30 października 2013

[Artykuł] Najważniejsze utwory Rainbow / Dio

Tym razem wyjątkowo o dwóch różnych zespołach, które łączy obecność w składzie wokalisty Ronniego Jamesa Dio i basisty Jimmy'ego Baina. Grupa Rainbow powstała w 1975 roku z inicjatywy gitarzysty Deep Purple, Ritchiego Blackmore'a. Dio był jej pierwszym wokalistą, śpiewał na trzech pierwszych albumach (tylko na drugim z nich, "Rising", grał Bain). Wokalista odszedł w 1979 roku, bo nie spodobała mu się wizja Blackmore'a, by przekształcić Rainbow w zespół popowy. Wokalista chwilowo dołączył do Black Sabbath (listę najważniejszych utworów z tamtego okresu jego działalności znajdziesz pod tym linkiem), a po rozstaniu z tym zespołem, postanowił założyć własny, nazwany po prostu Dio (w pierwszym składzie grupy znalazł się także Bain). Pod tym szyldem ukazało się w sumie 10 albumów, a działalność grupy została zawieszona po śmierci Ronniego w 2010 roku.

Najsłynniejszy skład Rainbow: Cozy Powell, Tony Carey, Jimmy Bain, Ronnie James Dio i Ritchie Blackmore.


Część I: Rainbow

1. "Sixteen Century Greenslaves" (z albumu "Ritchie Blackmore's Rainbow", 1975)

W połowie lat 70. drogi Ritchiego Blackmore'a i pozostałych muzyków Deep Purple coraz bardziej się rozchodziły. Jednym z powodów odejścia gitarzysty było odrzucenie jego pomysłu nagrania przeróbki "Black Sheep of the Family" grupy Quatermass. Blackmore postanowił zatem nagrać ją jako solowy singiel, z pomocą muzyków Elf (grupy supportujących Purpli na trasie, której wokalistą był Dio). Potrzebowaliśmy jeszcze czegoś na stronę B - mówił. Nasz numer "Sixteen Century Greenslaves" okazał się jednak lepszy niż ten ze strony A. I wtedy zacząłem się zastanawiać, czy nie warto by było nagrać całego albumu. Wreszcie powiedziałem: "Ronnie, stwórzmy zespół".
Singiel nigdy nie został wydany, natomiast muzykom udało się stworzyć cały album, na który trafiły oba wspomniane utwory. Longplay nie mógł być jednak promowany trasą koncertową - Blackmore musiał dopełnić koncertowych zobowiązań wobec Deep Purple, a muzycy Elf chcieli dokończyć promocję swojego ostatniego albumu, "Trying to Burn the Sun".
Kiedy w końcu pod koniec 1975 roku zespół zaczął koncertować, "Sixteen Century Greenslaves" stał się jednym z obowiązkowych punktów występów. W setliście utrzymywał się do odejścia z zespołu Ronniego Jamesa Dio. Utwór był później wykonywany (w latach 1997-2005) przez obecny zespół Ritchiego Blackmore'a, Blackmore's Night - oczywiście w znacznie zmienionej aranżacji.


2. "Man on the Silver Mountain" (z albumu "Ritchie Blackmore's Rainbow", 1975)


Pierwszy singiel zespołu (nienotowany na listach), a także kolejny stały punkt koncertów pierwszego wcielenia Rainbow. Na żywo utwór osiągał długość kilkunastu minut - muzycy rozszerzali go o improwizacje, a czasem także o cytaty z innych utworów. Najbardziej znane koncertowe wykonanie utworu znalazło się na koncertówce "On Stage". W środku "Man on the Silver Mountain" zazwyczaj wykonywałem wokalizę - mówił Ronnie Dio. Tego wieczoru szepnąłem Cozy'emu [Powellowi, perkusiście]: "A może by przejść tam w 'Starstuck'?". Ritchie od razu się zorientował. Cały zespół wszedł perfekcyjnie.
"Man on the Silver Mountain" przeszedł później do koncertowego repertuaru grup Dio (która wykonywała go regularnie, choć często tylko we fragmencie) i Blackmore's Night (tylko na kilku pierwszych występach, w 1997 roku).


3. "Catch the Rainbow" (z albumu "Ritchie Blackmore's Rainbow", 1975)

Spokojna ballada, o której Ronnie James Dio mówił: To dla mnie najlepszy spośród wszystkich utworów Rainbow. Jednak z własnym zespołem sporadycznie sięgał po nią podczas występów na żywo (po raz pierwszy dopiero w 1997 roku). "Catch the Rainbow" był natomiast regularnie grany na wszystkich koncertach Rainbow w latach 1975-78, podczas których rozrastał się do kilkunastu minut.
Historia opowiedziana w tekście dzieje się w średniowieczu, a dotyczy romansu stajennego i kobiety z wyższych sfer - aby nie popełnić mezaliansu, nie mogą być ze sobą. Pod względem muzycznym utwór przypomina kompozycje "Little Wings" i "Angel" Jimiego Hendrixa - ulubionego gitarzysty Ritchiego Blackmore'a.


4. "The Temple of the King" (z albumu "Ritchie Blackmore's Rainbow", 1975)

Druga ballada z debiutanckiego albumu Rainbow, ciekawie wzbogacona o brzmienia gitary akustycznej i melotronu. "The Temple of the King" ma cudowną melodię. Naprawdę cudowną - zachwycał się Ritchie Blackmore.
Był to także drugi singiel promujący longplay (podobnie jak poprzedni, nienotowany na listach), z niewiadomych powodów sygnowany tylko nazwiskiem Blackmore'a, zamiast nazwą zespołu.
"The Temple of the King" nigdy nie został zagrany na żywo przez Rainbow w czasach Ronniego Jamesa Dio. Ritchie Blackmore dodał go do setlisty dopiero w 1995 roku, kiedy grał już z zupełnie innym składem (m.in. z wokalistą Doogiem Whitem), regularnie wykonuje go także na koncertach Blackmore's Night. Niedawno nagrał z nim nawet nową wersję studyjną (trafiła na tegoroczny album "Dancer and the Moon"). "The Temple of the King" był także wykonywany na żywo przez grupę Dio (po raz pierwszy w 1987 roku, natomiast podczas ostatniej trasy, z 2008 roku, był grany dość regularnie).


5. "Stargazer" (z albumu "Rising", 1976)

Ponad ośmiominutowy utwór, często uznawany za największe osiągnięcie Rainbow. Kompozycja rozpoczyna się charakterystycznym perkusyjnym wstępem. Ritchie powiedział: "Mam tu taki kawałek, 'Stargazer'. Brakuje mi w nim wstępu, czegoś, co rozrywałoby na strzępy" - wspominał Cozy Powell. A ja po prostu usiadłem za bębnami i wymyśliłem ten perkusyjny fragment, który otwiera utwór. Po chwili wchodzi główny riff utworu, dublowany partiami smyczków, w wykonaniu monachijskiej orkiestry filharmonicznej. Gdy komponowałem ten utwór, uczyłem się grać na wiolonczeli - wyjaśniał Blackmore. A ponieważ dopiero zaczynałem naukę, potrafiłem zagrać jedynie bardzo proste rzeczy. Gdy człowiek zaczyna grać na innym instrumencie i niewiele jeszcze potrafi, odkrywa prostsze nuty. Myślę, że jeden z powodów dla których "Stargazer" okazał się czymś tak wspaniałym, było to, że jest to muzyka niezwykle prosta, ale zarazem efektowna, o dużej sile wyrazu.
W innym wywiadzie gitarzysta twierdzi jednak, że "Stargazer" nie należy do jego ulubionych utworów. Może dlatego, że został fatalnie nagrany - wyjaśniał. Nie ma w nim basu. Coś zostało schrzanione. Nawet jak podkręcasz basy, nic to nie daje. Kiedy wracam do tego nagrania, zawsze jestem rozczarowany. Świetnie słychać głos i gitarę - basu wcale. "Stargazer" brzmi przez to przenikliwie, wysoko.
Całości dopełnia niesamowita partia wokalna Ronniego, śpiewającego typowy dla siebie tekst, o proroku, którego wyznawcy zbudowali wieżę, z której miał się wzbić w niebiosa - ale on po prostu z niej spadł.
"Stargazer" był stałym punktem koncertów Rainbow w latach 1975-76, sporadycznie był także wykonywany przez zespół Dio (nigdy w całości).


6. "Kill the King" (z albumu "On Stage", 1977)

Utwór powstał podczas trasy promującej album "Rising", kiedy okazało się, że zespół potrzebuje mocnego otwieracza - czegoś w stylu "Highway Star" i "Burn" Deep Purple. Uświadomiliśmy sobie, że przydałby się taki szybki otwieracz występów - mówił Dio. Tekst dotyczy gry w szachy. Ale pewnie znajdą się ludzie, którzy zinterpretują to tak, że chodzi o jakiegoś średniowiecznego króla, którego napadły jakieś pionki.
Przed skomponowaniem "Kill the King" zespół rozpoczynał koncerty utworem "A Light in the Black" (z albumu "Rising"), który najwidoczniej nie sprawdził się w tej roli, mimo równie szybkiego tempa. "Kill the King" otwierał wszystkie koncerty grupy do odejścia z niej Ronniego. Później został przesunięty w inne miejsce setlisty i utrzymał się w niej aż do rozwiązania Rainbow w 1983 roku. Był także wykonywany na żywo przez grupę Dio (w latach 2006-08).
Swoją płytową premierę utwór miał na koncertowym albumie "On Stage". Studyjna wersja pojawiła się dopiero na wydanym rok później longplayu "Long Live Rock'n'Roll". Utwór został wydany także na singlu (w wersji z "On Stage"). Była to pierwsza mała płyta zespołu, jaka znalazła się w brytyjskim notowaniu (44. miejsce).


7. "Long Live Rock'n'Roll" (z albumu "Long Live Rock'n'Roll", 1978)

Pierwszy singiel (33. pozycja na UK Singles Chart) promujący trzeci studyjny album Rainbow - ostatni z Ronniem Jamesem Dio. Zgodnie z tytułem, utwór utrzymany jest w klasycznie rock and rollowej stylistyce. Od razu został stałym punktem koncertów Rainbow, a Blackmore chętnie wykonywał go także po odejściu pierwszego wokalisty - w przeciwieństwie do większości pozostałych kawałków z tego okresu. Utwór był także regularnie wykonywany przez zespół Dio.
"Long Live Rock'n'Roll" był jednym z trzech utworów (pozostałe dwa to "Gates of Babylon" i "LA Connection") do których nakręcono promocyjne wideoklipy. Wszystkie przedstawiały grający zespół - i nic poza tym.


8. "Gates of Babylon" (z albumu "Long Live Rock'n'Roll", 1978)

Utwór został częściowo skomponowany przez ówczesnego klawiszowca, Davida Stone'a, który jednak nie został dopisany jako współautor (utwór jest sygnowany wyłącznie nazwiskami Blackmore'a i Dio, jak większość wczesnych kawałków Rainbow). Utwór zdradza inspirację muzyką orientalną, ponadto po raz kolejny zespół skorzystał z pomocy muzyków grających na instrumentach smyczkowych - tym razem wsparli ich Bavarian String Ensemble.
Chociaż utwór nie został nigdy zagrany na koncercie Rainbow, grupa Dio regularnie wykonywała go na żywo, począwszy od 2004 roku.

Dio w 1987 roku: Craig Goldy, Vinnie Appice, Ronnie James Dio, Claude Schnell i Jimmy Bain.

Część II: Dio

9. "Holy Diver" (z albumu "Holy Diver", 1983)

Tytułowy utwór z pierwszego albumu zespołu Dio, a zarazem pierwszy promujący go singiel (40. miejsce na Mainstream Rock Chart magazynu Billboard, 72. pozycja na UK Singles Chart). Utwór rozpoczyna się długim klawiszowym wstępem, po którym wchodzi charakterystyczny główny motyw utworu, bardzo zbliżony do "Heaven and Hell" Black Sabbath.
"Holy Diver" to metalowa melodia, która nie umrze - zapewniał Ronnie w 2009 roku. Z jakiegoś powodu ten utwór, jak również cały album, idealnie trafił w gusta ludzi. Stało się tak pomimo dość niejasnego tekstu, z wersami w stylu Ride the tiger / You can see his stripes but you know he's clean / Oh don't you see what I mean. Wokalista wyjaśniał znaczenie tych słów następująco: Tygrys symbolizuje siłę, podczas gdy jego paski sugerują nieczystość. Ten fragment tekstu oznacza, że musisz skorzystać z tej siły i nie osądzać innych po czymś, co wygląda na zanieczyszczenie. Nawiązaniem do przesłania tytułowego utworu jest okładka zdobiąca album "Holy Diver": Ludzie mówią, ze coś, co wygląda na potwora, topi księdza - mówił Dio. Ale skąd oni wiedzą, czy to ksiądz nie topi potwora? Nigdy nie można oceniać niczego powierzchownie.
Według portalu setlist.fm, "Holy Diver" był najczęściej wykonywanym na żywo utworem grupy Dio - został zagrany 590 razy.


