Posty

Wyświetlam posty z etykietą 2026

[Recenzja] The Rolling Stones - "Foreign Tongues" (2026)

Obraz
Pomimo blisko sześćdziesięciu pięciu lat działalności i wydania właśnie dwudziestego piątego albumu, The Rolling Stones trzymają się zdecydowanie najlepiej spośród wszystkich rockowych dinozaurów. Opublikowany trzy lata temu album "Hackney Diamonds" bazuje wprawdzie na ogranych kliszach, a poziom utworów bywa różny, jednak energii mogłoby pozazdrościć wielu wykonawców o nawet krótszym stażu. Najnowszy "Foreign Tongues" podtrzymuje to wrażenie, zresztą część materiału powstała jeszcze podczas prac nad poprzednikiem. W porównaniu z nowymi wydawnictwami takich dinozaurów, jak Deep Purple, Yes czy - występujący tu gościnnie - Paul McCartney, krążek Stonesów brzmi bardzo naturalnie i niewymuszenie, nie zdradzając żadnych symptomów zdziadzienia. The Rolling Stones to dziś trio Micka Jaggera, Keitha Richardsa i Ronniego Wooda. W jednym utworze wykorzystano partie zmarłego w 2021 roku Charliego Wattsa. Wśród gości, poza wspomnianym McCartneyem, znalazł się jeszcze jeden wet...

[Recenzja] Deep Purple - "Splat!" (2026)

Obraz
Który to rok, że w krótkim czasie ukazują się nowe albumy Paula McCartneya, Yes, Deep Purple i The Rolling Stones? Do tej pory taka sytuacja miała miejsce raz, w roku 1973, pięćdziesiąt trzy lata temu. Dziś to już całkiem inni twórcy, żerujący na nostalgii swoich fanów. Muzycy Deep Purple nawet się z tym specjalnie nie kryją, a Ian Gillan bezczelnie zapowiadał materiał kompatybilny z takimi kawałkami jak "Highway Star", "Smoke on the Water" czy "Lazy" - dynamika, balans i radość muzyki, którą tworzyliśmy od 1969 do 1973 roku . Stylistycznie zespół faktycznie usilnie próbuje zabrzmieć na "Splat!" jak hardrockowa kapela z lat 70. czy 80., ale dynamika jest tu akurat kompletnie wypłaszczona. A to dopiero początek problemów z tym albumem.  Wyglądająca na wygenerowaną przez AI grafika oraz kolejny niemądrze brzmiący tytuł wpisują się w długą tradycję złych okładek zespołu i ośmieszających go nazw płyt. Zresztą tym razem jeszcze bardziej krindżowe są ...

[Recenzja] Yes - "Aurora" (2026)

Obraz
Centralnym punktem nowego albumu neo-Yes jest czternastominutowy "Countermovement" - utwór w dość naiwnych słowach przestrzegający przed faktycznymi problemami spowodowanymi pojawieniem się sztucznej inteligencji. Zresztą w kawałku kończącym podstawową część materiału - choć każde wydanie oraz streaming zawierają jeszcze dwa bonusy - muzycy oddają hołd emocjonalnej inteligencji. Odważnie jak na zespół od lat wydający płyty, które równie dobrze mogłyby zostać wygenerowane. I to przez model uczenia maszynowego wytrenowany wyłącznie na tych nowszych dokonaniach Yes. Od dawna instrumentaliści - w tym najdłuższy stażem Steve Howe, choć nawet on nie był w zespole od samego początku - wciąż tylko powielają te same klisze, a jedynym zadaniem Jona Davisona jako wokalisty jest jak najwierniejsze imitowanie Jona Andersona. W swojej krytyce wspomnianej technologii muzycy są zresztą hipokrytami, bo ewidentnie skorzystali z niej w teledysku do tytułowego kawałka "Aurora". Nie są...

