FAQ / Q&A

FAQ (ang. Frequently Asked Questions) - odpowiedzi na często zadawane pytania.
Q&A (ang. Questions and Answers) - odpowiedzi na najciekawsze pytania Czytelników.

Co to za strona? 

Od 2012 roku piszę tu o muzyce, a w praktyce głównie recenzuję płyty. Skupiam się na tych twórcach i dziełach, które uważam za wartościowe i godne polecania; bywam też krytyczny. Przez pierwsze cztery lata pisałem wyłącznie o rocku oraz metalu, potem zacząłem także o bluesie, folku, funku, jazzie, muzyce elektronicznej, hip-hopie, a od niedawna także o poważce.

Kim jesteś, autorze? 

Istotne jest nie to, kim ja jestem, ale co mam do przekazania na temat opisywanych dzieł. Zawsze przed zrecenzowaniem danego albumu staram się dowiedzieć jak najwięcej zarówno na temat tego konkretnego wydawnictwa, jak i jego twórcy. Obecnie korzystam głównie ze źródeł internetowych, a gdy to możliwe, także z książek czy czasopism. Bardzo pomocnym punktem odniesienia jest również ilość przesłuchanych płyt z różnych gatunków. O muzyce wciąż wiem za mało, nie wszystkie jej rodzaje dostatecznej zgłębiłem, ale staram się cały czas rozwijać oraz otwierać na nowe doznania. Podczas pisania ważne jest dla mnie nie tylko przedstawianie własnych opinii, ale także merytoryka.

Jakiej muzyki słuchasz? 

Muzyką interesuję się od końca podstawówki i od tego czasu miałem wiele różnych faz. Wyglądało to mniej więcej tak: 

1️⃣ 2002 rok - zaczynam słuchać polskiego rocka, głównie Perfect i Lady Pank. 

2️⃣ 2004 rok - odkrywam Depeche Mode i nie słucham prawie nic innego. 

3️⃣ 2005 rok - odkrywam Scorpions. Praktycznie nie słucham już polskiego rocka. 

4️⃣ 2006 rok - poznaję coraz więcej zagranicznego rocka i metalu: Metallica, Nirvana, Iron Maiden, AC/DC, Black Sabbath, ale niestety także różne grupy pop-punkowe, nu-metalowe czy post-grunge’owe. A z drugiej strony zaczynam też słuchać Pink Floyd (od "Dark Side of the Moon" w górę). W kolejnych latach podobnych wykonawców poznaję głównie z "Teraz Rocka". Wśród nich byli na pewno The Beatles, The Rolling Stones, Deep Purple, Led Zeppelin, Queen, Rush, Megadeth, Slayer, Death, Alice in Chains, Pearl Jam, Soundgarden.

5️⃣ 2009 rok - odkrywam The Doors, King Crimson, wczesny Pink Floyd i późnych Beatlesów, co było początkiem zainteresowania rockiem progresywnym oraz psychodelią. Jednocześnie podejmuję pierwsze podejścia do jazzu (Miles Davis, John Coltrane, John Zorn, Soft Machine), hip-hopu (The Roots, A Tribe Called Quest) czy bardziej popowej elektroniki (Massive Attack, Nine Inch Nails, Pendulum).

6️⃣ 2010 rok - ograniczam się do słuchania hard rocka i metalu, sięgając też po proga oraz psychodelię. Całkowicie odrzucam już jednak pop punk, nu metal czy post-grunge. 

7️⃣ 2011 rok - jak wyżej, ale dodatkowo odkrywam, że poza mainstreamowym rockiem są też mniej znani twórcy i zagłębiam się w tzw. nieznany kanon rocka. 

8️⃣ lata 2014/15 - za sprawą takich wykonawców, jak Cream, Jimi Hendrix, John Mayall czy Rory Gallagher skupiam się przede wszystkim na blues rocku. Wciąż lubię proga, psychodelię i hard rocka, a coraz mniej metal. Zaczynam sięgać po folk rocka, jazz rocka oraz funk rocka. 

