Posty

Wyświetlam posty z etykietą soul/funk

[Recenzja] Manu Dibango - "Soul Makossa" (1972)

Obraz
Cykl wakacyjny #7 Tytułowy "Soul Makossa" to prawdopodobnie najczęściej samplowany, interpretowany lub parodiowany kawałek nagrany przez jakiegokolwiek twórcę z Afryki. Sięgali po niego m.in. Michael Jackson, Beyoncé, Jay-Z, Kanye West, Jennifer Lopez, Will Smith, Eminem  czy grupy A Tribe Called Quest i Public Enemy, a to dopiero początek długiej listy. Na tantiemach i procesach o nieautoryzowane wykorzystanie utworu Manu Dibango sporo zresztą zarobił, choć już oryginalna wersja była sporym przebojem m.in. w Stanach, Kanadzie, Australii, a także we Francji. "Soul Makossa" jest doskonałym przykładem stylu makossa - mieszanki jazzowych dęciaków, funkowego groove'u oraz elementów muzyki zachodnioafrykańskiej, słyszalnych zwłaszcza w partiach perkusyjnych i wokalnych. Kawałek pierwotnie ukazał się jako strona B singla "Hymne De La 8e Coupe D'Afrique Des Nations", skomponowanego z okazji piłkarskiego Pucharu Narodów Afryki, jednak to właśnie to dodatko...

[Recenzja] Jorge Ben - "África Brasil" (1976)

Obraz
Cykl wakacyjny #6 Wydany w czasie dyktatury wojskowej, rządzącej Brazylią w latach 1964-85, album "África Brasil" wpisał się w ówczesną rewolucję kulturową znaną pod hasłem Black Rio. Był to ruch w zasadzie nie tyle polityczny, co społeczno-tożsamościowy. Czarnoskóra społeczność zaczęła odkrywać swoje afrobrazylijskie dziedzictwo i celebrować je poprzez taniec oraz muzykę. Choć brzmi to niegroźnie, junta dostrzegła w tym zagrożenie - z obawy przed pojawieniem się przywódcy w stylu Malcolma X czy wytworzenia struktur podobnych do Czarnych Panter, wzmożyła prześladowania Afrobrazylijczyków. Recenzowany album przeszedł jednak przez sito cenzury, która nie dopatrzyła się tu żadnych politycznych komentarzy ani rewolucyjnych wezwań. Jorge Ben unikał takich tematów, pisząc o miłości czy piłce nożnej, choć oddaje tu także hołd afrykańskiemu dziedzictwu. To ostatnie robi również poprzez samą muzykę. W momencie nagrania "África Brasil" Jorge Ben miał wieloletnie doświadczenie...

[Recenzja] James Brown - "Sex Machine" (1970)

Obraz
Cykl wakacyjny #5 Zasługi dla rozwoju muzyki nie zawsze - właściwie to niezbyt często - idą w parze z prawdziwym sukcesem komercyjnym. Z Jamesem Brownem sprawa ma się jednak całkiem inaczej. Artysta jest jedną z największych ikon popu, autorem wielu singlowych i płytowych hitów, a zarazem prekursorem kilku nowych stylów Jako jeden z pierwszych łączył ekstatyczny śpiew gospel z energią rhythm and bluesa, w wyniku czego powstała muzyka soul; on sam zaś zyskał przydomek ojca chrzestnego soulu . Następnie już samodzielnie postanowił położyć większy nacisk na groove i bardziej tameczną rytmikę, tworząc stylistykę funku. W twórczości Browna można też doszukać się korzeni hip-hopu; jest zresztą ponoć najczęściej samplowanym twórcą. Zasłynął także jako charyzmatyczny wokalista i frontman - jego ekspresyjne występy były prawdziwym show, tak chętnie kopiowanym póżniej przez rockmanów. Był też w końcu najciężej pracującym człowiekiem w branży , w latach 60. wydając po 4-5 albumów z premierowym ma...