10. "Rainbow in the Dark" (z albumu "Holy Diver", 1983)


Drugi singiel z albumu, który odniósł całkiem spory sukces: 14. miejsce na amerykańskim Mainstream Rock Chart, a także 46. na UK Singles Chart. Utwór na tle reszty albumu wyróżnia się bardziej komercyjnym charakterem - bardzo przebojową melodią i gitarowym riffem schowanym za klawiszowym motywem, granym przez samego Ronniego Jamesa Dio (dopiero na następnej płycie w składzie znalazł sie klawiszowiec).
Tytuł kawałka niekoniecznie odnosi się do nazwy grupy Ritchiego Blackmore'a, Ronnie używał symbolu tęczy już w tekstach, które pisał dla Elf. Tęcze zawsze uświadamiały mi, jak nieistotne jest wszystko, co robimy - mówił. Natomiast o tekście utworu mówił następująco: "Rainbow in the Dark" to bardzo osobista piosenka. Zaczynałem nagrywanie pierwszego albumu pod własnym nazwiskiem, utwór mówi o tym, co w tym przełomowym momencie czułem. Uważam, że każdy temat na tekst jest dobry, o ile przy jego pomocy można pobudzić wyobraźnię słuchacza. Zawsze staram się nie poprzestawać na jednoznacznych stwierdzeniach typu "czarne jest czarne". Wolę zawsze zapytać: a może są sytuacje, gdy czarne znaczy białe i odwrotnie?
"Rainbow in the Dark" był regularnie grany na żywo, zabrzmiał podczas prawie każdego koncertu grupy Dio.


12. "The Last in Line" (z albumu "The Last in Line", 1984)


Trzeci singiel zespołu (wydany tylko w Stanach, gdzie doszedł do 10. miejsca Mainstream Rock Chart), zaczynający się balladowo, ale później nabierający mocy. Zespół Dio bardzo często stosował taką technikę, już od swojego debiutanckiego albumu (utwory "Don't Talk to Strangers" i "Invisible"). Lubię pisać i śpiewać delikatne kawałki, ale nie często mam ochotę zrobić stuprocentową balladę - wyjaśniał Ronnie. Wprowadzam więc do utworów tylko pewne elementy balladowe, które mają wprowadzić słuchacza w eteryczny nastrój - do czasu aż spada młot. W końcu jesteśmy zespołem heavy metalowym, a takie kontrasty czynią utwory jeszcze cięższymi. W innym wywiadzie wokalista wyjaśniał, że nie lubi nazywania jego spokojniejszych utworów balladami: Przez ballady rozumiem kawałki o kwiatkach, ptaszkach, lub o miłości. Ja takich nie nagrywam. Pomijając "Catch the Rainbow".
"The Last in Line" był jednym ze stałych punktów setlisty większości występów zespołu.


11. "We Rock" (z albumu "The Last in Line", 1984)


Utwór reprezentujący ostrzejsze oblicze zespołu. Mimo tego, został wydany na singlu, co nie było do końca udanym pomysłem - dla Amerykanów kawałek okazał się zbyt szybki i ciężki, w rezultacie czego nie wszedł do tamtejszych notowań. Z drugiej strony, znacznie bardziej spodobał się Brytyjczykom, chociaż 42. miejsce na UK Singles Chart i tak nie było zbyt spektakularnym sukcesem. 
Pomimo niewielkiego powodzenia małej płyty, "We Rock" stał się jednym z najbardziej znanych utworów Dio, mającym stałe miejsce na wszystkich kompilacjach podsumowujących dorobek grupy. Stało się tak głównie dzięki częstym wykonaniom na żywo - przeważnie na zakończenie występu.


13. "Rock'n'Roll Children" (z albumu "Sacred Heart", 1985)


Utwór, pomimo swojego komercyjnego charakteru (dużo klawiszy i chwytliwa, niemal popowa melodia), w tekście porusza bardzo poważny temat - przemocy wobec nieletnich. Ronnie James Dio był zresztą bardzo zaangażowany w pomoc młodzieży - był jednym z inicjatorów powstania charytatywnej organizacji Children of the Night, mającej na celu zapobieganie przestępczości, której ofiarami padają dzieci, a także pomagającej młodzieży uwolnić się od uzależnień.
"Rock'n'Roll Children" stał się kolejnym wielkim przebojem zespołu, dochodząc do 26. miejsca zarówno na UK Singles Chart, jak i na amerykańskim Mainstream Rock Chart. Dzięki niemu grupa nawet dostała zaproszenie do słynnego brytyjskiego programu Top of the Pops, która jednak została odrzucona przez Ronniego, twierdzącego, że jego zespół nie pasuje do prezentowanej tam przeważnie muzyki.
Podczas koncertów Dio, "Rock'n'Roll Children" był wykonywany regularnie, jedynie z przerwą w pierwszej połowie lat 90.


14. "All the Fools Sailed Away" (z albumu "Dream Evil", 1987)


Kolejny utwór zbudowany na kontraście fragmentów balladowych i heavy metalowego ciężaru; dodatkowo pojawiają się tutaj długie syntezatorowe solówki. Utwór został wydany na singlu - drugim promującym album "Dream Evil" (na pierwszy wybrano "I Could Have Been a Dreamer"), ale nie był notowany na listach ani w Wielkiej Brytanii, ani w Stanach.
"All the Fools Sailed Away" był jednak dość regularnie grany na żywo (w latach 1987-88 oraz 2000-06), dzięki czemu z czasem stał się jednym z najpopularniejszych utworów grupy - w przeciwieństwie do radzącego sobie nieźle w notowaniach "I Could Have Been a Dreamer" (33. miejsce na Modern Rock, 69. na UK Singles), który nie był chętnie wykonywany na koncertach - z setlisty wypadł już w 1987 roku i nigdy do niej nie wrócił.


15. "This Is Your Life" (z albumu "Angry Machines", 1996)

Jeden z najbardziej nietypowych utworów Dio, oparty wyłącznie na akompaniamencie pianina, z syntezatorowym, symfonicznym tłem - zarówno pod względem aranżacyjnym, jaki i melodycznym, kojarzyć może się z balladami Queen. Ronnie oczywiście buntował się przed taką klasyfikacją utworu: "This Is Your Life" nie jest balladą - zarówno pod względem muzycznym, jak i tekstowym, jest to rodzaj deklaracji. Co ciekawe, ten delikatny utwór pochodzi z najcięższego albumu Dio, "Angry Machines".
W innym wywiadzie wokalista opowiadał: "This Is Your Life" napisałem, kiedy kilka osób z mojego otoczenia wpadło w duże kłopoty. Chciałem im jakoś pomóc, powiedzieć: to twoje życie, nie trać kontroli, panuj nad nim. Sytuacja nie dotyczyła bezpośrednio mnie, więc napisanie utworu było łatwe.
"This Is Your Life" nigdy nie został wykonany na żywo.


16 października 2013

[Recenzja] Motörhead - "Aftershock" (2013)



Czego należy spodziewać się po Motörhead? Ostrego, szybkiego i bardzo energetycznego grania - jak na albumach "Overkill" i "Ace of Spades". Już pierwszy udostępniony przez zespół kawałek, "Crying Shame", pokazywał, że muzycy są w dobrej formie. Chociaż średnia ich wieku mocno przekracza 50 lat (Lemmy zbliża się do siedemdziesiątki), to wciąż potrafią przyłożyć mocniej od większości zespołów złożonych z dwudziestolatków. Większość utworów spokojnie mogłaby trafić na któryś z wspomnianych wyżej albumów (np. "Heartbreaker", "End of Time", "Going to Mexico", "Queen of the Damned", "Paralyzed"). Wiele z nich ma też spory potencjał komercyjny - w dobrym tego słowa znaczeniu (np. "Knife", "Keep Your Powder Dry"). 

Na "Aftershock" nie brak jednak bardziej zaskakujących momentów. Już trzeci na płycie "Lost Woman Blues" - zgodnie z tytułem czerpiący z bluesa - charakteryzuje się wolniejszym tempem i dobrą melodią, a także świetnym brzmieniem gitary. Pod koniec muzycy trochę niepotrzebnie przyśpieszają, przez co znika cały klimat kawałka. W całości łagodny jest za to "Dust And Glass" z... delikatnym śpiewem Lemmy'ego! To coś absolutnie nowego w twórczości Motörhead - grupa już wcześniej nagrywała ballady, ale głos wokalisty zawsze brzmiał w nich chropowato. Do nietypowych momentów longplaya zaliczyć można jeszcze "Death Machine", oparty na transowych, monotonnych riffach.

"Aftershock" to po prostu solidny, motörheadowy album. Nowych wielbicieli grupie raczej nie przysporzy, ale wszyscy dotychczasowi powinni być nim zachwyceni. Jeżeli już, to można się przyczepić do obecności zbyt wielu utworów - gdyby zrezygnować z kilku (moje typy: "Do You Believe" i "Silence When You Speak to Me"), longplay mógłby na tym trochę zyskać.

Ocena: 7/10



Motörhead - "Aftershock" (2013)

1. Heartbreaker; 2. Coup De Grace; 3. Lost Woman Blues; 4. End of Time; 5. Do You Believe; 6. Death Machine; 7. Dust And Glass; 8. Going to Mexico; 9. Silence When You Speak to Me; 10. Crying Shame; 11. Queen of the Damned; 12. Knife; 13. Keep Your Powder Dry; 14. Paralyzed

Skład: Lemmy Kilmister - wokal i bass; Phil Campbell - gitara; Mikkey Dee - perkusja
Producent: Cameron Webb


13 października 2013

[Artykuł] Najważniejsze utwory Scorpions

Zespołu Scorpions nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Każdy zna piosenkę z gwizdaniem. Warto jednak przypomnieć, że twórczość tej grupy to nie tylko "Wind of Change" i tandetna przeróbka węgierskiego szlagieru "Gyöngyhajú lány" (w wersji skorpionów nosząca tytuł "White Dove"), jak mogą sądzić słuchacze polskich rozgłośni radiowych. Grupa zaczynała od grania ambitnego rocka, by z czasem stać się jednym z najważniejszych przedstawicieli muzyki hardrockowej. W latach 90. trochę się pogubili - nie tylko z powodu nagrania dwóch wyżej wspomnianych kawałków - ale wcześniej udało im się stworzyć kilka wartościowych rzeczy. Poniższe zestawienie obejmuje 15 najważniejszych utworów, jakie ta niemiecka grupa nagrała w swojej prawie 50-letniej karierze.

Scorpions w 1975 roku: Francis Buchholz, Klaus Meine, Rudy Lenners, Ulrich Roth i Rudolf Schenker.

1. "Lonesome Crow" (z albumu "Lonesome Crow", 1972)

Ponad trzynastominutowa, wielowątkowa kompozycja będąca kwintesencją wczesnego stylu grupy, z pewnością wywołuje szok u wszystkich, dla których Scorpions to zespół od łzawych ballad i komercyjnego hard rocka. W tamtym czasie dopiero szukaliśmy własnego stylu - mówił wokalista Klaus Meine o początkach grupy. Debiutancki album grupy został zaliczony do nurtu zwanego krautrockiem - niemieckiej odmiany ambitnego rocka - z czym nie zgadzali się muzycy. Granice krautrocka wytyczały dokonania takich zespołów, jak Amon Duul II czy Guru Guru - mówił gitarzysta Rudolf Schenker. Nigdy nie czuliśmy żadnego pokrewieństwa z nimi. Zresztą w ogóle nie czuliśmy pokrewieństwa z niemiecką sceną rockową. Od samego początku staraliśmy się tworzyć muzykę, którą dałoby się wpisać w ramy światowego rocka.


