[Recenzja] Dysrhythmia - "Coffin of Conviction" (2024)

Dysrhythmia - Coffin of Conviction


Płyta tygodnia 3.06-9.06

Czy możliwe jest nagranie płyty metalowej, na której w ogóle nie byłoby powielania sztampowych klisz oraz ocierania się o kicz i infantylność? Albumu zdradzającego inspirację ambitniejszymi formami rocka, ale bez nadmiernego rozciągania utworów i przeładowywania ich licznymi riffami, które nie zawsze kleją się w całość? Pokazującego ponadprzeciętne umiejętności instrumentalistów, a nie jedynie pseudo-wirtuozerię sprowadzającą się do grania szybkich, lecz pozbawionych finezji solówek? Bez piszczących lub growlujących wokalistów? Oczywiście, jest to możliwe. Nie brakuje wydawnictw, które spełniają jedno lub kilka z tych kryteriów. Trafić jednak na taki, który spełniałby je wszystkie, jest niezwykle trudno. A mnie się to właśnie zdarzyło z najnowszym albumem tria Dysrhythmia, "Coffin of Conviction".

Amerykański zespół istnieje już ćwierć wieku, a najnowsza płyta jest jego dziesiątą. Muzycznie niewiele przez ten czas się zmieniło - trio od początku łączy metalowy ciężar z precyzją i złożonością math rocka. Skład też jest stabilny, od początku współtworzą go gitarzysta Kevin Hufnahel oraz perkusista Jeff Eber, a od dwudziestu lat gra z nimi basista i sporadycznie drugi gitarzysta Colin Marston. Dzięki temu grupa jest świetnie zgrana, a to ogromnie ważne w tego typu muzyce, gdzie nie mniej od indywidualnych umiejętności liczy się wzajemna interakcja, bo każdy instrument pełni tak samo istotną rolę. A w graniu o takim poziomie skomplikowania jeszcze trudniej o dobrą interakcję. Dysrhythmii ten problem nie dotyczy, bo trio miało sporo czasu, by dopracować zespołową współpracę.


"Coffin for Conviction" to album bardzo krótki - siedem utworów o łącznej długości dokładnie pół godziny - ale też niezwykle intensywny i odpowiednio zwarty, bez zbyt daleko idących prób urozmaicenia całości. Otwiera całość potężny utwór tytułowy, powalający metalowym ciężarem riffów, ale także błyskotliwą, złożoną perkusją oraz łagodniejszymi wstawkami czystej gitary i syntezatora. Słychać tu pewne echa twórczości Cynic czy późnego Death - obaj gitarzyści na co dzień grają w nieco bardziej typowych kapelach metalowych - choć wydaje się to jeszcze mocniej skomplikowane, a ponadto twórczość Dysrhythmii jest całkowicie instrumentalna. Podobne rejony trio eksploruje choćby jeszcze w "Headspace Extraction" czy "The Luxury of Disbelief", gdzie do powyższych elementów dochodzą jeszcze masywne partie basu. Trochę bardziej przystępne, niemalże chwytliwe granie przeważa w "All Faults". A w "No Breath After Beauty" oraz "Light from the Zenith" muzycy całkiem rezygnują z przesterów i wychodzi wtedy właściwie czysty math rock, przywołujący nawet pewne skojarzenia z ejtisowym King Crimson.

"Coffin for Conviction" to rzadki przykład albumu metalowego, który podoba mi się nie pomimo pewnych elementów, za którymi raczej nie przepadam, a dlatego, że ich tu praktycznie nie ma. Oczywiście można polemizować, czy to jeszcze w ogóle jest metal, czy po prostu cięższa odmiana math lub prog rocka. Momentami Dysrhythmia mocno wykracza poza metal, ale wciąż ma z nim wiele wspólnego - posłuchajcie tylko tych riffów, solówek i pracy perkusji w "Subliminal Order", a przecież takich patentów nie brakuje też w większości pozostałych kawałków. 

Ocena: 8/10

Nominacja do płyt roku 2024



Dysrhythmia - "Coffin of Conviction" (2024)

1. Coffin of Conviction; 2. Headspace Extraction; 3. All Faults; 4. No Breath After Beauty; 5. Subliminal Order; 6. The Luxury of Disbelief; 7. Light from the Zenith

Skład: Kevin Hufnagel - gitara; Colin Marston - gitara (1,4,5), gitara basowa (2,3,6,7); Jeff Eber - petkusja
Producent: Colin Marston


Komentarze

  1. Dobra płyta! Sporo ostatnio interesujących zespołów wywodzących się z death metalu...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)