Posty

Wyświetlam posty z etykietą new wave

[Recenzja] Hybrid Kids - "Claws" (1980)

Obraz
"Claws" jest jak mroczne odbicie dopiero co opisanego "A Christmas Yet to Come" Josepha Byrda. To także zbiór świątecznych piosenek; w większości przeróbek angielskich kolęd oraz hitów, choć ze skromnym dodatkiem autorskiego materiału. Wykonania są tu jednak zdecydowanie niekonwencjonalne - zdeformowane i świadomie campowe. Za całym tym przedsięwzięciem, ukryty za szyldem Hybrid Kids, stoi Morgan Fisher, najbardziej znany jako klawiszowiec glamowej grupy Mott the Hoople oraz muzyk towarzyszący Queen na trasie promującej płytę "Hot Space". Ale to tylko jedno z jego oblicz. Poza tym tworzy też muzykę mniej komercyjną, nierzadko o eksperymentalnym charakterze. Jako Hybrid Kids zadebiutował rok wcześniej płytą "A Collection of Classic Mutants", fejkową kompilacją dwunastu zespołów , w rzeczywistości nagraną samodzielnie przez Fishera. Na repertuar składają się tam wyłącznie przeróbki, w tym kompozycje oryginalnie wykonane przez The Beatles, Vana Morr...

[Recenzja] Tristwch Y Fenywod - "Tristwch y Fenywod" (2024)

Obraz
Językiem walijskim potrafi posługiwać się dziś niespełna milion osób na całym świecie. W samej Walii jest to zaledwie kilkanaście procent mieszkańców. Stąd też szalony może wydawać się pomysł, by stworzyć zespół, którego nazwa i teksty utworów będą właśnie w tym języku. To jednak także świetny sposób, by odróżnić się od innych twórców oraz wzbudzić zainteresowanie. Wystarczy zresztą spojrzeć na naszych krajowych twórców: śpiewanie po angielsku - i ogólnie bezmyślne imitowanie zagranicznych trendów - nie wystarcza do zrobienia międzynarodowej kariery, ale ta egzotyczna, z perspektywy niepolskich słuchaczy, słowiańskość może być dla nich pociągająca. Co pokazują liczne przykłady, od Chopina, przez Komedę i innych jazzmanów, Niemena, po najbardziej tu adekwatny Księżyc. Tristwch y Fenywod (smutek kobiet z walijskiego) to żeńskie trio o międzynarodowym, brytyjsko-kanadyjskim składzie. Członkinie grupy postanowiły nie tylko zmierzyć się z językiem walijskim, ale też odejść od dotychczas upr...

[Recenzja] Cardiacs - "A Little Man and a House and the Whole World Window" (1988)

Obraz
Kiedy wspominam o post-punku jako przedłużeniu rocka progresywnego, zazwyczaj mam na myśli po prostu przejecie tego postępowego podejścia. Zdarzają się jednak twórcy, którzy faktycznie próbują dokonać muzycznej syntezy punka z progiem. Próbowali tego zarówno przedstawiciele tej starszej generacji, by wymienić tylko King Crimson czy Van der Graaf Generator, ale przede robili i robią to młodsze pokolenia, które karierę zaczynały już po tzw. rewolucji punkowej. Choćby grupa Cardiacs, której wychodziło to niezwykle naturalnie i sensownie, a w przeciwieństwie do wielu innych także z autentycznym luzem oraz humorem. Cardiacs powstał w samym środku wspomnianej rewolucji, w 1977 roku, jednak przez pierwszą dekadę działał w podziemiu, publikując swoją muzykę na kasetach. Płytę  "A Little Man and a House and the Whole World Window" można uznać za właściwy debiut, nagrany z odpowiednim budżetem, w profesjonalnym studiu i w końcu wydany w większym nakładzie, zarówno na winylu, jak i komp...

[Recenzja] Aya RL - "Aya RL" (1985)

Obraz
Cykl "Polskie ejtisy" #7 Długo miałem wątpliwości, czy recenzować album z udziałem czynnego polityka. I to w dodatku - ale to już mniej istotne - polityka z opcji, z którą kompletnie mi nie po drodze. Paweł Kukiz jest dziś jednak marginalnym posłem. Za to eponimiczny debiut grupy Aya RL - nazywany czerwonym ze względu na okładkę i dla odróżnienia od niebieskiego następcy o tym samym tytule - to jedna z tych płyt polskiego mainstreamu lat 80., których nie powinno zabraknąć w takim cyklu. To zupełnie inna muzyka, niż można by się spodziewać na podstawie żenującego hitu "Skóra". Sami twórcy mieli zresztą o nim jak najgorsze zdanie i nie uwzględnili go w repertuarze albumu. Kawałek dorzucono jedynie na niektórych wznowieniach kompaktowych oraz w streamingu. Płytę wypełnia z pewnością mniej błaha, w porównaniu z tamtym kawałkiem, muzyka. Teksty są tu lekko zawoalowaną, ale czytelną krytyką ówczesnego ustroju, w pesymistyczny, nierzadko orwellowski sposób opisującą ponu...

