15 grudnia 2018

[Recenzja] Henry Cow - "Concerts" (1976)



Tytuł tego wydawnictwa mówi wszystko. "Concerts" to album koncertowy, zarejestrowany podczas różnych występów. Nagrań dokonano pomiędzy wrześniem 1974, a październikiem 1975 roku. Materiał został ułożony według pewnego klucza. Na pierwszą płytę trafiły utwory wcześniej skomponowane. Wybrano po jednym z każdego studyjnego albumu, a dodatkowo niealbumowy "Ottawa Song" oraz przeróbki "Gloria Gloom" z repertuaru Matching Mole i "Little Red Riding Hood Hits the Road" z solowego albumu Roberta Wyatta, "Rock Bottom". Na drugiej płycie znalazły się natomiast kompletne improwizacje.

Całą pierwszą stronę wypełniają nagrania z sesji dla radia BBC, zarejestrowane w sierpniu 1975 roku i wyemitowane później w audycji Johna Peela. Na drugiej stronie znalazły się natomiast dwa fragmenty ("Bad Alchemy", "Little Red Riding...") występu z maja tego samego roku w New London Theatre, z gościnnym udziałem Wyatta, a także jeden utwór ("Ruins") zarejestrowany w październiku w Palamostre Auditorium we włoskim Udine. Nagrania te pokazują przystępniejszą stronę Henry Cow (do którego składu na stałe dołączyła Dagmar Krause). Czasem niemalże piosenkową ("Ottawa Song", "Gloria Gloom", "Little Red Riding..."), choć nie brakuje też bardziej awangardowych momentów - "Nirvana for Mice" i "Ruins" są w tych wersjach jeszcze bardziej złożone i nieprzewidziane.

Więcej takiego grania przynosi druga płyta: półgodzinną improwizację "Oslo" (z lipca 1975 roku), a także znacznie krótsze "Groningen" i "Groningen Again" (wrzesień '74, jeszcze bez Krause w składzie) oraz "Udine" (z tego samego występu, co "Ruins"). Wszystkie zostały zatytułowane od miast, w których je zarejestrowano. To już nagrania o bardzo spontanicznym i radykalnym charakterze, inspirowane XX-wieczną awangardą, utrzymane w stylu free improvisation. Nie jest to jednak zwykły zgiełk, a bardzo wyrafinowane improwizacje, wymagające od muzyków doskonałej interakcji. Zresztą oprócz fragmentów brzmiących jak ścieżka dźwiękowa horroru, jest tutaj też wiele prawdziwie pięknych momentów. Warto dodać, że w nagraniach z Groningen słychać zalążki pomysłów rozwiniętych później w kompozycji "Living in the Heart of the Beast" z albumu "In Praise of Learning".

"Concerts" doskonale podsumowuje i dopełnia dyskografię Henry Cow do momentu wydania. Pomimo tego, nie jest to jednak dobry album na początek, gdyż dla większości słuchaczy może okazać się zbyt trudny w odbiorze. O ile pierwsza płyta mogłaby nawet zainteresować fanów głównonurtowego proga, tak druga byłaby dla nich prawdziwym sprawdzianem cierpliwości i wytrzymałości. Do takiej muzyki najlepiej podchodzić stopniowo. Dobrym przygotowaniem będą koncertowe dokonania King Crimson z lat 1972-74, a także twórczość najpopularniejszych przedstawicieli Sceny Canterbury. A gdy już przyjdzie pora na Henry Cow, lepiej najpierw sięgnąć po debiutancki "Legend", a potem słuchać po kolei następnych wydawnictw.

Ocena: 9/10



Henry Cow - "Concerts" (1976)

LP1: 1. Beautiful as the Moon - Terrible as an Army with Banners; 2. Nirvana for Mice; 3. Ottawa Song; 4. Gloria Gloom; 5. Beautiful as the Moon (Reprise); 6. Bad Alchemy; 7. Little Red Riding Hood Hits the Road; 8. Ruins
LP2: 1. Oslo; 2. Groningen; 3. Udine; 4. Groningen Again

Skład: Dagmar Krause - wokal, pianino; Fred Frith - gitara, skrzypce, pianino, ksylofon; Tim Hodgkinson - organy, saksofon altowy, klarnet; Lindsay Cooper - obój, fagot, flet, pianino; John Greaves - bass, pianino, czelesta, wokal; Chris Cutler - perkusja, pianino
Gościnnie: Robert Wyatt - wokal (LP1:6,7)
Producent: Henry Cow


13 grudnia 2018

[Recenzja] Joe Zawinul - "Zawinul" (1971)



