiał na kolejny album. Sesja nagraniowa trwała od czerwca do listopada 1970 roku, z dłuższą przerwą na letnie koncerty. Kwintet wziął wówczas udział w kilku europejskich festiwalach, dzieląc scenę m.in. z Pink Floyd, Black Sabbath, Deep Purple czy Fairport Convention. Do studia muzycy wrócili natomiast już jako kwartet, gdyż niespodziewaną decyzję o odejściu podjął Nic Potter. Na jego miejsce miał wejść Dave Anderson, były muzyk Amon Düül II i Hawkwind, ale podczas wspólnej próby nie udało mu się zgrać z zespołem. Ostatecznie brakujące partie gitary basowej wykonał Hugh Banton. Od tamtej pory odpowiadał on także za linie basu na koncertach, które wykonywał za pomocą klawiszy. "H to He, Who Am the Only One", inaczej niż jego poprzednik, kompletnie przepadł w notowaniach. Być może potencjalnych nabywców odstraszył dziwac...

[Recenzja] Soft Machine - "Fifth" (1972)

Obraz
Gdy tylko Robert Wyatt zrozumiał, że nie przekona pozostałych muzyków na przywrócenie partii wokalnych do muzyki Soft Machine, zdecydował się opuścić zespół. Właściwie od razu pojawił się pomysł, aby na jego miejsce ściągnąć byłego bębniarza Nucleus, Johna Marshalla. Okazało się jednak, że akurat zajmuje go granie z Jackiem Bruce'em. Hugh Hopper zaproponował wówczas amerykańskiego perkusistę Joego Gallivana. Ze względu na zbliżające się koncerty potrzebny był jednak ktoś dostępny od zaraz. Elton Dean zasugerował swojego kumpla z własnego zespołu Just Us, Phila Howarda. Muzyk miał już zresztą okazję grać wcześniej z Soft Machine jako jeden z gości podczas specjalnego koncertu z 11 marca 1971 roku w londyńskim Paris Theatre. Występ został zarejestrowany i po latach trafił na album "BBC Radio 1 Live in Concert 1971". Howard zagrał wówczas w dwóch utworach, z czego w jednym wspólnie z Wyattem. Wydawał się zatem idealnym wyborem. Przez ostatnie miesiące 1971 roku odświeżo...

[Recenzja] Buffalo - "Volcanic Rock" (1973)

Obraz
Odległa Australia nie mogła liczyć na częste wizyty Europejskich i Amerykańskich wykonawców, więc już w latach 50. zaczęła tworzyć się tam własna scena muzyczna, która w kolejnych dekadach coraz bardziej rosła w siłę. Niemal każdy nurt muzyki rozrywkowej ma tam swoich przedstawicieli. Pomimo tego, przeciętny słuchacz z północnej półkuli nie ma wielkiej wiedzy na temat tamtej muzyki. Zazwyczaj kończy się ona na dwóch zespołach - AC/DC i Bee Gees. Ci bardziej dociekliwi wymienią jednak więcej nazw, chociażby The Easybeats, The Masters Apprentices, czy Buffalo. Ostatnia z tych grup zadebiutowała w 1972 roku albumem "Dead Forever...", zawierającym przeciętną mieszankę hard rocka, psychodelii i bluesa. Muzycy rozwijali się jednak w zaskakującym tempie i już na wydanym rok później "Volcanic Rock" zaprezentowali znacznie lepszy poziom. Album ten to naprawdę udana australijska odpowiedź na twórczość takich grup, jak Black Sabbath, Led Zeppelin czy Grand Funk Railroad. ...

[Recenzja] Kin Ping Meh - "Kin Ping Meh" (1972)

Obraz
Chociaż nazwa Kin Ping Meh została zainspirowana chińską powieścią "Jin Ping Mei", jest to zespół na wskroś europejski. Czy to przez niemieckie pochodzenie, czy też współpracę z Connym Plankiem, często zalicza się go do krautrocka. Muzycznie jednak zdecydowanie bliżej mu do anglosaskiego rocka z tamtych czasów. Eponimiczny debiut to przegląd tego, jak grano na przełomie lat 60. i 70. - sporo tu hard rocka, psychodelii, jest też odrobina bluesa i klimatów około-progowych, a do tego trochę grania akustycznego. Już na otwarcie pojawia się tu dziesięciominutowa kompozycja "Fairy-Tales", w której nie brakuje fajnego riffowania i solówek wywodzących się z bluesowo-hardrockowej tradycji Cream czy Jimiego Hendrixa, bardzo przyjemnych Hammondów kojarzących się z Deep Purple, solidnej podstawy rytmicznej oraz zadziornego, lecz melodyjnego śpiewu. Ale jest też dłuższa, mocno psychodeliczna część instrumentalna, podczas której skojarzenia z krautrockiem są akurat całkiem uz...