[Recenzja] Republika - "Nowe sytuacje" (1983) / "1984" (1984)

Obraz
Cykl "Polskie ejtisy" #4 W momencie wydania debiutanckiego albumu grupa Republika była już prawdziwą gwiazdą na krajowej scenie. Zespół dorobił się czterech numerów jeden na wyznaczającej wówczas popularność Liście Przebojów Trójki: "Kombinat", "Sexy Doll", "Telefony" i "Biała flaga". Piąty, "Gadające głowy", dotarł zaledwie do miejsca piątego. Muzycy i ich otoczenie byli na tyle pewni swojej renomy, że żadnego z tych kawałków nie powtórzono na pierwszym długograju. "Nowe sytuacje", jak zresztą sugeruje tytuł, składają się wyłącznie z premierowego materiału. Kilka z nich zresztą też stało się wkrótce wielkimi przebojami - "Śmierć w bikini", "Znak równości" oraz "Arktyka" doszły na szczyt, "Halucynacje" do miejsca drugiego - a całkiem spory nakład płyty rozszedł się błyskawicznie i to pomimo ceny kilkukrotnie wyższej od innych ówczesnych wydawnictw.  Na repertuar oryginalnego w...

[Recenzja] Maanam - "Maanam" (1981)

Obraz
Cykl "Polskie ejtisy" #3 Pojawiły się już głosy, że w całym tym cyklu "Polskich ejtisów" chodzi o wzbudzanie kontrowersji i prowokowanie wielbicieli krajowego mainstreamu. A prawda jest taka, że wiele tych tzw. klasyków po prostu niedobrze się zestarzało. Zwłaszcza w konfrontacji z zachodnią muzyką, którą bezczelnie imitowano, korzystając z bardzo ograniczonego dostępu polskich słuchaczy do pierwowzorów. Nie zamierzam jednak w recenzjach z tej serii jedynie odbrązawiać albumów, których kult jest obecnie zupełnie irracjonalny. Istnieją też przecież wydawnictwa, które nieco lepiej znoszą próbę czasu i do niech należy choćby debiut Maanamu. Czytaj też:  [Recenzja] Lady Pank - "Lady Pank" (1983) Z dużym prawdopodobieństwem eponimiczny Maanam to pierwsza prawdziwie polska płyta nowofalowa. Wprawdzie kilka miesięcy wcześniej ukazał się "Helicopters" Porter Band - grupy założonej zresztą przez byłego muzyka Maanamu, Johna Portera - jednak ze względu na ...

[Recenzja] Lady Pank - "Lady Pank" (1983)

Obraz
Cykl "Polskie ejtisy" #1 Pierwsza w tym roku recenzja pojawia się późno, ale chciałem żeby było grubo. Najlepiej, żeby opisywała album, który wszyscy znają, niektórzy nawet domagali się jego recenzji, a moja opinia o nim odbiega od tych najbardziej powszechnych. Eponimiczny debiut Lady Pank przyszedł mi na myśl od razu i nic lepszego już nie wymyśliłem, choć nie opuszczały mnie też wątpliwości, czy warto w ogóle o nim pisać. Jasne, to jeden z największych sukcesów komercyjnych polskiej fonografii, a co najmniej połowa repertuaru pewnie dalej śmiga w tych najbardziej dziaderskich stacjach radiowych. Ale z drugiej strony, to przecież album kompletnie nieistotny z czysto muzycznego punktu widzenia, o walorach artystycznych na poziomie mniej niż zero i ogólnie brzmiący strasznie krindżowo z dzisiejszej perspektywy. A to i tak najlepsze, co grupa nagrała w swojej wciąż trwającej karierze. Tak po prawdzie, to zespół nagrywał ten album nie jeden raz. Już dwa lata po premierze pierwo...

[Recenzja] Brygada Kryzys - "Brygada Kryzys" (1982)

Obraz
Eponimiczny debiut Brygady Kryzys to jedna z tych płyt, których wydanie w czasach PRL - i to przez państwową, a więc partyjną wytwórnię Tonpress - może autentycznie budzić zdziwienie. Wprawdzie cenzura odrzuciła część utworów, jednak w innych nie dostrzegła wyraźnej krytyki ówczesnego ustroju. Dopiero gdy album był już w sprzedaży, zareagowała Służba Bezpieczeństwa, wydając polecenie oddania na przemiał reszty nakładu. Niewiadomo, ile w tym prawdy, jednak zespół zdecydowanie nie miał łatwej kariery. Zaledwie kilka miesięcy po jego powstaniu wprowadzono stan wojenny, co uniemożliwiło udanie się na zaplanowaną sesję dla jugosłowiańskiego Jugotonu oraz trasę po Holandii. W kraju też nie dało się koncertować. Wkrótce jednak komunistyczne władze zdały sobie sprawę, że pozbawiona zajęć młodzież może dołączyć do trwających demonstracji, więc już w lutym 1982 przyzwolono na udział w rockowych koncertach. Brygada Kryzys miała zagrać podczas jednej z takich imprez, jednak muzykom nie spodobało s...