9️⃣ lata 2016/17 - przekonuję się do jazzu, post-punku i trudniejszego proga… 

🔟 2018 rok - …a także do elektroniki czy hip-hopu, zwłaszcza ich bardziej eksperymentalnych odmian. Od tego momentu w każdym rodzaju muzyki potrafię znaleźć coś dla siebie - zazwyczaj zupełnie różne rzeczy i to jest w tym najlepsze.

W jaki sposób oceniasz płyty? 

Oceny są wypadkową mojego subiektywnego odbioru oraz zobiektywizowanych kryteriów. Szczegółowo opisałem ten proces na podstronie Skala ocen.

Co sądzisz o [nazwa wykonawcy] / [tytuł albumu]? 

Jeżeli nie zrecenzowałem jakiegoś albumu lub w ogóle nie pisałem o danym twórcy, warto sprawdzić moje oceny na stronie Rate Your Music.

Dlaczego mój komentarz nie został opublikowany? 

Najbardziej prawdopodobne, że wciąż czeka na zaakceptowanie. W skrajnych przypadkach może to trwać nawet do kilku dni, jeśli przygotowanie odpowiedzi wymaga czasu, a akurat go nie mam. Niektórych komentarzy w ogóle nie publikuję - dzieje się tak w przypadku spamu, trollowania, dezinformowania, hejtu, pisania nie na temat lub krytyki bez żadnej wartości merytorycznej.



*

Ostatnia aktualizacja: 3 kwietnia 2026 r.

Nie znalazłeś odpowiedzi na swoje pytanie? Zadaj je w poniższym polu komentarzy. 
Zastrzegam sobie prawo do publikowania wybranych pytań. 


Komentarze

  1. Jak Pan piszesz recenzje? Chce zacząć własny blog z recenzjami, mam pomysł na nazwę (Ogniem przez muzykę)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najczęściej po prostu osłuchuję się z materiałem, a spostrzeżenia same się krystalizują. Potem muszę to tylko przekuć w sensowne zdania, uzupełnić o pozyskane fakty, które uznałem za istotne i recenzja jest mniej więcej gotowa.

      Usuń
  2. Czemu nie zdecydowałeś się na zmonetyzowanie swojej strony? Z tyloma wyświetleniami na pewno otrzymywałeś takie propozycje, a z Twoją marką na rynku byłoby to na pewno bardzo opłacalne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze, straciłbym pełną kontrolę nad prezentowanymi tu treściami, a po drugie - przestałbym pisać dla samej przyjemności i mogłaby pojawić się pokusa, by tworzyć treści zwiększające popularność. Poza tym myślę, że przeceniasz potencjał tej strony. Muzyka to niszowy temat.

      Usuń
    2. Co to znaczy "straciłbyś pełną kontrolę" plus "tworzyć treści zwiększające popularność"? Mógłbyś rozwinąć? W tym drugim przypadku masz na myśli chociażby przyznawanie niezasłużenie wysokich ocen albumom/pisanie pozytywnych recenzji w większej ilości?

      Usuń
    3. Jeśli to zmonetyzowanie miałoby polegać na wyświetlaniu reklam, to nie miałbym wpływu na to, jakie reklamy tu się pojawiają, a mogłoby to być nawet coś szkodliwego, niezgodnego z moimi przekonaniami lub ośmieszającego tę stronę. A jeśli na pisaniu recenzji czy innych treści na czyjeś zamówienie, to ten ktoś narzucałby mi o czym i jak (pozytywnie) mam pisać. Druga kwestia jest oczywista - gdyby ilość wyświetleń przekładała się na zyski, to byłaby pokusa zwiększenia liczby odwiedzin, czyli pisania o popularnych twórcach. Obecnie jest natomiast tak, że często jeszcze przed napisaniem danej recenzji dobrze wiem, że akurat ona będzie miała mniej wyświetleń niż inne, ale po prostu chcę o tym albumie napisać.

      Usuń
  3. Ponad 10 lat pisania a do dziś niewiele o Tobie wiadomo, czemu? Może jakiś livestream?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cenię sobie prywatność i nawet myślę, że za dużo na swój temat ujawniłem, bo nigdy nie chodziło w tej stronie, by promowała mnie, a muzykę.

