Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2024

[Recenzja] Księżyc - "Rabbit Eclipse" (2015)

Obraz
To prawdziwy ewenement, gdy grupa powraca po blisko dwudziestu latach przerwy z albumem, który naprawdę coś wnosi. Zwykle takie comebacki kończą się na nagraniu maksymalnie bezpiecznej płyty. Zbudowanej na patentach i schematach, które już raz się sprawdziły, więc z dużą szansą uda się zadowolić dotychczasową publiczność. Księżyc wrócił na scenę na fali zainteresowania, jakie już w XXI wieku wzbudziły wznowienia jego eponimicznego albumu z 1996 roku. Od dawna zresztą wyczekiwane, gdyż oryginalne wydania zaczęły osiągać naprawdę wysokie sumy na aukcjach, co tylko wzmacniało kultowy status zespołu. W 2004 roku longplay "Księżyc" doczekał się pierwszej edycji kompaktowej, a dziewięc lat póżniej wydało go brytyjskie Penultimate Press. I to właśnie ta wytwórnia zaproponowała grupie zarejestrowanie nowego materiału. Nagrania na "Rabbit Eclipse" odbyły się w nietypowym miejscu, w Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego, mieszczącym się w warszawskim pałacu Królikarnia. W ...

[Zapowiedź] Premiery płytowe listopad 2024

Obraz
Listopad zapowiada się znacznie spokojniej od października w premierach płytowych, ale każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Sam bardziej czekam chociażby na nowy album Merope, niż na pierwszy od 16 lat premierowy materiał The Cure, jednak to ten ostatni jest bez wątpienia najważniejszą i najbardziej hajpowaną premierą miesiąca. Przy okazji przypominam o zbiórce na magazyn "Lizard", od której zależą losy kolejnych numerów pisma. Muzyczne premiery listopada 2024 1 listopada: The Cure -  Songs of a Lost World Cybotron - Parallel Shift [EP] Max Johnson -  I'll See You Again Mount Eerie - Night Palace The Residents - Dookietown [EP] 4 listopada: Mikołaj Trzaska - Eternity for a While 5 listopada: Merope - Vėjula 8 listopada: Approaching Mountains -  Calm - for Radar Systems Claire Rousay -  The Bloody Lady Keith Jarrett, Gary Peacock & Paul Motian - The Old Country [archiwalia] Lionel Loueke & Dave Holland - United Miles Davis Quintet - M...

[Recenzja] Roxy Music - "Roxy Music" (1972)

Obraz
Rok 1972 to wciąż czasy, gdy rockowy artyzm, przynajmniej w Europie, kojarzył się przede wszystkim z podniosłym progiem. Ukazały się wówczas chociażby takie albumy, jak "Close to the Edge", "Foxtrot", "Octopus", "Thick as a Brick" (ten akurat był zakamuflowaną parodią tej estetyki) czy cała masa płyt włoskich symfoników . Sporo działo się też na mniej poważnej scenie Canterbury czy w bardzo różnorodnym nurcie krautrockowym, jednak były to rzeczy niszowe. I właśnie w tym roku do mainstreamu przedarł się debiutujący Roxy Music, który pokazał szerszej publiczności całkiem inne oblicze rockowego artyzmu, bez tej całej podniosłości i wirtuozerii, nastawione na piosenki, a nie rozbudowane formy. Eponimiczny debiut Roxy Music - będący jednocześnie fonograficznym debiutem takich muzyków, jak Brian Eno, Bryan Ferry czy Phil Manzanera - w zasadzie wpisuje się w modną wówczas stylistykę glam rocka. Są to jednak te najbardziej interesujące muzycznie rejony g...

