Posty

Wyświetlam posty z etykietą hard rock

[Recenzja] Ozzy Osbourne / Black Sabbath - "The Ozzman Cometh" (1997)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E03 Ozzy Osbourne wyreżyserował swoją śmierć niemal jak David Bowie, który w przedostatni dzień życia opublikował jeden z najambitniejszych albumów, "Blackstar", w warstwie lirycznej będący pogodzeniem się z nieuchronnym końcem. W przypadku oryginalnego wokalisty Black Sabbath był to natomiast po prostu pożegnalny koncert. Schorowany Osbourne, na dwa tygodnie przed śmiercią, dał dwa krótkie występy: z solowym materiałem oraz z utworami jego macierzystej grupy, która po raz pierwszy od dwudziestu lat zagrała w oryginalnym składzie, z basistą Geezerem Butlerem, perkusistą Billem Wardem i, oczywiście, Tonym Iommim, który jako jedyny grał we wszystkich wcieleniach. To właśnie ten kwartet na początku lat 70. zrewolucjonizował muzykę rockową, budując fundamenty metalu, stając się główną inspiracją dla kolejnych przedstawicieli tej estetyki. Przy czym była to głównie zasługa Iommiego, twórcy charakterystycznych riffów oraz ciężkiego, posępneg...

[Recenzja] Neil Young and The Chrome Hearts - "Talkin' to the Trees" (2025)

Obraz
Nie jest to płyta zbyt istotna z muzycznego punktu widzenia. 79-letni Neil Young na swoim 48. albumie studyjnym wciąż tkwi w latach 70. Pozostaje jednak uważnym i zaniepokojonym obserwatorem współczesnego świata zachodniego, w którym do władzy dochodzą politycy gardzący demokratycznymi wartościami, proponujący zacofanie oraz izolacjonizm, ale za to pozbawieni kompetencji i moralnych kwalifikacji. Teksty na "Talkin' to the Trees" powstały oczywiście jeszcze przed ostatnimi wyborami w naszym kraju, ale już po zeszłorocznym zwycięstwie Trumpa w Stanach. O ile w "Big Change" - wydanym na singlu tuż przed jego inauguracją - Young zachowuje pewien optymizm, nie twierdząc kategorycznie, że nadchodzące zmiany będą na gorsze, to już w "Lets Roll Again" jest bardziej dosadny, śpiewając If you're a fascist then get a Tesla. Tak bezpośredni nie był chyba od czasów słynnego "Ohio" z 1970 roku, gdy właściwie wprost, z nazwiska oskarżył Nixona za śmierć...

[Recenzja] Neil Young - "Chrome Dreams" (2023)

Obraz
Ostatnia dekada w dyskografii Neila Younga to przede wszystkim wysyp archiwalnego materiału. W sporej części są to jedynie alternatywne wersje doskonale znanych kompozycji. A czasem to po prostu zbiory wcześniej wydanych nagrań. "Chrome Dreams" należy do tej ostatniej kategorii. Na dwanaście utworów jedynie dwa - "Hold Back My Tears" i "Sedan Delivery" - nie były wcześniej wydane oficjalnie w tych wersjach. A jednak warto poświęcić temu wydawnictwu więcej uwagi. Nie jest to bowiem kompilacja przypadkowych nagrań, lecz rekonstrukcja albumu, jaki Young planował opublikować w 1977 roku. Przygotowano wówczas nawet acetat, na podstawie którego miały zostać wytłoczone płyty winylowe. Pod wpływem negatywnych opinii znajomych Kanadyjczyk wstrzymał wydanie albumu, a kompozycje wykorzystał na innych swoich płytach. Oryginalna selekcja utworów zaczęła jednak krążyć w formie bootlegów, a materiał zyskał legendarny status. Na fali tego zainteresowania Neil w 2007 roku ...

