Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2017

[Recenzja] King Crimson - "Beat" (1982)

Obraz
Podczas nagrywania dziewiątego studyjnego albumu King Crimson, po raz pierwszy w historii zespołu doszło do sytuacji, że w studiu znaleźli się dokładnie ci sami muzycy, co poprzednim razem. Kwartet, złożony z Roberta Frippa, Adriana Belew, Tony'ego Levina oraz Billa Bruforda, niespełna rok wcześniej zarejestrował materiał na znakomity "Discipline". Co więcej, skład ten dwa lata póżniej powrócił jeszcze na płycie "Three of a Perfect Pair". "Beat" stanowi zatem środkową część nieformalnej trylogii, powszechnie nazywanej kolorową ze względu na swoją minimalistyczną szatę graficzną, z jednolitym tłem w barwach, kolejno, czerwonej, niebieskiej i żółtej. Tytuł longplaya nawiązuje do ruchu beatników, których twórczość i życie były inspiracją dla tekstów, napisanych przez Belew lub - w przypadku "Two Hands" - jego ówczesną żonę Margaret. Tematykę tę zasugerował jednak Fripp, gdy zobaczył Adriana czytającego "W drodze" Jacka Kerouaca. J...

[Recenzja] Pharoah Sanders - "Karma" (1969)

Obraz
Po śmierci Johna Coltrane'a i rozwiązaniu jego kwintetu, grający w nim saksofonista Pharoah Sanders skupił się przede wszystkim na rozwinięciu własnej kariery. Wprawdzie już wcześniej wydał dwa albumy pod swoim nazwiskiem - "Pharoah's First" (1965) oraz "Tauhid" (1967) - jednak były to poboczne projekty, zrealizowane w przypadkowych, zebranych ad hoc  składach. Nie mając już żadnych zobowiązań, mógł w końcu skompletować bardziej stabilny zespół, z którym będzie nie tylko nagrywał, ale także koncertować. Nie do końca się to udało, bo każda jego kolejna sesja odbywała się w nieco innym układzie personalnym, ale w miarę stałymi współpracownikami Sandersa zostali klawiszowiec Lonnie Liston Smith oraz wokalista i perkusjonalista Leon Thomas, a nieco później także basista Cecil McBee. Za właściwy początek solowej kariery Pharoaha można uznać jego trzeci longplay, "Karma", nagrany dla Impulse! pod producenckim nadzorem Boba Thiele, podczas dwudniowej s...

[Recenzja] Caravan - "Waterloo Lily" (1972)

Obraz
Entuzjastyczne przyjęcie albumu "In the Land of Grey and Pink" przez krytyków nie przełożyło się na jego komercyjny sukces. Caravan padł ofiarą polityki wydawniczej Decca Records, którą bogaciła się na kilku popularnych wykonawcach ze swojego katalogu, ale nie inwestowała w odpowiednią promocję pozostałych i mocno ograniczała nakłady ich płyt. Rozczarowanie muzyków narastało, a jako pierwszy pękł Dave Sinclair. Kiedy tylko nadarzyła się okazja przejścia do Matching Mole - nowo powstałej grupy, w skład której weszli także Robert Wyatt (ex-Soft Machine), gitarzysta Phil Miller (ex-Delivery) oraz basista Bill MacCormick (ex-Quiet Sun) - bez wahania porzucił Caravan. Jego miejsce zajął Steve Miller, brat Phila i kolejny były muzyk Delivery. Odświeżony skład nagrał tylko jeden album: pozostający w cieniu poprzednich płyt "Waterloo Lily". Nie do końca zasłużenie, choć wydawnictwo ma swoje wady. Nowy klawiszowiec nadał muzyce Caravan nieco bardziej jazz-rockowego chara...

[Recenzja] Gentle Giant - "Playing the Fool: The Official Live" (1977)

Obraz
Gentle Giant późno dorobił się pierwszej koncertówki. "Playing the Fool: The Official Live" ukazał się w styczniu 1977 roku, po siedmiu latach działalności i ośmiu albumach studyjnych. W momencie, gdy pojawiły się pierwsze oznaki twórczego zastoju, ale jeszcze przed drastycznymi zmianami, jakie przyniosły kolejne longplaye. Można więc potraktować "Playing the Fool" jako podsumowanie tego autentycznie kreatywnego okresu. Niestety, niezbyt kompleksowe. Wypełniający pierwotnie dwie płyty winylowe materiał zarejestrowano jesienią poprzedniego roku, podczas koncertów w Düsseldorfie, Monachium, Paryżu i Brukseli, więc repertuar obejmuje głównie nowsze kompozycje. Wydawać by się mogło, że Gentle Giant - zespół tak starannie aranżujący swoje utwory - nie będzie drastycznie ich zmieniał podczas koncertów. Tymczasem do rzadkości należą tu momenty, gdy muzycy ściśle trzymają się studyjnych pierwowzorów. Takimi niechlubnymi wyjątkami są "Just the Same" oraz "F...