[Recenzja] Saagara - "3" (2024)

Obraz
Przy rosnącej liczbie projektów, w jakie angażuje się Wacław Zimpel, trochę już traciłem nadzieję na powrót grupy Saagara. Minęło już trochę czasu od dwóch poprzednich płyt Zimpla z indyjskimi muzykami. Współpraca ta zaczęła się na początku poprzedniej dekady tuż po tym, gdy polski muzyk - dziś postrzegający się przede wszystkim jako producent, wtedy jednak uznany jazzowy klarnecista - miał okazję pojamować z Giridharem Udupą, mistrzem gry na ghatamie, tradycyjnym instrumencie perkusyjnym z południowych Indii. Wkrótce potem obaj artyści stworzyli kwintet Saagara, którego składu dopełnili grający na skrzypcach Mysore N. Karthik oraz dwaj kolejni perkusjonaliści: K. Raja i Bharghava Halambi. Miejsce tego ostatniego obecnie zajmuje Aggu Baba. Pierwszy, eponimiczny album Saagary z 2015 roku przyniósł granie łączące tradycję muzyki karnatackiej z elementami jazzu, jakie wniósł klarnet Zimpla. Słuchając tej płyty nie sposób uniknąć skojarzeń z projektem Shakti - współpracą Johna McLaughl...

[Recenzja] Neil Young - "Mirror Ball" (1995)

Obraz
Nie jest to może współpraca, do jakiej koniecznie musiało dojść, ale też chyba nikogo ta kooperacja nie zdumiała i nie powinna dziwić. Bez Neila Younga, nazwanego przez media ojcem chrzestnym grunge'u  - z pewnością nie byłoby Pearl Jam jaki znamy. Muzycy zespołu wielokrotnie zresztą podkreślali swoje uwielbienie dla Kanadyjczyka, a inspirację tę doskonale słychać w ich twórczości. Natomiast bez Pearl Jam - czy też ogólnie sceny grunge - Young mógłby dalej błądzić muzycznie, jak miało to miejsce w poprzedniej dekadzie. Nagranie przez nich wspólnego albumu należy uznać za całkiem logiczny, naturalny krok. I co więcej, "Mirror Ball" jest jedną z bardziej udanych pozycji w ich dyskografiach. W przypadku Pearl Jam może to być nawet podium, u Younga - raczej druga połowa Top 10. Neil Young i Pearl Jam poznali się już na początku dekady. W 1992 roku po raz pierwszy wystąpili na jednej scenie, choć osobno, podczas koncertu z okazji 30-lecia kariery Boba Dylana. Kanadyjczyk był p...

[Recenzja] The Necks - "Bleed" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 14.10-20.10 Jeśli aktywna od ponad trzech dekad kapela wydaje swój 19. studyjny album, to szanse na jakiekolwiek zaskoczenia wydają się niewielkie. Przy okazji zeszłorocznej płyty The Necks, "Travel", pisałem nawet, że w przypadku tej grupy doskonale wiadomo, czego się spodziewać, bo (...) do najbardziej eklektycznych z pewnością nie należy . Teraz muszę z tych słów się wycofać, gdyż właśnie wydany "Bleed" odchodzi od wypracowanej formuły. I robi to w sposób na tyle fascynujący, że właśnie ten album postanowiłem wyróżnić, choć tydzień znów bardzo mocny. Tego samego dnia ukazał się choćby znakomity powrót projektu Saagara Wacława Zimpla czy kolejna płyta Lisel, na której artystka znów intrygująco eksperymentuje z łączeniem klasycznych form śpiewu i nowoczesnej technologii. Jednak to nowy The Necks zrobił na mnie największe wrażenie. Zaskoczeniem nie jest na pewno struktura "Bleed", bo to nie pierwszy raz, gdy Australijskie trio zamieściło na ...

[Recenzja] Oranssi Pazuzu - "Muuntautuja" (2024)

Obraz
Ale się porobiło. Druga pod rząd recenzja płyty metalowej? Takiej sytuacji nie było tu od dobrych paru lat. Jednak podobnie jak "Absolute Elsewhere" Blood Incantation w swoich inspiracjach daleko wykracza poza granie metalowe, tak i najnowsze dzieło Oranssi Pazuzu nie jest albumem, który wpisywałby się ściśle w ten styl. Choć akurat w przypadku Finów dokładnie tego należało się spodziewać. Począwszy od debiutanckiego "Muukalainen puhuu" sprzed lat piętnastu grupa łączy black metal z psychodelią, nie stroniąc też od brzmień elektronicznych. I z płyty na płytę wydaje się robić to coraz ciekawiej. Pozostając jeszcze przy porównaniach z "Absolute Elsewhere", w recenzji tamtej płyty trochę narzekałem, że brakuje na niej jakiejś większej syntezy gatunków - że muzycy albo łoją po death-metalowemu, albo całkiem zanurzają się w estetykę sewentisowego prog-rocka lub prog-elektroniki. Wspominam o tym dlatego, że na " Muuntautuja" taki problem w zasadzie ni...