      Usuń
  4. Czy dobrym pomysłem byłoby słychanie muzyki "od początku", czyli mniej więcej od lat 50-tych? Być może wtedy byłoby widoczne jak na dłoni co zmieniało się na przestrzeni lat, kto wprowadzał innowacje i zmiany, kto posuwal dany kierunek i gatunek muzyczny do przodu oraz po kilku(nastu) latach/dekadach byłoby także widać jak to inspirowało kolejne grupy.

    Jest po prostu tak wiele muzyki, że nawet nie wiem od czego zacząć. A jak już czegoś słucham i mi się podoba, to się okazuje, że jest to wtórne, bo takie granie już było, że to nic innowacyjnego i po przesłuchaniu czegoś wcześniejszego, już nie wydaje się być nawet takie dobre subiektywnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale dlaczego akurat od lat 50.? Blues, jazz czy folk zaczęły się dużo wcześniej. A jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, co z czego wynika, nawet w samej muzyce rozrywkowej, to i tak musisz cofnąć się o parę wieków, poznać założenia kolejnych epok klasycznej muzyki europejskiej (od średniowiecza do współczesnej), a także inne, pozaeuropejskie tradycje. Tylko, że to wszystko i tak byłoby wyważaniem otwartych drzwi, bo istnieją różne opracowania na temat rozwoju muzyki. Np. książka Joachima Ernsta Berendta o jazzie wyczerpuje kwestię jego ewolucji od samych początków, czyli pieśni niewolniczych, po początek lat 70. Dlatego ja bym proponował raczej skupienie się na konkretnych gatunkach/stylach/nurtach, którymi akurat jesteś teraz zainteresowany, poczytanie o nich i przesłuchanie tych najsłynniejszych albumów. Jak np. wejdziesz na Rate Your Music w ranking dla konkretnego stylu, to tam wśród pierwszych kilkudziesięciu pozycji będą te najbardziej istotne rzeczy.

      Usuń
    2. Napisałem "mniej więcej". Nie chodziło mi o to, ze muszą być dokładnie lata 50.

      Która dokładnie książka? Na Goodreads widzę co najmniej z pięć pozycji, które mają w nazwie "jazz".

      Tylko czy ten pomysł z rankingiem na RYM jest odpowiedni? Jak dla mnie to zbyt przesadne poleganie na gustach masy ludzi, którzy niekoniecznie przykładają się do słuchania. I przykładem może być kategoria hard rock: "Led Zeppelin II" jest #10 z ratingiem 3,90, a już taki debiut Van Halen (#54) ma 3,72. Na tej podstawie różnica wydaje się być niewielka, ale dobrze wiemy, że oba albumy dzieli przepaść.

      Dlatego jeśli byś zechciał, to napisz proszę co od siebie polecasz przesłuchać. Trochę na tym blogu już widziałem i domyślam się, że być może jazz jest tym właściwym kierunkiem, ale mam chociażby jedno pytanie, które brzmi: czy można tak po prostu, ot tak, zabrać się za słuchanie tego gatunku, żeby to miało sens?

      Usuń
    3. "Wszystko o jazzie", tak się nazywa ta książka Berendta. Rzuciłem ją tylko jako przykład kompleksowego opracowania na temat danego gatunku. Nie wiem, czy jazz to właściwy kierunek, bo nie wiem, co już znasz. Na początek najlepiej posłuchać jakichś rockowych rzeczy zahaczających o jazz, np. "Valentyne Suite" Colosseum, "The Turning Point" Johna Mayalla, "East-West" Butterfield Blues Band, "Caravanserai" Santany, "Lizard" i "Islands" King Crimson, "Hot Rats" Franka Zappy czy praktycznie czegokolwiek ze sceny Canterbury (choć Soft Machine od "Third" to już bardziej wymagające granie). Potem można przejść do fusion - np. The Tony Williams' Lifetime, Mahavishnu Orchestra, "Jack Johnson" Milesa Davisa - i dopiero wtedy do akustycznego jazzu. Przy czym według mnie kompletnie nie ma sensu zaczynać słuchać akustycznego jazzu od staroci z pierwszej połowy XX wieku, tylko trzeba zacząć od tych najsłynniejszych płyt z drugiej połowy.

