Posty

Wyświetlam posty z etykietą art pop

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

Obraz
Trzy i pół roku po zrecenzowaniu premierowego wówczas albumu "Fossora", w końcu opisuję ostatnią z poprzedzających ją płyt Björk. Pominąłem tylko tę nagraną przez Islandkę w dzieciństwie oraz te z muzyką filmową. Była to jedna z najmocniejszych dyskografii, jakie miałem okazję tu opisywać. To rzadki przypadek artystki nietracącej z biegiem lat kreatywności, wykazującej coraz większe ambicje artystyczne, która po skonsumowaniu komercyjnych sukcesów dokonała wręcz sabotażu dalszej kariery. Szkoda tylko, że na koniec tego cyklu pozostała akurat najmniej ekscytująca pozycja z tych bardziej eksperymentalnych. Bjork wciąż próbuje tu nowych rzeczy, ale ma problem z nadaniem swoim pomysłom odpowiedniej dla nich formy. Oprawa graficzna jest tu akurat niezbyt postępowa. Widząc tę okładkę trudno nie skojarzyć jej z równie szpetną grafiką "Homogenic". A najbardziej ekskluzywne wydanie to powtórka z albumu "Biophilia" - tam było pudełko z dziesięcioma fletami w tonacji...

[Recenzja] Björk - "Vulnicura" (2015)

Obraz
Po gargantuicznym przedsięwzięciu, jakim był multimedialny projekt "Biophilia", kolejne wydawnictwo Björk to po prostu standardowy album. Bez żadnych towarzyszących mu aplikacji, nawet bez poprzedzających singli. Jedynym dodatkowym elementem była nowojorska wystawa poświęcona twórczości artystki. Jej otwarcie zaplanowano na marzec 2015 roku, równolegle z premierą płyty. Ostatecznie jednak "Vulnicura" już dwa miesiące wcześniej - bez żadnych zapowiedzi i promocji - trafiła do sprzedaży cyfrowej, w reakcji na nielegalny wyciek materiału. Pozornie to kolejna, po średnio udanej płycie "Volta", próba powrotu do mainstreamu, zamiast kolejnych artystycznych eksperymentów, jak "Medulla" czy wspomniana "Biophilia". W pewnym sensie Bjork faktycznie wraca do swoich wcześniejszych dokonań. Aranżacje, opierające się na zestawieniu smyczków z nowoczesną elektroniką, to odświeżona wersja stylu z "Homogenic", zastępująca jego bombastyczność i...

[Recenzja] Björk - "Biophilia" (2011)

Obraz
"Biophilia" to jedno z najbardziej totalnych przedsięwzięć muzycznych. Nie tylko w twórczości samej Björk, lecz w całej historii fonografii. Na potrzeby projektu - bo całość zdecydowanie wykracza poza sam album - zaangażowano chór i orkiestrę dętą oraz przygotowano specjalnie opracowane instrumenty sprzężone z komputerami, aplikację do każdego utworu, a nawet zestaw kamertonów dostrojonych do tonacji poszczególnych piosenek, zapakowanych w drewniane pudełko najbardziej ekskluzywnej edycji (200 numerowanych egzemplarzy, pierwotna cena: 500 funtów). Do tego doszła jeszcze trasa koncertowa ze scenografią i kostiumami tyleż ekstrawaganckimi, co niosącymi walor edukacyjny. W Islandii i innych krajach organizowane były także specjalne warsztaty dla uczniów. Koncept albumu kształtował się w trakcie globalnego kryzysu finansowego z lat 2008-09, którego skutki były odczuwalne także na rodzimej wyspie artystki. Na tak wielu różnych poziomach okazywało się, że stare systemy już nie dzia...

[Recenzja] Charli XCX - "Wuthering Heights" (2026)

Obraz
Hajp na "Brat" mnie ominął. Nie słyszę niczego wyjątkowego w tych prostych, tanecznych numerach, bardzo przeciętnie zaśpiewanych przez Charlottę Aitchison. Charli XCX nie ma ani wyrazistej, rozpoznawalnej barwy głosu, ani szczególnych umiejętności - często zresztą probuje to ukrywać przy pomocy technologii. Pomimo tego, do bezpośredniego następcy tamtej płyty, "Wuthering Heigh", oczekiwania miałem naprawdę spore. Wszystko za sprawą wypowiedzi wokalistki o inspiracji The Velvet Underground oraz faktycznie zdradzającym je singlu "House" z udziałem samego Johna Cale'a. Album formalnie jest ścieżką dźwiękową "Wichrowych wzgórz" Emerald Fennel, kolejnej adaptacji powieści Emily Brontë. Można jednak traktować ten zbiór piosenek jako samodzielne dzieło. Tak naprawdę muzyka ta lepiej broni się na płycie niż w filmie - współczesny, taneczny mainstream nijak nie kojarzy się z XIX-wieczną historią, osadzoną na ponurych, angielskich wzgórzach. A przecież...