2. "Fly to the Rainbow" (z albumu "Fly to the Rainbow", 1974)

"Fly to the Rainbow" był jednym z dwóch utworów na albumie (obok "Far Away"), w których tworzeniu brał udział oryginalny gitarzysta grupy, Michael Schenker (prawdopodobnie jako wynagrodzenie za przejście do brytyjskiego UFO). Młodszy z braci Schenkerów napisał utwór wspólnie ze swoim następcą, Ulim Jonem Rothem.
Jest to kolejny rozbudowany utwór, najlepiej pokazujący ówczesne inspiracje członków zespołu: w środkowej części słychać gitarowe unisona jak żywcem wyjęte z płyt Wishbone Ash, natomiast trzecia, ostatnia część utworu nawiązuje do Jimiego Hendrixa - największego idola i inspiracji Rotha. Utwór rozpoczyna się natomiast delikatnym akustycznym wstępem, który nigdy nie został powtórzony na żywo (prawdopodobnie ze względu na jego złożoną strukturę, nie do odtworzenia przez dwóch gitarzystów).
Na żywo utwór był grany regularnie w latach 1975-79, później został przypomniany na trasie Humanity Tour (2007/08).


3. "In Trance" (z albumu "In Trance", 1975)

To już "właściwy" Scorpions - mocna, hardrockowa ballada. Znaleźliśmy wreszcie własny styl - przyznawał Meine. Natomiast o samym utworze wokalista opowiadał: "In Trance" napisaliśmy z Rudolfem w starym kościółku w Belgii. Nie pamiętam już dlaczego się tam znaleźliśmy. Usiedliśmy w ławkach i w pewnej chwili Rudolf zagrał na gitarze wymyślony pod impulsem chwili riff, który zabrzmiał w tym niezwykłym miejscu magicznie. Dodałem coś od siebie i tak dość szybko stworzyliśmy cały utwór. W jakimś sensie nasza współpraca jako twórców datuje się od tej chwili. Mimo, że już wcześniej napisaliśmy razem kilka kawałków.
"In Trance" został dwukrotnie wydany na singlu - oryginalna wersja w 1976 roku (nie weszła na notowania, jak zresztą żaden inny singiel zespołu z tamtych czasów), a w 1995 nagranie koncertowe z albumu "Live Bites" (również nie notowane na listach sprzedaży). Utwór do dziś sporadycznie grany jest na żywo, jako jeden z nielicznych kawałków z czasów, kiedy w zespole grał Roth.


4. "He's a Woman - She's a Man" (z albumu "Taken by Force", 1977)

Pierwszy utwór którego współkompozytorem był nowy perkusista, Herman Rarebell. Wraz z pomocą Klausa napisał tekst zainspirowany pewnym wydarzeniem na trasie... Byliśmy na promocyjnym tournee w Paryżu i poszliśmy na dzielnicę czerwonych latarni - opowiadał perkusista. Z okna zawołała nas kobieta, podeszła do nas i powiedziała: "Cześć, jak się macie?". Po niemiecku. Okazała się niemieckim transwestytą. Zainspirowało mnie to i tej nocy napisałem o tym tekst. Rudolf Schenker dopisał muzykę, w tym charakterystyczny, ciężki riff, dzięki któremu utwór bywa uznawany za pierwszy kawałek speed metalowy, lub nawet thrash metalowy.
"He's a Woman - "She's a Man" został wydany na singlu (z pierwszą niealbumową stroną B w historii zespołu - "Suspender Love"), ale nie wszedł do notowań. Utwór sporadycznie grany jest na koncertach do dzisiaj.


5. "We'll Burn the Sky" (z albumu "Taken by Force", 1977)

Autorem tekstu "We'll Burn the Sky" jest Monika Dannemann - znana jako ostatnia dziewczyna Jimiego Hendrixa, a także ostatnia osoba, jaka widziała go żywego; późniejsza żona Ulricha Rotha. Słowa Dannemann były początkowo poematem, napisanym w hołdzie Hendrixowi. Muzyka została skomponowana przez Rudolfa Schenkera.
Do dzisiaj utwór jest często wykonywany przez grupę na żywo - najczęściej ze wszystkich utworów, w których wersjach studyjnych grał Roth. "We'll Burn the Sky" można było usłyszeć na ponad 200 koncertach (według niepełnych danych portalu setlist.fm).


6. "Holiday" (z albumu "Lovedrive", 1979)

Jedna z wielu typowych dla grupy ballad. "Holiday" nie był co prawda przebojem, ale publiczność do dzisiaj domaga się go na koncertach - mówił Meine. Na singlu utwór został wydany dopiero w 1990 roku, w zremiksowanej wersji przygotowanej na kompilację "Best of Rockers 'n' Ballads" (1989). Na małej płycie ukazała się również koncertowa wersja utworu, pochodząca z albumu "Acoustica" (2001).
W koncertowej setliście "Holiday" pojawił się w 1980 roku i do dzisiaj jest regularnie grany na większości koncertów zespołu.


7. "The Zoo" (z albumu "Animal Magnetism", 1980)

Według rankingu setlist.fm jest to najczęściej wykonywany na żywo utwór zespołu - do tej pory zabrzmiał ze sceny 825 razy, wyprzedzając takie przeboje, jak "Rock You Like a Hurricane" (806 razy) czy "Still Loving You" (741 razy), nie wspominając już o "Wind of Change" (647 razy).
Utwór został skomponowany przez Rudolfa Schenkera w 1979 roku, podczas amerykańskiej trasy zespołu. Kiedy gitarzysta po raz pierwszy zagrał główny riff Klausowi Meine, ten od razu wpadł na pomysł tekstu, zainspirowany wizytą w Nowym Jorku - mieście porównanym przez wokalistę do tytułowego zoo.
"The Zoo" został wydany na singlu i odniósł umiarkowany sukces (75. miejsce w Wielkiej Brytanii). W 2011 roku zespół nagrał utwór ponownie, na album "Comeblack".
W 1998 roku własną wersję utworu nagrał Bruce Dickinson, wokalista (wówczas były) Iron Maiden.


8. "No One Like You" (z albumu "Blackout", 1982)

Pierwszy międzynarodowy hit zespołu - 40. miejsce na notowaniu niemieckim, 64. na brytyjskim i 65. na amerykańskim, a także 1. miejsce na liście Billboard Rock Tracks. Trzy lata później utwór został ponownie wydany na małej płycie, tym razem w wersji koncertowej (z albumu "World Wide Live", 1985).
Pamiętam, że kilka razy przymierzałem się do napisania tego utworu, ale zupełnie mi nie szło - mówił Meine. I dopiero pewnego ranka, wylegując się na trawie, przelałem tęsknotę za Gaby, moją żoną, w słowa "No One Like You". Podobno pierwotnie tekst został napisany po niemiecku, a jego znacznie zostało częściowo zmienione podczas tłumaczenia.
"No One Like You" od samego początku był grany na żywo, znalazł się w setliście wszystkich tras, jakie od tamtej pory się odbyły, ale podczas wielu z nich grany był tylko sporadycznie. W 2011 roku zespół nagrał utwór ponownie, na album "Comeblack".


9. "When the Smoke Is Going Down" (z albumu "Blackout", 1982)

Jedna z najbardziej znanych ballad zespołu (chociaż nigdy nie wydana na singlu), z pozornie głębokim tekstem, który po wyjaśnieniu wokalisty okazuje się banalny i zupełnie nie pasujący do smutnej muzyki. W tej piosence próbowałem opisać chwilę, którą bardzo lubię - mówił Meine. Po udanym koncercie wychodzę z garderoby i na moment wracam na scenę. Ludzie rozeszli się już do domów, sala jest pusta. Na podłodze leżą puszki, jakieś śmieci. Ale w powietrzu ciągle czuje się atmosferę tego, co się tam wydarzyło. Jedynie dym opada już na ziemię. Przeżyłem to tyle razy, że mam ten obraz przed oczami. W każdej chwili mogę przywołać nastrój takiej chwili. A utwór "When the Smoke Is Going Down" jest próbą opisania go.
Utwór po raz pierwszy został zagrany na żywo dopiero w 1993 roku. Od tamtego czasu obecny był w setlistach wszystkich tras, aczkolwiek tylko podczas Humanity Tour grany był na każdym koncercie.


10. "Rock You Like a Hurricane" (z albumu "Love at First Sting", 1984)

Prawdziwy hardrockowy hymn, skomponowany przez Rudolfa Schenkera w czasie, gdy grupę chwilowo opuściła sekcja rytmiczna, Herman Rarebell i Francis Buchholz. Pierwsza, instrumentalna wersja utworu została nagrana w 1983 roku (z udziałem byłych muzyków Rainbow, perkusisty Bobby'ego Rondinelli i basisty Jimmy'ego Baina, jako muzyków sesyjnych). Tekst został napisany później, po powrocie Rarebella i Buchholza.
To piosenka, którą zrodziły przeżycia podczas tras Scorpionsów po Ameryce: szalona zabawa z szalonymi dziewczynami - w autokarze, na zapleczu sceny - mówił Meine. Ja wymyśliłem tylko refren: "Here I am / Rock you like a hurricane", a Herman całą resztę, ze słowami: "The bitch is hungry / She needs to tell / So give her inches / And fell her well"... Myślę, że powstał tekst, który dość dobrze oddaje szaleństwo życia w rock'n'rollowej trasie.
Utwór został wydany na singlu (25. miejsce w Stanach, 78. w Wielkiej Brytanii). Odkąd tylko został napisany jest stałym punktem każdego koncertu zespołu.
Zespół nagrał "Rock You Like a Hurricane" ponownie w 2000 roku, na album "Moment of Glory" z udziałem orkiestry (utwór nosi tam tytuł "Hurricane 2000"; w tej wersji również ukazał się na singlu) i jeszcze w 2011 roku, na album "Comeblack". Na koncertowym albumie "Acoustica" utwór nosi tytuł "Hurricane 2001").


11. "Still Loving You" (z albumu "Love at First Sting", 1984)

Kolejna słynna ballada zespołu, napisana wiele lat przed zarejestrowaniem jej w studio: Rudolf grał nam tę kompozycje wiele razy, ale minęło siedem lat, nim zdecydowaliśmy się ją nagrać - mówił Meine. Dopiero wtedy napisałem tekst. Byłem w Hanowerze. I wyszedłem na spacer n łąki niedaleko domu. To było zimą, padał śnieg, zrobiło się pięknie i romantycznie. I nagle przyszły mi do głowy słowa pasujące do melodii Rudolfa. Nie miałem jednak przy sobie nic do pisania. Pamiętam, że układałem w głowie kolejne wersy tekstu, ale strasznie się bałem, że je zapomnę. I rzeczywiście, niektóre fragmenty uleciały z pamięci, ale większość zapamiętałem. Brakujące wersy wymyśliłem na nowo. Tematyka tekstu nie jest zbyt wyszukana: "Still Loving You" jest dramatyczną historią związku, który się rozpadł. Kochankowie nie są już razem, facet nie może się z tym pogodzić - wyjaśniał wokalista. Muzycznie jednak kompozycja do dzisiaj robi wrażenie, co przyznaje Meine: Bardzo lubię "Still Loving You". Cudowna, pełna liryzmu melodia i pełen dramatyzmu tekst składają się moim zdaniem na mocną, poruszającą całość.
Utwór został wydany na singlu i wszedł na amerykańską listę (64. miejsce). Lepiej radził sobie w Niemczech (14. miejsce), a najwyższą, 3. pozycję, osiągnął w Szwecji i Francji. Utwór cieszył się ogromną popularnością zwłaszcza w tym ostatnim kraju, gdzie wiele par dało wtedy dzieciom imię Sly, bo były to pierwsze litery tytułu "Still Loving You" - wyjaśniał Schenker. Zespół nawiązał do tego w utworze "SLY" z albumu "Sting in the Tail", wydanego w 2010 roku.
Utwór jest regularnie grany podczas większości koncertów zespołu. Podobnie jak "Rock You Like a Hurricane", zespół nagrał "Still Loving You" ponownie na albumy "Moment of Glory" i "Comeblack".


12. "Big City Nights" (z albumu "Love at First Sting", 1984)

Trzeci singiel z albumu, w przeciwieństwie do dwóch poprzednich notowany tylko w Wielkiej Brytanii (76. miejsce). Mimo to, należy jednak do najbardziej lubianych utworów zespołu, regularnie wykonywanym na żywo (wg setlist.fm tylko "The Zoo" i "Rock You Like a Hurricane" były grane częściej, ale strona ma niekompletne informacje).
Podobnie jak w przypadku dwóch powyższych hitów, zespół postanowił nagrać "Big City Nights" ponownie. Po raz pierwszy na "Moment of Glory" - tamtejsza wersja jest o tyle ciekawa, że zamiast Klausa Meine'a śpiewa w niej Ray Wilson (znany przede wszystkim z albumu "Calling All Stations" Genesis). Nie bardzo wiadomo jak doszło do tej współpracy. Słuchałem Scorpionsów, gdy byłem nastolatkiem - przyznawał Wilson, ale dodawał: Nigdy nie byłem ich wielkim fanem. Zespół nagrał utwór także w 2011 roku, ale trafił tylko na japońskie wydanie albumu "Comeblack".


