Posty

Wyświetlanie postów z 2024

[Zapowiedź] Premiery płytowe stycznia 2025

Obraz
Powoli kończę swoje podsumowanie mijającego roku, a tymczasem wrzucam listę styczniowych premier płytowych. Najbliższe miesiące nie zapowiadają się może jakoś bardzo ekscytująco, choć już za trzy tygodnie ukaże się potencjalny zwycięzca wielu przyszłorocznych podsumowań: nowy album brytyjskiej artystki FKA twigs. A już w lutym swój trzeci album ma wydać Squid, co - mam nadzieję - rozrusza nieco scenę Windmill, na której ostatnio nie dzieje się niemal nic ciekawego. Z już zapowiedzianych na 2025 rok tytułów właśnie na te dwa najbardziej czekam. Poza tym raczej nie mam sprecyzowanych oczekiwań, za to liczę przynajmniej na podobną ilość odkryć, co w dotychczasowych rocznikach lat dwudziestych. PS. Dzięki za dotychczasowe i przyszłe  wpłaty na "Lizarda" . Muzyczne premiery stycznia 2025: 2 stycznia: Elizabeth A. Carver - The Cart Before the Horse 3 stycznia: Cardiacs -  Cardiacs E.P.  [archiwalia] Fellers Island - Lighting the Bedtime Sky Fleetwood Mac - Live From the Re...

[Recenzja] Laura Cannell - "The Rituals of Hildegard Reimagined" (2024)

Obraz
Niemal całkowite zamarcie rynku fonograficznego w drugiej połowie grudnia ma swoje zalety. Można wówczas dotrzeć do płyt, które w bardziej intensywnych wydawniczo tygodniach łatwo byłoby przeoczyć. Mnie np. w tym roku całkiem umknęło jedenaście EPek Laury Cannell, konsekwentnie wydawanych na koniec każdego miesiąca. Trafiłem dopiero na dwunastą, ostatnią część tego cyklu, której nie przykryły inne premiery. A przy okazji dowiedziałem się też o wydanym już parę miesięcy temu pełnowymiarowym albumie Cannell, "The Rituals of Hildegard Reimagined". Zaintrygował mnie już samym tytułem, odnoszącym się do Hildegardy z Bingen, jednej z najsłynniejszych kobiet średniowiecza, wszechstronnie wykształconej zakonnicy, a zarazem pierwszej kompozytorki, której twórczość zachowała się do czasów obecnych. Chociaż sama Hildegarda zapisała się w historii, to głównie za sprawą swoich innych aktywności. Jako kompozytorka  zyskała pewną popularność dopiero w końcówce XX wieku. Po ponad ośmiuset la...

[Artykuł] 50 lat temu… 1974

Obraz
Kolejny świetny rok z historii fonografii. Może bez żadnego wielkiego przełomu, choć dało się zaobserwować pewne nowe zjawiska. Tym najważniejszym było chyba wydanie przez Tangerine Dream albumu "Phaedra", od którego zaczął się nowy nurt w progresywnej elektronice - tzw. szkoła berlińska. W ciągu kilku kolejnych lat styl ten zyskał wielu naśladowców i sporą popularność, przyczyniając się do emancypacji elektroniki jako pełnoprawnego gatunku muzyki rozrywkowej. Rockową scenę zdominował glam, który osiągnął wówczas swoje wyżyny - także te artystyczne za sprawą twórców w rodzaju Briana Eno, Sparks, Davida Bowie czy Queen. Tymczasem rock progresywny, przynajmniej w tym symfonicznym wydaniu, stawał się coraz mniej postępowy, co jednak nie przeszkodziło, by King Crimson, Genesis, Yes czy Gentle Giant wydali jedne ze swoich lepszych płyt. Jeszcze ciekawiej było jednak w innych nurtach proga, gdyż Robert Wyatt, Gong i Egg wydali jedne z najwiekszych dzieł sceny Canterbury, wciąż siln...