[Recenzja] Parliament - "Mothership Connection" (1975)

Obraz
Cykl wakacyjny #3 Pomysł, że czarnoskóry człowiek poleci w kosmos, w połowie lat 70. brzmiał - zwłaszcza dla afroamerykańskiej społeczności, wciąż walczącej o swoje prawa na Ziemi - raczej jak coś z gatunku science fiction. Podobne przemyślenia były dla George'a Clintona, lidera kolektywu Parliament-Funkadelic, punktem wyjścia do stworzenia jednego z najsłynniejszych dzieł afrofuturyzmu, albumu "Mothership Connection". Wysyłaliśmy [w tekstach] naszych   tam, gdzie nikt by się ich nie spodziewał, jak do Białego Domu  - tłumaczył Clinton.  To sobie pomyślałem: a może jeszcze dalej? Gdzie nikt nie pomyśli, że czarny się znajdzie - w kosmos. Ja zawsze lubiłem Star Trek, więc zrobiliśmy numer, że alfons siedzi w statku kosmicznym w kształcie Cadillaca, no i wrzuciliśmy te wszystkie groove'y jak u Jamesa Browna, ale z ulicznym gadaniem, takim naszym slangiem z getta .  Na potrzeby "Mothership Connection" - pierwszego funkowego albumu koncepcyjnego - powstała cała ...

[Recenzja] Tony Allen with the Africa 70 - "Jealousy / Progress" (2000)

Obraz
Cykl wakacyjny #2 Choć większość profitów z działalności nigeryjskiej grupy Africa 70 przypadała Feli Kutiemu, twórcą jej charakterystycznego stylu był tak naprawdę Tony Allen. To ten znakomity, do dziś inspirujący perkusista, łącząc w swojej grze jazzowe wyrafinowanie Maxa Roacha czy Arta Blakeya, funkowy puls sekcji rytmicznej Jamesa Browna oraz różne opierające się na polirytmii, zachodnioafrykańskie style, stworzył fundamenty afrobeatu. W zespole Kutiego pełnił rolę dyrektora artystycznego, a jego pozycja była na tyle silna, że sam mógł wymyślać swoje partie do kompozycji frontmana. Ten zresztą nierzadko pisał pod konkretny rytm zasugerowany przez Allena. Stopniowo jednak narastał miedzy muzykami konflikt o adekwatne wynagrodzenie. Kryzys udało się czasowo zażegnać, gdy Fela umożliwił Tony'emu nagranie własnych kompozycji oraz wydanie ich pod swoim nazwiskiem. Na przestrzeni kilku lat ukazały się trzy albumy: "Jealousy" (1975), "Progress" (1977) oraz "N...

[Recenzja] King Gizzard & the Lizard Wizard - "Phantom Island" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 9.06-15.06 To, co zrobiono na tym wydawnictwie, niemal nie miało prawa się udać. "Phantom Island" składa się z utworów pisanych równolegle z materiałem, jaki w zeszłym roku trafił na album "Flight b741". Płytę, która bardzo mnie rozczarowała, zwłaszcza po serii wyjątkowo udanych wydawnictw King Gizzard and the Lizard Wizard z lat 2022-23. Nie był to jednak jedyny, ani nawet największy powód moich obaw. Australijczycy postanowili tu bowiem odświeżyć jeden z najgłupszych pomysłów, jakie kiedykolwiek przyszły do głowy muzykom rockowym, i do nagrań zaprosili orkiestrę. Efekty takich fuzji najczęściej nie były zbyt udane, począwszy od pierwszych, naiwnych prób The Moody Blues, Deep Purple czy Pink Floyd, przez chaotyczną współpracę Metalliki z symfonikami, po zrealizowany kompletnie bez pomysłu album francuskiej Magmy z ostatnich lat, gdzie udział orkiestry nieudolnie przykrywał braki samej kompozycji i wykonania. Czy i tutaj chodzi właśnie o ukrycie niedo...