[Recenzja] Horse Lords - "Demand to Be Taken to Heaven Alive!" (2026)

Obraz
Po niedawnym sukcesie kanadyjskiego duetu Angine de Poitrine, którego sesja dla KEXP stała się internetowym viralem, rownież ten album powinien zdobyć szersze uznanie publiczności. Tak się jednak, oczywiście, nie stanie. Pochodzący z Baltimore kwartet Horse Lords nie ma żadnej głupawej otoczki w postaci campowych przebrań, kosmicznej mitologii czy ukrywanej tożsamości instrumentalistów. Zostaje więc sama muzyka: mocno pokręcona, oparta na skalach mikrotonowych, złożonych polirytmiach i wielowymiarowych, zapętlających się fakturach. Najprościej byłoby nazwać ją math rockiem, ale słychać też wpływy krautrocka, minimalizmu, totalizmu, jazzu oraz afrykańskiej tradycji. Na "Demand to Be Taken to Heaven Alive!" zespół nie idzie na żadne kompromisy, proponując wciąż tak samo skomplikowaną muzykę. Nie znaczy to jednak, że Horse Lords nie rozwijają swojego stylu. Tutaj robi to przede wszystkim przy pomocy gościnnych występów wokalistek oraz rozbudowanej sekcji dętej: klarnet basowy Ma...

[Recenzja] Laurence Pike - "Possible Utopias for Jazz Quintet" (2026)

Obraz
Tytuł tego albumu jest podwójnie mylący. Bo żadnego kwintetu tu nie ma. Grający na bębnach i różnych instrumentach klawiszowych Laurence Pike zarejestrował trzy utwory w duecie z saksofonistą Benem Lernerem, po jednym z klawiszowcami Novakiem Manojloviciem i Nico Callahanem, a pozostałe dwa samodzielnie. Nie do końca też jest to jazz. Ściślej rzecz biorąc, nie jest to czysty jazz, a synteza różnych gatunków, w której nie mniej istotną rolę pełnią wpływy ambientu, elektroniki oraz post-rocka. To raczej rodzaj eksperymentu myślowego, przełożonego następnie na muzykę, jak potencjalny kwintet jazzowy mógłby dziś poszukiwać wyzwolenia od oczekiwanych przez wszystkich schematów. Także tych stosowanych od siedmiu dekad w jazzie free - rozwiązania, które wówczas dawały wolność, od dawna są już dla muzyków raczej ograniczeniami. Początkiem tego projektu były rozważania Pike'a, jak brzmiałaby muzyka, gdyby uwolnić ją od oczekiwań późnego kapitalizmu? W jaki sposób jazzman z wyidealizowanej k...

[Recenzja] Boards of Canada - "Inferno" (2026)

Obraz
"Inferno" to niewątpliwie najważniejsza premiera poprzedniego miesiąca. Wyjątkowo zresztą nudnego i pełnego muzycznych rozczarowań. W przypadku pierwszego od trzynastu lat albumu Boards of Canada oczekiwania musiały być spore. Mowa przecież o jednym z kluczowych twórców elektroniki przełomu wieków, którego wydane wówczas albumy "Music Has the Right to Children" i "Geogaddi" to niekwestionowana klasyka nurtów IDM oraz downtempo. Kolejne płyty nie były już może tak istotne, jednak rozwijały stylistykę zespołu. Długa przerwa wydawnicza poprzedzająca "Inferno" mogła jednak sugerować twórczy kryzys Mike'a Sandisona i Marcusa Eoina, co potęgowało moje obawy, że także oni dołączą do listy moich faworytów, którzy w maju nie dowieźli z nową muzyką. Tymczasem po kilku odsłuchach "Inferno" mam dość pozytywne odczucia, choć z zastrzeżeniami. Największą wadą jest to, jak bardzo wykalkulowany jest to album. Duet Boards of Canada po raz pierwszy w...