[Recenzja] Shane Parish - "Repertoire" (2024)

Obraz
Na tej płycie nie ma oryginalnych utworów. Repertuar albumu o tytule, nomen omen , "Repertoire" obejmuje interpretacje cudzych kompozycji. Wybór jest niestandardowy i interesujący. Najczęściej są to jazzowe covery , ale nie żadne tam zmurszałe, przerabiane niezliczoną ilość razy standardy, a dzieła takich twórców, jak Ornette Coleman, Roland Kirk, Charles Mingus, Eric Dolphy, Alice Coltrane czy Sun Ra. Pomiędzy nimi pojawiają się też wersje kawałków Captaina Beefhearta, Aphex Twina, Kraftwerk, Johna Cage'a i punkowego Minutemen. Niesamowity rozrzut stylistyczny, lecz tutaj wszystkie te pierwotnie bardzo zróżnicowane utwory sprowadzono do wspólnego mianownika. Shane Parish wykonał je samodzielnie na gitarze akustycznej w estetyce bliskiej amerykańskiego prymitywizmu. Chodzi, oczywiście, o styl zapoczątkowany w latach 50. w Stanach, najkrócej mówiąc polegający na łączeniu niekonwencjonalnych, czasem klasycyzujących kompozycji przy pomocy technik gry typowych dla country, fo...

[Recenzja] Ex-Easter Island Head - "Norther" (2024)

Obraz
A oto najlepszy tegoroczny album. Przynajmniej według redakcji "The Quietus". Swoją drogą magazyn zaprezentował całkiem ciekawą listę, na której znalazło się sporo muzyki dalszej od głównego nurtu, a w tym nawet polski akcent w postaci trzeciego longplaya projektu Saagara Wacława Zimpla. Natomiast sam "Norther" Ex-Easter Island Head to niewątpliwie oryginalny wybór na płytę roku: całkowicie instrumentalny album w stylistyce post-minimalizmu, z elementami ambientu, math rocka, drone'u czy muzyki elektroakustycznej, nagrany przez właściwie nieznany - przynajmniej do czasu wypromowania przez "TQ" - kwartet z Liverpoolu. Grupa Ex-Easter Island Head istnieje od piętnastu lat i wydała już wcześniej cztery albumy, które nie wzbudziły większego zainteresowania. Może dlatego nie spieszyli się z nagraniem kolejnego: "Norther" ukazał się po ośmiu latach przerwy. W międzyczasie do składu dołączył Andrew PM Hunt - który tegoroczny album także wyprodukował...

[Recenzja] Tristwch Y Fenywod - "Tristwch y Fenywod" (2024)

Obraz
Językiem walijskim potrafi posługiwać się dziś niespełna milion osób na całym świecie. W samej Walii jest to zaledwie kilkanaście procent mieszkańców. Stąd też szalony może wydawać się pomysł, by stworzyć zespół, którego nazwa i teksty utworów będą właśnie w tym języku. To jednak także świetny sposób, by odróżnić się od innych twórców oraz wzbudzić zainteresowanie. Wystarczy zresztą spojrzeć na naszych krajowych twórców: śpiewanie po angielsku - i ogólnie bezmyślne imitowanie zagranicznych trendów - nie wystarcza do zrobienia międzynarodowej kariery, ale ta egzotyczna, z perspektywy niepolskich słuchaczy, słowiańskość może być dla nich pociągająca. Co pokazują liczne przykłady, od Chopina, przez Komedę i innych jazzmanów, Niemena, po najbardziej tu adekwatny Księżyc. Tristwch y Fenywod (smutek kobiet z walijskiego) to żeńskie trio o międzynarodowym, brytyjsko-kanadyjskim składzie. Członkinie grupy postanowiły nie tylko zmierzyć się z językiem walijskim, ale też odejść od dotychczas upr...