13. "Rhythm of Love" (z albumu "Savage Amusement", 1988)

To numer, który odniósł duży sukces w latach 80. - mówił Klaus Meine. I jeden z naszych ulubionych kawałków Scorpions. Nawet jeśli nie zawsze wykonujemy go podczas koncertów. To trudny utwór, zwłaszcza z punktu widzenia wokalisty. Ale wspaniały, ma świetny riff. W chwili ukazania się albumu "Savage Amusement" był bardzo popularny w Stanach.
Utwór rzeczywiście był często grany w tamtejszych stacjach radiowych, o czym świadczy 6. pozycja na Mainstream Rock Chart. Aczkolwiek sprzedaż singla w USA nie była zbyt wysoka - kawałek doszedł zaledwie do 75. miejsca listy Billboardu. Nieco lepiej poradził sobie w Wielkiej Brytanii (59. miejsce).
"Rhythm of Love" jest dość regularnie wykonywany podczas koncertów. W 2011 roku zespół nagrał utwór ponownie, na album "Comeblack".


14. "Wind of Change" (z albumu "Crazy World", 1990)

Najsłynniejszy utwór zespołu powstał pod wpływem wizyty muzyków w Rosji, w 1989 roku. Autorem kompozycji jest Klaus Meine. Skomponowałem ten utwór na klawiszach, dodając gwizdanie, które oddawało mój ówczesny nastrój - mówił wokalista. W innym wywiadzie jednak przyznawał: Miałem poczucie, że to coś wyjątkowego, ale nie byłem pewien, co myśleć o partii gwizdanej. Nie wiedziałem jak zareaguje na nią zespół. Piosenka im się spodobała, ale też wahali się co do tego gwizdania. Nie tylko oni nie byli nim zachwyceni: Producenci chcieli wyrzucić gwizdanie, ale okazało się przecież znakiem firmowym piosenki! - oburzał się Klaus. To dlatego jest tak wyjątkowa, poza przesłaniem politycznym.
No właśnie, przesłanie polityczne - tekst utworu nawiązuje do przemian politycznych w Europie Środkowo-Wschodniej pod koniec lat 80., które przyczyniły się do upadku ZSRR i zakończenia zimnej wojny. Najlepiej podsumowują to słowa Rudolfa Schenkera: "Wind of Change" stało się ścieżką dźwiękową dla największej pokojowej rewolucji w dziejach ludzkości. To było coś wyjątkowego. Dzięki tej piosence dostaliśmy zaproszenie od Michaiła Gorbaczowa, gdy dzierżył jeszcze władzę na Kremlu. Prezydent Związku Radzieckiego spotkał się z zespołem pod koniec 1991 roku. Byłem zaskoczony, że w czasie gwałtownych zmian w kraju - kilkanaście dni później [Gorbaczow] ustąpił, a Związek Radziecki przeszedł do historii - znalazł czas na to, by spotkać się z zespołem rockowym  - mówił Meine.
Utwór został wydany na singlu w kwietniu 1991 roku i stał się największym przebojem zespołu, dochodząc do 2. miejsca w Wielkiej Brytanii, 4. w Stanach, oraz do 1. w kilku krajach europejskich, m.in. w Niemczech i Francji. W Polsce "Wind of Change" spędził siedem tygodni na szczycie Listy Przebojów Trójki.
Popularność utworu sprawiła, że zespół nagrał go także w dwóch innych wersjach, śpiewanej po hiszpańsku ("Vientos de Cambio") oraz po rosyjsku ("Ветер Перемен"). Grupa regularnie wykonuje utwór na żywo. "Wind of Change" został ponownie nagrany na albumy "Moment of Glory" i "Comeblack".


15. "Moment of Glory" (z albumu "Moment of Glory", 2000)

Stworzyłem tę piosenkę w 1997 lub 1998 roku jako propozycję tematu muzycznego wystawy Expo 2000, organizowanej w naszym rodzinnym mieście, w Hanowerze - mówił Meine. Ponieważ już wtedy planowaliśmy nagranie płyty z Filharmonikami Berlińskimi, od początku planowałem ją zaśpiewać z orkiestrą. Dlatego podczas komponowania nie myślałem o niej w kategoriach kawałka rockowego, jakie zwykle wykonuje ze Scorpions, a raczej w kategorii utworu na głos i orkiestrę. Oczywiście, nie miałem żadnej pewności, że organizatorzy Expo zaakceptują moją propozycję. Byłem zaskoczony, kiedy właśnie "Moment of Glory" zaakceptowano jako hymn wystawy. A wykonanie utworu z Filharmonikami Berlińskimi podczas Expo w Hanowerze było dla mnie niezwykłym przeżyciem. Później zaś stał się kawałkiem tytułowym naszej orkiestrowej płyty.
Warto dodać, że Scorpionsi już od połowy lat 90. pracowali nad albumem z orkiestrą. Błędem okazało się zaangażowanie do współpracy kompozytora i aranżera Michaela Kamena, który wycofał się z projektu, gdy prace były już na dość zaawansowanym etapie... po czym sprzedał pomysł Metallice. Ich album "S&M" ukazał się w 1999 roku - rok przed "Moment of Glory", przez co Scorpionsi zostali powszechnie uznani za plagiatorów.
Utwór "Moment of Glory" został wydany na singlu, ale nie zdobył większej popularności (wszedł tylko na niemiecką listę, na której doszedł do 67. miejsca).


16. "New Generation" (z albumu "Unbreakable", 2004)

Po dekadzie eksperymentów (złagodzenie brzmienia na "Pure Instinct", uwspółcześnienie go na "Eye II Eye", do tego albumy z orkiestrą i koncertem unplugged) Scorpionsi postanowili wrócić do ciężkiego rocka na albumie "Ubreakable". Najbardziej reprezentatywnym dla niego utworem jest otwierający go "New Generation". Na początku 2003 roku odbyliśmy trzymiesięczną trasę po Stanach z zespołem Whitesnake jako supportem - mówił Meine. To wtedy doszło do kryzysu irackiego i wszystko wskazywało na to, że wybuchnie wojna, co zresztą w pewnym momencie, w marcu, nastąpiło. Z drugiej jednak strony można było zaobserwować aktywizację ruchów pokojowych - na ulicach miast, od Nowego Jorku po San Francisco, widziało się manifestantów protestujących przeciwko wojnie. Wiele z tego, co wtedy działo się w Ameryce, przeniknęło do tekstu "New Generation". Powstała piosenka o naszych czasach, o świecie, w którym żyjemy, o tym wszystkim, co mu zagraża, jak choćby terroryzm. Piosenka nie tylko o nas, ale też o młodym pokoleniu, które wkrótce przejmie pałeczkę i które przede wszystkim powinno zaangażować się w walkę o lepszy świat, świat bez wojen. Dlatego wpadłem na pomysł, by do udziału w końcówce nagrania zaprosić grupę nastolatków - by zabrzmiał tam głos pokolenia, które już niedługo będzie rządzić światem.
Chór który wystąpił w nagraniu nosi nazwę Jody's Kids. Warto dodać, że "Unbreakable" to pierwszy album zespołu nagrany z basistą Pawłem Mąciwodą.


9 października 2013

[Recenzja] Pearl Jam - "Lightning Bolt" (2013)



Najnowszy album Pearl Jam brzmi jak zbiór odrzutów z kilku poprzednich wydawnictw. Nie tworzą one spójnej całości. Ale i żaden kawałek nie broni się samodzielnie. Wszystkie sprawiają wrażenie tak samo wymęczonych, bez względu na to, czy zespół stawia na wesoły banał (np. "Getaway", "Swallowed Whole", "Let the Records Play"), pseudo-punkowy brud ("Mind Your Manners"), balladowe smęcenie (np. "Sirens", "Yellow Moon", "Future Days"). Zabrakło tu chociaż jednej zapamiętywanej melodii, gitarowej zagrywki czy solówki. Choćby jednej przyciągającej uwagę aranżacji. Czegokolwiek, co wyróżniałoby te nagrania od dziesiątek innych, jakie zespół do tamtej pory wydał. O braku pomysłów świadczy też sięgnięcie po "Sleeping By Myself", nagrany już wcześniej przez Eddiego Veddera na solowy album "Ukulele Songs". I bez niego całość byłaby za długa. Tak naprawdę nie ma jednak żadnego powodu, by męczyć się słuchaniem tego wydawnictwa. Chyba, że jest się zagorzałym wielbicielem zespołu. 

Ocena: 3/10



Pearl Jam - "Lightning Bolt" (2013)

1. Getaway; 2. Mind Your Manners; 3. My Father's Son; 4. Sirens; 5. Lightning Bolt; 6. Infallible; 7. Pendulum; 8. Swallowed Whole; 9. Let the Records Play; 10. Sleeping By Myself; 11. Yellow Moon; 12. Future Days

Skład: Eddie Vedder - wokal, gitara, ukulele; Mike McCready - gitara; Stone Gossard - gitara; Jeff Ament - bass; Matt Cameron - perkusja
Gościnnie: Ann Marie Calhoun - instr. smyczkowe; Brendan O'Brien - pianino
Producent: Brendan O'Brien


6 października 2013

[Artykuł] Najważniejsze utwory Pearl Jam

Już tylko osiem dni zostało do premiery nowego albumu Pearl Jam, zatytułowanego "Lightning Bolt". To dobry powód, żeby przypomnieć sobie najpopularniejsze utwory z dotychczasowego repertuaru grupy.
W poniższym zestawieniu zabrakło największego przeboju grupy, "Last Kiss" (2. miejsce na liście Billboardu), który nie jest autorską kompozycją grupy, a przeróbką utworu Wayne'a Cochrana z początku lat 60.

Pearl Jam w okresie "Vs."/"Vitalogy": Eddie Vedder, Mike McCready, Dave Abbruzzese, Jeff Ament i Stone Gossard.


1. "Alive" (z albumu "Ten", 1991)

Gitarzysta Stone Gossard napisał muzykę tego utworu (pierwotnie zatytułowanego "Dollar Short") jeszcze przed powstaniem grupy. Pierwszą wersję zarejestrował w 1990 roku, wraz z kilkoma innymi kawałkami. W nagraniach oprócz niego udział wzięli basista Jeff Ament - wcześniej grający razem z Gossardem w zespole Mother Love Blone - gitarzysta Mike McCready z innej właśnie rozwiązanej kapeli, Shadow, a także dwóch perkusistów: Matt Cameron (z Soundgarden) oraz Chris Friel (ex-Shadow). Dwaj ostatni nie zostali członkami nowo powstałej grupy, pozostali muzycy musieli rozejrzeć się za stałym perkusistą. Zgłosili się do Jacka Ironsa, byłego perkusisty Red Hot Chili Peppers. Bębniarz był niestety zajęty graniem w grupie Eleven (dopiero w 1994 dołączy do Pearl Jam, w którym zostanie do 1998 roku), ale polecił grupie wokalistę - Eddiego Veddera. Muzycy wysłali do niego taśmę z trzema utworami - "Dollar Short", "Times of Trouble" i "Agytian Crave" - wraz z prośbą o ewentualne dogranie wokali.
Puściłem taśmę i było w niej coś innego - mówił Vedder. Wyróżniało się muzycznie. Chociaż nie byłem pewny jak się w to wpasować, kompozycje utkwiły mi tej nocy w głowie. Zacząłem wymyślać trzyutworową minioperę w duchu Pete'a Townsheda czy Rogera Watersa. Nie sądzę, żebym poświęcił tym trzem piosenkom więcej niż trzy czy cztery godziny, bo odesłałem kasetę tego samego dnia, w drodze na wieczorną zmianę.
"Dollar Short" został przemianowany na "Alive". Tekst opowiadał o nastolatku, który dowiedział się, że wychowujący go człowiek nie jest jego biologicznym ojcem - inspiracją dla wokalisty dostarczyły jego własne przeżycia. W drugiej części "miniopery", "Agytian Crave" - po dopisaniu tekstu noszącego tytuł "Once" - bohater wychodzi i zaczyna zabijać ludzi. Zostaje seryjnym mordercą - wyjaśniał Vedder. W ostatniej części, "Footsteps" (dawnym "Times of Trouble") bohater obarcza za swoje winy kogoś innego.
"Alive" został wydany na debiutanckim singlu grupy i od razu stał się przebojem w Wielkiej Brytanii (16. miejsce). W Stanach nie wszedł na główną listę Billboardu, ale znalazł się na dwóch mniej istotnych notowaniach tego magazynu - Mainstream Rock Tracks (16. miejsce) i Modern Rock Tracks (18. miejsce). Obie listy powstają w oparciu o częstotliwość grania danych utworów w amerykańskich stacjach radiowych.