[Recenzja] Neil Young with Crazy Horse - "Psychedelic Pill" (2012)

Obraz
Po znakomitym początku lat 90, gdy Neil Young wyjątkowo dobrze odnalazł się w ówczesnej modzie na grunge (albumy "Ragged Glory" i "Mirror Ball") oraz granie akustyczne ("Harvest Moon"), od drugiej polowy tamtej dekady Kanadyjczyk znów popadł w stagnację. Ogólnie nie był to najlepszy czas dla rocka, ale muzyk nawet nie próbował odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Poprzestał na nagrywaniu kolejnych płyt w sprawdzonym stylu - na zmianę stawiając na rockowy czad lub akustyczne aranżacje - tylko z coraz mniej wyrazistym materiałem. Z tej tendencji wyłamał się dopiero album "Psychedelic Pill", niebędący wprawdzie żadnym stylistycznym przewrotem, ale przynoszący najbardziej porywające nagrania artysty od blisko dekady. Być może to zasługa odnowienia po kilku latach przerwy współpracy z Crazy Horse, choć przecież ci sami muzycy dosłownie parę tygodni wcześniej nagrali rozczarowującą "Americanę". Tym razem jednak, zamiast przerabiać stare amery...

[Recenzja] Neil Young - "Mirror Ball" (1995)

Obraz
Nie jest to może współpraca, do jakiej koniecznie musiało dojść, ale też chyba nikogo ta kooperacja nie zdumiała i nie powinna dziwić. Bez Neila Younga, nazwanego przez media ojcem chrzestnym grunge'u  - z pewnością nie byłoby Pearl Jam jaki znamy. Muzycy zespołu wielokrotnie zresztą podkreślali swoje uwielbienie dla Kanadyjczyka, a inspirację tę doskonale słychać w ich twórczości. Natomiast bez Pearl Jam - czy też ogólnie sceny grunge - Young mógłby dalej błądzić muzycznie, jak miało to miejsce w poprzedniej dekadzie. Nagranie przez nich wspólnego albumu należy uznać za całkiem logiczny, naturalny krok. I co więcej, "Mirror Ball" jest jedną z bardziej udanych pozycji w ich dyskografiach. W przypadku Pearl Jam może to być nawet podium, u Younga - raczej druga połowa Top 10. Neil Young i Pearl Jam poznali się już na początku dekady. W 1992 roku po raz pierwszy wystąpili na jednej scenie, choć osobno, podczas koncertu z okazji 30-lecia kariery Boba Dylana. Kanadyjczyk był p...

[Recenzja] Neil Young & Crazy Horse - "Arc-Weld" (1991)

Obraz
Najbardziej czadowe wcielenie Neila Younga, z muzykami Crazy Horse u boku, jeszcze lepiej niż na płytach sprawdzało się w warunkach koncertowych. Nic wiec dziwnego, że trasa promująca album "Ragged Glory" doczekała się płytowego podsumowania. "Arc-Weld" należy do najbardziej intensywnych wydawnictw Kanadyjczyka, który zresztą jego miksowanie przepłacił trwałym pogorszeniem słuchu. Trzypłytowy pierwotnie zestaw szybko został rozbity na dwa osobne albumy - po 1991 roku nie zostały już nigdy wydane razem, w streamingu też funkcjonują oddzielnie. Warto sprawdzić oba, bo mają kompletnie odmienny charakter. I o ile "Weld" uchodzi za jedną z najlepszych koncertówek Kanadyjczyka, tak "Arc" należy do jego najbardziej kontrowersyjnych dokonań. Z "Weld" sprawa jest prosta, bo to po prostu dwupłytowy zbiór doskonale znanych kompozycji, z naciskiem na te najbardziej czadowe, które w tych wersjach na ogół zyskują jeszcze więcej energii, przestery brz...

[Recenzja] Deep Purple - "=1" (2024)

Obraz
Po raz pierwszy od czasu "Infinite" przesłuchałem w całości cały nowy album Deep Purple. Dałem mu szansę wyłącznie ze względu na nieznaczne odmłodzenie składu. Płyta "=1" (tytuł i okładka znów wyglądają jak sabotaż - patrz "Bananas", "Now What!" czy "Whoosh!") to debiut nowego gitarzysty, zaledwie 45-letniego Simona McBride'a. Jak na muzyka dzisiejszego Deep Purple jest to rzeczywiście młodzieniec - reszta składu zbliża się do osiemdziesiątki - ale dla rockmanów to już ten wiek, kiedy z reguły najlepsze dokonania mają za sobą. McBride nie ma zresztą żadnych znaczących osiągnieć na koncie, ale współpracował z Donem Aireyem, więc dostał fuchę. Jako następca Steve'a Morse'a, który ze swoim stylem do Deep Purple nigdy specjalnie nie pasował, McBride wypada nienajgorzej. Jego riffy mają odrobinę więcej polotu i trochę bliżej im do klasycznego hard rocka. Jednak solówki wciąż brzmią bardzo technicznie i powtarzają ograne klisze, a...