[Recenzja] Fennesz - "Mosaic" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 2.12-8.12 Podoba mi się ta pogarda wobec muzycznego przemysłu, jaką Fennesz pokazał, wydając album właśnie w tym momencie. Tuż po tym, gdy największe media już podsumowały ten rok. Trudno poważnie traktować te listy, skoro dla twórców bardziej liczy się opublikowanie ich zanim zrobi to konkurencja, niż faktycznie rzetelne podsumowanie całego roku. Z drugiej strony, nie mam pewności, czy wcześniejsze wydanie "Mosaic" cokolwiek by zmieniło. Gitarowy ambient Austriaka nie jest już tak świeży i ekscytujący, jak w czasach "Endless Summer" czy "Venice". Wciąż jednak.jest to płyta warta uwagi - i na pierwszy kontakt z muzyką artysty, i dla słuchaczy ceniących jego poprzednie dokonania. Tytuł "Mosaic" odnosi się do procesu powstawania tej muzyki. Najpierw było zbieranie pomysłów, eksperymentowanie i improwizowanie. Następnie przetwarzanie tego na kompozycje, praca w studiu i późniejsze poprawki. Christian Fennesz narzucił przy tym sobie śc...

[Recenzja] Kim Gordon - "The Collective" (2024)

Obraz
Ze wszystkich płyt pominiętych dotąd w tegorocznych recenzjach, ta została przeze mnie pominięta najbardziej niesłusznie. Ale przynajmniej mogę teraz z pełnym przekonaniem napisać, że "The Collective" to taki "Blackstar" 2024 roku. Zaskakująco udany i postępowy album artystki, którą można określić mianem rockowego dinozaura. Nie chcę wypominać Kim Gordon wieku, ale David Bowie był o dwa lata młodszy, gdy wyszedł jego ostatni album. A Amerykanka idzie nawet dalej, nie tyle sięgając po inspiracje współczesnymi stylami, co po prostu całkowicie się w nie wpisując. Daleko odchodzi ta muzyka od stylistyki Sonic Youth, dawnego zespołu Gordon, choć poziom hałasu jest tu podobny. "The Collective" Kim Gordon nagrała we współpracy przede wszystkim ze znacznie od siebie młodszym Justinem Raisenem - multiinstrumentalistą oraz producentem. W tej ostatniej roli Raisen wspierał już takich twórców, jak Charlie XCX czy Yves Tumor, choć ostatnio pracował też z innym dinozaur...

[Zapowiedź] Premiery płytowe grudzień 2024

Obraz
To już ten miesiąc, kiedy nowej muzyki prawie się nie wydaje. Mimo tego najbliższy piątek - ostatni taki w tym roku - zapowiada się całkiem przyzwoicie. W najbliższych tygodniach nie powinno jednak zabraknąć recenzji tegorocznych płyt: planuję nadrobić zaległości w słuchaniu i opisywaniu, by zostało ich jak najmniej przed podsumowaniem tego roku, a które najpewniej pojawi się w pierwszy weekend stycznia. Natomiast jeszcze w grudniu ukaże się nowy numer magazynu "Lizard" z moim artykułem o Davidzie Bowie i Lou Reedzie. Przypominam, że dalsze wydawanie pisma zależy od wsparcia przez czytelników. Muzyczne premiery grudnia 2024 1 grudnia: Schlippenbach / Narvesen Duo - Kairos 2 grudnia: TV Girl & George Clanton - Fauxllennium 6 grudnia: Alvin Curran -  ARCHEOLOGY // ARCHEOLOGIA DeWolff - Muscle Shoals Fennesz -  Mosaic Giovanni Di Domenico - Echolalia Joe McPhee & Paal Nilssen-Love -  I Love Noise  John Zorn - Ou Phrontis Kenny Segal...

[Recenzja] Vox Vulgaris - "Early Music for Late Humanity" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 25.11-1.12 Dwadzieścia lat zajęło muzykom szwedzkiego Vox Vulgaris przygotowanie drugiego albumu. Można jednak odnieść wrażenie, że od opublikowania debiutanckiego "The Shape of Medieval Music to Come" minęło znacznie mniej czasu. Dopiero przed dwoma latami płyta - oryginalnie wydana prywatnym nakładem i dystrybuowana wyłącznie na koncertach grupy - trafiła do streamingu, budząc zainteresowanie tym dawno zawieszonym projektem. Do tego stopnia, że instrumentaliści wznowili dzialalność, najpierw aktywnie udzielając się w social mediach, a następnie nagrywając nowy materiał. "Early Music for Late Humanity" zarejestrowano już w zeszłym roku, z pomocą dwójki producentów związanych ze zdecydowanie współczesnymi nurtami elektroniki: Clei Herlöfsson, znanej też jako DJ Clea, oraz Daniela "Fagge" Fagerströma. Dzięki nim udało się jeszcze lepiej zrealizować pierwotny koncept łączenia mediewalnego folku z bardziej dzisiejszym podejściem. "Early Mu...

