[Recenzja] Oranssi Pazuzu - "Muuntautuja" (2024)

Oranssi Pazuzu - Muuntautuja


Ale się porobiło. Druga pod rząd recenzja płyty metalowej? Takiej sytuacji nie było tu od dobrych paru lat. Jednak podobnie jak "Absolute Elsewhere" Blood Incantation w swoich inspiracjach daleko wykracza poza granie metalowe, tak i najnowsze dzieło Oranssi Pazuzu nie jest albumem, który wpisywałby się ściśle w ten styl. Choć akurat w przypadku Finów dokładnie tego należało się spodziewać. Począwszy od debiutanckiego "Muukalainen puhuu" sprzed lat piętnastu grupa łączy black metal z psychodelią, nie stroniąc też od brzmień elektronicznych. I z płyty na płytę wydaje się robić to coraz ciekawiej.

Pozostając jeszcze przy porównaniach z "Absolute Elsewhere", w recenzji tamtej płyty trochę narzekałem, że brakuje na niej jakiejś większej syntezy gatunków - że muzycy albo łoją po death-metalowemu, albo całkiem zanurzają się w estetykę sewentisowego prog-rocka lub prog-elektroniki. Wspominam o tym dlatego, że na "Muuntautuja" taki problem w zasadzie nie istnieje. Tu wszystko jest w pełni zintegrowane, homogeniczne. Posłuchajcie takiego "Bioalkemistilyrics", "Voitelu" i "Valotus", które przez (prawie) cały czas pozostają black metalem, ale też przez całą długość mają psychodeliczną transowość oraz nieco odrealnione brzmienie. Zresztą gdyby ktoś chciał się tu dosłyszeć wpływów krautrocka, post-punku, industrialu, noise rocka czy shoegaze'u, to też je tu znajdzie.


Ok, w innych utworach te proporcje pomiędzy elementami metalowymi i niemetalowymi nie są już tak wywarzone, lecz przesuwają się na niekorzyść tych pierwszych. W dwóch nagraniach nie ma ich nawet wcale, przy czym jednak "." to niespełna minutowa miniatura w klimatach dark ambientu. Za to finałowy instrumental "Vierivä usva" jest już pełnowartościowym utworem, łączącym wpływy space rocka, progresywnej elektroniki, ambientu oraz post-industrialu. Dzięki swojej ponurej, niepokojącej atmosferze bardzo dobrze wtapia się w cały album.

Pozostałe nagrania przeplatają natomiast ten psychodeliczno-blackmetalowy czad z bardziej klimatycznym, ale wciąż złowieszczym graniem. Tytułowa "Muuntautuja" buduje świetną atmosferę przy pomocy wypuklonego w miksie, krautowego rytmu, elektronicznych szmerów oraz przetworzonego wokoderem głosu, a dopiero w drugiej połowie następuje zaostrzenie, przy czym ciężkim gitarom i skrzekliwemu wokalowi wciąż towarzyszą różne intrygujące, niemetalowe dźwięki. Na podobnej zasadzie zbudowano też "Hautatuuli": wysunięty do przodu, transowy rytm z dosadnym ostinatem basu, elektroniczne dodatki i szeptana partia wokalna, a w środku blackowe zaostrzenie z dodającymi symfonicznego rozmachu klawiszami. Jest jeszcze najbardziej rozbudowany "Ikikäärme", z fragmentami ocierającymi się o post-rocka lub trip-hop, ale też o wszystkie wspomniane wcześniej style. A najlepsze, że udaje się przy tym eklektyźmie zachować wewnętrzną spójność, a także zbudować odpowiedni nastrój i napięcie.


"Muuntautuja" z pewnością nie jest albumem dla metalowych ortodoksów, a nawet miłośnicy wczesnych płyt Oranssi Pazuzu mogą uznać go za zbyt radykalny. Nie jest to jednak jakiś zaskakujący zwrot stylistyczny - w muzyce fińskiego zespołu zawsze były obecne te niemetalowe wpływy i brzmienia, odgrywające w niej coraz większą rolę, ale była to stopniowa, płynna ewolucja. Jednocześnie ten metal, w dość ekstremalnej odmianie, wciąż pełni tu istotną rolę, co z kolei podnosi próg wejścia dla osób stroniących od takiego grania. Wszyscy pozostali słuchacze - zwłaszcza ci otwarci na fuzję różnych gatunków, niezamykający się w swojej strefie komfortu - z pewnością najnowszy album Finów docenią.