2. "Even Flow" (z albumu "Ten", 1991)

Udaję tu Steviego Raya Vaughana, kiepska próba - przyznawał Mike McCready. Riff ułożył Stone, a ja próbowałem ukraść wszystko, co poznałem u Vaughana i włożyć do tego numeru. Ewidentna zrzyna. Lub, jak kto woli, zrzyna w hołdzie. Ze wszystkich utworów na "Ten", właśnie nagranie tego sprawiło muzykom największe trudności. Robiliśmy to 50-70  razy - twierdził McCready. Przysięgam, to był koszmar. Graliśmy numer w kółko aż go znienawidziliśmy. Myślę, że Stone do dziś nie jest zadowolony z rezultatu. Ten utwór wymagał największego mozołu. Jeff Ament przyznawał: To świetny utwór, ale nagrywaliśmy go setki razy.
Podobnie jak wiele innych utworów z albumu "Ten", muzyka do "Even Flow" powstała przed zebraniem pełnego składu grupy. Oryginalna, instrumentalna wersja nosiła tytuł "The King", dopiero później Eddie Vedder dopisał tekst, dotyczący bezdomności. Kawałek został wydany na drugim singlu zespołu, który doszedł do 27. miejsca brytyjskiego notowania, 3. na Mainstream Rock Tracks, oraz 21. na Modern Rock Tracks.


3. "Black" (z albumu "Ten", 1991)

Utwór początkowo nosił tytuł "E Ballad", który dużo mówi o jego klimacie. Uważam, że to piękna piosenka - mówił McCready. Skomponował ją Stone i pozwolił mi zagrać, co chcę. To kolejna zrzynka z Vaughana. Wydawca zespołu chciał wypuścić utwór na singlu, ale sprzeciwił się temu Vedder, uważający, że napisany przez niego tekst jest zbyt osobisty. Niektóre kawałki nie mogą być grane pomiędzy hitem nr 2 a hitem nr 5. Grozi im wtedy zniszczenie, bo są zbyt kruche - tłumaczył. Pomimo tego, utwór i tak stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych kawałków grupy, dzięki regularnemu graniu na żywo.


4. "Jeremy" (z albumu "Ten", 1991)

Jeden z nielicznych utworów na debiutanckim albumie Pearl Jam, który nie pochodzi z dema z utworami Gossarda. Utwór powstał już po dołączeniu do składu Eddiego Veddera. Kompozytorem jest Jeff Ament - zalążkiem utworu był wymyślony przez niego motyw zagrany na 12-strunowej gitarze basowej (według innego źródła - na gitarze akustycznej). Wokalista dopisał tekst zainspirowany prawdziwą historią - wydarzeniami ze stycznia 1991 roku, kiedy piętnastoletni Jeremy Wade Delle zastrzelił się w szkole, na oczach swojej klasy. To była niewielka notatka - mówił Vedder. Zabijasz się, odstawiasz wielkie poświęcenie i próbujesz dokonać zemsty... A wszystko, co z tego zostaje, to wzmianka w gazecie. Niczemu to nie służy. Nic się nie zmienia. Świat jedzie dalej, a ty jesteś przejechany. Najlepszą zemstą jest dalsze życie i udowodnienie swojej wartości.
Początkowo wokalista nie był przekonany czy taka tematyka nadaje się na tekst utworu, ale... Pytałem czy to ok, że tekst opowiada o dzieciaku, który popełnił samobójstwo. Ale oni byli bardziej zajęci poszukiwaniem perkusisty i kwestią tempa - mówił Vedder.
"Jeremy" był trzecim singlem promującym "Ten" - pierwszym, który trafił na amerykańską listę Billboardu (79. miejsce, ponadto 5. na Mainstream... i Modern Rock Tracks), tradycyjnie dobrze radził sobie także na liście w Wielkiej Brytanii (15. miejsce).


5. "Yellow Ledbetter" (strona B singla "Jeremy", 1992)

Kolejny utwór stworzony dopiero podczas nagrywania debiutanckiego albumu. Chociaż skończył jako strona B singla, szybko zainteresowały się nim rozgłośnie radiowe, dzięki czemu utwór trafił na notowania Mainstream Rock Tracks (21. miejsce) i Modern Rock Tracks (26. miejsce). Ponadto utwór należy do najchętniej wykonywanych przez grupę na żywo - w jednym z wywiadów McCready stwierdził, że to ich ulubiony utwór koncertowy. Jest także obecny na obu kompilacjach utworów Pearl Jam - nie tylko na zbierającym nagrania niealbumowe "Lost Dogs", ale także w zbiorze największych hitów, "Rearviewmirror (Greatest Hits 1991-2003)".


6. "State of Love and Trust" (z soundtracku "Singles", 1992)

Utwór po raz pierwszy został zarejestrowany podczas sesji nagraniowej "Ten", ale nigdy nie był brany pod uwagę jako część albumu; powstawał z myślą o pojawieniu się na ścieżce dźwiękowej filmu "Singles". I rzeczywiście się na niej znalazł, ale w wersji nagranej później, w 1992 roku. Oryginalna wersja została opublikowana dopiero w 2009 roku, na reedycji "Ten", chociaż według Amenta jest lepsza od filmowej: "State of Love and Trust" z Davem Krusenem na bębnach jest znacznie lepszy od tej, która została wydana. Gra w klimacie, w jakim utwór powstał. Ta wersja jest bardziej surowa.
"State of Love and Trust" (w wersji filmowej) był jednym z pierwszych utworów nagranych z perkusistą Davem Abbruzzese, który w 1994 roku wyleciał ze składu z powodu konfliktu z pozostałymi muzykami. To ostatnie może tłumaczyć dlaczego Ament preferuje niedopracowaną wersję utworu, od tej ostatecznej.
Utwór nie został wydany na singlu, ale jest regularnie grany podczas koncertów zespołu.


7. "Daughter" (z albumu "Vs.", 1993)

Najbardziej znany utwór z drugiego longplaya zespołu, "Vs.". Kawałek opiera się na głównie na brzmieniach akustycznych - Stone Gossard gra na gitarze akustycznej, a Jeff Ament na kontrabasie - elektryczna gitara wychodzi na pierwszy plan tylko podczas solówki Mike'a McCready'ego, o której gitarzysta mówił: To jedna z niewielu solówek, nad którymi naprawdę musiałem usiąść i popracować. Tekst Veddera, zgodnie z jego własnym wyjaśnieniem, opowiada o dziewczynie z dysleksją, której matka nie mogła zrozumieć jej niepełnosprawności i myśli, że jej córka jest po prostu zbuntowana.
Utwór został wydany na singlu - w brytyjskim notowaniu tradycyjnie zatrzymał się przed pierwszą dziesiątką listy (18. miejsce), natomiast w Stanach doszedł tylko do 97. miejsca głównej listy Billboardu, chociaż na Mainstream... i Modern Rock Tracks zdobył szczyt. "Daughter" należy do stałych punktów koncertów zespołu - podczas jego wykonywania w środku muzycy grają długą część improwizowaną, w której umieszczają fragmenty innych utworów - np. "It's Okay" punk rockowego Dead Moon albo "Another Brick in the Wall (Part 2)" Pink Floyd.


8. "Rearviewmirror" (z albumu "Vs.", 1993)

Jest to jeden z dwóch pierwszych - obok "Elderly Woman Behind the Counter in a Small Town" - które w całości zostały skomponowane przez Eddiego Veddera, który ponadto w obu zagrał na gitarze - także po raz pierwszy w historii zespołu. O "Rearviewmirror" Stone Gossard mówił, że został nagrany dokładnie tak, jak Eddie go napisał. Podczas sesji nagraniowej utwór był ostatnim, jaki został ukończony, a z ostatecznego wyniku nie był zadowolony Vedder, który uważał kawałek za zbyt chwytliwy. W nagraniu Mike McCready eksperymentuje z EBow - tzw. elektronicznym smyczkiem, czyli urządzeniem z wbudowanym elektromagnesem, który przykładany do struny wzbudza jej drgania, dzięki czemu słychać dźwięk o niekończącym się trwaniu, brzmiący jak pociągnięcia smyczka.
Utwór nie został wydany na singlu, ale jest często wykonywany przez zespół na koncertach.


9. "Corduroy" (z albumu "Vitalogy", 1994)

Kolejny utwór zespołu, który nie został oficjalnie wydany na singlu, ale stał się przebojem (13. miejsce na Modern Rock Tracks, 22. na Mainstream Rock Tracks) i na stałe wszedł do koncertowego repertuaru grupy (często poprzedzał go jam oparty na "Interstellar Overdrive" Pink Floyd). Utwór został w całości skomponowany przez Eddiego Veddera. O znaczeniu tekstu wokalista mówił następująco: To o związku, ale nie dwóch ludzi. To o relacji jednego człowieka z milionami ludzi.


10. "Better Man" (z albumu "Vitalogy", 1994)

Utwór Veddera, napisany przez niego, gdy uczęszczał do szkoły średniej. Napisałem "Better Man" zanim mogłem - legalnie - pić alkohol - wyjaśniał wokalista. W innym wywiadzie rozmyślał: Czasem myślę, jak bardzo się różnię od tego nastolatka, który w swojej sypialni napisał "Better Man", marząc żeby ktokolwiek chciał go wysłuchać. Kompozycja opierała się na progresji akordów zapożyczonej z utworu "Save it For Later" nowofalowej grupy English Beat. Była wykonywana przez pierwszy zespół Veddera, Bad Radio, natomiast Pearl Jam po raz pierwszy zarejestrował ją podczas sesji nagraniowej albumu "Vs.". Producent Brendan O'Brien stwierdził, że będzie to murowany hit, czym zniechęcił Veddera i kawałek został odrzucony. Zespół wrócił do niego jednak podczas kolejnej sesji i utwór ostatecznie trafił na album "Vitalogy".
Mimo braku singla z utworem, "Better Man" należy do najczęściej granych utworów Pearl Jam w stacjach radiowych - przynajmniej amerykańskich (w rezultacie osiągnął 1. miejsce na Mainstream... i 2. na Modern Rock Tracks). Ponadto utwór często gości w setliście koncertów zespołu.


11. "Given to Fly" (z albumu "Yield", 1998)

Autorstwo kolejny przeboju Pearl Jam (12. miejsce w Wielkiej Brytanii, 21. w Stanach) przypisane jest Eddiemu Vedderowi (tekst) i Mike'owi McCready'emu (muzyka). To drugie jednak zdecydowanie na wyrost - pod względem muzycznym mamy tu do czynienia z plagiatem "Going to California" Led Zeppelin. Zapytany o to podobieństwo, McCready tłumaczył: Prawdopodobnie zrzynałem z tego utworu. Świadomie czy nie, ale na pewno go znałem. Zeppelini bez wątpienia mieli na mnie wpływ. Robert Plant nie miał jednak o to żalu do grupy. Podczas charytatywnego koncertu w Chicago w 2005 roku dla ofiar Huraganu Katrina, muzycy Pearl Jam wykonali "Given to Fly", który płynnie przeszedł w "Going to California", a na scenie dołączył do nich wówczas frontman Led Zeppelin.


12. "Do the Evolution" (z albumu "Yield", 1998)

Utwór nie został wydany na singlu, ale nakręcono do niego teledysk - pierwszy od pięciu lat, od czasu "Daughter". Za słynny animowany klip, przedstawiający czarną wizję rozwoju ludzkości, odpowiadają dwaj rysownicy komiksów, Kevin Altieri i Todd McFarlane.
"Do the Evolution" zrobiliśmy na sam koniec - mówił Gossard. Poprosiłem Eda o dodatkowe spotkanie, ponieważ wydawało mi się, że płycie jest potrzebny jeszcze jeden numer naprawdę ostry. Przez kilka dni obmyślałem go, aż wpadł mi do głowy ten riff. W studiu użyłem loopów, a Ed podłożył wokal. Później w aranżacji nanieśliśmy kilka zmian, a na końcu Jack [Irons, ówczesny perkusista] dodał perkusję do moich loopów.