[Recenzja] Roxy Music - "For Your Pleasure" (1973)

Obraz
Drugi album Roxy Music nie przynosi rewolucji, ale znakomicie udoskonala pomysły z eponimicznego debiutu. "For Your Pleasure" to wciąż postmodernistyczny eklektyzm, rockowy artyzm bez epatowania wirtuozerią i bez pretensjonalności, atrakcyjne popowe melodie oraz nieco kampowa estetyka glamu. Tym razem materiał jest jednak bardziej dopracowany. Zespół spędził w studiu więcej czasu, w towarzystwie doświadczonych producentów Johna Anthony’ego i Chrisa Thomasa. W rezultacie różnorodne inspiracje, w tym też zupełnie nowe wpływy, udało się tu przekłuć w bardzo zborną całość. W swoich najbardziej energetycznych momentach, jak "Do the Strand" (jedyny singiel z płyty) i "Editions of You", grupa bardzo przekonująco łączy proto-punkowy luz i surowość, przebojowe melodie oraz artystyczne aspiracje. W otwieraczu płyty teatralny śpiew Bryana Ferry'ego i drapieżny saksofon Andy'ego Mackaya wywołują wręcz skojarzenia z Van der Graaf Generator.  Po całkiem inny zes...

[Recenzja] Miles Davis Quintet - "Miles in France 1963 & 1964" (2024)

Obraz
Seria bootlegów Milesa Davisa rozrasta się regularnie, choć bez pośpiechu. "Miles in France 1963 & 1964" to dopiero ósma część w jej trzynastoletniej historii. Podobnie, jak zdecydowana większość poprzednich, także ta przynosi materiał z lat 60. Okres ten jest już bardzo dobrze udokumentowany, co nie znaczy, że po najnowsze wydawnictwo nie warto sięgać. Sześciopłytowy boks - ośmiopłytowy w wersji winylowej - zawiera zapis pięciu występów z bardzo interesującego, przejściowego etapu, gdy właśnie formował się skład nazwany póżniej Drugim Wielkim Kwintetem Milesa Davisa. Ściślej mówiąc, podczas pierwszych trzech koncertów, z lipca 1963 roku, trębaczowi towarzyszyli już Herbie Hancock, Ron Carter i Tony Williams, lecz saksofonistą wciąż był George Coleman. Dopiero na dwóch ostatnich płytach, zawierających nagrania z października kolejnego roku, można usłyszeć już ten słynny skład w komplecie, z Wayne'em Shorterem, który niedługo wcześniej dołączył do kwintetu. Występy z C...

[Recenzja] Death - "Individual Thought Patterns" (1993)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S02E09 " Individual Thought Patterns" to czterdzieści minut niemal nieustannego metalowego łomotu. Zresztą właśnie tu Death osiągnął apogeum brutalności. To najbardziej agresywna płyta zespołu, na co wpływ miała narastająca wściekłość Chucka Schuldinera: na (ponoć) mijające się z prawdą artykuły prasowe na jego temat, na byłych współpracowników, którzy publicznie zarzucali mu bycie apodyktycznym liderem, a także na przemysł fonograficzny, przez który czuł się wyzyskiwany. Doszedł do tego jeszcze poważny konflikt z menadżerem, niemal przeniesiony na salę sądową.  " Individual Thought Patterns" posłużył Schuldinerowi do rozładowania tego skumulowanego wkurwu, zarówno na poziomie tekstów, jak i wyjątkowo, nawet jak na Death, intensywnego oraz zjadliwego wykonania. Jednocześnie jest to jednak metal w najbardziej inteligentnym i artystycznym wydaniu. Przy czym te artystyczne ambicje nie polegają tu bynajmniej na rozciąganiu utworów w...