[Recenzja] Sly & The Family Stone - "Stand!" (1969)

Obraz
Nie planowałem wracać do recenzowania starszych wydawnictw przed końcem tego miesiąca, jednak ze względu na okoliczności, muszę zrobić ten wyjątek. Powody są dwa. Pierwszy to niedawna śmierć Sylvestra Stewarta, lepiej znanego jako Sly Stone, lidera Sly and the Family Stone. Drugi jest już znacznie weselszy, a mianowicie chęć przypomnienia o moim funkowym przeglądzie, który znalazł się w nowym numerze magazynu "Lizard" - można już zamawiać w przedsprzedaży . Listę - skompilowaną raczej pod słuchacza rocka lub jazzu - rozpoczyna właśnie "Stand!". I nie ma w tym przypadku. To właśnie Sly z zespołem, łącząc funkowe rytmy oraz soulową żarliwość z jednej strony, a z drugiej brzmienie i klimat rocka psychodelicznego, stworzył podwaliny funk rocka, a pewnie także jazz funku. To jego muzyka była bezpośrednią inspiracją dla chociażby Funkadelic, Jimiego Hendrixa w okresie Band of Gypsys, Milesa Davisa na "Jacku Johnsonie" i "On the Corner", albo Herbiego H...

[Recenzja] Little Simz - "Lotus" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 2.06-8.06 Z miesięcznym opóźnieniem, w stosunku do pierwotnej zapowiedzi, ale w końcu jest: pierwszy pełnowymiarowy album Little Simz od dwóch i pół roku. To zarazem jej pierwsze od dłuższego czasu długogrające wydawnictwo bez wieloletniego współpracownika Deana "Inflo" Covera, którego brytyjska raperka niedawno pozwała za niezwrócone pożyczki na łączną kwotę blisko dwóch milionów funtów. Tymczasem znakomita seria albumów - od "Grey Area", przez "Sometimes I Might Be Introvert", po "NO THANK YOU" - swoją jakość zawdzięcza w znacznej mierze kunsztownej, pełnej rozmachu produkcji Inflo. Precyzując, zawdzięcza ją mniej więcej w równym stopniu fantastycznym interpretacjom wokalnym Simbiatu Ajikawo, co producenckiej wyobraźni Covera. Brak tego ostatniego mógł więc budzić pewne obawy w stosunku do "Lotus". Czy Little Simz, wsparta przez Milesa Jamesa - który pomagał już przy produkcji "Sometimes…" - zdołała dowieźć al...

[Recenzja] Stevie Wonder - "Songs in the Key of Life" (1976)

Obraz
Będąc u szczytu swoich twórczych moźliwości i tuź po wydaniu czterech albumów, które odniosły ogromny sukces artystyczny i komercyjny, Stevie Wonder wpadł na szalony pomysł. Postanowił rzucić to wszystko i wyjechać do Ghany, gdzie miał zająć się działalnością charytatywną. Trwały już przygotowania do wielkiego koncertu pożegnalnego, kiedy muzyk nagle zmienił zdanie i podpisał nowy, bardzo lukratywny kontrakt. Z budżetem 13 milionów dolarów rozpoczął roczną pracę nad albumem  "Songs in the Key of Life", angażując kilkudziesięciu muzyków sesyjnych. Wśród gości znaleźli się m.in. Dorothy Ashby, George Benson, a nawet Herbie Hancock. Materiał przybrał potężną formę dwóch płyt winylowych, do których początkowo dodawano jeszcze 7-calową EPkę z czterema bonusami (dodanymi także w wersjach kompaktowych i streamingu). W sumie to dwadzieścia utworów i ponad półtora godziny muzyki. Częstym problemem tak długich albumów jest ich nierówny poziom, czego dałoby się uniknąć, gdyby skrócić je...

[Recenzja] Stevie Wonder - "Fulfillingness' First Finale" (1974)

Obraz
Czwarty z serii pięciu klasycznych, wydanych pod rząd albumów Steviego Wondera jest tym najbardziej osobistym. Z pewnością nie powstała by taka płyta - a mogła przecież nie powstać w ogóle - gdyby nie poważny wypadek, jakiemu uległ artysta. W sierpniu 1973 roku, tuż po premierze "Innervisions", samochód, którym muzyk wracał z koncertu, uderzył w gwałtownie hamującą ciężarówkę z drewnem. Jedna z kłód przebiła szybę, uderzając Wondera, który w wyniku obrażeń zapadł w 10-dniową śpiączkę. Powrót do pełnej sprawności i do muzyki zajął mu, oczywiście, nieco dłużej. Przez pewien czas w ogóle obawiał się dotknąć przyniesionego do szpitala klawinetu, z obawy, że po wypadku nie będzie już w stanie grać jak wcześniej. A jednak w ciągu niespełna roku udało mu się napisać i zarejestrować materiał na  "Fulfillingness' First Finale". Tym razem Stevie Wonder w swoich tekstach zdecydowanie mniej miejsca poświęca sprawom społecznym, a więcej tym osobistym oraz refleksjom na temat...