[Recenzja] Neil Young + Crazy Horse - "Ragged Glory" (1990)

Obraz
O ile w latach 80. Youngowi kompletnie nie szło odnalezienie się w nowej muzycznej rzeczywistości, to w kolejnej dekadzie przyszło mu to bez trudu. Do rockowego mainstreamu wróciło bardziej klasyczne, surowe granie, inspirowane zresztą także jego własną twórczością. Wpływy dawnych dokonań Neila Younga, szczególnie tych z grupą Crazy Horse, miały być odtąd wyraźnie słyszalne i u grup grunge'owych z Pearl Jam na czele, i u łagodzącej swoje oblicze Metalliki, i nawet u post-hardcore'owców ze Slint. Kanadyjczyk nie mógł jednak jeszcze tego wiedzieć, gdy u progu lat 90. odnawiał współpracę z Billym Talbotem, Ralphem Moliną i Frankiem Sampedro. Nagrany wówczas "Ragged Glory" to jeden z jego najbardziej czadowych albumów, idealnie antycypujący to, jak w ciągu kilku miesięcy miała zmienić się rockowa scena. Album przypomina zapis jakiegoś jam session, podczas którego muzycy dopiero ćwiczyli nowy materiał, na luzie, spontanicznie, nie przejmując się chropowatym, zgiełkliwym br...

[Recenzja] Neil Young - "Freedom" (1989)

Obraz
Twórcom zaczynającym w epoce klasycznego rocka z reguły trudno było odnależć się w czasach po tzw. punkowej rewolucji. Kryzys nie ominął też Neila Younga. O ile w latach 70. artysta wydawał jeden świetny album za drugim, to w kolejnej dekadzie wypuszczał w zasadzie gniot za gniotem. Płyty z tego okresu można podzielić na nieudolne próby dostosowania się do aktualnych trendów (inspirowane synthpopem oraz nową falą "Trans" i "Landing on Water"), nudne kopiowanie samego siebie ("Old Ways") lub nietrafione inspiracje przebrzmiałymi stylami (bluesrockowy "This Note's For You" i szczególnie kuriozalny "Everbody's Rockin'" w stylu rockabilly). Jedynym wartym uwagi wydawnictwem Younga z tego okresu jest wydany na sam koniec dekady "Freedom", choć to i tak głównie z powodu jednej kompozycji. Za to pojawiającej się tu w dwóch różnych wersjach. "Rockin' in the Free World" to jedna z najsłynniejszych kompozycji K...

[Recenzja] Neil Young & Crazy Horse - "Rust Never Sleeps" / "Live Rust" (1979)

Obraz
Wydane w tym samym roku "Rust Never Sleeps" i "Live Rust" należą do najbardziej docenianych płyt Neila Younga, a jeśli sugerować się wyłącznie RYM-owymi statystykami - stanowią jego absolutne opus magnum . W przypadku tego drugiego sprawa jest prosta, to klasyczna koncertówka. Jak jednak zaklasyfikować "Rust Never Sleeps"? Niby to album studyjny, a jednak też koncertowy. No dobrze, dwa utwory faktycznie zarejestrowano w całości w studiu, gdzieś pomiędzy kawałkami, które trafiły na poprzednie wydawnictwo Younga, "Comes a Time". Resztę materiału skompilowano jednak z dwóch koncertów, z 26 maja oraz 19 października 1978 roku, dodając studyjne nakładki i eliminując - na ile było to możliwe przy ówczesnej technologii - odgłosy publiczności. Chociaż większość utworów z "Rust Never Sleeps" zarejestrowano podczas koncertów, wszystkie kompozycje dopiero tutaj miały swoją fonograficzną premierę. Young w tamtej dekadzie sporo komponował i nagrywa...

[Recenzja] Neil Young with Crazy Horse - "Zuma" (1975)

Obraz
Po sześciu latach od wydania "Everybody Knows This Is Nowhere" Neil Young postanowił wrócić do swojego ostrzejszego oblicza. W tym celu ponownie połączył siły z muzykami Crazy Horse - Billym Talbotem, Ralphem Moliną oraz nowym gitarzystą rytmicznym Frankiem Sampedro, który zajął miejsce zmarłego Danny'ego Whittena. Album "Zuma" - zatytułowany tak od nazwy jednej z kalifornijskich plaż - to jednak nie tylko ostrzejsze granie rockowe. Repertuar zawiera także pewne pozostałości po poprzednim projekcie Kanadyjczyka, "Homegrown". Płyta o tym właśnie tytule, nagrywana od lata 1974 do stycznia 1975 roku, miała ukazać się jako następca "On the Beach". Young w ostatniej chwili zdecydował się jednak opublikować zamiast tego wcześniejszy, odrzucony przez wydawcę "Tonight's the Night", co okazało się znakomitą decyzją. "Homegrown" ostatecznie ukazał się dopiero w 2020 roku, choć cześć kompozycji wydano już wcześniej na innych wyda...

