Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2017

[Recenzja] King Gizzard & the Lizard Wizard - "Murder of the Universe" (2017)

Obraz
Najnowszy album King Gizzard and the Lizard Wizard wywołuje raczej mieszane odczucia. Słychać, że muzycy wciąż mają mnóstwo pomysłów, ale chyba niepotrzebnie od razu je wszystkie realizują. Na "Flying Microtonal Banana" udało im się uzyskać doskonałe proporcje między wpadającymi w ucho melodiami, a eksperymentalnym - jak na retro rock - podejściem. Tymczasem na "Murder of the Universe" wszystko wydaje się zanadto przekombinowane, na czym cierpi przede wszystkim warstwa melodyczna. Album składa się z 21 ścieżek, jednak de facto mamy tutaj do czynienia z trzema kilkunastominutowymi utworami ("rozdziałami"), składającymi się z kilku części. Całkiem dobrze wypada "Chapter 1: The Tale of the Altered Beast", najbliższy poprzedniego albumu. Utrzymany w szybkim tempie, transowy, oparty na mikrotonowej skali, nadającej orientalnego charakteru, a także - czy też przede wszystkim - całkiem niezły melodycznie. Dodatkowo, pojawiają się tutaj wolniejsze...

[Recenzja] Breakout - "Blues" (1971)

Obraz
1971 rok przyniósł aż dwa albumy grupy Breakout. Muzycy wyciągnęli wnioski z "70a" i zamiast wydawać kolejny eklektyczny zbiór, brzmiący jak split dwóch zespołów, przygotowano dwa oddzielne zestawy utworów. Na oba - pierwszy w całości, a drugi prawie - złożyły się kompozycje Tadeusza Nalepy z tekstami Bogdana Loeobla, jednak ich charakter jest całkiem odmienny. Wydany najpierw "Blues" to, zgodnie z tytułem, blues-rockowe kawałki śpiewane przez Nalepę, podczas gdy "Mira" to bardziej różnorodne, ale na ogół łagodniejsze piosenki z wokalem Miry Kubasińskiej. Płyty nie są efektem jednej sesji - nagrano je w odstępie pięciu miesięcy i w nieco innym składzie. Na "Blues" z poprzedniego wcielenia grupy zostali tylko Nalepa oraz perkusista Józef Hajdasz. Józef Skrzek odszedł po tym, jak podczas wspólnego oglądania meczu pokłócił się z bębniarzem (Skrzek założył wówczas własny Silesian Blues Band, czyli SBB), a Kubasińska nie czuła się dobrze w tej styli...

[Recenzja] Miles Davis and the Modern Jazz Giants - "Bags Groove" (1957)

[Recenzja] King Crimson - "The Night Watch" (1997)

Obraz
"The Night Watch" to kolejna archiwalna koncertówka King Crimson. Tym razem jest to zapis jednego występu, który odbył się 23 listopada 1973 roku w Amsterdamie. Występ ten przeszedł do historii, bowiem to właśnie w jego trakcie zarejestrowano znaczną część albumu "Starless and Bible Black" - utwór tytułowy, "Fracture", "Trio" i fragmenty "The Night Watch". Na potrzeby tamtego longplaya, nagrania zostały specjalnie obrobione, aby brzmiały jak studyjne rejestracje. Dokonano też licznych dogrywek (szczególnie w ostatnim z nich, gdyż podczas koncertu w trakcie tego utworu uszkodzeniu uległ melotron). Tutaj natomiast, na dwóch płytach kompaktowych, umieszczony został zapis niemal całego występu, bez żadnych ingerencji w nagrany na żywo materiał. Zespół promował wówczas album "Larks' Tongues in Aspic", z którego wykonał wszystkie utwory. Niestety, ze względu na problemy techniczne, nie udało się zarejestrować otwierająceg...

[Recenzja] Townes Van Zandt - "Our Mother the Mountain" (1969)

Obraz
Townes Van Zandt (zbieżność nazwisk z wokalistami Lynyrd Skynyrd przypadkowa) to jedna z najbardziej tragicznych postaci w historii muzyki. Od młodości zmagał się z psychozą maniakalno-depresyjną (czyli chorobą afektywną dwubiegunową), a leczenie wycofaną już metodą wstrząsów insulinowych spowodowało u niego trwałą utratę części pamięci. Jako muzyk za życia był praktycznie nieznany. Koncertował w podłych barach, przed przypadkową, z reguły niezainteresowaną publicznością. Szybko popadł w uzależnienia od alkoholu i heroiny, na co wydawał większość swoich zarobków. Zrzekł się nawet praw do swoich albumów za marne 20$, których brakowało mu na używki. Przez większość lat 70. mieszkał w chacie zbitej z desek, bez prądu, ani ogrzewania; zaś na trasie nocował głównie w podrzędnych, tanich motelach. Destrukcyjny tryb życia doprowadził go w końcu do śmierci - zmarł pierwszego dnia 1997 roku (jako oficjalną przyczynę podano arytmię serca). W ostatnich latach życia poprawiła si...

