[Recenzja] Tony Iommi - "From the Dark" (2026)
Po dwóch dekadach od ostatniego albumu pod własnym nazwiskiem, Tony Iommi postanowił reanimować tę część swojej działalności. W międzyczasie wziął, oczywiście, udział w powrocie (prawie) oryginalnego wcielenia Black Sabbath, nagrywając z zespołem płytę "13". A wcześniej z innym dawnym składem tej grupy nagrał album "The Devil You Know", tyle że kwestie prawne wymusiły wówczas zmianę nazwy na Heaven & Hell. Szyldy mogą się zmieniać, jednak to czysto formalne posunięcie, bo "From the Dark" zbytnio nie różni się, zwłaszcza pod względem instrumentalnym, od tamtych wydawnictw. Gitarzysta powtarza tu każdą ograną kliszę, jakiej można się było po nim spodziewać. I nie byłoby nic złego w tym, że zachowuje swój rozpoznawalny styl - gorzej, że nie ma w tym żadnego polotu, jego riffom brak dawnej błyskotliwości i zapamiętywalności. Całość brzmi po prostu jak kolejna płyta jednego z niezliczonych epigonów Black Sabbath, którzy z jego muzyki nie wyciągnęli nic poza...