[Recenzja] Terje Rypdal - "Odyssey" (1975)
Zobaczyłem "Odyseję" Christophera Nolana w kinie i cóż, faktycznie mocno rozmija się wiedzą historyczną. Nie ma przecież żadnych naukowych dowodów na istnienie cyklopów, syren czy innych stworów. A na serio to całkiem solidne kino rozrywkowe, profesjonalnej zrealizowane i dobrze zagrane przez trafnie dobranych aktorów. Może zbyt to wszystko przepełniono patosem, ale z drugiej strony przez trzy godziny seansu nawet przez chwilę nie czułem znużenia. Przy okazji tej głośnej premiery filmowej postanowiłem przypomnieć inne dzieło zainspirowane, przynajmniej w tytule, eposem przypisywanym Homerowi - album "Odyssey" jednego z najważniejszych gitarzystów jazz fusion. Na swoim czwartym autorskim albumie dla ECM (piątym w ogóle) Terje Rypdal postanowił spróbować czegoś nowego. W tym celu otoczył się głównie nowymi współpracownikami, jak puzonista Torbjørn Sunde, grający na elektrycznych organach Brynjulf Blix i perkusista Svein Christiansen, robiąc wyjątek jedynie dla basisty...