[Recenzja] McCoy Tyner & Joe Henderson - "Forces of Nature: Live at Slugs'" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 18.11-24.11 Materiał z tego wydawnictwa czekał na swoją premierę blisko sześćdziesiąt lat. Podobnie jednak, jak wiele innych jazzowych archiwaliów, które z różnych przyczyn nie zostały wydane w epoce, powodem opóźnienia zdecydowanie nie jest jakość tego nagrania. W przypadku " Forces of Nature: Live at Slugs'" o poziom wykonania byłem spokojny widząc nazwiska grających tu muzyków. Pianista McCoy Tyner oraz saksofonista Joe Henderson byli wówczas, w połowie lat 60. jednymi z najbardziej popularnych i cenionych przedstawicieli swoich instrumentów. Towarzyszący im na basie Henry Grimes był z kolei ważną postacią sceny freejazzowej jako stały współpracownik Alberta Aylera, a początkujący wówczas perkusista Jack DeJohnette wkrótce miał stać się jednym z najbardziej rozchwytywanych bębniarzy fusion. Henderson i Tyner, główne postaci tego kwartetu, mieli już wcześniej okazję wielokrotnie ze sobą grać. Przede wszystkim podczas różnych sesji dla Blue Note, gdy obaj ...

[Recenzja] Autechre - "LP5" (1998)

Obraz
Zanim Warp Records zaczęło samodzielnie wydawać w Stanach płyty ze swojego katalogu, ich dostępność na amerykańskim rynku zależała od tego, czy uda się przekonać do nich jakiegoś dystrybutora. Nie udało się to w przypadku "Chiastic Slide", czwartego albumu Autechre, który do dziś nie miał oficjalnej premiery w USA. Wydaniem kolejnego pełnowymiarowego wydawnictwa Seana Bootha i Roba Browna zainteresowanie wykazała natomiast Nothing Records, wytwórnia Trenta Reznora. "LP5" - album tak naprawdę nie ma tytułu, ale takie nazewnictwo przyległo do niego po późniejszym ukazaniu się "EP7" - pojawił się w jej ofercie pomiędzy płytami Nine Inch Nails, Marilyn Mansona czy ścieżek dźwiękowych "Urodzonych morderców" i "Zagubionej autostrady". Co mogło budzić obawy, o zwrot brytyjskiego duetu w bardziej komercyjne rejony. Stało się jednak zupełnie na odwrót. "LP5" jest tym wydawnictwem Autechre, na którym pozostały już tylko śladowe ilości t...

[Recenzja] Jackson C. Frank - "Jackson C. Frank" (1965)

Obraz
Jacksona C. Franka można uznać za jedną z najtragiczniejszych postaci w historii muzyki. Nawet o tym, że został muzykiem, zadecydowało tragiczne wydarzenie z dzieciństwa. W wieku jedenastu lat, jako jedna z niewielu osób ze swojej klasy przeżył wybuch szkolnego pieca. Na wiele miesięcy trafił jednak do szpitala z poparzeniami ponad połowy powierzchni ciała. To właśnie wtedy, podczas rekonwalescencji, otrzymał swoją pierwszą gitarę, która całkowicie go pochłonęła. Przez kolejną dekadę szlifował swoje umiejętności i zaczął pisać własne utwory, a gdy osiągnął pełnoletność, postanowił wyruszyć ze Stanów do Londynu w celu nagrania płyty - wyprawę sfinansował z odszkodowania, jakie otrzymał za wypadek, równowartość dzisiejszego miliona dolarów. Wyjazd okazał się, do pewnego stopnia, sukcesem. Frank szybko zwrócił uwagę niejakiej Judith Piepe, znajomej Paula Simona. Amerykanin został dobrze przyjęty przez londyńskie środowisko muzyków folkowych, wśród których znaleźli się m.in. Al Stewart, Ar...