[Recenzja] Boards of Canada - "Inferno" (2026)

"Inferno" to niewątpliwie najważniejsza premiera poprzedniego miesiąca. Wyjątkowo zresztą nudnego i pełnego muzycznych rozczarowań. W przypadku pierwszego od trzynastu lat albumu Boards of Canada oczekiwania musiały być spore. Mowa przecież o jednym z kluczowych twórców elektroniki przełomu wieków, którego wydane wówczas albumy "Music Has the Right to Children" i "Geogaddi" to niekwestionowana klasyka nurtów IDM oraz downtempo. Kolejne płyty nie były już może tak istotne, jednak rozwijały stylistykę zespołu. Długa przerwa wydawnicza poprzedzająca "Inferno" mogła jednak sugerować twórczy kryzys Mike'a Sandisona i Marcusa Eoina, co potęgowało moje obawy, że także oni dołączą do listy moich faworytów, którzy w maju nie dowieźli z nową muzyką.
Tymczasem po kilku odsłuchach "Inferno" mam dość pozytywne odczucia, choć z zastrzeżeniami. Największą wadą jest to, jak bardzo wykalkulowany jest to album. Duet Boards of Canada po raz pierwszy wydaje się być bardziej skupiony na tym, co usłyszeć chcą fani, zamiast na osiągnięciu jakiegoś własnego celu estetycznego lub artystycznego. Trochę to słabe jak na zespół, który dotąd każdemu wydawnictwu nadawał własny charakter. "Inferno" to taki the best of, pełen nawiązań do przeszłości, jedynie z bardziej współczesną produkcją.
Jest tu zatem sporo psychodelicznej atmosfery, ambientowych podkładów, wyeksponowanych rytmów w nieśpiesznym tempie oraz hauntologicznych sampli wokalnych - rozwiązań stosowanych od czasu "Music Has the Right to Children". Dochodzi tu do tego bardziej posępny i ezoteryczny klimat "Geogaddi" (większość sampli ma związek z wiarą czy religią), gitarowe brzmienia obecne już na "The Campfire Headphase", a także akustyczne bębny i zapętlone sekwencje w stylu "Tomorrow's Harvest". Takie podejście muzykom się opłaciło, bo "Inferno" zbiera na ogół pozytywne recenzje (dające, w momencie pisania tego tekstu, wynik 84/100 w Metacritic; wyłamał się "The Guardian" z notą 4/10), a średnia ocen słuchaczy na RYM jeszcze niedawno, przy kilku tysiącach głosów, przekraczała 4 w 5-gwiazdkowej skali.
Choć jednak album nie przynosi nowych rozwiązań, to przynajmniej zrealizowany jest bardzo profesjonalnie. Nawet partie gitarowe, choć wciąż proste, tym razem są bardziej dopracowane. Najlepszym tego przykładem nieco gotyckie zagrywki w "Prophecy at 1420 MHz" oraz kreujące tajemniczy nastrój akordy w "Into the Magic Land". Duetowi wciąż świetnie wychodzi łączenie mocnych, downtempowych i lekko zgliczowanych rytmów z bardziej subtelną, melodyjną, ale też dość niepokojącą elektroniką, czego dowodem "Hydrogen Helium Lithium Levitation", oniryczny "The Word Becomes Flesh" czy żywszy "All Reason Departs". To wszystko nagrania dorównujące co lepszym momentom z wcześniejszych płyt Boards of Canada.
Mniej natomiast przekonuje mnie tutejsze wykorzystanie samplingu. W "Age of Capricorn" i "Father and Son" głosy wysuwają się na pierwszy plan - w tym pierwszym sprawiając wrażenie próby ukrycia muzycznej nijakości, a w drugim utrudniając skupienie na ciekawszej, poszatkowanej produkcji. Z kolei zaśpiewy Hare Kryszna w "Naraka" oraz sitar z "Blood in the Labirinth" zbliżają te - poza tym całkiem udane - utwory do new-age'owej tandety. Na płycie znalazło się też kilka obowiązkowych ambientowych interludiów (np. "Somewhere Right Now in the Future", "Acts of Magic", "Memory Death"), które absolutnie nie psują odbioru, ale też w żaden sposób go nie wzbogacają. Za to niewiele od nich dłuższy "Deep Time" wypada całkiem ładnie. Zaczyna się jak mało odkrywczy dark ambient, ale potem dochodzą bardziej subtelne, pozytywne i idealnie dobrane dźwięki.
Najbardziej być może rozczarowuje sam tytuł "Inferno", który sugerował muzykę o jeszcze bardziej sugestywnym, diabolicznym klimacie niż "Geogaddi". Tymczasem jest to po prostu wypadkowa czterech wcześniejszych albumów Boards of Canada. Ze wszystkich długogrających wydawnictw szkockiego duetu "Inferno" wnosi najmniej do jego dyskografii i można go potraktować jako pozycję opcjonalną. Poza kilkoma nietrafionymi decyzjami aranżacyjnymi jest to jednak wciąż bardzo solidne wydawnictwo, muzycznie nieustępujące dwóm poprzednim płytom. Szkoda jedynie, że całość jest bardziej syntezą oczekiwań miłośników grupy niż postawieniem ich przed jakąś niespodziewaną wizją artystyczną.
Ocena: 7/10
Boards of Canada - "Inferno" (2026)
1. Introit; 2. Prophecy at 1420 MHz; 3. Hydrogen Helium Lithium Leviathan; 4. Age of Capricorn; 5. Father and Son; 6. Somewhere Right Now in the Future; 7. Naraka; 8. Acts of Magic; 9. Memory Death; 10. The Word Becomes Flesh; 11. Into the Magic Land; 12. Blood in the Labyrinth; 13. Deep Time; 14. All Reason Departs; 15. Arena Americanada; 16. The Process; 17. You Retreat in Time and Space; 18. I Saw Through Platonia
Skład: Mike Sandison - elektronika, syntezatory, taśmy, programowanie, gitara, gitara basowa, instr. smyczkowe, perkusja, i instr. perkusyjne; Marcus Eoin - elektronika, syntezatory, taśmy
Producent: Mike Sandison
Komentarze
Prześlij komentarz
Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.