Posty

Wyświetlam posty z etykietą progresywna elektronika

[Recenzja] Oneohtrix Point Never - "Tranquilizer" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 17.11-23.11 Nie do końca jest prawdą, że nic w internecie nie ginie. Nie jest wcale oczywiste, że te ogromne zasoby muzyczne, do jakich mamy teraz nieograniczony dostęp w streamingu, bedą zawsze pod ręką. Kilkakrotnie już zdarzyło mi się, że chciałem do jakiegoś albumu powrócić, a ten nie był już nigdzie dostępny. Obecnie coraz więcej wykonawców decyduje się wycofywać swoją muzykę z serwisów. Niewykluczone też, że kiedyś po prostu cała sieć padnie - a to wcale nie jest nieprawdopodobny scenariusz w niepewnych czasach gwałtownych zmian klimatycznych czy narastających konfliktów zbrojnych i fatalnych pomysłów na ich zakończenie. Choć wtedy brak dostępu do muzyki będzie jednym z najmniejszych problemów. Pewnym pocieszeniem w tym wszystkim są inicjatywy w rodzaju Global Music Vault, dzięki którym przynajmniej jakaś część muzyki przetrwa najgorsze. Z przemyśleń nad tym powszechnym dziś dostępem do ogromnej ilości muzyki, a zarazem niepewnością, jak długo ten dostęp będzie moż...

[Recenzja] Global Communication - "76:14" (1994)

Obraz
Global Communication to przypadek nieco podobny do Autechre czy Boards of Canada. Elektroniczny duet z Wielkiej Brytanii, debiutujący w latach 90., w swojej twórczości łączący ambientowe pejzaże z silnie zaznaczonym beatem. Jednak Tom Middleton i Mark Pritchard - występujący razem także pod innymi szyldami, jak Reload czy Jedi Knights - jako Global Communication wydali tylko jeden pełnometrażowy album z autorskim materiałem. Poza tym opublikowali też kilka singli i EPek, a także większe wydawnictwo "Pentamerous Metamorphosis", będące de facto  przeróbką albumu "Blood Music" shoegaze'owej grupy Chapterhouse, pierwotnie dołączone do niego jako bonusowy dysk (duet, pod różnymi nazwami, zrobił też pojedyncze remiksy dla Aphex Twina, Depeche Mode, Slowdive czy Underworld). Skromna dyskografia projektu tłumaczy, dlaczego nie jest wymieniany jednym tchem wśród największych twórców elektroniki końca XX wieku. "76:14", ów jedyny album duetu, jak najbardziej moż...

[Recenzja] Jean-Michel Jarre - "Oxygène" (1976)

Obraz
Powrót Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego na Ziemię przypomniał mi o tym albumie. A właściwie o jego okładce. Ilustracja Michela Grangera powstała już na początku lat 70., jako część serii poświęconej antropogenicznej dewastacji planety, poniekąd wyprzedzającej swój czas. Problem ten nawet dziś bywa bagatelizowany i negowany - pomimo dotkliwie odczuwanych skutków zmian klimatu spowodowanych działalnością człowieka - a w tamtych czasach niemal nikogo nie zajmował. Ta konkretne grafika, zatytułowana " Oxygène", po raz pierwszy została opublikowana w 1972 roku w jednym z francuskich magazynów komiksowych, jednak Jean-Michel Jarre zetknął się z nią dopiero kilka lat póżniej, gdy oryginał wystawiono w paryskiej Marquet Gallery. Na podzielającym troskę o planetę muzyku malunek zrobił tak duże wrażenie, że nie tylko go nabył, ale skontaktował się z jej twórcą, z prośbą o pozwolenie wykorzystania ilustracji i jej tytułu na swoim przygotowywanym właśnie albumie. Granger nie protestowa...

[Recenzja] Mike Ratledge - "Riddles of the Sphinx" (2013)

Obraz
Właśnie zmarł, po krótkiej chorobie, Mike Ratledge - jeden z założycieli Soft Machine i wieloletni klawiszowiec tej grupy. Ze wszystkich muzyków, jacy przewinęli się przez skład na przestrzeni kilkunastoletniej działalności, to właśnie on przetrwał tam najdłużej. Zagrał na wszystkich albumach od eponimicznego debiutu do "Softs". Zabrakło go dopiero na zamykającym dyskografię "Land of Cockayne", o którym nie przypadkiem często się mówi, że tak naprawdę to już żaden Soft Machine, a solowa płyta ówczesnego lidera, Karla Jenkinsa. Ponieważ to właśnie Ratledge przez lata był tym trzonem, który spajał różne wcielenia zespołu. To jego charakterystyczna gra na elektrycznych organach lub pianie, z równie rozpoznawalnym, przesterowanym brzmieniem, przetrwała liczne zmiany stylistyczne - od psychodelicznego rocka, przez awangardowy jazz zahaczający o free, po bardziej konwencjonalne fusion. Ze wszystkich instrumentalistów miał też najbardziej rozpoznawalny wygląd - potężna pos...