      Jeśli nie RYM, to co? Samodzielne słuchanie wszystkiego? To niewykonalne, zresztą po komentarzach widać, że chcesz mieć podane na tacy jakościowe płyty. Zostaje więc albo podążanie za jakimiś wybranymi przez siebie znawcami, którzy z pewnością nie są obiektywni, mają różne uprzedzenia i nie wszystko znają, albo ranking RYM, który też jest plebiscytem popularności, ale wśród osób faktycznie zainteresowanych muzyką i przeważnie coś tam o niej wiedzących, bo przypadkowi ludzie nie zakładają konta na stronie do oceniania płyt. A jeśli faktycznie chce się być zorientowanym w muzyce, wiedzieć co z czego wynika, to ten nieszczęsny debiut Van Halen też trzeba znać, bo niewiele płyt tak bardzo popsuło rocka.

      Usuń
  5. Jak odróżniasz poziom/jakość poszczególnych utworów? Skąd wiesz, że dana piosenka to 10/10, a inna już tylko 8/10?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stąd, że oceny pokazują tylko to, jak bardzo coś mi się podoba.

      Usuń
    2. Tak, domyślam się, że to na podobanie jest, ale czy masz jakikolwiek sposób na rozróżnienie między poszczególnymi piosenkami?

      Ostatnio dużo słucham, ale mam problemy z ocenianiem. Nie wiem czy taki "Spoonful" Cream to 9/10 czy może raczej 8/10. Jesteś w stanie cokolwiek mi doradzić?

      Usuń
    3. Nie jestem. To jest subiektywne, ale też ulotne, pokazujące odczucia z danego momentu, które następnym razem mogą być zupełnie inne. W ogóle nie polecam przywiązywać wagi do ocen - moich i jakichkolwiek - tylko skupić się na ich opisowych uzasadnieniach, wyłuskując z nich to, co merytoryczne.

      Usuń
    4. To dobrze wiedzieć, że chłop który przesłuchał ponad 7000 płyt, także może w różny sposób odbierać nawet ten sam utwór.

      Czy masz może coś w rodzaju nastawienia, że starasz się być jak najbardziej obiektywny, próbujesz wyłączać emocje jak tylko się da, starasz się chłodno kalkulować czy też może jest to bardziej spontaniczne, różne?

      Usuń
    5. A to takie dziwne, że jeden utwór słuchany w różnych warunkach (inny nastrój, mniejsze lub większe skupienie), a nawet z różnym doświadczeniem (bo w międzyczasie można poznać wiele innej muzyki lub zdobyć nową wiedzę), zabrzmi inaczej? Szczególnie w przypadku bardziej złożonej, wielowarstwowej muzyki często jest tak, że z kolejnymi przesłuchaniami odkrywa się tam nowe elementy, które zmieniają odbiór.

      Już napisałem, że nie ma czegoś takiego, jak obiektywna ocena.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Na przestrzeni lat próbowałem różnych systemów poznawania płyt - słuchania wg roczników czy stylu, albo uzupełniania zaległości z odpowiednio ustawionych rankingów RYM (np. biorąc pod uwagę oceny konkretnych użytkowników). Na dłuższą metę jest to jednak nudne i ograniczające. Teraz po prostu słucham tego, co wydaje się potencjalnie ciekawe, bez żadnego klucza. Może poza takim, że skupiam się na premierowych wydawnictwach. A porę odsłuchiwania mam nie tyle określoną, co po prostu z reguły dopiero późnym wieczorem i nocą mam możliwość wysłuchania czegoś w odpowiednich warunkach. Nie zakładam, że muszę codziennie coś nowego poznać, bo to nie powinien być jakiś przymus, a przyjemność. Czuję jednak potrzebę, by poznawać jak najwięcej muzyki, więc kilka ocen tygodniowo przybywa.