[Recenzja] Felá Anikũlapo Kuti - "Black President" (1981)

Obraz
Latem chętniej sięgam po muzykę bardziej pogodną i oddającą tropikalne temperatury. Świetnie w tej roli sprawdza się Fela Kuti i jego mieszanka afrykańskiej tradycji muzycznej z zachodnimi stylami, jak funk, dub czy jazz. Teoretycznie wszystkie płyty nigeryjskiego artysty są niemal identyczne, a jednak jedne trafiają do mnie bardziej, a inne mniej. Do moich faworytów, obok recenzowanych już "Expensive Shit" i "Live!" z Gingerem Bakerem, zaliczyłbym także "Black President". Przy czym ten ostatni to tak naprawdę kompilacja dwóch różnych tytułów, nagranych w niemal kompletnie odmiennych składach: "Sorrow Tears and Blood" z roku 1977 oraz trzy lata późniejszego "I.T.T. (International Thief Thief)". Osobno są to bardzo krótkie wydawnictwa, zawierające po dwie ścieżki o łącznej długości niespełna dwudziestu pięciu minut. Zebrane razem zyskują albumowy czas trwania. "Sorrow Tears and Blood" jest z tych dwóch płyt niewątpliwie bardzie...

[Recenzja] Stevie Wonder - "Innervisions" (1973)

Obraz
Jeden z tych albumów, których brak w jakimkolwiek zestawieniu płyt wszech czasów byłby ogromnym niedopatrzeniem. To właśnie na "Innervisions" Stevie Wonder ostatecznie, ponad wszelką wątpliwość potwierdził, że jest prawdziwym, dojrzałym artystą, a nie jedynie produktem masowo nagrywającym kolejne schematyczne płyty. Ta przemiana z cudownego dziecka wytwórni Motown, w twórcę sprawnie korzystającego ze swobody artystycznej, nastąpiła już na wydanych rok wcześniej "Music of My Mind" i "Talking Book". Albumach udanych, pokazujących Wondera jako świadomego i mającego na siebie pomysł muzyka, z paroma wybitnymi momentami, ale jako całość nieco nierównych. Zupełnie inaczej prezentuje się "Innervisions", gdzie poziom jest bardzo wyrównany, a jednocześnie każdy utwór ma własny charakter. Po raz kolejny Stevie Wonder zaprezentował się jako twórca niemalże samodzielny. Sam skomponował cały materiał i napisał każdy z tekstów, opracował aranżacje, wykonał wsz...

[Recenzja] Annette Peacock - "I'm the One" (1972)

Obraz
Zapewne niewielu muzyków odrzuciło ofertę wpółpracy od Davida Bowie. Być może zrobiła to tylko Annette Peacock. Uwagę Bowiego zwróciła swoim debiutanckim albumem "I'm the One", w którego nagraniu wziął udział jego ówczesny klawiszowiec Mike Garson. Peacock była jednak już wcześniej dobrze znana w środowisku, nazwijmy to, popowej awangardy. Koncertowała z samym Albertem Aylerem i pisała utwory dla swojego drugiego męża, jazzowego pianisty Paula Bleya (nazwisko zostawiła sobie jednak po pierwszym, jazzowym basiście Garym Peacocku). Razem z Bleyem eksperymentowała na jednym z pierwszych syntezatorów Mooga, będąc najpewniej pierwszą kobietą używającą takiego sprzętu profesjonalnie. "I'm the One" to album niezwykle eklektyczny. Psychodelia miesza się tu z blues rockiem, soulem, funkiem, jazzem, prymitywną formą elektroniki oraz wymykającymi się klasyfikacji eksperymentami. Samo nagranie tytułowe składa się z kilku zróźnicowanych segmentów. Początek - z dziwacznym...