[Recenzja] Gentle Giant - "Octopus" (1972)

Obraz
"Octopus" bez cienia wątpliwości mogę nazwać jednym z największych dzieł progresywnego rocka. To właściwie osiem dzieł - po łacinie octo opus , stąd też tytułowa ośmiornica. Wspaniale zilustrował ją Roger Dean, znany przede wszystkim ze swoich prac dla grupy Yes, dając Gentle Giant jedyną tak estetyczną okładkę. Z jakiegoś powodu nie przypadła jednak do gustu decydentom z Columbii, którzy na potrzeby amerykańskiego i kanadyjskiego wydania zamówili nową grafikę u Charlesa White'a. Też niezłą, przedstawiającą ośmiornicę w słoiku. We wczesnych wydaniach winylowych okładka była nawet odpowiednio przycięta na kształt tego słoja. To ostatnia płyta Gentle Giant nagrana w sekstecie. Wkrótce potem ze składu odszedł jeden ze współzałożycieli grupy, Phil Shulman, który miał dość nieustannych kłótni z młodszymi braćmi Derekiem i Rayem. "Octopus" jest jednocześnie debiutem perkusisty Johna Weathersa, który miał być tylko tymczasowym zastępcą za poszkodowanego w motocyklo...

[Recenzja] Santana - "Welcome" (1973)

Obraz
Ależ tu jest świetna lista płac! W nagraniach "Welcome" - poza zrekonstruowanym składem grupy Santana - udział wzięli m.in. Alice Coltrane, John McLaughlin czy dwoje muzyków z oryginalnego wcielenia Return to Forever Chicka Corei - Flora Purim i Joe Farrell. Dodatkowo jako wokalista zespołu zadebiutował Leon Thomas znany ze współpracy z Pharoahem Sandersem. Patrząc na te nazwiska nie trudno domyślić się, że zawarty tu materiał idzie jeszcze dalej w tym jazzowym kierunku, jaki wyznaczył poprzedni album, "Caravanserai". Jeśli jednak ktoś spodziewa się tu równie interesującego grania - albo poziomu, jakiego można by oczekiwać po tych wszystkich grających tu jazzmanach - to może poczuć się nieco zawiedziony. Płyta niewątpliwie ma momenty godne uwagi. Na plus wypadają wszystkie instrumentale. To choćby spinające album klamrą nagrania z udziałem Alice Coltrane. "Going Home", oparty na symfonii Antonina Dvoráka "Z nowego świata", za pomocą niemal wyłącz...

[Artykuł] 50 lat temu... Przełomowy rok 1966

Obraz
W historii muzyki było kilka wyjątkowych roczników. Pierwszym z nich był rok 1959, który przyniósł kilka jazzowych arcydzieł, mających odmienić oblicze muzyki (m.in. "Kind of Blue" Milesa Davisa, "Time Out" kwartetu Dave'a Brubecka, czy "The Shape of Jazz to Come" Ornette'a Colemana). Jednak pod względem przełomowości żaden rok nie może się równać z 1966. Był to kolejny bardzo dobry rok dla jazzu, ale zarazem pierwszy tak dobry dla muzyki rockowej, która właśnie wtedy przestała być czystą rozrywką, a zaczęła zdradzać artystyczne ambicje. Tak naprawdę, zmiany zaczęły się już pod koniec 1965 roku, wraz z albumem "Rubber Soul" The Beatles, a nawet pół roku wcześniej, gdy zespół wydał "Help!". Oba albumy pokazały (w różnym stopniu, na "Rubber Soul" zdecydowanie bardziej) większą dojrzałość kompozytorską muzyków, wykorzystanie szerszego instrumentarium, a także inspiracje wykraczające poza rock and roll i rhythm an...