[Recenzja] Blood Incantation - "Absolute Elsewhere" (2024)

Obraz
Z "Absolute Elsewhere" jest trochę jak z "Joker: Folie à deux". Filmem, który sprzedaje się kiepsko i zdobywa fatalne oceny nie dlatego, że jest obrazem kiepskim, ale obrazem kompletnie innym niż chcieliby otrzymać miłośnicy przewidywalnego kina superbohaterskiego czy nawet wielbiciele pierwszej części, odchodzącej od komiksowej sztampy na rzecz inspiracji dramatami Scorsesego. Najnowszy album Blood Incantation akurat oceniany jest na ogół bardzo pozytywnie, ale również może odrzucić ortodoksów, dla których nie do zaakceptowania są jakiekolwiek zmiany stylu i sięganie po inspiracje bardzo odległe od spodziewanego gatunku. Poprzednie dwie płyty Blood Incantation nie odchodziły daleko od estetyki ekstremalnego metalu. Tym razem też z początku wszystko wydaje się być na swoim miejscu. Okładka "Absolute Elsewhere", z nieczytelnym logo i grafiką wpisującą się w gatunkowe klisze, nie zapowiada żadnych zmian. Być może niektórym słuchaczom tytuł skojarzy się z efe...

[Recenzja] Chants & Dave Schoepke - "Speleogenesis" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 7.10-13.10 To najspokojniejszy pod względem płytowych premier tydzień października, co sprzyja poznawaniu tytułów kompletnie niszowych. Takich jak "Speleogenesis", wspólny album amerykańskich muzyków Jordana Cohena i Dave'a Schoepke'a. Pierwszy z nich wydał niezależnie już kilka płyt pod pseudonimem Chants, inspirowanych minimalizmem lub współczesnymi elektronicznymi stylami w rodzaju UK bass czy deconstructed club, silnie zorientowanych na warstwę rytmiczną. Cohen jest zresztą nie tylko producentem, ale także perkusistą, a gry na bębnach jako nastolatek uczył się od Schoepke'a. I to właśnie do niego zwrócił się o pomoc w zarejestrowaniu płyty opartej na żywej  perkusji, ale nierzadko podanej silnej obróbce studyjnej, upodabniającej nagrania do dzisiejszej muzyki elektronicznej. W dawniejszych czasach, gdy solówki na bębnach kojarzyły mi się głównie z przynudzaniem Iana Paice'a czy Johna Bonhama, nie przypuszczałbym, że polubię album, który w ca...

[Recenzja] Godspeed You! Black Emperor - "No Title as of 13 February 2024 28,340 Dead" (2024)

Obraz
Ponura, apokaliptyczna wizja muzyki Godspeed You! Black Emperor wydaje się być adekwatnym soundtrackiem do trwającego konfliktu na Bliskim Wschodzie. Była to zresztą ponoć inspiracja dla najbowszego albumu zespołu. Temat ten niestety został potraktowany bardzo powierzchownie, bez żadnej głębszej refleksji. Tak naprawdę ograniczono się do podania w tytule -  którego płyta rzekomo nie ma - bilansu ofiar śmiertelnych, mocno już nieaktualnego (oficjalna liczba zabitych w Strefie Gazy Palestyńczyków wzrosła do czterdziestu tysięcy) i pomijającego izraelskich cywilów zabitych rok temu przez terrorystów Hamasu, od czego cała eskalacja się zaczęła. Tłumaczenie, że zespół postanowił wyrazić ogrom tej tragedii wyłącznie za pomocą dźwięków, nie wytrzymuje niestety konfrontacji z samym materiałem.  "No Title as of 13 February 2024 28,340 Dead" okazuje się najbardziej pogodną płytą GY!BE. Muzyka, zwłaszcza ta instrumentalna, to medium na tyle abstrakcyjne, że każdy słuchacz może mieć zupe...

