Posty

Wyświetlam posty z etykietą avant folk

[Recenzja] Perfect - "BodeNote" (2026)

Obraz
Nie sądziłem, że kiedyś jeszcze spodoba mi się jakiś album Perfectu. A wystarczyło, że tę banalną nazwę przyjmie zupełnie inna grupa - założona po drugiej stronie Atlantyku, odległa stylistycznie i istniejąca dopiero od kilku lat. Muzycy z pewnością nie mieli nawet pojęcia, że w jakimś odległym kraju grupa o tej samej nazwie cieszy się dużą, choć ograniczoną lokalnie sławą. Nazwanie się Perfect ma jednak swoje konsekwencje z całkiem innego powodu. Spróbujcie tylko znaleźć w sieci cokolwiek na temat eponimicznego albumu zespołu z 2022 roku. Może właśnie dlatego wydany dwa lata później następca nosi już bombastyczny tytuł "Monkey Jockey Man and the Safari Tick Sugar", a najnowszy "BodeNote" nie zawiera spacji. Muzykę grupy Perfect najprościej określić jako avant-prog (to zdanie wciąż brzmi dla mnie absurdalnie), ale inspiracje są tu szersze i zniuansowane w zależności od utworu, choć te płynnie w siebie przechodzą, tworząc 40-minutową formę. Otwieracz "If I Were ...

[Recenzja] Stara Rzeka - "Wynoś się z mojego domu" (2025)

Obraz
Na przestrzeni ostatnich piętnastu lat nie było jeszcze roku bez co najmniej kilku płyt z udziałem Jakuba Ziołka. To przede wszystkim wydawnictwa jego licznych projektów, jak Alameda, Innercity Ensemble, Kapital czy T'ien Lai. No i Stara Rzeka, która przez ostatnią dekadę wydawała się wygaszonym po cichu przedsięwzięciem. I trwało to aż do niespodziewanego ogłoszenia premiery "Wynoś się z mojego domu", trzeciego długogrającego albumu pod tym szyldem. Następca wydanych w poprzednim dziesięcioleciu płyt "Cień chmury nad ukrytym polem" (2013) i "Zamknęły się oczy ziemi" (2015) powraca do realizowanej na nich koncepcji wyobrażonego folku , ale prezentuje go w odświeżonej formie, rezygnując z części inspiracji, zastępując je nowymi. Co wynika oczywiście z muzycznej ewolucji samego Ziołka, w ostatnich latach zainteresowanego bardziej elektronicznymi brzmieniami niż drone'em czy black metalem. Tytuł "Wynoś się z mojego domu" to nic innego, jak b...

[Recenzja] caroline - "caroline 2" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 26.05-1.06 Brytyjski oktet caroline działa nieco na uboczu sceny Windmill. Podobnie, jak inne młode grupy przewaźnie z Londynu, poszukuje swojego własnego stylu, mieszając różne rzeczy już w muzyce popularnej obecne. W przeciwieństwie jednak do black midi, Squid czy Black Country, New Road, punktem wyjścia nie jest tu post-punk. Część muzyków - śpiewający gitarzyści Mike O'Malley i Jasper Llewellyn oraz perkusista Hugh Aynsley - zaczynali, jako nastolatkowie, od wspólnego grania standardów appalachijskiego folku. Po poszerzeniu składu o kolejnych pięcioro muzyków, grających na różnych instrumentach i udzielających się wokalnie, pozostali przy głównie akustycznym brzmieniu oraz folkowych inspiracjach, dodając do tego nieco minimalizmu, slowcore'u czy post-rocka. Eponimiczny debiut sprzed trzech lat to mieszanka całkiem zgrabnych piosenek i eksperymentów z formą czy niekonwencjonalnymi sposobami wydobywania dźwięku, ale też nagrań dokonanych w studiu oraz surowych ...

[Recenzja] Jim Ghedi - "Wasteland" (2025)

Obraz
Dorastając w angielskim Sheffield, Jim Ghedi miał o wiele większe szansę trafić do punkowej, noise'owej, metalowej lub eksperymentalnej kapeli niż na zostanie muzykiem folkowym. I rzeczywiście zaczynał od amatorskich grup stawiających na gitarowy hałas. Przełomowy moment nastąpił, gdy od swojej ciotki otrzymał album Berta Janscha. Zaczął zagłębiać się w folk-rockowe zespoły w rodzaju Pentangle czy Steeleye Span, ale także amerykańskich prymitywistów pokroju Johna Faheya i Robbiego Basho. Wkrótce sam zaczął występować z gitarą akustyczną - w tych samych miejscach, gdzie wcześniej grywał ze swoimi kapelami DIY. Tamte doświadczenia nie pozostały zresztą bez wpływu na jego późniejszą twórczość. Choć zaczął odwoływać się do folkowej tradycji, nie zrezygnował z bardziej współczesnych brzmień. Z tego powodu nigdy nie został w pełni zaakceptowany przez brytyjskie środowisko folkowe. Nie czując się w nim mile widzianym, podjął decyzję o przeprowadzce do Irlandii, gdzie spotkał się z cieplej...

