[Recenzja] Tristwch Y Fenywod - "Tristwch y Fenywod" (2024)

Tristwch Y Fenywod - Tristwch y Fenywod


Językiem walijskim potrafi posługiwać się dziś niespełna milion osób na całym świecie. W samej Walii jest to zaledwie kilkanaście procent mieszkańców. Stąd też szalony może wydawać się pomysł, by stworzyć zespół, którego nazwa i teksty utworów będą właśnie w tym języku. To jednak także świetny sposób, by odróżnić się od innych twórców oraz wzbudzić zainteresowanie. Wystarczy zresztą spojrzeć na naszych krajowych twórców: śpiewanie po angielsku - i ogólnie bezmyślne imitowanie zagranicznych trendów - nie wystarcza do zrobienia międzynarodowej kariery, ale ta egzotyczna, z perspektywy niepolskich słuchaczy, słowiańskość może być dla nich pociągająca. Co pokazują liczne przykłady, od Chopina, przez Komedę i innych jazzmanów, Niemena, po najbardziej tu adekwatny Księżyc.

Tristwch y Fenywod (smutek kobiet z walijskiego) to żeńskie trio o międzynarodowym, brytyjsko-kanadyjskim składzie. Członkinie grupy postanowiły nie tylko zmierzyć się z językiem walijskim, ale też odejść od dotychczas uprawianych przez siebie stylów, a nawet zmienić instrumenty. Pochodząca z Walii Gwretsien Ferch Lisbeth, znana pod wieloma innymi pseudonimami, udzielała się dotąd chociażby jako śpiewająca gitarzystka i basistka noise-rockowego Guttersnipe. Tu także śpiewa, ale gra wyłącznie na samodzielnie skonstruowanym instrumencie, złożonym z dwóch różnie nastrojonych cytr oraz mikrofonu. Leila Lygad (właśc. Layla Legard) to z kolei wokalistka post-industrialnego Hawthonn, która postanowiła grać na perkusji. Jedynie Sidni Sarffwraig (właśc. Sydney Koke), basistka indie-rockowego The Courtneys, postanowiła pozostać przy swoim podstawowym instrumencie.


Muzyka zawarta na eponimicznie zatytułowanym debiucie Tristwch y Fenywod mieści się gdzieś pomiędzy neo- czy nawet avant-folkiem z jednej strony, a rockiem gotyckim, darkwave i ethereal wave z drugiej. Ta zimna, repetycyjna gra sekcji rytmicznej może wywoływać skojarzenia z Cocteau Twins lub This Mortal Coil, podczas gdy tajemnicze, mające w sobie coś z dawnego folku dźwięki cytry to już raczej okolice Dead Can Dance. Czyli ogólnie klimaty 4AD. Doskonale do takiej estetyki pasują teksty po walijsku - dla większości słuchaczy tak samo niezrozumiałe, jak wymyślone języki Elisabeth Fraser czy Lisy Gerrard, co jeszcze bardziej podkręca ten osjaniczny, nieco baśniowy klimat. Szkoda jednak, że nie zadbano tu o większą różnorodność poszczególnych utworów, które mocno zlewają się ze sobą. Jedyne urozmaicenie przychodzi dopiero w "Gelain gors", gdzie zwiewne partie wokalne momentami zastępuje obłąkańczy wrzask, ciekawie kontrastujący z muzyką, a właściwie całkiem nieźle do niej pasujący.

Trio ma na siebie niezły pomysł - zwłaszcza z tym śpiewaniem po walijsku - jednak póki co brakuje wyrazistych kompozycji i aranżacyjnej różnorodności. Dziewczyny nadrabiają klimatem, który ma w sobie sporo z tego chłodu oraz oniryzmu typowego dla 4AD, ale wymieszanego z quasi-pogańskim folkiem, co może okazać się nie najgorszym punktem wyjścia do wypracowania bardziej idiomatycznego stylu w przyszłości.  

Ocena: 7/10

Nominacja do płyt roku 2024



Tristwch Y Fenywod - "Tristwch y Fenywod" (2024)

1. Blodyn gwyrdd; 2. Ferch gyda'r llygaid du; 3. Y trawsnewidiad; 4. Llwydwyrdd; 5. Byd mewn cysgod; 6. Gelain gors; 7. Awen; 8. 'Nes I ddawnsio efo'r lleuad

Skład: Gwretsien Ferch Lisbeth - wokal i cytra; Sidni Sarffwraig - gitara basowa, dodatkowy wokal; Leila Lygad - perkusja
Producent: Ross Halden


Komentarze

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)