[Recenzja] Björk - "Volta" (2007)

Obraz
Mieszanki głupoty, arogancji i chciwości obecnej administracji USA nie da się już racjonalnie obronić. W praktyce prowadzi to do rozwalania całego porządku świata. Wszystko wyłącznie po to, by jeszcze bardziej napompować ego i konta bankowe pomarańczowego narcyza, a przy okazji przykryć aferę z aktami Epsteina. Ale całe to zamieszanie z Grenlandią to nie tylko potencjalny konflikt wewnątrz NATO i koniec sojuszu, który daje nam bezpieczeństwo. To także zupełnie instrumentalne traktowanie mieszkańców wyspy. Imperialistyczne zapędy Trumpa celnie nazwała Björk, porównując je do kolonializmu. I słusznie oberwało się też Danii, która do dziś traktuje Grenlandczyków jak obywateli drugiej kategorii, a jeszcze do całkiem niedawna prowadziła wobec nich brutalną, kolonialną politykę. Islandzka artystka w temat zaangażowana jest zresztą od wielu lat, popierając prawo Grenlandii do samostanowienia. Wprost zamanifestowała to w znakomitym kawałku "Declare Independence", pochodzącym z nie ta...

[Recenzja] Nick Prol & the Proletarians - "An Erstwisle Alphabestiary: Book Two" (2025)

Obraz
Wydany w połowie grudnia album jest koronnym argumentem, by nie spieszyć się z publikowaniem corocznych podsumowań. "An Erstwisle Alphabestiary: Book Two" to wprawdzie zbyt niszowe wydawnictwo, by na większości takich list zaistnieć. Ma jednak wszelkie atuty, by znaleźć się wysoko w moim rankingu. Trzecie pełnowymiarowe wydawnictwo arizońskiego tria Nick Prol & the Proletarians to prog-rock bez symfonicznego nadęcia, za to obfitujący w szaleństwo, humor, aranżacyjną finezję i wykonawczą wirtuozerię. W pierwotnym składzie, wówczas kwartecie, był nawet weteran amerykańskiego avant-proga, grający na dęciakach Dave Newhouse, znany z The Muffins czy współpracy z Fredem Frithem pod szyldem Skeleton Crew. Gościnnie z grupą występowali natomiast Bob Drake (Thinking Plague, 5uu's) czy Kavus Torabi (Cardiacs, Gong). To wszystko wiele mówi o muzyce zespołu, którą bardziej precyzyjnie  można określić jako mieszankę stylów Franka Zappy, Gentle Giant, Cardiacs,  zespołów  ze sceny ...

[Recenzja] Anna von Hausswolff - "Iconoclasts" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 27.10-2.11 To była najdłuższa przerwa fonograficzna w karierze Anny von Hausswolff. "Iconoclasts" ukazuje się po pięciu latach od premiery "All Through Fly". Jeśli zaś liczyć od ostatniej płyty ze śpiewem i instrumentarium wykraczającym poza organy piszczałkowe - czyli od "Dead Magic" - to trzeba doliczyć kolejne dwa lata. W międzyczasie o Annie zrobiło się dość głośno, gdy w grudniu 2021 odwołano dwa francuskie koncerty po protestach katolickich fundamentalistów i obawach o bezpieczeństwo uczestników. Wszystko dlatego, że występy miały się odbyć w kościołach - jedynych obiektach dysponujących organami, instrumentem kompletnie nienadającym się do transportu - a von Hausswolff zdarzyło się kiedyś śpiewać o uprawianiu miłości z diabłem ; to autentyczny, ale wyrwany z kontekstu cytat z opowiadającej o uzależnieniu piosenki "Pills". Sytuacja tym bardziej kuriozalna, że podczas występów miał być prezentowany wyłącznie instrumentalny rep...

[Recenzja] Anna von Hausswolff - "Dead Magic" (2018)

Obraz
Z dzisiejszej perspektywy można powiedzieć, że "Ceremony" i "The Miraculous" były jedynie przymiarką przed tym, co Anna von Hausswolff zaproponowała na "Dead Magic". To przełomowy w jej dorobku album - nie tyle pod względem stylistycznym, co jakościowym. Na wcześniejszych wydawnictwach artystka sprawdzała rożne pomysły, były te płyty swego rodzaju poligonem doświadczalnym. Tu poszukiwania zastąpiła świadomość tego, co najlepiej się dotąd sprawdzało i co warto kontynuować, a co wychodziło słabiej i lepiej sobie odpuścić. W skrócie wygląda to tak, że Szwedka skupia się na bardziej rozbudowanych formach, a rezygnuje z piosenek. Stąd też trwający trzy kwadranse album zawiera jedynie pięć kompozycji. Najkrótszy w zestawie "The Marble Eye" przekracza pięć minut i stanowi całkowite przeciwieństwo piosenki. To utrzymany w podniosłym, nieco kosmicznym , a trochę funeralnym nastroju instrumental, zagrany wyłącznie na organach piszczałkowych. Tym razem Anna...