[Recenzja] Alice Coltrane - "Journey in Satchidananda" (1971)

Obraz
Poszukując religijnej i duchowej prawdy , Alice Coltrane nawiązała kontakt z hinduskim guru Swami Satchidanandą Saraswati. Za jego namową udała się do Indii, gdzie rozwijała swoje zainteresowanie filozofią wschodu oraz hinduizmem, przyjmując nawet nowe imię, Swamini Turiyasangitananda. Doświadczenia te miały istotny wpływ na charakter jej kolejnego albumu, "Journey in Satchidananda", mocno inspirowanego klasyczną muzyką hindustańską czy też ogólnie: wschodnim mistycyzmem oraz tamtejszą tradycją muzyczną. To przełomowe dzieło w dorobku artystki, której muzyka nabrała tu bardziej idiomatycznego charakteru. Punktem wyjścia pozostaje uduchowiony jazz Johna Coltrane'a, jednak Alice rozwija tu tę stylistykę, wyraźnie ograniczając elementy jazzowe, a bardziej wypuklając wpływy muzyki spoza zachodniego kręgu kulturowego. Efektem tego jest chociażby poszerzone brzmienie, w którym istotną rolę odgrywają instrumenty z odległych krajów, jak tambura czy oud. Sama liderka coraz ch...

[Recenzja] Camel - "The Snow Goose" (1975)

Obraz
W połowie lat 70. większość czołowych grup progowych miała już na koncie album koncepcyjny. Część z nich - żeby wspomnieć tylko o "The Dark Side of the Moon" Pink Floyd czy "The Lamb Lies Down on Broadway" Genesis - przyniosło ich twórcom spory sukces komercyjny. Nic dziwnego, że muzycy Camel postanowili stworzyć swoją własną muzyczną opowieść. Nie zamierzali jednak pisać zupełnie nowej historii. Sukces utworu "The White Rider" z albumu "Mirage" - zainspirowanego twórczością J.R.R. Tolkiena - zachęcił ich do ponownego sięgnięcia do literatury. Po rozważeniu kilku propozycji, wybór padł na nowelę "The Snow Goose" amerykańskiego pisarza Paula Gallico. Muzycy przygotowali materiał, włącznie z tekstami, jednak ostatecznie nie otrzymali zgody na wykorzystanie wybranej historii. Podobno jej autor był zagorzałym przeciwnikiem papierosów, co przełożyło się na jego niechęć do zespołu, który dopiero co współpracował z koncernem tytoniowym i ...

[Recenzja] Depeche Mode - "Spirit" (2017)

Obraz
Z pewnością nie jest to najbardziej wyczekiwany album tego roku, pomimo statusu zespołu i wielkiej promocji ze strony wytwórni. Nie da się ukryć, że Depeche Mode najlepsze lata ma już dawno za sobą. Kryzys zaczął się wraz z początkiem XXI wieku. Do tamtej pory każdy album grupy z Basildon miał swój własny, wyrazisty charakter i wypełniony był autentycznymi przebojami. Jednak po rozstaniu z Alanem Wilderem - nie tylko najlepszym instrumentalistą ze składu, ale też zdolnym aranżerem - grupa zaczęła popadać w marazm. Kolejne płyty bazują już wyłącznie na tych samych, ogranych schematach w kwestii kompozycji, aranżacji, brzmienia i produkcji. Coraz mniej też na nich charakterystycznych utworów, choć do tej pory trafiały się jeszcze jakieś pojedyncze przebłyski w rodzaju singlowych "Precious" czy "Heaven". W przypadku "Spirit" nie zdziwiłoby mnie, gdyby okazało się, że jest to zbiór odrzutów po trzech, czterech poprzednich albumach. Stylistycznie czy brzmien...