Ocena: 8/10

Nominacja do płyt roku 2024



Oranssi Pazuzu - "Muuntautuja" (2024)

1. Bioalkemisti; 2. Muuntautuja; 3. Voitelu; 4. Hautatuuli; 5. •; 6. Valotus; 7. Ikikäärme; 8. Vierivä usva

Skład: Evill - wokal, pianino, efekty; Ikon - gitara, syntezator, sampler; Jun-His - gitara, dodatkowy wokal; Ontto - gitara basowa, syntezator; Korjak - perkusja
Producent: Oranssi Pazuzu


Komentarze

  1. Nuda. Pomyślałem . Black metal -muzyka do dupy pomyślałem. Ale zaraz zaraz coś tam pisał o psychodeli. Sprawdzę pomyślałem. Panie i Panowie ta płyta jest po prostu doskonała odjazd pełen świetna produkcja bębny fantastyczne nawet vokal nie przeszkadza. Nie wiem co biorą ale chcę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kapitalny album, z rozpędu ten poprzednio wydany też przesłuchany, pomalowali mi niesamowity obraz dźwiękowy, uch... ale jazda

    OdpowiedzUsuń
  3. Posłuchaj jeszcze wcześniejszych;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Black metal, jak dobrze jest wykonany, to robi robotę. Nie wiem dlaczego, ale dobrze mi z Polskiej sceny wchodzi Furia, już rozwiązane Kły czy projekty typu Stworz czy Wędrujący Wiatr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie bardzo tekturowe perkusje śmieszni wokaliści anturaż dla nastolatków staram się nie dotykać ale jak widać i słychac na powyższym przykładzie nie znam się:)

      Usuń
    2. Tak było kiedyś, w latach 90., choć już wtedy zdarzały się próby nagrania czegoś ciekawszego (z "Filosofem" na czele). Obecnie to właśnie w black metalu ze wszystkich odmian metalu jest podejmowane najwięcej takich prób wyjścia ze schematu, sięgania po niemetalowe inspiracje.

      Usuń
    3. Być może ja jestem z lat 90 i stąd być możę moje morze uprzedzeń. Tylko matko boska dlaczego ich wokaliści są tak dziwnie że aż śmieszni. Miałem świetnego kolegę który zamęczałnie Cradle od filttf. Kolega był fajny muzyka nie:)

      Usuń
    4. @Kosien No nie znasz się:) Furia bywa trochę przereklamowana, zgoda. Ale Nocel jest znakomitą płytą, mimo kilku dłużyzn, Księżyc milczy luty jest znakomitą płytą bez dłużyzn, a współpraca z Janem Klatą tylko potwierdza ich artystyczny status i wyjście z blackowego getta. Gdzie tam są "tekturowe perkusje" czy "anturaż dla nastolatków"? Wędrujący Wiatr też potrafi zagrać (i wyprodukować) ciekawie, w każdym razie w kategorii grania opartego na atmosferze. Z tego środowiska wywodzą się też W~T~Z, ale oni opuścili już gatunek metalowy i robią teraz coś zupełnie innego. Natomiast to pokazuje, jakiej klasy muzycy pojawiają się niekiedy w polskim blacku.
      A co do Oranssi Pazuzu - klasa, znakomite granie. Nie wiem, czy poprzednia płyta nie podobała mi się jednak bardziej, ale muszę się jeszcze osłuchać z tą tutaj.

      Usuń
    5. Furia słyszałem. No i Behemota to ci co wyszli trochę poza swoje środowisko czy rozpoznawalnosć. I nie bardzo owszem coś tam grają ale takich klimatów szukam w innych gatunkach muzycznych . Metalu przestałem słuchać jak miałem z 18 lat a to było już trochę czasu temu to co wtedy zostawiłem odnalazłem np w Bad Brains czy Nomeansno ( polecam) czyli czad energia ale z myśleniem i pozytywnym przesłaniem. Wracam czasem do dobrego starego Slayerka:)

      Usuń
    6. Behemot jest kiczowaty, ale The Satanist miejscami daje radę :) W ogóle metal jest przeważnie kiczowaty. Z polskich projektów "blackowych" godne polecenia są, tak myślę, m.in.: debiut zespołu Morowe (Piekło.Labirynty.Diabły), najbardziej znany album Mgły (Exercises in futility), kawałek Vintage Black Magic z płyty Henbane (Cultes des Ghoules), płyta Gruzji Jeszcze nie mamy na was pomysłu, Niewiosna od Blindead, niektóre kawałki Evilfeasta (jeśli ktoś tęskni za dawnym brzmieniem Burzum, bo nowatorskie to to akurat nie jest). Ale i tak najbardziej polecałbym albumy Wędrówców Tułaczy Zbiegów, którzy porzucili stylistykę metalową, choć mrok nie opuścił ich muzyki. Jest w tym wszystkim jednak coś zabawnego, skoro słuchając debiutu Księżyca (pod tymże tytułem) czuję na plecach więcej ciarek niż przy wszystkich powyższych albumach :)

      Usuń
    7. Ja i tak dodam do tej listy Thelema 6 (choć nie jest wybitny), Chen Kłów, czy Ludzina(ale tutaj nie ma fajerwerków, tylko ostre i porządne granie) Sznura,

      Usuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)