Joe Zawinul to jeden z najsłynniejszych jazzowych pianistów i zarazem jeden z pionierów stylu fusion - był wśród pierwszych jazzmanów używających elektrycznego pianina, a następnie syntezatorów. Urodził się w Austrii, gdzie od najmłodszych lat zdobywał klasyczne wykształcenie muzyczne. Z czasem jednak zafascynowała go muzyka jazzowa. Wkrótce po wyjeździe do Stanów, gdzie miał kontynuować naukę w bostońskiej Berklee School of Music, dołączył do zespołu trębacza Maynarda Fergusona (wtedy też po raz pierwszy zetknął się z Wayne'em Shorterem). Niedługo później, w 1961 roku, przeszedł do kwintetu Cannonballa Adderleya, z którym grał do końca lat 60. Tam po raz pierwszy miał okazję grać na elektrycznym pianinie, co zwróciło uwagę Milesa Davisa, który pod koniec dekady nawiązał współpracę z pianistą. Zawinul znacząco wpłynął na kształt albumów "In a Silent Way" i "Bitches Brew". Współpraca nie trwała jednak długo, bo już pod koniec 1970 roku Zawinul i Shorter założyli grupę Weather Report.

Powstanie zespołu poprzedziło nagranie solowego albumu "Zawinul". Sesje nagraniowe odbywały się pomiędzy 6 sierpnia, a 28 października 1970 roku. Wzięli w nich udział tacy muzycy, jak np. Herbie Hancock, trębacz Woody Shaw, grający na perkusjonaliach Jack DeJohnette, Billy Hart i Joe Chambers, basista Miroslav Vitouš (kolejny późniejszy członek Weather Report), wspomniany już Wayne Shorter, oraz oczywiście sam Joe Zawinul. Na repertuar złożyło się pięć kompozycji lidera, w tym dwie nagrane już wcześniej z Davisem - tytułowa z "In a Silent Way" oraz "Double Image", która po raz pierwszy została wydana dopiero w boksie "The Complete 'Bitches Brew' Sessions" (nie licząc alternatywnej wersji "Medley: Gemini/Double Image" z "Live-Evil"). Nie jest tajemnicą, że Zawinul nie był zadowolony z tego, co Miles zrobił z "In a Silent Way" (Słyszałem piękno melodii napisanej przez Joe, ale zaśmiecało ją to całe badziewie. Podczas nagrywania wywaliłem wszystkie zapisy z akordami i kazałem wszystkim grać samą melodię, nic poza tym - wyjaśniał trębacz w swojej autobiografii*), dlatego zapewne zdecydował się nagrać własną wersję.

Materiał zawarty na tym longplayu jest rozwinięciem elektrycznego jazzu z albumu "In a Silent Way". Oba wydawnictwa mają podobny, subtelny klimat. O ile jednak na dziele Davisa był on kontrapunktowany ostrzejszymi partiami gitary Johna McLaughlina i mocniejszą perkusją Tony'ego Williamsa, zdradzając inspirację muzyką rockową, tak na "Zawinul" takie wpływy są praktycznie nieobecne. Brzmienie opiera się na dwóch pianinach elektrycznych, saksofonie sopranowym, trąbce, flecie, dwóch kontrabasach i różnych perkusjonaliach. Instrumentaliści grają bardzo swobodnie, a ich partie interesująco się przeplatają i uzupełniają. Najciekawiej wypada to chyba w czternastominutowym otwieraczu "Doctor Honoris Causa", w którym instrumentalnej wirtuozerii towarzyszy piękny nastrój. Doskonałe otwarcie, bardzo reprezentatywne dla całości. "In a Silent Way" w tej wersji ma bardziej złożoną fakturę, ale czy wyszło to na dobre? Raczej rację miał Davis, podkreślając piękno tej melodii bardziej ascetyczną aranżacją. Co ciekawe, kolejny utwór, "His Last Journey", został zaaranżowany w taki oszczędniejszy sposób i brzmi to naprawę ładnie. W "Double Image" nastrojowe granie z czasem ustępuje miejsca partiom o wręcz freejazzowym charakterze (tutaj najlepiej wykorzystano obecność dwóch basistów). Całość zamyka eksperymentalna miniatura "Arrival in New York".

Album "Zawinul" z pewnością zostanie doceniony przez wszystkich wielbicieli "In a Silent Way" czy wczesnych wydawnictw Weather Report, które są jego bezpośrednią kontynuacją. 

Ocena: 8/10

* Davis M. i Troupe Q., "Miles Davis. Autobiografia", Wydawnictwo Dolnośląskie, 2017.