[Recenzja] Anna von Hausswolff - "The Miraculous" (2015)

Obraz
Aby nagrać swój trzeci album, Anna von Hausswolff udała się na północ Szwecji, do niewielkiej miejscowości Piteå. W tym niepozornym miejscu znajdują się bowiem największe i najbardziej fascynujące organy piszczałkowe w kraju. Należący do Studio Acusticum instrument wyposażony jest w dziewięć tysięcy piszczałek, wbudowane perkusjonalia - jak wibrafon, czelesta czy dzwonki - a także narzędzia do nagrywania i zapętlania oraz mechanizm do zanurzania niektórych piszczałek w wodzie, aby wydobywać z nich bardziej złowrogie dźwięki. Instrument stał się podstawą brzmienia "The Miraculous", następnie wzbogaconego o partie syntezatorów, gitar, perkusji oraz, oczywiście, o śpiew Anny. Album pokazuje nieco większą wszechstronność artystki, sięgającej po nowe inspiracje, choć nie odchodzi daleko od gotyckiego  klimatu poprzednika. Kluczowymi momentami "The Miraculous" są trzy dłuższe, trwające po około dziesięć minut nagrania. Rozpoczynający płytę "Discovery" to w pierw...

[Recenzja] Anna von Hausswolff - "Ceremony" (2012)

Obraz
Już za niewiele ponad miesiąc ma ukazać się nowy album Anny von Hausswolff, szwedzkiej klawiszystki i wokalistki, córki kompozytora oraz audiowizualnego twórcy CM von Hausswolffa. Zapowiedziany na 31 października "Iconoclasts" to jej pierwsza płyta od pięciu lat, gdy ukazał się instrumentalny "All Thoughts Fly", a zarazem pierwsza z materiałem piosenkowym od czasu cenionego "Dead Magic" z 2018 roku. To dobry moment, żeby przypomnieć wcześniejsze dokonania Anny, która dotąd pojawiała się tu jedynie w różnych podsumowaniach, a nigdy w pełnoprawnej recenzji. Na początek wybrałem "Ceremony", który wprawdzie był drugim albumem artystki, ale to właśnie on zwrócił uwagę światowych mediów oraz szerszej publiczności, a poza tym to właśnie na nim odnalazła swój styl.  Wydany dwa lata wcześniej "Singing From the Grave" wypełniają mało charakterystyczne piosenki, z akompaniamentem ograniczającym się często do samego pianina. Na "Ceremony"...

[Recenzja] Titanic - "Hagen" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 1.09-7.09 Mabe Fratti, gwatemalska wokalistka, wiolonczelistka i kompozytorka, jest dziś jedną z najciekawszych postaci ambitnego popu. Choć od wydania jej debiutanckiego albumu "Pies sobre la tierra" minęło zaledwie sześć, to ma już całkiem okazały dorobek, obejmujący cztery kolejne autorskie płyty oraz liczne współprace. Wśród tych ostatnich wymienić trzeba żeński kwartet Amor Muere oraz Titanic, gdzie z kolei gra z samymi mężczyznami. "Hagen" to drugi - po "Vidrio" sprzed dwóch lat - longplay tego projektu, w zasadzie duetu z multiinstrumentalistą Hectorem Tostą, ukrywającym się pod pseudonimem I. la Catolica. Tosta od kilku lat jest stałym partnerem Fratti, prywatnie i właśnie muzycznie, nie tylko pod szyldem Titanic, a również na jej solowych albumach.  W przypadku Titanic role się jednak odwracają i to Catolica jest mózgiem tego przedsięwzięcia, będąc kompozytorem lub współautorem całego materiału, a także głównym producentem albumu. F...

[Recenzja] Black Country, New Road - "Forever Howlong" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 31.03-6.04 Black Country, New Road udała się rzecz niezwykła. Rzadko w muzyce spotykana. Pomimo straty charyzmatycznego frontmana, za jakiego niewątpliwie można uznać śpiewającego gitarzystę Isaaca Wooda, grupa przetrwała i nie straciła rozpoznawalności, choć jednocześnie wciąż bardzo fajnie się rozwija. Nowy wokalista - a nawet troje - znaleźli się w samym zespole. Wiele lat temu podobna sztuczka udała się grupie Genesis (nawet stylistyka jest tu nieco podobna), natomiast słabo wypadło to w przypadku The Doors, a przykład Joy Division / New Order jest o tyle nieadekwatny, że tam asekuracyjnie zmieniono szyld, by choć trochę uniknąć porównań. Muzycy BC,NR już raz byli w takiej sytuacji - gdy porzucili nazwę Nervous Conditions po kontrowersjach związanych z ówczesnym frontmanem - i nie chcieli po raz kolejny zaczynać od zera. Nie miałoby to zresztą większego sensu, gdyż "Forever Howlong" to żaden nowy start, a oczywista kontynuacja. Wood, zmagający się z problem...