Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2023

[Recenzja] Maruja - "Knocknarea" (2023)

Obraz
Młode zespoły dołączające do sceny Windmill mają nieco ułatwiony start, a to ze względu na zainteresowanie wokół tego całego zjawiska. Z drugiej strony, muszą mierzyć się z porównaniami do tych kapel, którym już udało się wybić. W przypadku niedawno opisywanej przeze mnie debiutanckiej EPki "Epic the Movie" Cowboyy, faktycznie trudno uniknąć skojarzeń ze wczesnym black midi. Kolejnych debiutantów, pochodzącą z Manchesteru grupę Maruja, która w zeszłym miesiącu także wydała swój pierwszy minialbum, zestawia się często z Black Country, New Road. Czy słusznie? Chyba jednak nie do końca. EPka "Knocknarea" to nieco ponad dwadzieścia minut muzyki, w całości wydanej wcześniej na singlach. Przy czym kwartet wypuścił dotąd w sumie sześć utworów, a tutaj zebrano jedynie cztery najnowsze. Dwa pominięte, "Tao" i "Rage", pokazują, że już na tym najwcześniejszym etapie kariery zespół doskonale wiedział, co chce grać. Najprościej określić tę muzykę jako post-pu

[Recenzja] Natural Information Society - "Since Time Is Gravity" (2023)

Obraz
Sporo ciekawego dzieje się w ostatnim czasie, jeśli chodzi o nowe wydawnictwa jazzowe. A album "Since Time Is Gravity" - czwarty studyjny i piąty ogólnie w dyskografii chicagowskiego Natural Information Society - jest tego znakomitym potwierdzeniem. Grupa znalazła się w kręgu obserwowanych przeze mnie twórców przy okazji swojego poprzedniego wydawnictwa, koncertówki "descension (Out of Our Constrictions)" sprzed dwóch lat, na której do podstawowego kwartetu dołączył znakomity saksofonista oraz żywa legenda sceny improwizowanej - i niestety także zwolennik teorii spiskowych oraz innych bzdur - Evan Parker. Tym razem basista Joshua Abrams, grająca na fisharmonii Lisa Alvarado, perkusista Mikel Avery i klarnecista basowy Jason Stein zostali wsparci przez aż trzech saksofonistów, w tym bardzo doświadczonego Ariego Browna, a także dwóch kornecistów, harfistkę oraz perkusjonalistę. Tym, co może budzić pewne obawy i chyba faktycznie działa trochę na niekorzyść albumu, jest

[Recenzja] Björk - "Post" (1995)

Obraz
Jak na płytę artystki, która kilka lat później postanowiła świadomie pogrzebać karierę gwiazdy pop i praktycznie zniknąć z mainstreamu, "Post" jest albumem wyjątkowo zachowawczym. W zasadzie można go nazwać powtórką wydanego dwa lata wcześniej "Debut". Wszystko to, co przyczyniło się do sukcesu tamtego albumu, tutaj powraca ze zdwojoną siłą. Nawiązania do staromodnego popu oraz jazzu tradycyjnego? Są w "It's Oh So Quiet" i "You've Been Flirting Again". Inspiracje nowoczesną sceną klubową? Znajdziemy je przede wszystkim w "I Miss You", ale też chociażby w "Hyper-Ballad". Utwor ze skromniejszym, organicznym akompaniamentem nietypowego instrumentu? "Cover Me" opiera sie wyłącznie na dźwiękach dulcimera. Materiał na chwytliwe przeboje? Aż sześć kawałków - to trochę ponad połowa całego longplaya - całkiem nieźle radziło sobie w notowaniach, z czego trzy dotarły do pierwszej dziesiątki w Wielkiej Brytanii. Sam albu

[Recenzja] Miles Davis - "Turnaround: Rare Miles from the Complete On the Corner Sessions" (2023)