[Recenzja] Spiral Garden - "Spiral Garden" (2025)

Obraz
Choć jest zdecydowanie za szybko na tak kategoryczne stwierdzenia, to bardzo się zdziwię, jeśli ktoś w tym roku wyda lepszy debiut od Spiral Garden. Nie mogę całkiem wykluczyć takiej sytuacji pamiętając rok 2021 - gdy już na samym jego początku absolutnie powalił mnie "For the First Time" Black Country, New Road, a niedługo potem zdetronizował go "Bright Green Field" Squid - jednak kwartet z Północnej Karoliny znacznie podniósł poprzeczkę tegorocznym debiutantom. Praktycznie nieznany Spiral Garden to inicjatywa Bena Hjertmanna - formalnie wykształconego kompozytora, wykładowcy i nauczyciela gry na gitarze, multiinstrumentalisty oraz wokalisty, a także twórcy instrumentów - który postanowił wykorzystać możliwości stroju naturalnego na gruncie rocka. Początków projektu należy szukać już w 2019 roku. To wtedy Hjertmann zaczął komponować utwory na wydany dwa lata później album "Visitors", sygnowany wspólnie z klasycznie szkoloną wiolonczelistką Emmalee Hunnicu...

[Recenzja] Katarina Gryvul - "Spomyn" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 7.04-13.04 Kandydatów do wyróżnienia w weekendowym cyklu recenzji premierowych wydawnictw przeważnie mi nie brakuje. Na szczęście nie muszę uwzględniać ich wszystkich - a przy tylu propozycjach nietrudno coś przeczyć, skupiając się np. na dwóch najważniejszych tytułach i zapominaniu o kilkunastu pozostałych - bo cykl nazywa się płyta, a nie przegląd tygodnia. Nierzadko zresztą dokonuję wyborów nieoczywistych, sięgając po muzykę niszową. Tym razem padło właśnie na taki tytuł. "Spomyn" jest jednak albumem najbardziej oryginalnym z tych nowości tygodnia, z którymi w całości lub we fragmentach zdążyłem się zapoznać. Trzeci pełnoprawny album Katariny Gryvul - pochodzącej z Ukrainy formalnie wykształconej kompozytorki i skrzypaczki, a także producentki - to następca zauważonej także na Zachodzie płyty "Tysha" sprzed trzech lat. Warto jednak wspomnieć, że w międzyczasie artystka wzięła też udział w przedsięwzięciu Muzeum Narodowego w Warszawie, nagrywając ws...

[Recenzja] Richard Dawson - "End of the Middle" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 10.02-16.02 Niespecjalnie śledziłem dotychczasową karierę Richarda Dawsona. Czegoś tam słuchałem, nawet całych albumów, tylko po to, by się od nich całkiem odbić. Nie załapałem fenomenu tego muzyka - ponoć najlepszego songwritera we współczesnym folku brytyjskim. Nieco bliższy jestem jego zrozumienia po przesłuchaniu właśnie wydanego "End of the Middle". To album koncepcyjny, opowiadający o kilku pokoleniach tej samej brytyjskiej rodziny i powtarzających się między nimi wzorcach zachowań, a wszystko to zostało osadzono w szerszym kontekście społecznych i gospodarczych problemów Wielkiej Brytanii. Niezmiennie stoję jednak na stanowisku, że muzyka powinna być ciekawa przede wszystkim pod względem muzycznym. I tak jest właśnie w tym przypadku. Dawson to nie tylko ceniony kompozytor, ale też sprawny gitarzysta i bardzo charakterystyczny wokalista, balansujący na granicy fałszu, nierzadko ją przekraczający. Dodaje to jednak tym nagraniom autentyzmu i indywidualizmu,...