Joe Zawinul - "Zawinul" (1971)

1. Doctor Honoris Causa; 2. In a Silent Way; 3. His Last Journey; 4. Double Image; 5. Arrival in New York

Skład: Joe Zawinul - elektryczne pianino, pianino; Herbie Hancock - elektryczne pianino; Earl Turbinton - saksofon sopranowy (1-3,5); Wayne Shorter - saksofon sopranowy (4); Woody Shaw - trąbka (1,2,4,5); Jimmy Owens - trąbka (3); George Davis - flet (1-3,5); Hubert Laws - flet (4); Miroslav Vitouš - kontrabas; Walter Booker - kontrabas; Billy Hart - instr. perkusyjne;  Joe Chambers - instr. perkusyjne; David Lee - instr. perkusyjne; Jack DeJohnette - melodyka (3), instr. perkusyjne (4)
Producent: Joel Dorn


11 grudnia 2018

[Recenzja] Manuel Göttsching - "Inventions for Electric Guitar" (1975)



Choć na okładce większości wydań "Inventions for Electric Guitar" widnieje nazwa Ash Ra Tempel, jest to w rzeczywistości pierwszy solowy album Manuela Göttschinga. Solowy w bardzo ścisłym tego słowa znaczeniu, bowiem muzyk nagrał go zupełnie samodzielnie, wykorzystując jedynie gitarę, podłączoną do efektów i odpowiednio spreparowanego magnetofonu. Inspiracją były dokonania twórców minimalistycznej elektroniki, w rodzaju Terry'ego Rileya i Steve'a Reicha.

Dwie około dwudziestominutowe kompozycje, "Echo Waves" i "Plurais", składają się z wielu nakładających się na siebie ścieżek z zapętlonymi dźwiękami gitary i układającymi się w repetycyjne figury rytmiczne, które ulegają stopniowym przekształceniom. W obu nagraniach, pod koniec, pojawiają się bardziej tradycyjne gitarowe solówki, stanowiące łącznik z twórczością Ash Ra Tempel. Odmienny charakter ma krótsza, sześciominutowa "Quasarsphere" - bardziej wyciszona, ambientowa, z przeciągłymi dźwiękami gitary, przypominającymi raczej syntezator. Naturalnie nasuwają się skojarzenia z ówczesną twórczością efemerycznego projektu Fripp & Eno.

"Inventions for Electric Guitar" zawiera muzykę niezwykle wciągającą, intrygującą i hipnotyzującą, zachwycającą kreatywnością i pięknym, krystalicznie czystym brzmieniem gitary. Podczas gdy albumy Ash Ra Tempel ukazują Manuela Göttschinga przede wszystkim jako zdolnego improwizatora i niekonwencjonalnego gitarzystę, ten longplay pokazał go jako jednego z najbardziej wartościowych twórców tzw. progresywnej elektroniki.

Ocena: 8/10



Manuel Göttsching - "Inventions for Electric Guitar" (1975)

1. Echo Waves; 2. Quasarsphere; 3. Pluralis

Skład: Manuel Göttsching - gitara
Producent: Manuel Göttsching


9 grudnia 2018

[Recenzja] Circle - "Paris Concert" (1972)



Circle to efemeryczny zespół istniejący na przełomie lat 1970-71. Powstał po dołączeniu Anthony'ego Braxtona do ówczesnego tria Chicka Corei z Davidem Hollandem i Barrym Altschulem. Kwartet intensywnie koncertował, odbył też kilka studyjnych sesji. Większość studyjnego materiału ukazała się dopiero w 1975 roku, na sygnowanych wyłącznie nazwiskiem Corei albumach "Circling In" i "Circulus". Było to już po sukcesie osiągniętym przez klawiszowca z grupą Return to Forever. Wcześniej wydaniem materiału z czasów Circle zainteresowani byli wyłącznie Japończycy (w 1971 roku wyłącznie u nich ukazały się koncertowy "Circle 1: Live in Germany Concert" i studyjny "Circle 2: Gathering") oraz wytwórnia ECM, której nakładem opublikowany został "Paris Concert".