[Recenzja] Raphael Rogiński - "Plays John Coltrane and Langston Hughes" (2015/2024)

Obraz
Raphael Rogiński idzie na rekord w liczbie wydawanych w tym roku albumów. W styczniu ukazał się debiutancki longplay projektu Hizbut Jámm, latem autorski materiał "Žaltys", a teraz kolejny -  "Plays John Coltrane and Langston Hughes". Choć akurat ten ostatni to niezupełnie nowe wydawnictwo. Pierwotnie ukazało się w 2015 roku, wówczas z podtytułem " African Mystic Music" . Ponieważ jednak dotąd nie było wydania winylowego, a nakład wersji kompaktowej dawno się rozszedł, podjęto decyzję o wznowieniu materiału. Nie ograniczono się jednak do wydania go ponownie w oryginalnej formie. Album zyskał nową okładkę oraz  cztery dodatkowe utwory, zarejestrowane w tym roku. W jakimś stopniu jest to zatem nowy album. A przynajmniej nowa EPka dołączona do starego longplaya. Na oryginalne wydanie złożyło się osiem reinterpretacji kompozycji Johna Coltrane'a, a także dwie autorskie kompozycje, napisane do wierszy Langstona Hughesa, afroamerykańskiego poety, pisarza, fe...

[Recenzja] The Smile - "Cutouts" (2024)

Obraz
Rekordowa ilość albumów w tym roku może nie należeć do King Gizzard & the Lizard Wizard. Do tej pory Australijczycy wydali ledwie jedną płytę, więcej nawet nie zapowiedzieli. Tymczasem brytyjskie trio The Smile, złożone z bardzo znanych muzyków, właśnie wydało swój drugi już tegoroczny longplay, a ogółem trzeci w stosunkowo krótkiej działalności. Tyle tylko, że "Cutouts" to efekt tej samej sesji, podczas której zarejestrowano opublikowany w styczniu "Wall of Eyes". Teoretycznie - i zgodnie z tytułem - jest to zatem zbiór odrzutów po tej poprzedniej płycie. Jednak materiał wcale nie jest słabszy. Bardziej przypomina to precedens "Kid A" / "Amnesiac", gdzie oba wydawnictwa trzymają równie wysoki poziom, niż "Load" / "ReLoad", z nierówną pierwszą i wyraźnie słabszą drugą odsłoną. "Cutouts", tak jak poprzednie albumy The Smile, to płyta o dwóch znacząco odmiennych obliczach. Pierwsze z nich to bardziej nastrojowe, su...

[Recenzja] Geordie Greep - "The New Sound" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 30.09-6.10 Kiedy pięć lat temu recenzowałem debiutancki album black midi, "Schlagenheim", byłem pozytywnie nastawiony do zawartej na nim fuzji post-punka, noise'u i krautrocka. Nie spodziewałem się jednak tego, co nastąpiło później. Albumy "Cavalcade" i "Hellfire", zachowując młodzieńczą energię debiutu, przyniosły zwrot w stronę jeszcze bardziej złożonego grania, silnie inspirowanego avant-progiem, math- czy jazz-rockiem. Wywindowały zespół do samej czołówki współczesnego rocka i uczyniły z niego istotny punkt odniesienia dla innych nowych twórców, często zresztą pozostających pod jego wpływem lub w podobny sposób odświeżających różne ciekawe pomysły z przeszłości, łącząc je w niespotykany wcześniej sposób. Na kolejny album black midi czekałem z niecierpliwością, ale i obawą, czy zespół dalej będzie się rozwijał, czy pozostanie przy wypracowanym stylu. Teraz to bez znaczenia, bo na początku sierpnia muzycy poinformowali o zawieszeniu dz...