[Recenzja] Tristwch Y Fenywod - "Tristwch y Fenywod" (2024)

Obraz
Językiem walijskim potrafi posługiwać się dziś niespełna milion osób na całym świecie. W samej Walii jest to zaledwie kilkanaście procent mieszkańców. Stąd też szalony może wydawać się pomysł, by stworzyć zespół, którego nazwa i teksty utworów będą właśnie w tym języku. To jednak także świetny sposób, by odróżnić się od innych twórców oraz wzbudzić zainteresowanie. Wystarczy zresztą spojrzeć na naszych krajowych twórców: śpiewanie po angielsku - i ogólnie bezmyślne imitowanie zagranicznych trendów - nie wystarcza do zrobienia międzynarodowej kariery, ale ta egzotyczna, z perspektywy niepolskich słuchaczy, słowiańskość może być dla nich pociągająca. Co pokazują liczne przykłady, od Chopina, przez Komedę i innych jazzmanów, Niemena, po najbardziej tu adekwatny Księżyc. Tristwch y Fenywod (smutek kobiet z walijskiego) to żeńskie trio o międzynarodowym, brytyjsko-kanadyjskim składzie. Członkinie grupy postanowiły nie tylko zmierzyć się z językiem walijskim, ale też odejść od dotychczas upr...

[Recenzja] Księżyc - "Rabbit Eclipse" (2015)

Obraz
To prawdziwy ewenement, gdy grupa powraca po blisko dwudziestu latach przerwy z albumem, który naprawdę coś wnosi. Zwykle takie comebacki kończą się na nagraniu maksymalnie bezpiecznej płyty. Zbudowanej na patentach i schematach, które już raz się sprawdziły, więc z dużą szansą uda się zadowolić dotychczasową publiczność. Księżyc wrócił na scenę na fali zainteresowania, jakie już w XXI wieku wzbudziły wznowienia jego eponimicznego albumu z 1996 roku. Od dawna zresztą wyczekiwane, gdyż oryginalne wydania zaczęły osiągać naprawdę wysokie sumy na aukcjach, co tylko wzmacniało kultowy status zespołu. W 2004 roku longplay "Księżyc" doczekał się pierwszej edycji kompaktowej, a dziewięc lat póżniej wydało go brytyjskie Penultimate Press. I to właśnie ta wytwórnia zaproponowała grupie zarejestrowanie nowego materiału. Nagrania na "Rabbit Eclipse" odbyły się w nietypowym miejscu, w Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego, mieszczącym się w warszawskim pałacu Królikarnia. W ...

[Recenzja] Raphael Rogiński - "Plays John Coltrane and Langston Hughes" (2015/2024)

Obraz
Raphael Rogiński idzie na rekord w liczbie wydawanych w tym roku albumów. W styczniu ukazał się debiutancki longplay projektu Hizbut Jámm, latem autorski materiał "Žaltys", a teraz kolejny -  "Plays John Coltrane and Langston Hughes". Choć akurat ten ostatni to niezupełnie nowe wydawnictwo. Pierwotnie ukazało się w 2015 roku, wówczas z podtytułem " African Mystic Music" . Ponieważ jednak dotąd nie było wydania winylowego, a nakład wersji kompaktowej dawno się rozszedł, podjęto decyzję o wznowieniu materiału. Nie ograniczono się jednak do wydania go ponownie w oryginalnej formie. Album zyskał nową okładkę oraz  cztery dodatkowe utwory, zarejestrowane w tym roku. W jakimś stopniu jest to zatem nowy album. A przynajmniej nowa EPka dołączona do starego longplaya. Na oryginalne wydanie złożyło się osiem reinterpretacji kompozycji Johna Coltrane'a, a także dwie autorskie kompozycje, napisane do wierszy Langstona Hughesa, afroamerykańskiego poety, pisarza, fe...

[Recenzja] Raphael Rogiński - "Žaltys" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 22.08-28.08 Raphael Rogiński jest dziś jednym z najciekawszych gitarzystów. Bez problemu odnajduje się w różnych stylach, zachowując swój rozpoznawalny styl. Grywał jazz z Mikołajem Trzaską i Macio Morettim pod szyldem Shofar, współtworzył blues-rockową grupę Wovoka, grał z Wacławem Zimplem muzykę żydowską, a na początku obecnego roku zadebiutował ze swoim psychodeliczno-afrykańskim kwartetem Hizbut Jámm. Pod własnym nazwiskiem reinterpretował kompozycje Johna Coltrane'a, Jana Sebastiana Bacha czy Henry'ego Purcella, zbliżając ich muzykę do amerykańskiego prymitywizmu. Na najnowszym "Žaltys", podobnie jak na wydanym niespełna rok temu "Talán", proponuje natomiast w pełni autorski materiał. Zarówno tytuł albumu, jak i te poszczególnych utworów, zapisane są w języku litewskim. Rogiński wraca tu do swojego dzieciństwa, gdy wakacje spędzał w rejonie Suwałk, na polsko-litewskim pograniczu. Tam też kupił swoją pierwszą elektryczną gitarę, którą zabi...