[Recenzja] Pharoah Sanders - "Tauhid" (1967)

Obraz
Urodził się jako Ferrell Sanders, ale tuż po rozpoczęciu profesjonalnej kariery przylgnął do niego pseudonim Pharoah. Nadał mu go sam Sun Ra - jeden z prekursorów i najbardziej prominentnych przedstawicieli free jazzu - gdy usłyszał, że babka Sandersa optowała za daniem mu na imię Pharaoh (Faraon). Z nowym imieniem - celowo zapisywanym z błędem - młody saksofonista idealnie pasował do orkiestry Sun Ra, której muzyka wykazywała zainteresowanie starożytnym mistycyzmem. Pharoah nie zagrzał w niej jednak miejsca. Niedługo trwała też jego współpraca z Donem Cherrym i Billym Higginsem, kolejnymi istotnymi postaciami sceny freejazzowej. Sformował więc własny kwintet, z którym w 1964 roku zarejestrował swój pierwszy album. Rozwiązał go jednak wkrótce potem, gdy tylko pojawiła się okazja współpracy z Johnem Coltrane'em. Pharoah Sanders znalazł się wśród licznych gości, jacy wsparli kwartet Trane'a na "Ascension", jednym z największych arcydzieł jazzu free. Wkrótce potem do...

[Recenzja] Peter Hammill - "Chameleon in the Shadow of the Night" (1973)

Obraz
Zmęczeni ciągłymi trasami koncertowymi oraz zniechęceni brakiem wsparcia ze strony managementu i wytworni, muzycy Van der Graaf Generator podjęli, w połowie 1972 roku, decyzję o rozwiązaniu zespołu. Bynajmniej nie oznaczało to jednak zakończenia ich współpracy. Instrumentaliści grupy - Hugh Banton, David Jackson i Guy Evans, wraz z byłym basistą, Nicem Potterem - kontynuowali granie ze sobą w projekcie The Long Hello, a także regularnie występowali na solowych płytach Petera Hammilla. Na "Chameleon in the Shadow of the Night", pierwszym albumie wokalisty po zawieszeniu działalności zespołu - a drugim w ogóle - cały kwintet jest znów w komplecie. Reszta ekipy zresztą też: za produkcję odpowiada John Anthony, a okładkę przygotował Paul Whitehead. Materiał wprawdzie Hammill napisał tym razem zupełnie samodzielnie, ale na płytach zespołu kompozytorski wkład pozostałych muzyków i tak był znikomy. Czy można zatem traktować "Chameleon in the Shadow of the Night" jako kolej...

[Recenzja] King Crimson - "Discipline" (1981)

Obraz
Nieczęsto się zdarza, by uznany zespół, wracając po kilku latach przerwy, zdefiniował się całkowicie na nowo. Nie powinno jednak dziwić, że stało się tak w przypadku King Crimson. Od początku działalności Robert Fripp - jedyny niezmienny muzyk zespołu - stawiał na nieustanny rozwój, błyskawicznie odpowiadając na zmieniające się trendy w tej ambitniejszej części rocka. Z pewnością jednak niewielu miłośników grupy spodziewało się aż takiej wolty stylistycznej, jaką przyniósł "Discipline". Zamiast podniosłego, bogato zaaranżowanego proga wypełnia go muzyka bliska estetyki post-punku, o bardziej podstawowym brzmieniu, na które składają się wyłącznie gitary, bębny oraz pozwalająca poszerzyć ich możliwości technologia. Mniej zdziwieni byli pewnie jednak ci, którzy uważnie śledzili poczynania Frippa po rozwiązaniu King Crimson. W drugiej połowie lat 70. gitarzysta kontynuował współpracę z Brianem Eno, zaliczył gościnne występy na płytach Petera Gabriela, Davida Bowie i Talking Head...

[Recenzja] Alice Coltrane - "Ptah, the El Daoud" (1970)

Obraz
To jedna z tych okładek, które przypadkowego słuchacza mogą wprowadzić w błąd co do stylistyki zawartego materiału. Psychodelia, ciężki rock, a może ścieżka dźwiękowa jakieś przygodówki czy horroru klasy B? Nic z tych rzeczy. Bardziej zorientowani z pewnością skojarzą nazwisko Coltrane z wybitnym jazzowym saksofonistą Johnem Coltrane'em. Alice to jego druga żona oraz pianistka towarzysząca mu w ostatnich latach kariery. Pochodziła z muzykalnej rodziny McLeoldów - jej matka była chórzystką, starszy brat przyrodni został jazzowym basistą, a młodsza siostra kompozytorką w Motown. W późnych latach 50. Alice wyjechała do Paryża, aby odebrać formalne wykształcenie muzyczne. Jednocześnie uczyła się jazzu pod okiem Buda Powella. Po powrocie do Stanów wzięła udział w nagraniu dwóch płyt Terry'ego Gibbsa, zanim zajęła miejsce McCoya Tynera w zespole Trane'a. Po śmierci Johna w 1967 roku Alice rozpoczęła własną karierę, rozwijając muzyczne idee swojego męża, łącząc nowoczesny jazz ze...