13. "You Are" (z albumu "Riot Act", 2002)

Jeden z najbardziej zaskakujących i eksperymentalnych utworów w dorobku grupy. Jego autorem jest nowy perkusista, Matt Cameron (w napisaniu tekstu pomógł Vedder). Przyszedł pewnego dnia z garścią gitarowych riffów i gotowym już demo tego numeru, bardzo dobrym demo - mówił Jeff Ament. Gitary miały takie unikalne brzmienie, że wszyscy byliśmy bardzo podekscytowani tym numerem. Spędziliśmy więc dużo czasu na wielokrotnym aranżowaniu tej piosenki, na "upraszczaniu" tego numeru. To była prawdopodobnie jedyna piosenka, którą robiliśmy po kawałku, ale sprawiło nam to ogromną frajdę. Na każdej płycie staramy się zamieścić dwie albo trzy piosenki eksperymentalne, a "You Are" na "Riot Act" jest pewnie najbardziej eksperymentalny.
Specyficzne brzmienie gitary w tym utworze zostało osiągnięte poprzez zastosowanie innego strojenia, a także... podłączeniu instrumentu do automatu perkusyjnego.


14. "The Fixer" (z albumu "Backspacer", 2009)

Eddie wprowadził do tego numeru dużo aspektu pop - mówił Matt Cameron. Brendan [O'Brien] zachęcał go do dodania tak wielu harmonii wokalnych, jak tylko zdoła, jak tylko będzie czuł się z nimi komfortowo. Myślę, że piosenka zyskała dzięki takiej popowej obróbce.
Riff utworu wyszedł od Matta, później próbowaliśmy wspólnie rożnych aranżacji - wyjaśniał Gossard. Ostateczna aranżacja wyszła od Eda. On zawsze ma największy wpływ na kształt utworów. Często wprowadza drastyczne zmiany - coś co początkowo było refrenem, może skończyć jako zwrotka. Ed pracuje nad wszystkimi naszymi piosenkami.
Utwór został wydany na singlu i osiągnął umiarkowany sukces (56. miejsce w Stanach, 93. w Wielkiej Brytanii).


15. "Just Breathe" (z albumu "Backspacer", 2009)


Piosenkę napisał Eddie - wyjaśniał Cameron. Kiedy uczyliśmy się tego kawałka, gdy próbowaliśmy go z całym zespołem, wychodził nam odrobinę w stylu country. Eddie dysponuje wspaniałym barytonem, jest niezły w niskich rejestrach, które często słychać u najlepszych piosenkarzy country. Zamierzaliśmy go tak ugryźć, ale Brendan postanowił zarejestrować najpierw śpiew i gitarę. Myślę, że już wtedy wymyślił aranżację smyków i dęciaków. Gdy dołożył te partie, od razu zabrzmiało to świetnie.
"Just Breathe" trafił na singiel (razem z "Got Some" w równoważnej roli), ale nie odniósł większego sukcesu (78. miejsce w USA, w UK nienotowany).


3 października 2013

[Recenzja] Budgie - "Bandolier" (1975)



Na "Bandolier" zadebiutował perkusista Steve Williams, który zagrał także na wszystkich kolejnych wydawnictwach grupy. Skład zespołu ustabilizował się na wiele lat. Jednak był to też początek końca, gdyż późniejsze albumy powszechnie uznawane są za znacznie słabsze. "Bandolier" uznawany jest natomiast za jedno z największych osiągnięć grupy. Już w chwili wydania spotkał się z dobrym przyjęciem, co zaowocowało 36. miejscem na UK Albums Chart. Był tu drugi największy - po poprzednim w dyskografii "In for the Kill!" (który doszedł do 29. miejsca) - komercyjny sukces Budgie.

Być może jest to najciekawsze wydawnictwo zespołu, który może i nie ustrzegł się tutaj wcześniej popełnianych błędów, ale skupia się na tym, co wychodziło mu najlepiej, prezentując przy okazji nieco większą dojrzałość, zwłaszcza w kwestii kompozytorskiej. Na album trafiło sześć utworów, po trzy na każdą stronę winylowego wydania. Dobrze wypadają otwieracze obu stron. Ciężki, rozpędzony, wyraźnie zapowiadający nadejście heavy metalu "Breaking All the House Rules" może z początku wydawać się nieco toporny, ale dość fajnie się rozwija. Muzykom Budgie zwykle najlepiej wychodziły rozbudowane fragmenty instrumentalne i nie inaczej jest w tym przypadku. Jeszcze lepszy okazuje się "I Can't See My Feeling" (półtora dekady później scoverowany przez Iron Maiden), łączący czad z całkiem chwytliwą melodią i dość urozmaiconą strukturą. Super wyszło wplecenie akustycznej gitary. Równie dobre są kompozycje kończące każdą ze stron. "Who Do You Want for Your Love?" zaczyna się stricte funkowo, by z czasem nabrać hardrockowego ciężaru, a na koniec skręcić w bardziej bluesowe rejony (jest nawet partia harmonijki). O dziwo, trzyma się to nawet kupy, choć nie miałbym nic przeciwko, by całe nagranie było utrzymane w funkowym stylu. Zespół lubił jednak mieszać ze sobą różne elementy, co przypomina także finałowy "Napoleon Bona", składający się z dwóch, wyraźnie odrębnych części: pierwszej akustycznej, balladowej, a drugiej zdecydowanie cięższej, opartej na galopującym basie (wpływ tego nagrania na styl gry Steve'a Harrisa z Iron Maiden wydaje się niezaprzeczalne) i długich solówkach gitary.

Wspomniałem jednak, że zespół nie ustrzegł się też błędów. Zawsze miał bowiem problem z utrzymaniem równego poziomu przez cały longplay. I "Bandolier" zdecydowanie nie jest wyjątkiem. Środkowe kawałki z każdej strony winyla są znacznie mniej udane od wyżej opisanych. Naprawdę okropnym nagraniem jest "Slipaway" - typowa dla grupy ballada, niewyobrażalnie nudna, smętna i irytująca śpiewem Burke'a Shelleya, brzmiącego tu jeszcze bardziej zniewieściale, niż zwykle. Kawałek pewnie ma swoich wielbicieli, ale nawet oni powinni przyznać, że kompletnie nie pasuje on do całości. Drugim okropieństwem jest przeróbka "I Ain't No Mountain" z repertuaru Andy'ego Fairweathera Lowa, odpychająca nieznośnie banalną i sztampową melodią, szczególnie w refrenie. Oryginał jest zresztą równie obrzydliwy, więc sięgnięcie po ten kawałek i zagranie w ten sam sposób, bardzo źle świadczy o guście muzyków. Te dwa kawałki to zdecydowanie najgorsze, co Budgie nagrało do tamtej pory, wliczając w to nawet miniatury z wczesnych albumów. Jest to o tyle przykre, że pozostałe cztery nalezą do najlepszych - może nie jest to poziom "Zoom Club", ale też niewiele niższy.

Ostatecznie nie mogę więc ocenić tego longplaya na więcej niż "dobry". To i tak bardzo dużo dla albumu zawierającego takie paskudztwa, jak "Slipaway" i "I Ain't No Mountain", ale pozostałe nagrania są bardzo solidne. Doceniam też fakt, że Budgie nie brzmi już tutaj jak epigon Led Zeppelin i Black Sabbath, a zespół o dość rozpoznawalnym stylu, który okazał się całkiem inspirujący dla innych (inna sprawa, że naśladowcy czerpali niekoniecznie z tego, co tu najciekawsze - to zresztą częste u epigonów). Tak więc, mimo wszystko, uważam "Bandolier" za najlepsze dokonanie Budgie.

Ocena: 7/10



Budgie - "Bandolier" (1975)

1. Breaking All the House Rules; 2. Slipaway; 3. Who Do You Want for Your Love?; 4. I Can't See My Feelings; 5. I Ain't No Mountain; 6. Napoleon Bona (Parts One & Two)

Skład: Burke Shelley - wokal i bass; Tony Bourge - gitara, harmonijka; Steve Williams - perkusja
Producent: Budgie


2 października 2013

[Artykuł] Najważniejsze utwory The Beatles - część II

W drugiej części listy udało się zamieścić trochę mniej znanych, niesinglowych utworów Beatlesów, bardzo jednak ważnych dla rozwoju całej muzyki rockowej (np. "Tomorrow Never Knows", "Happiness Is a Warm Gun", "Helter Skelter"). Ponadto, tym razem obok utworów podpisanych nazwiskami Lennon/McCartney, znalazło się miejsce dla kilku kompozycji George'a Harrisona. Niestety, dla żadnego z dwóch kawałków Ringo Starra nie starczyło już miejsca (z drugiej strony, na listę ewentualnie mógłby trafić tylko "Don't Pass Me By" - jako pierwsza autorska kompozycja perkusisty).
Na liście brakuje natomiast trzech utworów, które doszły do 1. miejsca brytyjskiego i/lub amerykańskiego notowania ("Hello, Goodbye", "Lady Madonna" i "The Ballad of John and Yoko"), ponieważ, pomijając ich komercyjny sukces, nie są ważne ani w historii samego zespołu, ani tym bardziej dla ogółu muzyki rockowej.

The Beatles: George Harrison, John Lennon, Paul McCartney i Ringo Starr.


21. "Taxman" (z albumu "Revolver", 1966)

Utwór napisany przez George'a Harrisona, po tym, jak gitarzysta zorientował się, że większość zarobionych pieniędzy traci przez wysokie podatki - Beatlesi, ze względu na swoje ogromne dochody, znaleźli się w grupie, która musiała oddawać państwu aż 95% swoich dochodów. Odkryłem, że płaciłem ogromną część zarabianych pieniędzy dla poborców - mówił Harrison. Najpierw jesteś szczęśliwy, że w końcu zacząłeś zarabiać pieniądze, a następnie dowiadujesz się o podatkach. W tamtych czasach płaciliśmy 19 szylingów i 6 pensów z każdego funta [1 funt = 20 szylingów], i wraz z superpodatkiem, nadpodatkiem i podatkiem od podatku, to stało się idiotyczne. Trzeba było zapłacić ciężką karę za zarabianie pieniędzy. To był duży minus dla Brytanii. Każdy, kto zaczął zarabiać duże pieniądze, przenosił się do Ameryki, lub gdziekolwiek indziej.
Chociaż Harrison jako kompozytor dał się poznać już na albumie "With the Beatles" (utwór "Don't Bother Me"), a później skomponował po dwa kawałki na "Help!" ("I Need You", "You Like Me Too Much") i "Rubber Soul" ("Think for Yourself", "If I Needed Someone"), tym razem zgłosił się po pomoc w dokończeniu utworu do Johna Lennona. Pamiętam jak zadzwonił do mnie i poprosił o pomoc w "Taxman", jednym ze swoich pierwszych numerów - mówił Lennon. Rzuciłem mu kilka linijek, pojedynczych wersów, ponieważ o to poprosił. Przyszedł do mnie, bo nie mógł się z tym udać do Paula, który w tamtym czasie nie pomagał innym w pisaniu. Ja także nie chciałem tego zrobić. Ale ponieważ go kochałem, nie mogłem i nie chciałem go skrzywdzić. Powstrzymałem trochę swój język i odparłem: "OK".


22. "Yellow Submarine" (z albumu "Revolver", 1966)

Utwór McCartneya, wyjątkowo zaśpiewany przez Ringo Starra. Pewnej nocy, w momencie tuż przed zaśnięciem, gdy przychodzą na myśl różne dziwactwa, wpadłem na wers: "We all live in a yellow submarine..." - opowiadał kompozytor. Lubię dziecięcą wyobraźnię, jej surrealizm. Pomyślałem później, że Ringo - mający z dziećmi znakomity kontakt - idealnie nada się do zaśpiewania tej piosenki. Perkusista przyznawał: Wiedziałem, że to interesujący utwór, bardzo pasujący do mnie... W końcu został napisany specjalnie dla mnie.
W dokończeniu tekstu tradycyjnie pomógł Lennon, ale swój udział miał także zaprzyjaźniony muzyk, Donovan Phillips Leitch. Doszło do tego przypadkiem, kiedy Paul odwiedził go w jego mieszkaniu. Zagrał jedną piosenkę o żółtej łodzi podwodnej - mówił Donovan. Powiedział, że zgubił linijkę i musi ją uzupełnić. Wyszedłem z pokoju, a potem wróciłem z wersami "Sky of blue and sea of green / In our yellow submarine". To nie było nic wielkiego, ale jemu się spodobało i tak zostało w piosence.
Utwór wyróżnia się wieloma efektami dźwiękowymi, udziałem orkiestry dętej, a także refrenem, chóralnie zaśpiewanym przez wszystkich członków zespołu, menadżerów Mala Evansa i Neila Aspinalla, producenta George'a Martina, inżyniera dźwięku Geoffa Emericka, piosenkarkę Marianne Faithfull, gitarzystę The Rolling Stones, Briana Jonesa, a także żonę Harrisona, Pattie Boyd.
Utwór został wydany na singlu, razem z inną kompozycją McCartneya, "Eleanor Rigby", w równoważnej roli. Była to jedna z nielicznych małych płyt wydanych w ojczyźnie muzyków, która powtarzała materiał z albumu długogrającego. "Yellow Submarine" doszedł do 1. miejsca w Wielkiej Brytanii, oraz do 2. w Stanach.