[Recenzja] The Cure - "Kiss Me, Kiss Me, Kiss Me" (1987)

Obraz
Po sukcesie "The Head on the Door", który po obu stronach Atlantyku okazał się najlepiej sprzedającym albumem The Cure do tamtej pory, muzycy musieli tak bardzo uwierzyć w siebie, że przy kolejnej okazji postanowili nie ograniczać się do pojedynczej płyty. "Kiss Me Kiss Me Kiss Me" trwa blisko siedemdziesiąt pięć minut i zawiera aż osiemnaście utworów w wydaniach winylowym i kasetowym; na oryginalnej edycji kompaktowej pominięto "Hey You!" ze względu na ówczesne ograniczenia czasowe tego nośnika. W przypadku rockowych wydawnictw taka długość nie jest dobrym zwiastunem. Prawie nigdy nie udaje się utrzymać równego poziomu. Nie inaczej jest tym razem, choć przynajmniej zadbano o pewną różnorodność. "Kiss Me Kiss Me Kiss Me" z jednej strony stanowi swego rodzaju podsumowanie dotychczasowej kariery The Cure, a z drugiej - otworzył nowe ścieżki, którymi zespół mógł podążyć w przyszłości, ale większość z nich całkiem zarzucił. Zarówno w początkach karie...

[Recenzja] Television - "Adventure" (1978)

Obraz
Wspomniałem zmarłego pod koniec stycznia Toma Verlaine'a kilka recenzji temu, ale chyba jednak zasłużył sobie także na dedykowany tekst. To w końcu jeden z najważniejszych twórców swojego pokolenia. Współtworzył jedną z najlepszych, najbardziej inspirujących grup około-punkowych, Television. Co ciekawe, sam był raczej intelektualistą niż typowym punkiem. Słuchał jazzu, zarówno Johna Coltrane'a czy Alberta Aylera - jako nastolatek uczył się zresztą gry na saksofonie - jak i elektrycznego Milesa Davisa, a swój artystyczny pseudonim pożyczył od XIX-wiecznego francuskiego poety symbolistycznego Paula Verlaine'a; naprawdę nazywał się Thomas Miller. Television także nie był typową grupą punkrockową. Tak naprawdę muzyka zespołu mieści się gdzieś w połowie drogi między klasycznym rockiem a punkiem. Verlaine'owi zależało na utrzymaniu pewnego poziomu muzycznego. Stąd też bez skrupułów wyrzucił ze składu swojego szkolnego kolegę Richarda Meyersa, lepiej znanego pod pseudonimem Ri...

[Recenzja] Harold Budd, Simon Raymonde, Robin Guthrie, Elizabeth Fraser - "The Moon and the Melodies" (1986)

Obraz
Najbardziej osobliwy album w dyskografii Cocteau Twins. Nazwa zespołu nie pada zresztą ani razu na okładce czy samej płycie. Są tylko nazwiska jego muzyków - Elizabeth Fraser, Robina Guthrie oraz wracającego po przerwie Simona Raymonde'a - a także amerykańskiego pianisty i kompozytora Harolda Budda, który występuje tu w równouprawnionej roli. Nie była to raczej współpraca, jaką dałoby się wcześniej przewidzieć. Właśnie do takiego wniosku doszli najwidoczniej twórcy programu, do którego mieli być zapraszani twórcy reprezentujący różne rodzaje muzyki, a następnie próbować coś wspólnie stworzyć. Amerykanin oraz szkocki zespół zgodzili się wziąć udział w tym przedsięwzięciu, a chociaż ostatecznie projekt nie wypalił i nie doszło do emisji żadnego odcinka, to czwórka muzyków postanowiła kontynuować współpracę już we własnym zakresie. Wbrew pozorom, wcale nie było im tak daleko do siebie. Zarówno Budd, jak i Cocteau Twins, opierali swoją muzykę na tradycyjnych instrumentach oraz elektron...