[Recenzja] Caravan - "In the Land of Grey and Pink" (1971)

Obraz
"In the Land of Grey and Pink" to prawdopodobnie najsłynniejszy album Caravan. Co bynajmniej nie znaczy, że to właśnie tutaj muzycy osiągnęli szczyt swoich możliwości. Nie jest to nawet najbardziej dopracowana z płyt grupy, choć muzycy mogli w końcu popracować w nieco bardziej komfortowych warunkach. Pomimo komercyjnej klapy poprzedniego wydawnictwa, zespół nie tylko dostał kolejną szansę, ale też trochę więcej swobody od wydawcy i nie musiał się spieszyć z rejestracją materiału. Nagrania trwały od września 1970 do stycznia 1971 roku, w londyńskich Decca Studios i AIR Studios. Po raz pierwszy muzykom Caravan towarzyszył producent David Hitchcock, który od tej pory stał się stałym współpracownikiem grupy. Utrzymana, zgodnie z tytułem, w odcieniach szarości i różu okładkowa ilustracja Anne Marie Anderson - inspirowana powieściami J.R.R. Tolkiena - niewątpliwie ma w sobie coś uroczego, a jej baśniowy klimat oraz pastelowe barwy doskonale oddają charakter zawartej tu muzyki. Ta...

[Recenzja] Gentle Giant - "Interview" (1976)

Obraz
Można ten album postrzegać na dwa sposoby. Nietrudno odebrać go jako przejaw kryzysu twórczego Gentle Giant, gdyż niewiele tu nowych rozwiązań, a w przypadku poszczególnych utworów nierzadko można wskazać ich odpowiedniki z wcześniejszych płyt. Jednak można też uznać "Interview" (lub "ĭn′terview", jak zapisano tytuł na okładce) po prostu za kolejne udane wydawnictwo utrzymane w tym unikalnym przecież dla grupy stylu. Muzycy w przeszłości już wnieśli nowe idee do muzyki rockowej, tu natomiast starają się je - przynajmniej w części utworów - udoskonalić. I choć efekt nie zawsze mnie przekonuje, to na pewno jest to ciekawsze granie od późniejszych prób robienia czegoś nowego, które wiązały się niestety z porzuceniem artystycznych ambicji. Te ostatnie na "Interview" wciąż są jeszcze obecne. Po "Three Friends", "In a Glass House" i "The Power and the Glory" jest to kolejny album koncepcyjny w dyskografii Gentle Giant. I można by...

[Recenzja] Dewan Motihar Trio, Irene Schweizer Trio, Manfred Schoof, Barney Wilen ‎- "Jazz Meets India" (1967)

Obraz
Zanim jeszcze grupa The Beatles zaczęła wykorzystywać w swoich nagraniach sitar, rozpoczynając wśród rockowych grup modę na wpływy hindustańskie, inspiracje medytacyjną muzyką Wschodu zaczęli wykazywać jazzmani. Jednym z najbardziej imponujących przykładów są kompozycje Johna Coltrane'a, ze standardem "India" na czele, w których wybitny saksofonista wykorzystywał indyjskie skale oraz formę ragi. Wykonywał je jednak na typowo jazzowym instrumentarium. Bardziej mainstreamowe podejście do fuzji jazzu z klasyczną muzyką hindustańską prezentowali Joe Harriott i John Mayer. Ich wspólny album "Indo-Jazz Suite" z 1966 roku warto jednak odnotować ze względu na udział w nagraniach muzyków z Indii, grających na tradycyjnych instrumentach ze swojego regionu: sitarze, tamburze i tabli. Otworzyło to drogę do kolejnych tego typu przedsięwzięć, nierzadko o bardziej awangardowym charakterze, czego przykładem "Jazz Meets India". Pomysłodawcą tego projektu był Joachim...