[Recenzja] The Raincoats - "Odyshape" (1981)

Obraz
Kurt Cobain pozostawił po sobie coś więcej, niż tylko muzykę. A konkretnie listę rekomendacji płytowych, dzięki której różni mniej popularni wykonawcy mogli dotrzeć ze swoją twórczością do szerszej publiczności. Skorzystała na tym na pewno brytyjska grupa post-punkowa The Raincoats. Dzięki publicznym pochwałom Cobaina kapelą zainteresowała się wytwórnia Geffen, czego efektem były wznowienia wcześniejszej dyskografii, wzbogacone esejami lidera Nirvany oraz Kim Gordon z Sonic Youth. Na fali tego chwilowego hajpu doszło nawet do reaktywacji zespołu. Oryginalny plan zakładał dołączenie na trasę, jaką Nirvana miała zagrać wiosną 1994 roku. Nie wypaliło, bo koncerty odwołano po tym, jak Cobain palnął sobie w łeb. The Raincoats przygotował za to nowy materiał studyjny, opublikowany dwa lata po tych wydarzeniach. Daje też sporadyczne występy. Główny okres działalności zespołu to lata 1977-84 i cztery albumy - w tym koncertowy - nagrane dla Rough Trade. The Raincoats powstał z inicjatywy dwóch ...

[Recenzja] Mabe Fratti - "Sentir Que no Sabes" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 24.06-30.06 Po mocnym w premiery poprzednim tygodniu, ten jest już wyraźnie słabszy. Szczególnie zawiodłem się na współpracy Shackletona z Six Organs of Admittance. Sam Shackeleton nagrywał naprawdę niezłe płyty z Wacławem Zimplem czy pod szyldem Tunes of Negation, a Ben Chasny ma na koncie choćby bardzo dobry "Dark Noontide", jednak wspólny "Jinxed by Being" okazał się, mimo przyzwoitego wykonania i dość przyjemnego klimatu, raczej nudnawy. Jeszcze gorzej wypadł nowy materiał The Revolutionary Army of the Infant Jesus. "The Dream We Carry" zamiast intrygującej i unikalnej mieszanki folku, psychodelii, tribal ambientu, neoclassical darkwave, jazzu czy muzyki mediewalnej, od jakiej zespół zaczynał, przyniósł zupełnie bezbarwne granie popowe. Dlatego na płytę tygodnia wybrałem coś zupełnie innego. Z Mabe Fratti - pochodzącą z Gwatemali, ale działającą głównie w Meksyku, klasycznie szkoloną wiolonczelistką, a także wokalistką i kompozytorką - p...

[Recenzja] Orkiestra Ósmego Dnia / Jan A. P. Kaczmarek - "Muzyka na koniec" (1982)

Obraz
Miałem różne plany związane z tym albumem. Na przykład, że będzie to moja ostatnia recenzja na tej stronie. Ostatecznie postanowiłem opisać go w ramach kończącego się już miesiąca z polskimi płytami. I tylko przypadkiem zbiegło się to w czasie ze śmiercią twórcy, co tytułowi "Muzyka na koniec" nadaje dodatkowego znaczenia. Artystyczna droga Jana A. P. Kaczmarka kojarzy mi się z tą, jaką przebył Ennio Morricone. Obaj znani są przede wszystkim jako autorzy muzyki filmowej, zdobywcy Oscarów. Zaczynali jednak od bardziej eksperymentalnego grania - Morricone w krautrockowo-freejazzowym The Group, a Kaczmarek w Orkiestrze Ósmego Dnia. Najdziwniejsze w tej nazwie wcale nie są dwa ostatnie człony - nawiązujące do poznańskiego Teatru Ósmego Dnia, z którym był wówczas związany Kaczmarek - a ten pierwszy. Bo co to za orkiestra, jeśli tworzyli ją tylko dwaj muzycy; składu dopełnił gitarzysta Grzegorz Banaszak. Projekt rozpoczął działalność jeszcze pod koniec lat 70., a na początku kolejn...