[Recenzja] King Gizzard & the Lizard Wizard - "Flying Microtonal Banana" (2017)

Obraz
Australijski septet King Gizzard & the Lizard Wizard wyrasta na jednego z najważniejszych i najciekawszych przedstawicieli retro rocka. Grupa istnieje od 2010 roku i od tego czasu zdążyła wydać już dziesięć albumów studyjnych (z których dwa najnowsze ukazały się w tym roku). Na każdym z nich muzycy eksplorują nieco inne rejony. Podstawą zawsze jest rock psychodeliczny i garażowy, a wzbogacały go już m.in. wpływy muzyki ze spaghetti westernów (drugi w dyskografii "Eyes Like the Sky"), jazz rocka (szósty "Quarters!", składający się czterech utworów trwających równo 10 minut 10 sekund) czy folku (siódmy "Paper Mâché Dream Balloon"). Głośniej o zespole zrobiło się w zeszłym roku, za sprawą ósmego longplaya, "Nonagon Infinity" (na którym wszystkie utwory płynnie się przenikają, włącznie z ostatnim, który "przechodzi" w pierwszy, tworząc iluzję nigdy nie kończącego się albumu). Dobra prasa i komercyjny sukces wydawnictwa dodały zespo...

[Recenzja] Miles Davis Quintet - "Cookin'" / "Relaxin'" / "Workin'" / "Steamin'" (1957-61)

Obraz
Dzisiejsza recenzja wyjątkowo dotyczy aż czterech różnych albumów, wydanych na przestrzeni pięciu lat. Poświęcenie im wspólnej recenzji uzasadnione jest tym, że wszystkie zawierają materiał zarejestrowany podczas tych samych dwóch sesji - 11 maja oraz 26 października 1956 roku. Były to ostatnie nagrania Milesa Davisa i jego kwintetu, znanego jako Pierwszy Wielki Kwintet Milesa Davisa, dla wytwórni Prestige. Dokonano ich zresztą wyłącznie w celu wypełnienia kontraktu, gdyż Miles dostał lepszą ofertę od Columbia Records. Kwintet w tym samym czasie, ale w innym studiu, pracował już nad debiutem dla nowej wytwórni, "'Round About Midnight", opublikowanym w marcu 1957 roku. W lipcu* ukazało się natomiast pierwsze z omawianych tutaj wydawnictw - "Cookin' with Miles Davis Quintet".  W sumie właśnie to zrobiliśmy - przyszliśmy i ugotowaliśmy - tłumaczył ten tytuł Miles (w jazzowym slangu "gotowanie" oznacza jamowanie). Na płycie znalazły się wyłącznie...

[Recenzja] Van der Graaf Generator - "Godbluff" (1975)

Obraz
W połowie lat 70. czas rocka progresywnego powoli przemijał. Nurt ten wciąż cieszył się uznaniem, lecz formuła takiego grania wyraźnie zaczęła się wyczerpywać. Konsekwencją tego było m.in. rozwiązanie King Crimson, czy odejście Petera Gabriela z Genesis. W 1975 roku ukazały się jedne z ostatnich wybitnych albumów w progresywnym mainstreamie: "Wish You Were Here" Pink Floyd, "Free Hand" Gentle Giant, czy bohater dzisiejszej recenzji. "Godbluff" to tryumfalny powrót Van der Graaf Generator po czteroletniej przerwie wydawniczej (wypełnionej solowymi albumami Petera Hammilla, w których nagrywaniu pomagali pozostali członkowie grupy). Podobnie jak wcześniejsze wydawnictwa zespołu, "Godbluff" nie odniósł sukcesu komercyjnego. Bez wątpienia jest to jednak jedno z największych dzieł nie tylko samego Generatora, lecz całego progresywnego nurtu. Zawarta tutaj muzyka różni się nieco od wcześniejszych albumów zespołu. Wydaje się bardziej mroczna i cię...

[Recenzja] Breakout - "70a" (1970)

Obraz
Ewidentne z dzisiejszej perspektywy wady debiutanckiego "Na drugim brzegu tęczy" wówczas nie przeszkodziły mu w zdobyciu dużej popularności. Nic zatem dziwnego, że już po kilku miesiącach grupa Breakout opublikowała kolejną płytę. Album "70a" nagrany został w nieco zmienionym składzie. Basistę Michała Muzolfa zastąpił Józef Skrzek, późniejszy współzałożyciel SBB oraz instrumentalista Grupy Niemen. Nie wpłynęło to jednak znacząco na graną przez zespół muzykę. To wciąż mieszanka zachodniego rocka z bardziej swojskimi wpływami. Efekt tym razem okazuje się bardziej przekonujący, choć longplay nie jest całkiem pozbawiony wad swojego poprzednika. Największa różnica to większa różnorodność w warstwie wokalnej. Mira Kubasińska już nie jest jedyną wokalistką w składzie. Tym razem śpiewa tylko w połowie utworów. I właśnie do nich mam największe zastrzeżenia. Energetyczne "Przemijanie", z dość charakterystycznym riffem, zadziornym saksofonem Włodzimierza Nahorneg...