[Recenzja] Harri Kuusijärvi - "Aallot" (2025)

Obraz
W przeszłości zdarzało mi się mieć pewne uprzedzenia w stosunku do muzyki, np. poszczególnych instrumentów. Jako początkujący słuchać stroniłem od utworów bez gitary lub tych z dęciakami. Dopiero z czasem zrozumiałem - coś jakże oczywistego - że z każdego instrumentu można, przy pomocy wyobraźni, umiejętności lub pomocy technologii, wydobyć coś pięknego. I na odwrót: gdy brakuje kreatywności i zdolności, nawet brzmienie ulubionego instrumentu nie uratuje takiego nagrania. Sam do dziś nie jestem miłośnikiem akordeonu, choć doceniam chociażby partie Larsa Hollmera na płytach Samla Mammas Manna. A niedawno wydany album "Aallot" fińskiego akordeonisty Harriego Kuusijärvi uświadomił mi, że nawet płyta z dominującą rolą tego instrumentu może być niezwykle intrygującym dziełem. Harri Kuusijärvi to doświadczony muzyk, nagrywający w tak różnych stylach, jak tango, jazz czy avant-prog. Dotąd jednak, grając w różnych zespołach, ze względu na specyfikę akordeonu, używał go raczej jako sp...

[Recenzja] Blood Incantation - "Absolute Elsewhere" (2024)

Obraz
Z "Absolute Elsewhere" jest trochę jak z "Joker: Folie à deux". Filmem, który sprzedaje się kiepsko i zdobywa fatalne oceny nie dlatego, że jest obrazem kiepskim, ale obrazem kompletnie innym niż chcieliby otrzymać miłośnicy przewidywalnego kina superbohaterskiego czy nawet wielbiciele pierwszej części, odchodzącej od komiksowej sztampy na rzecz inspiracji dramatami Scorsesego. Najnowszy album Blood Incantation akurat oceniany jest na ogół bardzo pozytywnie, ale również może odrzucić ortodoksów, dla których nie do zaakceptowania są jakiekolwiek zmiany stylu i sięganie po inspiracje bardzo odległe od spodziewanego gatunku. Poprzednie dwie płyty Blood Incantation nie odchodziły daleko od estetyki ekstremalnego metalu. Tym razem też z początku wszystko wydaje się być na swoim miejscu. Okładka "Absolute Elsewhere", z nieczytelnym logo i grafiką wpisującą się w gatunkowe klisze, nie zapowiada żadnych zmian. Być może niektórym słuchaczom tytuł skojarzy się z efe...

[Recenzja] Coil - "Musick to Play in the Dark" (1999) / "Musick to Play in the Dark²" (2000)

Obraz
W latach 90. Coil wypuścił dziesiątki wydawnictw. Głównie EPek, singli, płyt z remiksami, nagraniami demo, ścieżkami dźwiękowymi, limitowanych edycji oraz pobocznych projektów. Pełnoprawny następca albumu "Love's Secret Domain" z 1991 roku ukazał się dopiero osiem lat później. Za to już po roku " Musick to Play in the Dark"  doczekał się bezpośredniej kontynuacji, a całemu przedsięwzięciu towarzyszyły pierwsze od szesnastu lat koncerty. Duet Johna Balance'a i Petera Christophersona porzucił granie na żywo już w czasach debiutanckiego albumu "Scatology", ponieważ ówczesna technologia uniemożliwiała przekonujące prezentowanie materiału w warunkach scenicznych. Na przełomie wieków sytuacja była już zupełnie inna. W dodatku, co także ułatwiło koncertowanie, zespół w międzyczasie poszerzył się o dwóch muzyków: Timothy'ego "Thighpaulsandrę" Lewisa - znanego ze współpracy z Julianem Cope, Spiritualized oraz własnych eksperymentalnych dokonań...

[Recenzja] Oneohtrix Point Never - "Again" (2023)

Obraz
Najnowszy album Daniela Lopatina - jeśli nie kojarzycie go z wcześniejszej działalności pod szyldem Oneohtrix Point Never, to może chociaż ze ścieżki dźwiękowej "Nieoszlifowanych diamentów" lub pracy producenckiej dla takich wykonawców, jak ANOHNI, FKA twigs czy ostatnio The Weeknd - to jedna z pierwszych płyt nagranych przez popularnego twórcę, który przyznaje się do korzystania ze wsparcia sztucznej inteligencji. Nie znaczy to jednak, że "Again" został w całości wygenerowany przez modele uczenia maszynowego. Lopatin przyznaje zresztą, że nie jest pod wrażeniem tworzonej w ten sposób muzyki, ale fascynuje go jej niedoskonałość, która zainspirowała tu pewne rozwiązania rytmiczne. Ponadto wykorzystał narzędzia w rodzaju Jukebox czy Riffusion do stworzenia części partii wokalnych. Większość muzyki została jednak nagrana w bardziej konwencjonalny sposób, także z wykorzystaniem tradycyjnych instrumentów. Wśród gości występują tu m.in. Xiu Xiu, byli muzycy Sonic Youth - ...