[Recenzja] The Jimi Hendrix Experience - "Live at the Hollywood Bowl: August 18, 1967" (2023)

Obraz
Za każdym razem mnie to zdumiewa. Minęło ponad pół wieku od śmierci Jimiego Hendrixa, którego profesjonalna kariera nie trwała nawet pięciu lat, a wciąż właściwie co roku ukazują się kolejne archiwalia. Tym razem udało się skądś wydobyć zapis występu, którego żaden fragment nie był dotąd wydany ani oficjalnie, ani nawet na bootlegach. A pochodzi on z bardzo ciekawego momentu pod względem historycznym. Trio Experience, z Mitchem Mitchellem na bębnach i Noelem Reddingiem na basie, podczas koncertu na kalifornijskim Hollywood Bowl było wciąż relatywnie mało znane w Stanach. Fakt, grupa miała już za sobą legendarny show na Monterey Pop Festival, ale oba wydane tam do tej pory single, "Hey Joe" oraz "Purple Haze" / "The Wind Cries Mary", zaliczyły komercyjną wtopę, a album "Are You Experienced" ukazał się... pięć dni po tym koncercie. Grupa grała wówczas przed publicznością, której zdecydowana większość przyszła posłuchać The Mamas and the Papas. Muzy...

[Recenzja] Ghost - "Phantomime" (2023)

Obraz
Ghost zawsze umiał w covery. Nie dokonując tak naprawdę żadnych istotnych ingerencji w cudze kompozycje, potrafił nadać im własnego charakteru. Nawet biorąc na warsztat utwory tak rozpoznawalnych twórców, jak The Beatles, ABBA, Depeche Mode czy Eurythmics, bez trudu przerabiał je na własną estetykę. Nic dziwnego, że zespół lubi od czasu do czasu wypuszczać kolejny zbiór interpretacji. Najnowsza EPka "Phantomime" to trzecie tego typu wydawnictwo, po "If You Have Ghost" z 2013 roku oraz trzy lata młodszym "Popestar". Tym razem zaprezentowano zdecydowanie najmocniejszy wybór utworów. Na repertuar złożyły się kompozycje grup Television, Genesis, The Stranglers i Iron Maiden, a całości dopełnił wielki przebój Tiny Turner. Czy także tym razem udało się zagrać te kawałki tak, jakby były autorskimi nagraniami Ghost? Cóż, nie zawsze. Świetnie wyszedł na pewno "Jesus He Knows Me" Genesis, nie przypadkiem wybrany na pierwszy singiel. W porównaniu z oryginał...

[Recenzja] Neil Young with Crazy Horse - "Everybody Knows This Is Nowhere" (1969)

Obraz
Neil Young od dawna czekał w kolejce wykonawców do zrecenzowania. Trochę sam sobie jest winien przez zniknięcie ze Spotify, którym najchętniej wspomagam się podczas pisania. Szanuję powód - kanadyjski artysta nie chciał być obecny na platformie, gdzie można słuchać podcastów powielających antyszczepionkową narrację - ale i nie do końca rozumiem aż tak radykalną decyzję. Oczywistym jest, że na serwisie zbierającym twórczość milionów muzyków i podcasterów, reprezentowane są wszelkie możliwe poglądy oraz różne szkodliwe treści, co jednak nie oznacza, że ktokolwiek swoją tam obecnością wyraża dla nich wszystkich poparcie. Foch Younga - i namówionej przez niego Joni Mitchell - mógł być groźnym procederem, doprowadzając do masowego exodusu twórców z obecnych serwisów, które zapewne zastąpione zostałyby dziesiątkami czy setkami mniejszych, zbierających muzykę wykonawców o konkretnych poglądach. Straciliby na tym zwykli użytkownicy, którzy obecnie za wykupienie jednej subskrybcji mają dostęp d...