Obraz
Najciekawszym wydawnictwem w ramach tegorocznego Record Store Day okazuje się, przynajmniej dla mnie, czwarta część serii "Rare Miles", zbierającej utwory Milesa Davisa dostępne dotąd wyłącznie w obszernych, trudno dziś dostępnych boksach "Complete Sessions". Tym razem przyszła pora na materiał z okresu "On the Corner" i trochę szkoda, że wydawnictwo nie ukazało się w zeszłym roku, gdy minęło równo pięćdziesiąt lat od jego wydania. Poprzednie odsłony - "Early Minor", "Double Image" i "Champions" - były świetnym dodatkiem do obchodów 50-lecia, odpowiednio, "In a Silent Way", "Bitches Brew" oraz "A Tribute to Jack Johnson".  "Turnaround: Rare Miles from the Complete On the Corner Sessions" ukazał się ze sporym opóźnieniem, ale i tak warto poświecić mu uwagę. To z tego okresu pochodzą najciekawsze, moim zdaniem, odrzuty trębacza. Sam album "On the Corner" jest jednym z najbardziej

[Recenzja] HMLTD - "The Worm" (2023)

Obraz
HMLTD - lub Happy Meal Ltd - wydawał się typowym drugorzędnym przedstawicielem sceny Windmill. Opublikowany w 2020 roku debiut "West of Eden" nie wyróżnia się szczególnie na tle pierwszych płyt innych grup z tego kręgu. Wypełniają go raczej konwencjonalne, na ogół bardzo przyjemne piosenki, obowiązkowo  osadzone w stylistyce post-punku, choć z lekkimi wpływami synthpopu oraz glamowej estetyki. W ciągu trzech kolejnych lat kwintet przeszedł jednak przedziwną ewolucję i to niemal beż żadnych zmian w składzie, choć wymiana klawiszowca Zachariego Cazesa na Setha Evansa - muzyka znanego ze współpracy z black midi - mogła odegrać pewną rolę w tym procesie. Album "The Worm" to zwariowana opera artrockowa, osadzona w alternatywnej wersji średniowiecznej Anglii i inspirowana staroangielskim, mediewalnym folklorem oraz dystopijnym science fiction, opowiadająca o gargantuicznym robaku pożerającym kraj. Z czasem jednak okazuje się, że narrator - wprost utożsamiany z wokalistą g

[Recenzja] Fire! Orchestra - "Echoes" (2023)

Obraz
W tym roku mija równo dziesięć lat od wydania "Exit!", pierwszego wydanictwa pod szyldem Fire! Orchestra. Album, składający się z jednego, choć trwającego trzy kwadranse utworu na blisko trzydziestoosobowy skład, odświeżył formułę jazzowego big bandu dla współczesnych słuchaczy. Stylistycznie umieszczony gdzieś pomiędzy nurtem third stream, jazzem free i fusion, z dużą ilością partii wokalnych, wyznaczył drogę dla kolejnych wydawnictw, zrealizowanych z jeszcze większym rozmachem. Tegoroczny "Echoes" przebija pod tym względem wszystkie dotychczasowe wydawnictwa. Tym razem Mats Gustafssson, Johan Berthling i Andreas Werlin - występujący też jako trio pod krótszym szyldem Fire! - zebrali skład liczący ponad czterdziestu muzyków, a wśród nich wiele znaczących nazwisk współczesnej sceny improwizowanej, ale też gość specjalny w osobie amerykańskiego saksofonisty Joego McPhee. Wrażenie robi jednak nie tylko ilość muzyków biorących udział w nagraniach, ale też rozmiar mater

[Recenzja] Brìghde Chaimbeul - "Carry Them With Us" (2023)

Obraz
Nie przehajpowany "72 Seasons" Metalliki, ani nawet najbardziej przeze mnie wyczekiwane "Echoes" Fire! Orchestra i "Since Time Is Gravity" Natural Information Society - choć oba zdecydowanie warte uwagi - a właśnie "Carry Them With Us" okazał się najciekawszą premierą ostatniego piątku. To trzeci album 25-letniej Szkotki Brìghde Chaimbeul. Możecie ją kojarzyć z niedawnego występu na "Desire, I Want to Turn Into You" Caroline Polachek - to właśnie ona odpowiada za partię graną na dudach w "Blood and Butter". Nie jest to jednak dobry trop stylistyczny, jeśli chodzi o własne nagrania Chaimbeul. Bliżej im do twórczości innej artystki, która też wydała już w tym roku bardzo dobry album, Kali Malone. "Carry Them With Us" także mieści się gdzieś pomiędzy współczesną muzyką poważną a rozrywką, w zbliżony sposób korzystając z tradycyjnych instrumentów - u Malone były to do niedawna organy, u Chaimbeul są wspomniane dudy - do

[Recenzja] Neil Young with Crazy Horse - "Everybody Knows This Is Nowhere" (1969)