To ostatnie wydawnictwo, zarejestrowane 21 lutego 1971 roku, pokazuje kwartet u szczytu formy. Muzycy zaproponowali półtoragodzinny, nieskrępowany, bezkompromisowy set, łączący freejazzową ekspresję i inspirację poważną awangardą. Całość rozpoczyna się od kolejnej interpretacji "Nefertiti" Wayne'a Shortera (trio Corei nagrało ten utwór już na albumy "The Song of Singing" i "A.R.C."), tym razem rozbudowanej do blisko dwudziestu minut i nabierającej odmiennego charakteru za sprawą partii Braxtona, przechodzących od melodyjnego tematu do freejazzowych odlotów. Pozostali muzycy również grają bardzo swobodnie i kreatywnie; w grze Chicka wyraźnie słychać inspirację Cecilem Taylorem i powojenną awangardą. "Song for the Newborn" to interesujący solowy popis Hollanda, który w pewnym zaczyna traktować swój kontrabas w zupełnie niekonwencjonalny sposób. Z kolei w "Duet" można podziwiać kreatywność i interakcję Corei i Braxtona, nierzadko ocierających się tu o free improvisation. Swoje pięć minut ma również Altschul, którego perkusyjny popis jest wstępem do interpretacji kompozycji Dave'a Liebmana, "Lookout Farm" (z tak samo zatytułowanego albumu tego saksofonisty), połączonej z "73 Degrees Kelvin" Braxtona. Kwartet proponuje tu dość radykalny free jazz. Trochę subtelniejszego grania pojawia się w również połączonych ze sobą "Toy Room" i "Q & A" - obie to kompozycje Hollanda (pierwsza została wydana na "The Song of Singing", druga znalazła się później na sygnowanym jego nazwiskiem "Conference of the Birds") - choć i tutaj nie brakuje radykalnych odjazdów, jest nawet bardzo swobodny fragment z Coreą grającym na strunach fortepianu. Na zakończenie muzycy zaproponowali 18-minutową interpretację standardu z lat 30., "No Greater Love". Jest to nagranie najbliższe tradycyjnie rozumianego jazzu, choć i tutaj w pewnym momencie robi się bardziej awangardowo.

"Paris Concert" to porywający zapis niezwykle kreatywnego i energetycznego występu. Jednak jego objętość i momentami bardzo radykalny charakter sprawiają, że nie jest to album, którego mógłbym słuchać na co dzień.

Ocena: 9/10



Circle - "Paris Concert" (1972)

LP1: 1. Nefertiti; 2. Song for the Newborn; 3. Duet; 4. Lookout Farm / 73 Degrees Kelvin [Variation 3]
LP2: 1. Toy Room / Q & A; 2. No Greater Love

Skład: Anthony Braxton - saksofony, instr. perkusyjne; Chick Corea - pianino; David Holland - kontrabas, wiolonczela; Barry Altschul - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Manfred Eicher


7 grudnia 2018

[Recenzja] Soft Machine - "The Peel Sessions" (1990)



Działalność Soft Machine definitywnie zakończyła się w 1978 roku. Wydany trzy lata później pod nazwą zespołu "Land of Cockayne" jest w rzeczywistości solowym albumem Karla Jenkinsa, stylistycznie odległym nawet od "Softs" i "Alive and Well". Z kolei tegoroczny "Hidden Details" został nagrany przez muzyków późniejszych składów (Johna Marshalla, Roya Babbingtona i Johna Etheridge'a, z pomocą Theo Travisa) i jest zwykłym żerowaniem na sentymencie fanów, niezbyt udanym pod względem artystycznym. Warto natomiast zwrócić uwagę na liczne wydawnictwa koncertowe, dokumentujące działalność zespołu z okresu jego rzeczywistej aktywności. Zwłaszcza, że doskonale uzupełniają one podstawową dyskografię, pokazując jak błyskawicznie rozwijała się muzyka zespołu pomiędzy poszczególnymi albumami. Czasem nawet pokazując wcześniej nieznane oblicza Soft Machine.

Jednym z pierwszych archiwalnych wydawnictw (poprzedzonym przez nie do końca satysfakcjonujący "Live at the Proms 1970" z 1988 roku) jest dwupłytowy zestaw "The Peel Sessions", oryginalnie wydany w 1990 roku. To po prostu zbiór wszystkich nagrań, zarejestrowanych przez zespół w studiach BBC, na potrzeby audycji Johna Peela. W sumie zespół odbył sześć takich sesji, z których większość odbyła się pomiędzy czerwcem 1969, a czerwcem 1971 roku. A więc w najsłynniejszym składzie, z albumów "Third" i "Fourth", obejmującym Roberta Wyatta, Mike'a Rattledge'a, Hugha Hoppera i Eltona Deana. Jedynie ostatnia sesja, z listopada 1971 roku, odbyła się już z następcą Wyatta, Philem Howardem.