23. "Eleanor Rigby" (z albumu "Revolver", 1966)

McCartney skomponował ten utwór na pianinie, ale ostatecznie został zaaranżowany wyłącznie na instrumenty smyczkowe. Zastosowanie skrzypiec to pomysł Paula - przyznawał Lennon. Jane [Asher, ówczesna dziewczyna McCartneya] bardzo nakręciła go Vivaldim. I to był znakomity pomysł - skrzypce, prosto z Vivaldiego. Nie mam niestety w tym żadnej zasługi. Początkowo skrzypce miały być tylko dodatkiem, ale kiedy basista przedstawił swój pomysł Martinowi, producent stwierdził, że najlepszym rozwiązaniem będzie udział podwójnego kwartetu smyczkowego, który zastąpi wszystkie instrumenty. Udział Beatlesów w nagraniu sprowadza się do partii wokalnych - za główny wokal odpowiada McCartney, a Lennon i Harrison za harmonie.
Kiedy basista po raz pierwszy zaprezentował utwór pozostałym muzykom, miał gotowy tylko pierwszy wers tekstu. Cała reszta powstała z sugestii pozostałej trójki Beatlesów, a także ich przyjaciela, Pete'a Shottona. Refrenowe słowa Look at all the lonely people wyszły od Harrisona, istotny wkład mieli także Starr i Shotton. Jeżeli zaś chodzi o Lennona - on sam utrzymywał, że napisał 70% tekstu, podczas gdy inni twierdzą, że jego wkład był bliski zera. Utwór został jednak tradycyjnie podpisany nazwiskami Lennon/McCartney.
"Eleanor Rigby" została wydana na singlu (patrz wyżej) i osiągnęła szczyt brytyjskiego notowania. Amerykanie przyjęli ją znacznie chłodniej - utwór doszedł zaledwie do 11. miejsca. Było to związane z bojkotem zespołu, po kontrowersyjnej wypowiedzi Lennona, że Beatlesi są popularniejsi od Jezusa.


24. "Tomorrow Never Knows" (z albumu "Revolver", 1966)

Jeden z najbardziej innowacyjnych utworów w repertuarze zespołu, pełen studyjnych sztuczek (nałożone na siebie pętle dźwiękowe - tzw. loopy, oraz modulacja partii wokalnych i instrumentalnych). To Paul eksperymentował w  domu ze swoim magnetofonem, usuwając z nich głowice do zamazywania i wrzucając na nie loopy, które wzbogacały taśmę o różne dziwne dźwięki - wyjaśniał George Martin. Wytłumaczył chłopakom jak to robił i później Ringo i George przynosili mi swoje loopy. Słuchałem ich na rożnych prędkościach, od końca i normalnie, by wybrać te najciekawsze. To był dziwny utwór, bo gdy go skończyliśmy, nie mogliśmy go już powtórzyć w tej samej formie.
John nigdy nie lubił swojego głosu - kontynuował Martin. Nie wiem dlaczego, bo miał najwspanialszy z możliwych. Zawsze chciał go zniekształcić  - ciągle chciał bym coś z nim zrobił, zdublował go lub sztucznie poprzerabiał. Chciał aby jego głos w "Tomorrow Never Knows" brzmiał jak głos dalajlamy, nawołującego ze szczytów gór. Doskonale wiedziałem, że zwyczajne echo czy pogłos nic tu nie dadzą, bo wyjdzie z tego bardzo odległy głos. Potrzebowaliśmy czegoś dziwnego i metalicznego. Kiedy pomyślałem o dalajlamie, przyszły mi na myśl rogi alpejskie i ludzie w śmiesznych nakryciach głowy. Nigdy nie byłem w Tybecie, ale wyobraziłem sobie, jak brzmiałby głos  wydobywający się z takiego rogu. Aby uzyskać pożądany efekt, producent przepuścił głos Lennona przez obrotowy zestaw głośników Leslie, używany wcześniej w organach Hammonda.
"Tomorrow Never Knows" był pierwszym utworem, nad którym zespół zaczął pracować w czasie sesji albumu "Revolver", ale ukończony został jako ostatni. Kawałek został skomponowany przez Lennona. On także odpowiada za tekst, inspirowany książką "The Psychedelic Experience: A Manual Based on The Tibetan Book of the Dead" Timothy'ego Leary'ego i Richarda Alperta. To ja w okresie fascynacji "Tybetańską księgo umarłych" - tłumaczył muzyk. Wykorzystałem przejęzyczenie Ringo jako tytuł. żeby zdjąć filozoficzny ciężar z tego tekstu. Jeżeli zaś chodzi o muzykę, cały utwór opiera się na jednym akordzie. Rozwiązanie to zostało zapożyczone z muzyki hinduskiej. Hinduska muzyka nie moduluje, po prostu płynie, trwa - wyjaśniał Harrison. Sam wybierasz klucz do dostania się do niej. Myślę, że "Tomorrow Never Knows" była pierwszym utworem opartym tylko na jednym akordzie.


25. "Penny Lane" (niealbumowy singiel, 1967)
26. "Strawberry Fields Forever" (niealbumowy singiel, 1967)

Dwa utwory napisane i nagrane podczas sesji nagraniowej albumu "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band", ale nie umieszczone na nim, a wydane na singlu - trzecim w dyskografii Beatlesów z podwójną stroną A. Po latach George Martin twierdził, że była to największa pomyłka w mojej profesjonalnej karierze. To właśnie teksty tych dwóch kawałków mogły stać się zalążkiem tzw. albumu koncepcyjnego, czyli płyty, na której wszystkie utwory opowiadają jedną historię (aczkolwiek "Sgt. Pepper" i tak powszechnie uznawany jest za taki album - pierwszy w historii muzyki - choć zaprzeczali temu sami Beatlesi). Zarówno napisany przez Lennona "Strawberry Fields Forever", jak i "Penny Lane" McCartneya, są nostalgicznym wspomnieniem młodzieńczych lat spędzonych w Liverpoolu.
Podobnie jak single "We Can Work It Out"/"Day Tripper" i "Yellow Submarine"/"Eleanor Rigby", także ta płytka w Wielkiej Brytanii została potraktowana jako całość (znalazła się na 2. miejscu w notowaniu), natomiast na amerykańską listę oba utwory weszły osobno - "Penny Lane" dotarł na szczyt, podczas gdy "Strawberry Fields Forever" zatrzymał się na 8. miejscu.


27. "With A Little Help From My Friends" (z albumu "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band", 1967)

Kolejne dzieło McCartneya i Lennona (albo tylko Paula z niewielką pomocą Johna, jak skromnie przyznawał po latach ten drugi), w którym rolę wokalisty powierzono Ringo Starrowi. Postrzegam to jak coś w rodzaju pisania utworu do filmu z Jamesem Bondem - mówił McCartney. Jako wyzwanie, coś dla nas niezwykłego, bo musieliśmy trafić w tonację Ringo i dorzucić odrobinę ironii. Pamiętam, jak chichotaliśmy z Johnem przy słowach: "What do you see when you turn out the light? I can't tell you, but I know it's mine". Mogło chodzić o to, że zabawiał się pod kołdrą siusiakiem, mogło też o coś głębszego.
Utwór początkowo nosił tytuł "Bad Finger Boogie", ponieważ Lennon po raz pierwszy grał tą melodię środkowym palcem, przez uraz palca wskazującego.


28. "Lucy in the Sky with Diamonds" (z albumu "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band", 1967)

Inspirację do napisania tego utworu dostarczył syn Lennona, Julian. Mój syn przyszedł do domu i pokazał mi swój rysunek z dziwnie wyglądającą kobietą lecącą na tle nieba - opowiadał John. Spytałem go co przedstawia rysunek, a on odparł, że to Lucy na niebie z diamentami. Od razu napisałem o tym piosenkę. Lucy O'Donnell była koleżanką z klasy Juliana.
W dokończeniu utworu pomógł McCartney. John miał tytuł i pierwszy wers piosenki - mówił basista. Usiadłem koło niego i pisałem z nim. Zaproponowałem zwroty "cellophane flowers" i "newspapers taxis". a John odpowiadał na to "kaleidoscope eyes". Pamiętam które słowa były czyje, ponieważ wspólnie bawiliśmy się swoimi słowami, jak to zawsze robiliśmy. W naszych myślach była "Alicja w Krainie Czarów", którą obaj kochaliśmy.
Tytuł utworu szybko zaczął być uważany za akronim LSD - substancja halucynogenna, popularna wśród hipisów. Dopiero później ludzie wymyślili, że to LSD - bronił się McCartney. Przysięgam, nie zauważyliśmy tego w momencie nagrywania. W gruncie rzeczy, gdyby być precyzyjnym, otrzymalibyśmy skrót LitSwD. Ale oczywiście LSD wygląda o wiele atrakcyjniej. Muzycy mieli co prawda już wcześniej kontakt z LSD, ale pod jego wpływem nie mogliby ani tworzyć, ani tym bardziej nagrywać. Nigdy jednak nie ukrywali, że podczas rejestracji "Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band" nagminnie palili marihuanę. W swojej audycji telewizyjnej na temat płyty [George Martin] zapytał mnie: "Wiesz skąd wziął się Sierżant Pieprz?" - wspominał McCartney. Odpowiedziałem: "Mówiąc jednym słowem, z narkotyków. Z trawy". George: "Nie, nie byliście pod wpływem cały czas". Owszem, byliśmy. "Sgt. Pepper" to płyta narkotykowa.


29. "All You Need Is Love" (niealbumowy singiel, 1967)


Hymn epoki flower power, którego premiera miała miejsce 15 czerwca 1967 roku, w transmitowanym drogą satelitarną na cały świat programie telewizyjnym "Our World", który oglądało ponoć 400 milionów widzów. Nie sądzę, żebyśmy napisali ten utwór specjalnie do tego programu - mówił McCartney. Po prostu była to jedna z piosenek, które w tamtym czasie napisaliśmy. Dopiero niespełna miesiąc później, 7 lipca, utwór został wydany na singlu. Dla nikogo nie było zaskoczeniem, że mała płyta doszła na szczyt brytyjskiego i amerykańskiego notowania.
Utwór - stworzony głównie przez Johna Lennona - rozpoczyna się pierwszymi taktami "Marsylianki" (hymnu Francji), a kończy długim wyciszeniem z fragmentami różnych utworów - od tradycyjnej pieśni folkowej "Greensleeves" z XVI wieku i 8. inwencji Bacha, przez utwór "In the Mood" Glenna Millera z 1939 roku, po własny "She Loves You". Zasadnicza część utworu wyróżnia się wieloma zmianami metrum.


30. "Hey Jude" (niealbumowy singiel, 1968)


Najdłuższy przebój Beatlesów - mimo długości przekraczającej siedem minut, utwór był numerem 1. po obu stronach Atlantyku (w Stanach pozostawał na szczycie listy Billboardu przez dziewięć tygodni, co było tamtejszym rekordem zespołu). Wydaniu utworu na stronie A singla sprzeciwiał się John Lennon, uważający, że powinien znaleźć się na niej "Revolution" (kawałek ze strony B, w wolniejszej wersji powtórzony potem na albumie "The Beatles", pod tytułem "Revolution 1").
Autorem "Hey Jude" jest Paul McCartney, który napisał go dla Juliana Lennona, aby złagodzić jego cierpienie związane z rozwodem rodziców. Początkowo tytuł brzmiał zresztą "Hey Jules", ale ostatecznie został zmieniony na lepiej brzmiący "Hey Jude", zaś syn Johna Lennona dopiero po dwudziestu latach dowiedział się, że utwór dedykowany był własnie jemu. Paul powiedział, że napisał to o moim synu, Julianie - przyznawał John. On wiedział, że chcę się rozstać z Cynthią, a więc tym samym z Julianem. Paul bardzo często odwiedzał Juliana, był dla niego dobrym wujkiem, przyjaźnili się. Potem napisał "Hey Jude", rozumiałem zawsze tą piosenkę jako moje osobiste orędzie.
W nagraniu utworu, oprócz członków zespołu, wzięła udział orkiestra złożona z 36 muzyków. Podczas prób doszło do konfliktu między McCartneyem, a Georgem Harrisonem, który dodawał własne partie gitarowe. Paul nie chciał aby ktokolwiek grał w jego piosenkach, dopóki sam nie zdecyduje, co kto ma grać. Myślałem: "Co ja tu robię?" - wyjaśniał Harrison, który zresztą na początku 1969 roku opuścił grupę na kilka dni, właśnie z tego powodu.