Obraz
Neil Young od dawna czekał w kolejce wykonawców do zrecenzowania. Trochę sam sobie jest winien przez zniknięcie ze Spotify, którym najchętniej wspomagam się podczas pisania. Szanuję powód - kanadyjski artysta nie chciał być obecny na platformie, gdzie można słuchać podcastów powielających antyszczepionkową narrację - ale i nie do końca rozumiem aż tak radykalną decyzję. Oczywistym jest, że na serwisie zbierającym twórczość milionów muzyków i podcasterów, reprezentowane są wszelkie możliwe poglądy oraz różne szkodliwe treści, co jednak nie oznacza, że ktokolwiek swoją tam obecnością wyraża dla nich wszystkich poparcie. Foch Younga - i namówionej przez niego Joni Mitchell - mógł być groźnym procederem, doprowadzając do masowego exodusu twórców z obecnych serwisów, które zapewne zastąpione zostałyby dziesiątkami czy setkami mniejszych, zbierających muzykę wykonawców o konkretnych poglądach. Straciliby na tym zwykli użytkownicy, którzy obecnie za wykupienie jednej subskrybcji mają dostęp d

[Recenzja] Metallica - "72 Seasons" (2023)

Obraz
Z reguły trzymam się z daleka od współczesnych płyt rockowych dinozaurów. Premiera nowego albumu Metalliki to jednak na tyle istotne - bardziej ze względu na towarzyszący hype niż kwestie muzyczne - wydarzenie w mainstreamie, że trudno je zignorować. Najsłynniejszy przedstawiciel metalu nieczęsto wypuszcza nowe tytuły. "72 Seasons" to dopiero jego czwarte duże wydawnictwo w XXI wieku, jeśli pominąć osławione akompaniowanie Lou Reedowi na "Lulu". Inna sprawa, że przynajmniej bez dwóch poprzednich, "Death Magnetic" i "Hardwired… to Self-Destruct", dyskografia amerykańskiego kwartetu spokojnie mogłaby się obejść - muzycy przyjęli tam całkowicie konformistyczną postawę, grając w sprawdzonym, lubianym przez fanów stylu. Także na najnowszym wydawnictwie próbują przekonać słuchaczy, że znów mają po dwadzieścia-parę lat i grają dla młodzieży. Nawet teksty skupiają się na tematyce dojrzewania, co sugeruje już tytuł - chodzi oczywiście o siedemdziesiąt dwi

[Recenzja] Tim Hecker - "No Highs" (2023)

Obraz
Nie często się zdarza, by jakiś album zachwycił mnie już od pierwszych sekund dziewiczego odsłuchu i trzymał w tym zachwycie do samego końca. A potem przy kolejnych przesłuchaniach wciąż robił wielkie wrażenie czy wręcz odsłaniał przed sobą kolejne warstwy. Takim wydawnictwem, katowanym przeze mnie w ostatnich dniach - swoją premierę miał w ostatni piątek - okazuje się "No Highs", najnowsze dzieło Tima Heckera. Pochodzący z Kanady muzyk to jeden z najzdolniejszych producentów XXI wieku, związany z kultową, zasłużoną szczególnie dla ambientu, niezależną wytwórnią Kranky. Mnie urzekł przede wszystkim swoim poprzednim tandemem płyt, "Kayoko" (2018) i "Anoyo" (2019), łączących nowoczesną elektronikę z elementami japońskiej muzyki dworskiej gagaku, której początki sięgają X wieku. Powszechne uznanie Kanadyjczykowi przyniosły jednak jego wcześniejsze, ambientowe dokonania, jak "Harmony in Ultraviolet" (2006), "Ravedeath, 1972" (2011) i "

[Recenzja] JPEGMAFIA x Danny Brown - "Scaring the Hoes" (2023)