Szczególnie interesujące są sesje z 1969 roku (częściowo wydane już wcześniej na kompilacji "Triple Echo"), podczas których zespół zaprezentował głównie utwory z jeszcze nawet nie nagranego "Third". W czerwcu zespół, wciąż jako trio (gościnnie wsparte przez saksofonistę Briana Hoppera) zaprezentował wczesne wersje "Moon in June", "Facelift" i "Slightly All the Time" (dwa ostatnie znalazły się na jednej ścieżce, opisanej jako "Facelift") - wyraźnie krótsze i bardziej zwarte od albumowych, ale nie mniej interesujące. I przede wszystkim wyraźnie lepsze jest ich brzmienie. W listopadzie zespół pojawił się w studiu w efemerycznym, siedmioosobowym składzie, z rozbudowaną sekcją dętą (Elton Dean, Lyn Dobson, Nick Evans i Mark Charig). "Mousetrap / Noisette / Backwards / Mousetrap Reprise" to wczesna, znacznie krótsza wersja "Slightly All the Time" z "Third", natomiast "Esther's Nose Job" z "Volume Two" został drastycznie i bardzo ciekawie przearanżowany, prawie całkiem pozbawiono go wokalu, który zastąpiono partiami dęciaków, nadając mu bardziej jazzowy charakter i tym samym upodabniając do utworów z "Third".

Kolejna sesja odbyła się w maju 1970 roku (w składzie zredukowanym do kwartetu), a więc w tym samym czasie, gdy nagrywany był "Third". Zespół zaprezentował wówczas fragmenty pochodzących z niego utworów "Slightly All the Time" i "Out-Bloody-Rageous", a także niewydany na żadnym albumie "Eamonn Andrews" - wszystkie trzy zagrane bez przerw, jako piętnastominutowy, porywający jam. Skrócone, ale za to niesamowicie żywiołowe wykonanie "Virtually" to już efekt grudniowej sesji, niedługo po zakończeniu nagrań na album "Fourth", z którego ten utwór pochodzi. W czerwcu następnego roku odbyła się ostatnia sesja dla Peela z udziałem Wyatta. Zespół wykonał niealbumowy utwór "Neo-Caliban Grides" - bardzo swobodny, zdradzający wpływy free jazzu i davisowskiego fusion - a także psychodeliczny "Dedicated to You But You Weren't Listening" z "Volume II", mocno odbiegający od innych utworów z tej kompilacji. Listopadowa sesja, już z udziałem Howarda, to znane z nagranego (częściowo) w tym składzie "Fifth" utwory "Drop" i "As If". Mocny styl gry perkusisty niekoniecznie pasował do gry pozostałych muzyków, co niestety słychać także w tych dwóch nagraniach. To najsłabsze momenty tego wydawnictwa.

"The Peel Sessions" od kilkunastu lat ma znacznie ciekawszą alternatywę: w 2003 roku ukazały się dwie dwupłytowe kompilacje, "BBC Radio: 1967-1971" i "BBC Radio: 1971-1974", zbierające wszystkie radiowe sesje zespołu, nie tylko te emitowane w audycjach Johna Peela. Wydawnictwa te jeszcze lepiej wzbogacają wiedzę o twórczości zespołu i dla fanów są bezcenne. Dlaczego zatem recenzję poświęciłem nie im, a uboższemu "The Peel Sessions"? Ponieważ to mniej obszerne wydawnictwo może być doskonałym wstępem do Soft Machine dla tych słuchaczy, którzy dopiero planują poznać ten zespół. Z jednej strony jest to całkiem dobre podsumowanie najbardziej ambitnego okresu działalności grupy (przypadającego na albumy "Third", "Fourth" i "Fifth"), a z drugiej - wiele utworów zaprezentowano tu w bardziej przystępnych wersjach; choć nie brakuje też bardziej radykalnych momentów, jak "Neo-Caliban Grides", pokazujących z czym przyjdzie się zmierzyć, po zabraniu się za regularne albumy.

Ocena: 8/10



Soft Machine - "The Peel Sessions" (1990)

CD1: 1. Moon in June; 2. Esther's Nose Job; 3. Mousetrap / Noisette / Backwards / Mousetrap Reprise; 4. Slightly All the Time / Out-Bloody-Rageous / Eamonn Andrews
CD2: 1. Facelift; 2. Virtually; 3. Neo-Caliban Grides; 4. Drop; 5. As If; 6. Dedicated to You But You Weren't Listening

Skład: Mike Ratledge - instr. klawiszowe (oprócz CD2:6); Hugh Hopper - bass; Robert Wyatt - perkusja (oprócz CD2:4,5), wokal (CD1:1,2); Elton Dean - saksofon altowy i saxello (CD1:2-4, CD2:2-5); Lyn Dobson - saksofon sopranowy i tenorowy (CD1:2,3); Nick Evans - puzon (CD1:2,3); Mark Charig - trąbka i kornet (CD1:2,3); Phil Howard - perkusja (CD2:4,5)
Gościnnie: Brian Hopper - saksofon tenorowy i sopranowy (CD2:2)
Producent: John Walters