[Recenzja] The United States of America - "The United States of America" (1968)

Obraz
Pod banalną nazwą The United States of America kryje się jedna z najciekawszych i najbardziej nowatorskich grup psychodelicznych. Będąca, wraz z Silver Apples i Fifty Foot Hose, jednym z prekursorów łączenia muzyki rockowej z brzmieniami elektronicznymi. Zespół powstał w 1967 roku z inicjatywy Josepha Byrda - awangardowego kompozytora i klawiszowca, zainteresowanego elektroniką i muzyką konkretną. Do swojego projektu pozyskał wokalistkę Dorothy Moskowitz, basistę Randa Forbesa, perkusistę Craiga Woodsona, klawiszowca Eda Bogasa, oraz grającego na skrzypcach Gordona Marrona. W przeciwieństwie do zdecydowanej większości zespołów rockowych, w składzie zabrakło gitarzysty. Muzycy wydali tylko jeden album, który spotkał się z niezrozumieniem krytyków i słuchaczy, w rezultacie czego grupa się rozpadła. Podobnie jednak jak wiele innych efemerycznych grup z tamtych czasów, została odkryta po latach i stała prawdziwie kultową pozycją. Album zawiera bardzo eksperymentalną i ...

[Recenzja] John Coltrane - "Blue Train" (1958)

Obraz
W kwietniu 1957 roku John Coltrane wyleciał z kwintetu Milesa Davisa. Powodem było jego uzależnienie od heroiny, które przekładało się na mniejsze zaangażowanie w granie. Nie bez znaczenia jest też fakt, że sam Davis był w tamtym czasie czysty i nie chcąc wracać do nałogu, nie zamierzał przebywać w towarzystwie ćpunów. Coltrane ostatecznie wrócił do kwintetu pod koniec roku (lub, w zależności od źródła, na początku następnego). W międzyczasie zdążył rzucić swoje nałogi, nawiązać owocną współpracę z Theloniousem Monkiem, oraz przygotować dwa solowe wydawnictwa. Debiutancki "Coltrane" (1957) przeszedł bez większego echa, za to następny, "Blue Train", stał się jednym z najsłynniejszych longplayów jazzowych. Album, będący jedynym wydawnictwem Coltrane'a dla słynnej wytwórni Blue Note, jest wynikiem jednodniowej sesji nagraniowej, która odbyła się 15 września 1957 roku. Poza samym Coltranem uczestniczyła w niej także sekcja rytmiczna kwintetu Davisa - basista Pa...

[Recenzja] Roger Waters - "Is This the Life We Really Want?" (2017)

Obraz
Is This the Album We Really Want? Nigdy dotąd nie dawałem swoim recenzjom tytułów, jednak w tym wypadku nie mogłem się temu oprzeć. Trzeba mieć sporo tupetu - a tego, jak wiadomo, Rogerowi Watersowi nigdy nie brakowało - by po dwudziestu pięciu latach milczenia wrócić z takim albumem, jak "Is This the Life We Really Want?". Nie było to rzecz jasna całkowite milczenie, gdyż w międzyczasie Waters podjął się napisania własnej opery, "Ça Ira" (przedsięwzięcie to skończyło się, oczywiście, totalną katastrofą), a także zagrał niezliczoną ilość tras koncertowych, na których odgrywał głównie utwory z repertuaru Pink Floyd. W tym roku mija natomiast dokładnie ćwierć wieku, odkąd ukazał się jego poprzedni album z całkowicie premierowym, rockowym materiałem - "Amused of Death". Jego następca zapowiadany był tak długo, że już dawno można było zwątpić, że kiedykolwiek zostanie wydany. Rzeczywiste nagrania ciągnęły się od 2010 roku. Efekt tej siedmioletniej sesji...

[Recenzja] The Allman Brothers Band - "Seven Turns" (1990)

Obraz
Dwudziestolecie powstania The Allman Brothers Band, wypadające w 1989 roku, okazało się dobrym pretekstem do reaktywacji zespołu. Grupa zawiesiła działalność siedem lat wcześniej, z powodu konfliktu z ówczesnym wydawcą, wymuszającym na muzykach bardziej komercyjne brzmienie (czego efektem były najgorsze w dyskografii albumy "Reach for the Sky" i "Brothers of the Road" z początku lat 80.). W składzie reaktywowanego zespołu, oprócz czterech muzyków oryginalnego składu - Gregga Allmana, Dickeya Bettsa, Jaia Johansona i Butcha Trucksa - znalazło się także trzech nowych członków: gitarzysta Warren Haynes, klawiszowiec Johnny Neel (obaj występowali wcześniej w Dickey Betts Band), oraz basista Allen Woody. Sukces jubileuszowej trasy zachęcił grupę do zarejestrowania nowego materiału. Krótka sesja nagraniowa, pod okiem sprawdzonego producenta Toma Dowda, zaowocowała albumem "Seven Turns". Dzięki świeżej krwi, zespół odzyskał dawną energię i wrócił na właści...