[Recenzja] Ahmed - "Play Monk" (2026)

Obraz
Brytyjski kwartet Ahmed - tworzony przez saksofonistę Seymoura Wrighta, pianistę Pata Thomasa, basistę Joela Gripa oraz bębniarza Antonina Gerbala - powstał jako grupa reinterpretująca kompozycje prekursora fuzji jazzu z tradycją arabską, Ahmeda Abdul-Malika. Jednak po wydaniu w niespełna dekadę sześciu albumów, w tym trzech koncertowych, muzycy postanowili tym razem oddać hołd innemu, słynniejszemu jazzmanowi. Ich najnowszy album w całości wypełniają kompozycje  Theloniousa Monka. Nie oznacza to jednak radykalnej zmiany koncepcji, bo Abdul-Malik na początku kariery grał u boku tego wybitnego pianisty i kompozytora jako basista. Nawiasem mówiąc, wspierał też Johna Coltrane'a podczas przełomowych występów w Village Vanguard. Nie zmienił się też sposób, w jaki kwartet wykonuje cudze kompozycje. Z łatwością może komuś przyjść deprecjonowanie muzyków za to, że nie mają własnego repertuaru. Jednak w przypadku jazzu kompozycja ma często drugorzędne znaczenie, a liczy się przede wszystkim...

[Recenzja] Beatrice Arrigoni, Maddalena Ghezzi & Francesca Naibo - "Monologo addosso" (2026)

Obraz
"Monologo addonsso" to projekt na styku muzyki eksperymentalnej i poezji. Do nagrań doszło z inicjatywy trzech włoskich artystek, którym udało się już zdobyć uznanie krytyki. Beatrice Arrigoni, absolwentka śpiewu jazzowego, ale też filologii współczesnej, działa na pograniczu jazzu oraz eksperymentu, przykładając dużą wagę do pracy z tekstem. Maddalena Ghezzi, także wokalistka, zwróciła na siebie uwagę cyklem EP-ek "Minerals", nagrywanych w duetach z różnymi instrumentalistami. Na jednej z nich miała już okazję współpracować z Franceską Naibo, gitarzystką reprezentującą free improvisation, obecnie w trakcie doktoratu na temat języków improwizacji w muzyce współczesnej. Tu jednak pełni przede wszystkim rolę wokalistki - bo cały album opiera się głównie na głosach - choć czasem gra też na gitarach, a ponadto wraz z producentem Luką Marteganim odpowiada za elektronikę. Jako autorzy muzyki podpisani są wspólnie Arrigoni, Ghezzi, Naibo i Martegani, natomiast za teksty po...

[Recenzja] Cream - "Wheels of Fire: Live at the Fillmore Auditorium & Winterland Ballroom" (2026)

Obraz
Pozostając jeszcze na chwilę w temacie tegorocznego Record Store Day, warto przyjrzeć się także temu trzypłytowemu wydawnictwu grupy Cream.  "Wheels of Fire: Live at the Fillmore Auditorium & Winterland Ballroom" to właściwie dość leniwie skompilowany zbiór, łączący trzy różne albumy w jeden, z niewielką korektą tracklisty. Jednocześnie jest to jednak album, który może nie tyle wypełnia pewną istotną lukę fonograficzną, co przenosi na dwie godziny do alternatywnej rzeczywistości, w której tej luki nie ma. Tak właśnie mogłaby się prezentować jedna z najlepszych i najważniejszych koncertówek w historii muzyki rockowej. Niemal dokładnie sześć  dekad temu zafascynowany bluesem gitarzysta Eric Clapton oraz skłaniający się ku jazzowi basista Jack Bruce i perkusista Ginger Baker stworzyli pierwsze, archetypowe rockowe supertrio. W studiu ambicje muzyków były mocno hamowane przez przedstawicieli wytwrni, ale na żywo mogli już grać bez skrępowania, pokazując improwizacyjną swobodę...

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

Obraz
Najbardziej ekscytującą pozycją tegorocznego Record Store Day jest zaledwie 25-minutowa zapowiedź większego wydawnictwa, jakie ma pojawić się dopiero we wrześniu. W ramach obchodów setnej rocznicy urodzin Johna Coltrane'a premiery doczekają się wówczas legendarne nagrania pochodzące z prywatnego archiwum Franka Tiberiego, dokonane podczas występów saksofonisty we wczesnych latach 60. - na  "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" nie podano dokładnych dat ani miejsc rejestracji materiału. Tiberi to także saksofonista. 97-letni dziś muzyk zaczynał karierę jeszcze w latach 40., występując w roli sidemana Dizzy'ego Gillespie, Benny'ego Goodmana czy Urbiego Greena. Z Trane'em współpracować nigdy nie miał okazji, a wręcz znał go ponoć wyłącznie z płyt i jako uczestnik koncertów. Był, jak wówczas chyba każdy muzyk grający na tym instrumencie, pod wielkim wrażeniem wyobraźni Johna, odkąd tylko usłyszał jego dokonania z kwintetem Milesa Davisa. Wkrótce z...

