[Recenzja] "Citizen Vigilante", reż. Uwe Boll (2026)
Rzadko piszę o filmach, jednak najnowsza chałtura najgorszego reżysera w dziejach kina, Uwe Bolla, wymaga zajęcia zdecydowanego stanowiska. Mechanizm, na którym opiera się ten film - odczłowieczanie określonej grupy i wskazywanie jej jako źródła wszelkich problemów - przypomina najgorsze tradycje kina propagandowego III Rzeszy, a tym samym czyni z tej produkcji niemalże współczesny odpowiednik "Żyda Süssa". Ta recenzja jest moim sprzeciwem wobec sprowadzania sztuki do tak prymitywnego poziomu i wykorzystywaniu jej w tak podłym celu. Niewątpliwie najgorszy film, jaki w życiu widziałem. Wprost niewiarygodne, jak bardzo nieudolna jest tu reżyseria i montaż, jak fatalnie napisany scenariusz, jak drętwe są dialogi i drewniana gra aktorska, jak kiepska i totalnie niedopasowana muzyka. Struktura miała chyba przypominać "Memento" Christophera Nolana, ale jest zwyczajnie chaotyczna, bezsensowna i nie ma żadnego fabularnego uzasadnienia. Zamiast scen, które pokazywałyby jakik...