31. "While My Guitar Gently Weeps" (z albumu "The Beatles", 1968)

Jeden z niewielu bardziej znanych utworów zespołu autorstwa George Harrisona. Nie byłem Lennonem ani McCartneyem - przyznawał gitarzysta. Byłem sobą. Jedynym powodem, dla którego zacząłem pisać piosenki było, że pomyślałem, że skoro oni potrafią pisać, to ja też. Bo tak naprawdę każdy potrafi pisać piosenki, jeśli zechce. Wystarczy chęć i trochę muzycznej wiedzy. Komponowanie jest tym samym, czym pisanie książek, artykułów, malowanie - im więcej próbujesz, ćwiczysz, robisz to coraz lepiej i zaczynasz rozumieć na czym to polega. Więc zacząłem pisać piosenki.
O samym utworze mówił: Napisałem "While My Guitar Gently Weeps" w domu mojej matki w Warrington. Myślałem o chińskiej Księdze Przemian, "I Ching". Na Wschodzie uważają, że cokolwiek się dzieje, tak właśnie ma być, nie ma czegoś takiego jak zbieg okoliczności - wszystko ma swój cel. Tekst "While My Guitar Gently Weeps" po prostu opiera się na tej teorii. Postanowiłem napisać piosenkę opartą na tym, co zobaczę po otwarciu przypadkowej książki w przypadkowym miejscu - i powiążę to ze swoimi aktualnymi przeżyciami. Wybrałem losową książkę, zobaczyłem wyrażenie "gently weeps", odłożyłem ją i napisałem tekst.
Gitarową solówkę w utworze gościnne zagrał przyjaciel George'a, Eric Clapton.


32. "Happiness Is a Warm Gun" (z albumu "The Beatles", 1968)

Utwór Johna Lennona, który można uznać za prototyp rocka progresywnego - pomimo krótkiego czasu trwania (niespełna trzy minuty) składa się z pięciu odmiennych stylistycznie sekcji. Połączyłem fragmenty trzech różnych piosenek - przyznawał kompozytor, po czym dodawał, że utwór brzmi jakby przepływał przez wszystkie rodzaje muzyki rockowej.
Tytuł utworu pochodzi z okładki magazynu, który George Martin pokazał Lennonowi. To był magazyn o broni palnej - uściślał John. Pomyślałem, że to fantastyczny tytuł. Ciepły pistolet oznacza, że właśnie kogoś zastrzeliłeś.
Paul McCartney i George Harrison zgodnie przyznawali, że "Happiness Is a Warm Gun" to ich ulubiony utwór z tzw. "Białego albumu".


33. "Helter Skelter" (z albumu "The Beatles", 1968)

Utwór Paula McCartneya powszechnie uznawany za prototyp muzyki heavy metalowej. Inspiracją do napisania "Helter Skelter" był dla basisty wywiad z gitarzystą The Who, Petem Townshendem, z 1967 roku, w którym twierdził on, że napisany przez niego utwór "I Can See for Miles" jest najgłośniejszym, najbardziej surowym i najbardziej brudnym, jaki kiedykolwiek powstał. McCartney podjął wyzwanie i stworzył "Helter Skelter" - utwór, który miał być protestem przeciwko wizerunkowi Beatlesa od ballad, jaki przyległ do niego po napisaniu "Yesterday". Pomyślałem, że nie mamy żadnej mocnej piosenki, w której faktycznie krzyczymy, szkoda, że tamten zespół wpadł na to pierwszy - mówił basista. Później posłuchałem ich piosenki i okazało się, że wcale aż tak się nie drą, że w sumie to ona jest spokojna. Więc pomyślałem, że sam mogę zrobić mocniejszy kawałek. Nazwałem go "Helter Skelter", bo to jest taka głupawa piosenka. Zrobiliśmy ją, żeby narobić krzyku.
Helter skelter to nazwa konkretnego typu zjeżdżalni, w kształcie wieży ze spiralą wokół. W Anglii termin ten używany jest także jako określenie lekkiego pomieszania zmysłów.


34. "Get Back" (niealbumowy singiel, 1969)


Zaproponowany przez McCartneya powrót do korzeni - "Get Back" to prosty rock and rollowo blues rockowy kawałek. Poza tym, po raz pierwszy został publicznie zaprezentowany nie z płyty, a na żywo - podczas słynnego koncertu na dachu siedziby założonej przez muzyków firmy Apple, który odbył się 30 stycznia 1969 roku. Był to pierwszy występ grupy od sierpnia 1966 roku, a także ostatni w ogóle (jedynie McCartney uważał, że grupa powinna wrócić do grania koncertów).
Na singlu "Get Back" został wydany w kwietniu (osiągnął 1. miejsce na brytyjskim i amerykańskim notowaniu), zremiksowana wersja trafiła później na album "Let It Be". W utworze gościnnie wystąpił pianista Billy Preston, znany także ze współpracy m.in. z Little Richardem i Rayem Charlesem.


35. "Come Together" (z albumu "Abbey Road", 1969)


Utwór Lennona, zainspirowany nieudaną kampanią Timothy'ego Leary'ego, ubiegającego się o fotel gubernatora Kalifornii, która zakończyła się gdy Leary - profesor Harvardu i jeden z inicjatorów ruchu hippisowskiego - został aresztowany za posiadanie marihuany. Hasło owej kampanii brzmiało: "Come together, join the party".
"Come Together" był jednym z niewielu utworów, z których John był zadowolony, wykonywał go na żywo także po rozpadzie zespołu. Jest tu funky, ale i coś z bluesa - podkreślał z dumą. W tekście sparafrazował fragment utworu "You Can't Catch Me" Chucka Berry'ego - posiadacz praw do tego kawałka wytoczył później muzykowi proces.
"Come Together" został wydany na singlu, razem z utworem "Something" - była to kolejna mała płyta zespołu z podwójną stroną A. W Brytanii nie odniosła ona wielkiego sukcesu (4. miejsce w notowaniu), za to w Stanach "Come Together" doszedł na szczyt listy Billboardu ("Something" notowany był osobno - patrz niżej).


36. "Something" (z albumu "Abbey Road", 1969)


Jedyna strona A singla Beatlesów, której autorem jest George Harrison. Gitarzysta napisał utwór dla swojej ówczesnej żony, Pattie Boyd. Tytuł - i cały pierwszy wers - zaczerpnął z utworu "Something in the Way She Moves" amerykańskiego piosenkarza  Jamesa Taylora. Napisałem ją w czasie gdy robiliśmy podwójny album - mówił Harrison. Miałem pierwszą linijkę, która pojawiła się już w milionach piosenek. Nic specjalnego, ale wydawała się do zaakceptowania. Zazwyczaj piszę kilka pierwszych wersów tekstu razem z melodią, później kończę muzykę i wracam do pisania słów. W tym przypadku pierwszy wers mówił wszystko, co chciałem zawrzeć w piosence. Problemy zaczęły się, kiedy musiałem napisać resztę. John [Lennon] podpowiedział mi, że kiedy zaczyna się pisać tekst, najlepiej skończyć go od razu, kiedy jest się w odpowiednim nastroju. Z czasem się tego nauczyłem.
W Wielkiej Brytanii singiel z utworem "Something" doszedł do 4. miejsca, w Stanach utwór notowany był na 3. miejscu. Mimo umiarkowanego sukcesu na listach, jest to jeden z najbardziej rozpoznawalnych utworów zespołu, a także jeden z najczęściej nagrywanych przez innych wykonawców - tylko "Yesterday" dorobił się więcej przeróbek.


37. "I Want You (She's So Heavy)" (z albumu "Abbey Road", 1969)

Jeden z najdłuższych utworów The Beatles (prawie osiem minut). Został skomponowany przez Johna Lennona, który połączył tutaj blues rockowy motyw z hard rockowym ciężarem i psychodelicznym odlotem w końcówce. Tekst nawiązuje do awangardowych poematów Yoko Ono - niektóre z nich składały się tylko z jednego słowa. "I Want You (She's So Heavy)" nie jest aż tak ekstremalnie - Lennon śpiewa tu na zmianę trzy wersy: "I want you, I want you so bad", "It's driving me mad" i "She's so heavy". Zakończenie utworu to trzy minuty powtarzania głównego riffu, granego coraz bardziej intensywnie. Pierwotny miks utworu trwał osiem minut i cztery sekundy, ale Lennon kazał Geoffowi Emerickowi przeciąć taśmę na siódmej minucie i czterdziestej czwartej sekundzie, dzięki czemu nastąpiło nagłe urwanie utworu - jedyne w twórczości Beatlesów.
To bardzo ciężki utwór - mówił Harrison. John gra w nim na gitarze i śpiewa to samo, co gra. To trochę jak w bluesie. Riff, który śpiewa i gra, jest bardzo bluesowy. Ale sam utwór jest oryginalny, charakterystyczny dla Johna.
Lennon w utworze gra nie tylko na gitarze, ale także na syntezatorze Mooga. Poza tym w nagraniu wziął udział Billy Preston, grający na organach Hammonda.


38. "Here Comes the Sun" (z albumu "Abbey Road", 1969)


Kolejny z najbardziej znanych utworów George'a Harrisona - gitarzysta skomponował go w ogródku Erica Claptona, do którego się udał, aby odpocząć od spraw biznesowych, związanych z firmą Apple. Pojechałem do domu przyjaciela na wieś - mówił Harrison. Był słoneczny dzień, wszystko to uwolniło napięcie, jakie tkwiło we mnie. Był to naprawdę piękny, słoneczny dzień. Wziąłem gitarę, po raz pierwszy od kilku tygodni, w czasie których byłem bardzo zajęty. To była pierwsza rzecz jaka mi przyszła do głowy, po prostu pojawiła się. Słońce. Dokończyłem piosenkę gdy byłem na wakacjach na Sardynii.
W nagraniu utworu nie brał udziału John Lennon. Zamiast niego wystąpiła kilkunastoosobowa orkiestra - muzycy grający na instrumentach smyczkowych i dętych, których nazwiska nie są znane.
W 1970 roku "Here Comes the Sun" został wydany na singlu (z "Oh! Darling" McCartneya w równoważnej roli), ale tylko w Japonii.


39. "Let It Be" (z albumu "Let It Be", 1970)


"Helter Skelter" miał przełamać stereotyp ukazujący Paula McCartneya jako twórcę ballad, ale już rok później basista skomponował kolejną piękną balladę, zdradzającą wpływ muzyki gospel "Let It Be". Tekst utworu powstał pod wpływem snu, w którym McCartney ujrzał swoją nieżyjącą od wielu lat matkę.
Istnieje kilka wersji utworu, z których dwie najbardziej znane to singlowa i albumowa. W każdej z nich wykorzystano inną solówkę Harrisona. Singlowa zawierała bardziej wygładzoną, a albumowa - ostrzejszą, wysuniętą do przodu w miksie. Utwór doszedł do 1. miejsca na amerykańskim notowaniu, oraz do 2. na brytyjskim. Była to ostatnia mała płyta Beatlesów, przed oficjalnym zakończeniem działalności, którego nie dało się uniknąć po ogłoszeniu odejścia przez Paula McCartneya (10 kwietnia 1970), oraz wcześniejszym, ukrywanym przed prasą, odejściem Johna Lennona (wrzesień 1969).


40. "The Long and Winding Road" (z albumu "Let It Be", 1970)


Utwór odczytywany jest jako pożegnanie McCartneya z zespołem i opis długiej, krętej drogi, jaką przebył zespół. W rzeczywistości tekst basisty dotyczy okolicy szkockiej farmy, na której zamieszkał. Pod względem muzycznym jest to kolejna, typowa dla tego kompozytora, ballada. Muzyk nie był jednak zadowolony z rozbudowanej aranżacji, którą do utworu dodał producent Phil Spector - partie około pięćdziesięciu muzyków, w tym chóru oraz sekcji smyczkowej i dętej. Alenn Klein [menadżer zespołu od 1968 roku] zdecydował - prawdopodobnie skonsultował to z innymi, ale nie ze mną - że album "Let It Be" powinien być ponownie wyprodukowany przez Spectora, który dodał tam mnóstwo rzeczy, jak żeńskie głosy w "The Long and Winding Road", czego ja sam nigdy bym nie zrobił - narzekał McCartney.
"The Long and Winding Road" został wydany na singlu w Stanach, gdzie zajął 1. miejsce. Był to ostatni singiel Beatlesów, wydany za życia wszystkich czterech muzyków.