      Usuń
    8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    9. "Stairway to Heaven", ośmiominutowy utwór o nietypowej budowie, trudno byłoby uznać za coś robionego dla zysku. Nawet nie był wydany na singlu. Stał się tak bardzo popularny pomimo zupełnie nieradiowego charakteru i braku promocji.

      Jeśli utwór wpisuje się w aktualne trendy (stylistyczne, brzmieniowe), ma prostą strukturę zwrotka-refren, radiową długość, nie próbuje przełamać konwencji (np. nietypowym instrumentarium, łączeniem różnych stylów, eksperymentami z brzmieniem), to najpewniej powstał z merkantylnych, a nie artystycznych pobudek. Ale to nie jest takie proste. Każde nagranie należałoby rozpatrywać indywidualnie. I na pewno nie jest tak, że ambitny utwór jest zawsze bardziej wartościowy niż prosta piosenka.

      Usuń
    10. To oczywiście było pytanie-podpucha, bo utwór trwający osiem minut prawie na pewno nie może być robiony pod sprzedaż, nawet jeśli jest przepiękną balladą, ale i tak bardzo dobrze odpowiedziałeś.

      Co byś natomiast napisał o "Hotel California"? Trwa sześć i pół minuty, ma dłuższe intro, wymianę solówek dopiero na końcu, więc chyba raczej nie można powiedzieć, że to taki typowy utwór dla radia, stworzony dla pieniędzy. Naprawdę świetnia piosenka zespołu (którego, tak przynajmniej to odebrałem, nie lubisz) czy jednak coś mocno przecenianego (#49 na liście "500 Greatest Songs of All Time wg Rolling Stone, a "Stairway to Heaven" to #31)?

      Usuń
    11. "Hotel California" też nie jest typowo radiowym kawałkiem, jednak na singlu wyszedł, więc albo sami muzycy, albo przedstawiciele wytwórni, musieli liczyć na to, że będzie to przebój. Co jeszcze nie znaczy, że z takim nastawieniem go tworzono. I faktycznie jest to pewien przebłysk w twórczości tego zespołu.

      Usuń
    12. Czy mógłbyś wyjaśnić co jest nie tak z Eagles?

      Zauważyłem, że to jeden z tych zespołów (obok chociażby Guns N' Roses, Van Halen, AC/DC czy Aerosmith), o których opinie krytyków od słuchaczy dzieli wręcz ogromna przepaść, ponieważ różnią się od siebie diametralnie.

      Przykład ze strony Album of the Year (której zaletą może być chociażby fakt, że w ramach ciekawostki podaje oraz sumuje oceny krytków): uśredniony wynik dziennikarzy to 95% (maksymalne oceny od zarówno AllMusic, American Songwriter oraz Mojo i 80% od Rolling Stone), co dało ostatecznie siódme miejsce na 145 recenzowanych albumów w tamtym roku. Pomimo wyniku trochę odbiegającego od idealnego, ten ostatni magazyn przyznał jednak albumowi bardzo wysokie 37 miejsce na liście 500 płyt wszech czasów w 2003.

      Natomiast średnia słuchaczy to zaledwie 71% oraz 181 miejsce... w samym tylko 1976 roku. Podobnie (aczkolwiek jeszcze gorzej) ma się sprawa na Rate Your Music: 3,26/5 i bardzo odległa 564 lokata w zestawieniu AD '76.

      Kto ma więc rację: krytycy, którzy (przynajmniej w teorii) są osłuchani oraz znają się na rzeczy czy też może użytkownicy portali? Celowo w tym drugim przypadku nie napisałem "słuchacze", by oddzielić od siebie dwie grupy ludzi, ponieważ sprawa jest jeszcze bardziej zagmatwana: ten album jest niesamowicie popularny, ponieważ sprzedano ponad 32 miliony egzemplarzy, w tym 26+ milionów w samych Stanach. A może prawda leży gdzieś po środku?