[Recenzja] Tim Hecker - "No Highs" (2023)

Obraz
Nie często się zdarza, by jakiś album zachwycił mnie już od pierwszych sekund dziewiczego odsłuchu i trzymał w tym zachwycie do samego końca. A potem przy kolejnych przesłuchaniach wciąż robił wielkie wrażenie czy wręcz odsłaniał przed sobą kolejne warstwy. Takim wydawnictwem, katowanym przeze mnie w ostatnich dniach - swoją premierę miał w ostatni piątek - okazuje się "No Highs", najnowsze dzieło Tima Heckera. Pochodzący z Kanady muzyk to jeden z najzdolniejszych producentów XXI wieku, związany z kultową, zasłużoną szczególnie dla ambientu, niezależną wytwórnią Kranky. Mnie urzekł przede wszystkim swoim poprzednim tandemem płyt, "Kayoko" (2018) i "Anoyo" (2019), łączących nowoczesną elektronikę z elementami japońskiej muzyki dworskiej gagaku, której początki sięgają X wieku. Powszechne uznanie Kanadyjczykowi przyniosły jednak jego wcześniejsze, ambientowe dokonania, jak "Harmony in Ultraviolet" (2006), "Ravedeath, 1972" (2011) i "...

[Recenzja] Wacław Zimpel - "Train Spotter" (2023)

Obraz
Wacław Zimpel nie zawraca z drogi, którą obrał siedem lat temu na autorskim debiucie "Lines". Do tamtej pory z powodzeniem realizował się jako jazzowy klarnecista. W pewnym momencie postanowił jednak dać wyraz swojej fascynacji minimalizmem, co odbiło się na wszystkich późniejszych projektach. "Train Spotter" to pierwsze solowe wydawnictwo Zimpla od czasu "Massive Oscillations" i "Ebbing in the Tide" wydanych w 2020 roku. To jakby dźwiękowa ilustracja najważniejszych wydarzeń ostatnich trzech lat.  Punktem wyjścia do stworzenia materiału okazały się nagrania terenowe, rejestrujące dźwięki Warszawy. Tej opustoszałej, podczas lockdownów na początku pandemii. I tej zatłoczonej, najpierw podczas manifestacji przeciwko łamaniu przez władze praw człowieka, kobiet oraz społeczności LGBT w szczególności, a następnie w trakcie pojawienia się fal uchodźców z Ukrainy po rosyjskiej agresji na ten kraj. O tym wszystkim wspomina sam Zimpel w materiałach promoc...

[Recenzja] The Young Gods - "Play Terry Riley In C" (2022)

Obraz
Zignorowałem ten album w okolicach jego wrześniowej premiery, ale na szczęście zdążyłem nadrobić go przed ostatecznym podsumowaniem minionego już roku. To jedna z ciekawszych płyt, jakie ukazały się w ciągu tych dwunastu miesięcy, choć dotąd nie bardzo było mi po drodze z twórczością nie tak znowu młodego The Young Gods. Szwajcarskie trio działa już od połowy lat 80., choć większą rozpoznawalność zyskało dopiero w kolejnej dekadzie, gdy anglojęzyczne teksty wyparły śpiewanie po francusku. Twórczość grupy przeważnie zalicza się do industrialnego rocka. Wspominałem już wcześniej, jak bardzo myląca jest ta etykieta, sugerująca w zasadzie nieistniejące powiązania z tym autentycznym industrialem, granym przez np. Cabaret Voltaire, Throbbing Gristle, Coil czy Einstürzende Neubauten, czyli muzyką o raczej mocno eksperymentalnym charakterze. Tymczasem te wczesne dokonania The Young Gods brzmią jak zwyczajny, piosenkowy rock, tyle że tworzony przy dużym udziale syntezatorów, samplerów i innych ...