Obraz
Okładka może sugerować, że to ścieżka dźwiękowa jakiegoś zapomnianego filmu blaxploitation z lat 70. Ale jest też inna wersja okładki, przeznaczona dla serwisu Bandcamp, bardziej wymowna i na czasie, ze wspólnym zdjęciem Donalda Trumpa oraz Kim Dzong Una. A sama muzyka jest już na wskroś współczesna, choć w warstwie instrumentalnej - i częściowo wokalnej - oparta w całości na samplach. "Scaring the Hoes", od dwóch tygodni okupujący szczyt tegorocznego rankingu Rate Your Music z oceną w okolicach 4/5, to wspólne dzieło dwóch cenionych raperów, Barringtona Hendricksa i Daniela Sewella, lepiej znanych jako JPEGMAFIA i Danny Brown. Wokalnie udzielają się obaj - a w "Kingdom Hearts Key" dołącza do nich jeszcze Marcus "Redveil" Morton - natomiast cała produkcja to już wyłącznie misterna robota Hendricksa przy użyciu samplera Roland SP-404. Niespełna czterdziestominutowy album złożony jest z czternastu krótkich utworów, rzadko trwających powyżej trzech minut, cza

[Recenzja] Dynasonic - "Dynasonic" (2023)

Obraz
Dynasonic był ostatnim wykonawcą, jaki pojawił się na labelu Instant Classic przed niespodziewanym zawieszeniem działalności krakowskiego wydawcy na początku pandemii. Sytuacja na rynku fonograficznym uległa jednak z czasem pewnej poprawie i wytwórnia wróciła do wydawania płyt, a jedną z pierwszych jest kolejne wydawnictwo Dynasonic. To jeden z bardziej oryginalnych projektów, nie tylko na polskiej i nie tylko na niezależnej scenie. Trio - złożone z perkusisty Mateusza Rychlickiego (Kristen), basisty Adama Sołtysika (Pogodno) oraz odpowiadającego za elektronikę Mateusza Rosińskiego - wymyśliło nawet własne określenie na swoją twórczość: dubwave. Podstawą tego stylu są zatem elementy zaczerpnięte ze stylistyki dub, jednak istotną rolę odgrywają również wpływy illbientu, techno i industrialu, a muzycy wymieniają też wśród swoich inspiracji jazzmanów w rodzaju Theloniousa Monka, Charlesa Mingusa czy Pharoah Sandersa. Eponimiczne wydawnictwo Dynasonic przez Instant Classic określane jest j

[Recenzja] Talk Talk - "The Colour of Spring" (1986)

Obraz
Kolorów wiosny jeszcze nie widać - a przy tak szybko postępujących zmianach klimatycznych niedługo może nie być żadnych różnic między porami roku - jednak trudno o lepszy moment na przypomnienie trzeciego albumu Talk Talk. "The Colour of Spring" to przełomowe dokonanie w dorobku tej grupy, rozdzielające piosenkowe płyty z początku kariery od ambitnych dzieł, jakie powstały później. Czerpiące doświadczenia z tych pierwszych, ale zapowiadające już te drugie, będąc jednocześnie albumem zupełnie innym od pozostałych. Początki brytyjskiego zespołu nie zapowiadały tak błyskotliwego rozwoju. Debiutancki "The Party's Over" z 1982 roku wpisuje się w ówczesną modę na synthpop i new romantic. To sympatyczny zbiór bezpretensjonalnych, naiwnych, ale przebojowych piosenek, nie tak odległy od tego, co grali Duran Duran czy Ultravox, z typowo ejtisowymi  syntezatorami Simona Brennera, elektroniczną perkusją i automatem perkusyjnym Lee Harrisa, bezprogowy basem Paula Webba oraz

[Recenzja] Wacław Zimpel - "Train Spotter" (2023)

Obraz
Wacław Zimpel nie zawraca z drogi, którą obrał siedem lat temu na autorskim debiucie "Lines". Do tamtej pory z powodzeniem realizował się jako jazzowy klarnecista. W pewnym momencie postanowił jednak dać wyraz swojej fascynacji minimalizmem, co odbiło się na wszystkich późniejszych projektach. "Train Spotter" to pierwsze solowe wydawnictwo Zimpla od czasu "Massive Oscillations" i "Ebbing in the Tide" wydanych w 2020 roku. To jakby dźwiękowa ilustracja najważniejszych wydarzeń ostatnich trzech lat.  Punktem wyjścia do stworzenia materiału okazały się nagrania terenowe, rejestrujące dźwięki Warszawy. Tej opustoszałej, podczas lockdownów na początku pandemii. I tej zatłoczonej, najpierw podczas manifestacji przeciwko łamaniu przez władze praw człowieka, kobiet oraz społeczności LGBT w szczególności, a następnie w trakcie pojawienia się fal uchodźców z Ukrainy po rosyjskiej agresji na ten kraj. O tym wszystkim wspomina sam Zimpel w materiałach promoc