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

Obraz
Od półtorej dekady archiwa Pink Floyd otwierają się coraz szerzej. To dobrze, bo wcześniej nie ukazywało się niemal nic, poza kolejnymi składakami i reedycjami. Nie zawsze jednak do dystrybucji trafia to, co najbardziej powinno. Wciąż wielkim nieobecnym dyskografii zespołu jest kompletne wydanie świetnego i dobrze brzmiącego zapisu występu z listopada 1974 roku na londyńskim Wembley Empire Pool. Zamiast tego szerszej dostępności właśnie doczekała się późniejsza o pięć miesięcy rejestracja koncertu z Los Angeles - bardzo podobna pod względem repertuaru, natomiast słabsza brzmieniowo, i to pomimo odrestaurowania taśm przez Stevena Wilsona. Zamiast podejmowania tych wysiłków nad poprawą brzmienia, z góry skazanych na porażkę, wystarczyłoby po prostu zebrać nagrania z Wembley - już opublikowane oficjalnie, ale rozproszone po kilku wydawnictwach. Trzy lata temu samodzielnego wydania doczekała się jedynie środkowa część tamtego występu. I jest to dziś jedyny łatwo dostępny fragment - w różny...

[Recenzja] My New Band Believe - "My New Band Believe" (2026)

Obraz
My New Band Believe to nowy projekt Camerona Pictona, basisty i okazjonalnie wokalisty black midi. Po dwóch latach od rozwiązania tamtej grupy, muzyk debiutuje pod nowym szyldem. Poprzeczka była ustawiona wysoko: nie tylko ze względu na rewelacyjne albumy tria, "Cavalcade" i "Hellfire", ale też konkurencyjny "The New Sound" kolegi z macierzystego zespołu, śpiewającego gitarzysty Geordiego Greepa. Ten ostatni materiał mocno sugerował, że to właśnie Greep był główną siłą kreatywną black midi. Czy w takim razie również Picton ma coś wartościowego do zaproponowania? Szczerze mówiąc, bez większego entuzjazmu śledziłem ten projekt od ponad roku. Od momentu, gdy ukazał się debiutancki singiel My New Band Believe, "Lecture 25". Nagrany przez Pictona w roli śpiewającego gitarzysty - z pomocą basisty Johna Finerty'ego (Shame), perkusisty Davida Ike-Elechiego (Knats) oraz klawiszowca Setha Evansa (HMLTD, współpraca z black midi) - kawałek brzmi jak odrz...

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)

Obraz
O modnej dziś muzyce w zasadzie w ogóle nie piszę. Angine de Poitrine to jednak rzadki przypadek, gdy do świadomości szerszego grona odbiorców przedostał się przedstawiciel niszowej stylistyki - grupa grająca mikrotonowego math rocka. Kanadyjski duet stał się viralem w social mediach, gdy użytkownicy zaczęli masowo udostępniać fragmenty jego niedawnej sesji dla KEXP. Na społecznościówkach się jednak nie skończyło - muzycy szybko zyskali uznanie krytyków i zainteresowanie promotorów koncertowych. A wszystko to tuż przed premierą ich drugiego albumu, która miała miejsce w ostatni piątek. Za hajp na Angine de Poitrine (z francuskiego: dławica piersiowa) niewątpliwie odpowiadają głównie kwestie pozamuzyczne. Na czele z absurdalnymi, campowymi przebraniami, z ogromnymi maskami z papieru máché, skrywającymi tożsamość muzyków. A dochodzą do tego jeszcze opowieści o przybyciu z innej planety czy posługiwanie się wymyślonym językiem. Czyli trochę taka mieszanka Daft Punk z francuską grupą Magma...