Soft Machine - "BBC Radio: 1967-1971" (2003)

CD1: 1. Clarence in Wonderland; 2. We Know What You Mean; 3. Certain Kind; 4. Hope for Happiness; 5. Strangest Scene (aka Lullaby Letter); 6. Facelift / Mousetrap / Noisette / Backwards / Mousetrap Reprise; 7. Moon in June; 8. Instant Pussy; 9. Slightly All the Time / Out-Bloody Rageous / Eamonn Andrews
CD2: 1. Virtually; 2. Fletcher's Blemish; 3. Neo-Caliban Grides; 4. Dedicated to You But You Weren't Listening; 5. Eamonn Andrews / All White; 6. Mousetrap / Noisette / Backwards / Mousetrap Reprise / Esther's Nose Job

Skład: Mike Ratledge - instr. klawiszowe (oprócz CD2:4); Hugh Hopper - bass; Robert Wyatt - wokal i perkusja; Kevin Ayers - wokal, gitara i bass (CD1:1-5); Elton Dean - saksofon altowy i saxello (CD1:9, CD2:1-3,5,6); Lyn Dobson - saksofon sopranowy i tenorowy (CD2:6); Nick Evans - puzon (CD2:6); Mark Charig - trąbka i kornet (CD2:6)
Gościnnie: Brian Hopper - saksofon tenorowy i sopranowy (CD1:6)
Producent: Bernie Andrews i John Walters


Soft Machine - "BBC Radio: 1971-74" (2003)

CD1: 1. As If; 2. Drop; 3. Welcome to Frillsville; 4. Fanfare / All White / MC / Drop; 5. Stanley Stamp's Gibbon Album; 6. Hazard Profile (Part 1)
CD2: 1. Sinepost; 2. Down the Road; 3. North Point; 4. The Man Who Waved at Trains; 5. Hazard Profile (Parts 1-4)

Skład: Mike Ratledge - instr. klawiszowe; Hugh Hopper - bass (CD1:1-4); Elton Dean - saksofon altowy i saxello (CD1:1-3); Phil Howard - perkusja (CD1:1-3); Karl Jenkins - saksofony i elektryczne pianino (CD1:4,5, CD2:1-5); John Marshall - perkusja (CD1:4,5, CD2:1-5); Roy Babbington - bass (CD1:5, CD2:1-5); Alan Holdsworth - gitara (CD2:3-5)
Producent: John Walters i Tom Wilson


5 grudnia 2018

[Recenzja] Wayne Shorter - "Schizophrenia" (1969)



Choć materiał zawarty na "Schizophrenia" został zarejestrowany już w 1967 roku, ukazał się dopiero dwa lata później. Opóźnienie nie było jednak spowodowane jakością tego materiału. Po prostu jazzmani zakontraktowani przez Blue Note tworzyli w takim tempie, że wytwórnia nie nadążała z wydawaniem kolejnych płyt swoich podopiecznych. Zarejestrowanie jednego albumu zwykle zajmowało około dwóch dni. Muzycy po prostu wchodzili do studia, nagrywali na żywo kilka podejść każdego utworu, po czym wystarczyło wybrać najlepsze wersje - żadna studyjna obróbka nie była potrzebna. Sesja nagraniowa "Schizophrenia" zamknęła się w ciągu jednego dnia, 10 marca 1967 roku (a więc odbyła się już ponad pół roku przed wydaniem "Adam's Apple").

Wayne Shorter wrócił tu do bardziej rozbudowanego składu, podobnie jak podczas sesji "The All Seeing Eye". Zresztą Herbie Hancock, Ron Carter, Joe Chambers i saksofonista (tutaj także flecista) James Spaulding zagrali na obu tych albumach. Jedynie miejsce puzonisty tym razem zajął Curtis Fuller (zamiast Grachana Moncura III). No i zabrakło Freddiego Hubbarda. Ponadto, po raz pierwszy w przypadku albumu Shortera nagranego dla Blue Note, producentem nie był Alfred Lion, a Francis Wolff. Sesja miała natomiast tradycyjnie miejsce w studiu Rudy'ego Van Geldera.