[Recenzje] The Cure - "The Head on the Door" (1985)

Obraz
Rok 2022 rozpoczął się na tej stronie recenzją pierwszego albumu The Cure, więc chyba dobrym pomysłem będzie domknięcie go inną płytą tego zespołu. "The Head on the Door", szósta pozycja w podstawowej dyskografii, to wydawnictwo pod pewnymi względami przełomowe. To tutaj zadebiutował bodajże najsłynniejszy skład grupy. Do Roberta Smitha i Lola Tolhursta ponownie dołączyło dwóch byłych muzyków: Simon Gallup, który odszedł w nienajlepszej atmosferze po nagraniu tzw. mrocznej trylogii, a także Porl Thompson, który współtworzył zespół na bardzo wczesnym etapie, jeszcze przed dokonaniem jakichkolwiek profesjonalnych nagrań. Składu dopełnił nowy bębniarz Boris Williams. To właśnie na "The Head on the Door" The Cure ponownie odnalazł się muzycznie. Po krótkiej przygodzie Smitha i Tolhursta z synthpopem (EPka "The Walk" i singiel "Let's Go to Bed") oraz jazz-popem (singiel "The Lovecats"), a także po bardzo eklektycznym, nieklejącym się w s...

[Recenzja] Cocteau Twins - "Victorialand" (1986)

Obraz
Po artystycznym szczycie, jakim okazał się album "Treasure", muzycy Cocteau Twins stanęli przed trudną decyzją. Do wyboru mieli kontynuację tamtego kierunku, albo kolejny zwrot stylistyczny. Postawili na tę drugą opcję, choć pomógł w tym pewien zbieg okoliczności. Kiedy nadszedł czas, by wejść do studia, basista Simon Raymonde okazał się niedysponowany - całkowicie pochłonęły go prace nad "Filigree & Shadow", drugim albumem This Mortal Coil, projektu zrzeszającego muzyków związanych z wytwórnią 4AD. W rezultacie Elizabeth Fraser i Robin Guthrie nagrali płytę bez niego, niemalże całkiem rezygnując z rytmicznej podstawy, za to zapraszając do współpracy saksofonistę Richarda Thomasa. Efektem jest album o jeszcze bardziej subtelnej atmosferze, w zasadzie antycypujący takie stylistyki jak dream pop czy ambient pop. Tytuł "Victorialand" odnosi się do Ziemii Wiktorii, regionu Antarktydy, a wiele tytułów utworów zaczerpnięto z dokumentu BBC o obu biegunach. Zi...

[Recenzja] Perfect - "Live April 1, 1987" (1987)

Obraz
Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym . Ten fragment tekstu jednego z późniejszych przebojów grupy Perfect całkiem dobrze opisuje sytuację z 1983 roku, gdy będąc u szczytu popularności, muzycy zdecydowali się zawiesić działalność na nieokreślony czas. W tym czasie członkowie grupy zajęli się innymi projektami, z których zdecydowanie najlepiej wypadła współpraca Zbigniewa Hołdysa i Andrzeja Nowickiego z Wojciechem Waglewskim oraz oryginalnym perkusistą Perfectu, Wojciechem Morawskim. Jedyny album kwartetu, "Świnie", to jedna z najlepszych polskich płyt rockowych i zdecydowanie najciekawsze, w czym partycypował Hołdys. Muzycy nie dogadywali się jednak najlepiej, inne projekty nie wypaliły, więc wkrótce pojawił się pomysł reaktywacji Perfectu na kilka koncertów. W 1987 roku ponownie zszedł się ostatni wówczas skład, z Hołdysem, Nowickim, Grzegorzem Markowskim, Andrzejem Urnym oraz niedawno zmarłym Piotrem Szkudelskim. Na przestrzeni kilku miesięcy, od kwietnia do wrz...

[Recenzja] The Police - "Outlandos D'Amour" (1978)

Obraz
Dość szerokim echem odbił się niedawny występ Stinga w Polsce. Nie tylko za sprawą fatalnego nagłośnienia, z którego Stadion Narodowy słynie, a przede wszystkim tłumaczonego przez Macieja Stuhra monologu o obronie demokracji. W sumie słusznego, potrzebnego - i w kontekście naszego kraju, i wspomnianej przez muzyka sytuacji w Ukrainie - ale pełnego truizmów, zaś pozbawionego konkretów. Można też wątpić w szczerość Gordona Sumnera, który sam jeszcze niedawno - a już po aneksji Krymu - grywał prywatne koncerty dla rosyjskich oligarchów. I dopiero wybuch wojny na pełną skalę przekonał go do ogłoszenia, że koniec z takimi przedsięwzięciami. Chociaż tyle. Mógłby przecież wzorem Rogera Watersa, a wcześniej papy Franka, być pożytecznym idiotą i bezmyślnie powtarzać kremlowską propagandę, zrzucając winę za rosyjskie zbrodnie na Stany Zjednoczone. Sting wprawdzie późno i w banalny sposób, ale jednak zdecydowanie wybrał słuszną drogę. I jest w tym, póki co, konsekwentny, o czym świadczy nieco wcz...