[Recenzja] Caterina Barbieri - "Spirit Exit" (2022)

Obraz
Latem wiele pod względem muzycznych premier się nie dzieje, co jednak nie oznacza, że w ogóle nie wychodzi nowa muzyka. Akurat "Spirit Exit" wyszedł już jakiś czas temu, na samym początku lipca. To już dziewiąty studyjny album Cateriny Barbieri, włoskiej artystki zafascynowanej modularnymi syntezatorami, która zadebiutowała w 2014 roku. Większe uznanie zdobyła jednak pięć lat później, a to za sprawą albumu "Ecstatic Computation", na którym odeszła od dronów na rzecz bardziej przystępnej elektroniki, sięgającej po inspiracje do ambient techno, ale też starszych nurtów, przede wszystkim progresywnej elektroniki ze szkoły berlińskiej. Najnowsze, choć nagrywane już w czasie globalnego lockdownu, dzieło stanowi kontynuację tego kierunku. Przy okazji otrzymujemy coś w rodzaju albumu koncepcyjnego, zainspirowanego mistycyzmem Teresy z Ávili, posthumanistyczną filozofią Rosi Braidotti czy metafizyczną poezją Emily Dickinson, a więc twórczością trzech kobiet, którym udało si...

[Recenzja] Vangelis - "Blade Runner: Original Motion Picture Soundtrack" (1994)

Obraz
Minął już nieco ponad miesiąc odkąd zmarł Ewangelos Odiseas Papatanasiu, lepiej znany jako Vangelis. Dlaczego dopiero teraz pojawia się upamiętniająca go recenzja? Mówiąc wprost, miłośnikiem jego twórczości nie jestem. Pośmiertne odsłuchy niektórych wczesnych płyt nic w tej kwestii nie zmieniły, dlatego zarzuciłem pierwotny plan na  całą serię omówień tych ważniejszych płyt. Jest jednak w dyskografii Greka jedno dzieło, które autentycznie cenię. Nie trudno chyba się domyślić, ze chodzi o ścieżkę dźwiękową do filmu Ridleya Scotta "Blade Runner", w Polsce znanego jako "Łowca androidów", będącego luźną adaptacją książki Philipa K. Dicka "Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?". Obraz Scotta to jedno z nielicznych arcydzieł kina science fiction, w których na pierwszym miejscu stawiane są walory artystyczne, a dopiero potem rozrywkowe. Jego wyjątkowość tkwi przede wszystkim w niesamowitej atmosferze, którą zawdzięcza głównie dwóm czynnikom: intrygującej scen...

[Recenzja] Klaus Schulze - "Moondawn" (1976)

Obraz
Rok 1976 Klaus Schulze spędził głównie na nagrywaniu i koncertowaniu z efemeryczną grupą Go. Klawiszowiec znalazł się tam w niezwykle interesującym gronie muzyków reprezentujących różne kraje i rodzaje muzyki. Wymienić trzeba tu takie nazwiska, jak Steve Winwood, Al Di Meola, Michael Shrieve, nie zapominając oczywiście o Stomu Yamashta, który zorganizował cały ten projekt. Choć sesje eponimicznego debiutu Go zaczęły się już w lutym, Schulze zdążył już w tym roku nagrać materiał na swój kolejny solowy album, "Moondawn". Nie ulega wątpliwości, że to jeden z ważniejszych momentów jego dyskografii. Muzyk po raz pierwszy pracował w studiu z prawdziwego zdarzenia. Ponadto w przeciwieństwie do poprzednich nagrań, tym razem wykorzystał wyłącznie elektroniczne instrumenty, w tym sekwencer Synthanorma oraz syntezatory ARP 2600, ARP Odyssey, EMS Synthi-A, Farfisa Syntorchestra i nowość w swoim ekwipunku - kultowego Mooga, którego posiadaczem stał się chwilę wcześniej. "Moondawn...

[Recenzja] Klaus Schulze - "Timewind" (1975)

Obraz
Klaus Schulze był - bo od paru dni musimy mówić o nim w czasie przeszłym - jednym z najważniejszych twórców elektroniki lat 70. Zaczynał wprawdzie od grania na perkusji w grupach Tangerine Dream i Ash Ra Tempel - w tamtym czasie wciąż jeszcze wpisujących się w stylistykę krautrocka - jednak szybko postawił na nagrywanie i wydawanie pod własnym nazwiskiem. Pierwsze płyty, jak "Irllicht" (recenzowany tu parę lat temu) czy "Cyborg", tworzył w chałupniczych warunkach, przy pomocy tradycyjnych instrumentów, następnie poddając taśmy odpowiednim manipulacjom. Z czasem jednak sukcesywnie rozbudowywał swoje instrumentarium o różne elektroniczne zabawki. W okresie nagrywania "Timewind" był już posiadaczem syntezatorów ARP 2600, ARP Odyssey, EMS Synthi-A oraz Elka String, a także sekwencera Synthanorma. Właśnie przy pomocy tej aparatury, wspierając się dodatkowo pianinem i elektrycznymi organami Farfisa, zarejestrował wspominany album. Na "Timewind" daje si...