Pięć utworów skomponował sam lider, szósty ("Kryptonite") jest autorstwa Spauldinga. Żaden z tych tematów nie stał się standardem, w przeciwieństwie do innej kompozycji Shortera z tamtego okresu, "Nefertiti", którą saksofonista nagrał z kwintetem Milesa Davisa. To jednak wciąż bardzo fajny post-bop, nastawiony na zespołową interakcję, co daje wiele pola do popisu tym doświadczonym i doskonale zgranym muzykom. Najbardziej podobają mi się utwory "Go" i "Kryptonite", za sprawą solówek Spauldinga na flecie, co wnosi pewien powiew świeżości - nie jest to przecież instrument popularny w jazzie, a już na pewno nie takim (kojarzy się raczej ze spiritual jazzem, ewentualnie fusion). Oczywiście na albumie nie brak też porywających popisów Shortera, Hancocka i Fullera, a Carter i Chambers swoją wyrafinowaną grą spajają wszystko w całość. Na wyróżnienie zasługują też ekspresyjne wykonane utwory "Tom Thumb", "Schizophrenia" i "Playground", a ballada "Miyako" przynosi odrobinę potrzebnego wytchnienia.

Pomimo dość psychodelicznej okładki, "Schizophrenia" to album niewykraczający daleko poza post-bopowe ramy. Jednak wykonanie i kompozycje są tu na najwyższym poziomie. Po słabszym, w mojej opinii, "Adam's Apple", ten longplay stanowi powrót Wayne'a Shortera do bardzo wysokiej formy, aczkolwiek pod względem kreatywności nieznacznie ustępuje on "Juju" i "The All Seeing Eye".

Ocena: 8/10



Wayne Shorter - "Schizophrenia" (1969)

1. Tom Thumb; 2. Go; 3. Schizophrenia; 4. Kryptonite; 5. Miyako; 6. Playground

Skład: Wayne Shorter - saksofon tenorowy; James Spaulding - saksofon altowy, flet; Curtis Fuller - puzon; Herbie Hancock - pianino; Ron Carter - kontrabas; Joe Chambers - perkusja
Producent: Francis Wolff


3 grudnia 2018

[Recenzja] Tangerine Dream - "Alpha Centauri" (1971)



Drugi album Tangerine Dream przynosi pewne istotne zmiany. Nie mogło być inaczej, skoro znacząco zmienił się skład. Po odejściu Klause'a Schulze'a (do Ash Ra Tempel) i Conrada Schnitzlera (do Kluster), Edgar Froese nawiązał współpracę z klawiszowcem Steve'em Schroyderem i byłym perkusistą Agitation Free, Christopherem Franke'em. Ten ostatni zagrzał miejsce w zespole na dłużej i znacząco przyczynił się do stylistycznego zwrotu w kierunku muzyki elektronicznej. Już na "Alpha Centauri" można usłyszeć jego grę na analogowym syntezatorze VCS3, choć brzmienie albumu wciąż zdominowane jest przez tradycyjne instrumenty, jak organy, flet, pianino, gitara czy cytra.

Zmiany w muzyce zespołu są jednak wyraźnie słyszalne. Zamiast improwizowanych jamów, muzycy kreują kosmiczne pejzaże dźwiękowe. Na album składają się tylko trzy utwory, podpisane przez Froese'a. Zaledwie czterominutowy otwieracz "Sunrise in the Third System" (zainspirowany kompozycją "Song of the Youths" Stockhausena) stanowi swego rodzaju introdukcję, z podniosłym tłem organów oraz pojedynczymi dźwiękami cytry i syntezatora. "Fly and Collision of Comas Sola" to już dłuższy, trzynastominutowy utwór. Początek to wyłącznie syntezatorowe szumy, z czasem prawie całkiem ustępujące miejsca partiom organów, gitary, fletu i pojawiającej się po dłuższym czasie perkusji. Brzmi to trochę jak kolejna wariacja na temat floydowskiego "A Saucerful of Secrets", jednak o zdecydowanie swobodniejszym charakterze. Najważniejszym utworem jest tu jednak tytułowy, trwający ponad dwadzieścia minut i wypełniający całą drugą stronę winylowego wydania. To nagranie najmocniej zapowiada późniejsze dokonania Tangerine Dream, ze swoim ambientowym klimatem i większą rolą elektronicznych efektów, choć nie brakuje też bardziej tradycyjnych dźwięków, głównie pod postacią ładnych partii fletu i organowego tła.

Co ciekawe, podczas sesji nagraniowej "Alpha Centauri" powstało też znacznie bardziej rockowe nagranie "Ultima Thule", kojarzące się z Pink Floyd z czasów Syda Barretta lub grupą Arzachel. Utwór wydano na singlu (gdzie został podzielony na dwie części), a obecnie można go znaleźć na kompaktowych wznowieniach drugiego longplaya Tangerine Dream.

"Alpha Centauri" to album przejściowy, wciąż będący eksperymentalną wariacją na temat rocka psychodelicznego, ale już wyraźnie kierujący się w bardziej elektroniczne rejony. Brzmi to całkiem intrygująco, tak w teorii, jak i praktyce. 

Ocena: 8/10



Tangerine Dream - "Alpha Centauri" (1971)

1. Sunrise in the Third System; 2. Fly and Collision of Comas Sola; 3. Alpha Centauri

Skład: Edgar Froese - gitara, organy, bass, efekty; Steve Schroyder - organy, głos, efekty; Christopher Franke - perkusja i instr. perkusyjne, flet, cytra, pianino, syntezator
Gościnnie: Udo Dennebourg - flet, głos; Roland Paulyck - syntezator
Producent: Tangerine Dream


1 grudnia 2018

[Recenzja] Joe Henderson - "The Elements" (1974)



"The Elements" to wyjątkowy album w dorobku Joego Hendersona. Saksofonista postanowił na chwilę zrezygnować ze swoich ówczesnych eksperymentów z fusion i funkiem, a zamiast tego spróbować sił w spiritual jazzie. Udało mu się zebrać fantastyczny skład, obejmujący między innymi Alice Coltrane, basistę Charliego Hadena (znanego z najsłynniejszych albumów Ornette'a Colemana), perkusistę Leona Chanclera (znanego chociażby z występów na "Mwandishi" Herbiego Hancocka i "Love Love" Juliana Priestera) oraz grającego na skrzypcach Michaela White'a (którego można usłyszeć także na "Recorded Live" Johna Handy'ego czy "Thembi" Pharoaha Sandersa).

Sesja nagraniowa odbyła się w ciągu dwóch dni, 15 i 17 października 1973 roku w studiu The Village Recorder w Los Angeles. Przyjęto dość nietypowy dla jazzu sposób nagrywania, bowiem zastosowano overdubbing, a więc niektóre partie instrumentalne zostały dołożone podczas miksowania. W sumie zarejestrowano cztery kompozycje napisane przez lidera. Każda z nich odnosi się do jednego z czterech żywiołów. "Fire" opiera się na bujającej partii basu, wywołującej skojarzenia z tańczącymi płomieniami. Towarzyszy jej bogata aranżacja z przeróżnymi perkusjonaliami oraz solówki kolejno na saksofonie, skrzypcach i harfie. Całość wywołuje skojarzenia z jakimś plemiennym rytuałem. "Air" ma bardziej zwiewny charakter. Swobodne partie perkusjonaliów, kontrabasu i pianina tworzą akompaniament dla długiej, momentami zbliżającej się do freejazzowej ekspresji solówki Hendersona, do którego pod koniec dołącza White. "Water" opiera się z kolei na dronowych partiach tambury, mogących symbolizować fale. Bardziej tym razem stonowane partie kontrabasu i perkusjonalii budują napięcie, a na pierwszy plan wysunięte są przetworzone dźwięki saksofonu. Najbardziej niesamowitym utworem jest "Earth", wywołujący skojarzenia z muzyką starożytną. Hipnotyzujący rytm rozbudowanej sekcji rytmicznej, monotonny podkład tambury i jakby egipska melodia grana na saksofonie, a później także na skrzypcach. Do tego solówka na kontrabasie oraz duet fletu i harfy. Tak bogatego instrumentarium nie było nawet w ówczesnych nagraniach Milesa Davisa. Wszystkie te instrumenty doskonale się uzupełniają i tworzą niezwykle intrygującą całość.

"The Elements" to obok takich albumów, jak "Karma" Pharoaha Sandersa i "Journey in Satchidananda" Alice Coltrane, najwspanialszy przykład rozwinięcia koncepcji uduchowionego jazzu Johna Coltrane'a. Choć w połowie lat 70. potencjał spiritual jazzu mógł wydawać się wyczerpany, Joe Henderson zaproponował bardzo świeże i oryginalne - choć, oczywiście, wiele czerpiące od poprzedników - podejście do tego nurtu. Szkoda tylko, że nie nagrał w tym stylu niczego więcej. Ale to czyni "The Elements" jeszcze bardziej wyjątkowym i niepowtarzalnym dziełem.

Ocena: 9/10



Joe Henderson featuring Alice Coltrane - "The Elements" (1974)

1. Fire; 2. Air; 3. Water; 4. Earth

Skład: Joe Henderson - saksofon tenorowy, flet, flet altowy; Alice Coltrane - instr. klawiszowe, harfa (1,4), tambura (3,4); Michael White - skrzypce (1,2,4); Charlie Haden - kontrabas; Leon "Ndugu" Chancler - perkusja (1,4); Kenneth Nash - instr. perkusyjne, flet (3), głos (4); Baba Duru Oshun - instr. perkusyjne
Producent: Orrin Keepnews