      Wczoraj, po wielu latach, przesłuchałem "Hotel California" w całości oraz mam już wobec tego pewną opinię na ten temat, ale jestem ciekaw co ty o tym sądzisz, ponieważ chciałbym te dwa punkty widzenia (słyszenia) zestawić ze sobą.

      Usuń
    13. Z krytykami - zwłaszcza tymi, co publikują w mainstreamowych mediach - sprawa jest prosta. Ich osłuchanie, wiedza i własna opinia nie mają absolutnie żadnego przełożenia na dokonywaną przez nich ocenę albumu, który sprzedał się w wielomilionowym nakładzie. Czytelnicy / słuchacze / widzowie chcą pozytywnej recenzji, więc to dostaną. Inaczej mogliby się obrazić i już nie wrócić, a wtedy spadną wpływy z reklam. To przykre, ale w sumie zrozumiałe, że mediom zależy na zyskach, a nie edukowaniu odbiorców.

      W przypadku nowości działa inny mechanizm. Mediom zależy na dobrych relacjach z wytwórniami - mają z tego korzyści: wcześniejszy i darmowy dostęp do płyt, wejściówki na koncerty, możliwość przeprowadzania wywiadów - dlatego promują ich albumy.

      Taki The Eagles najpewniej zbudował swoją popularność występując w każdej dziurze na amerykańskiej prowincji i grając muzykę prostą, zrozumiałą dla bywalców takich koncertów, potem doszła promocja medialna, a w końcu już nie wypadało żle tego zespołu oceniać, żeby się nie narazić jego miłośnikom.

      Mnie taka estetyka amerykańskiej prowincji niezbyt odpowiada, zwłaszcza w takim wydaniu bez żadnych artystycznych ambicji. Raczej jednak byłoby trudno sformułować jakieś merytoryczne zarzuty przeciwko The Eagles z okresu "Hotel California", bo to solidne, profesjonalne granie, wykorzystujące adekwatne środki do uprawianej stylistyki i czasów, w jakich powstało (choć ledwo udało się zdążyć wydać to przed tzw. punkową rewolucją). A odpowiadając na pytanie, kto ma rację - każdy, kto potrafi merytorycznie uzasadnić, dlaczego to jest lub nie jest płyta warta uwagi. Zarówno pozytywna, jak i negatywna opinia mogą być tak samo wartościowe, obie prawdziwe.

      Usuń
  6. Czy posiadasz listę rankingową ulubionych wykonawców, albumów i/lub utworów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie mam niczego takiego

      Usuń
    2. Gdybyś jednak być może w przyszłości utworzył coś takiego, to jestem pewien (szczególnie patrząc na twoich ulubionych wykonawców wymienionych przy profilu na RYM), że dominowaliby artyści z "dawniejszych czasów", zapewne głównie z przełomu lat 60. i 70.

      Czy zatem stwierdzenie, że ci "pierwotni/dawni" muzycy mieli łatwiej (ponieważ wtedy było znacznie mniej muzyki), a im dalej w las (czas), tym trudniej jest wymyślić coś ciekawego/innowacyjnego/przełomowego, można by uznać za prawdziwe?

      Usuń
    3. Sądzę, że byłoby tam sporo późniejszych kawałków.

      To logiczne, że z czasem coraz trudniej w obrębie danego gatunku / stylu wymyślić coś nowego, ale nie popadajmy w przesadę. Najwięcej rockowych nurtów - głownie po prostu fuzji rocka z innymi gatunkami - powstało w drugiej połowie lat 60., ale co najmniej do końca XX wieku cały czas powstawały kolejne. Zwieńczeniem tego był Radiohead i wpływy IDM. Ale i poźniej pojawiały się nowe rzeczy, jak King Gizzard and the Lizard Wizard stosujący mikrotony czy Half Empty Glasshouse wykorzystujący dodekafonię. Albo nawet zespoły ze sceny Windmill, korzystając z tego, co było już w rocku, łączą to w unikalny dla siebie sposób.

      Przede wszystkim jednak błędem jest postrzeganie tej kwestii wyłącznie przez pryzmat rocka. Weźmy jazz. Jego początki to końcówka XIX wieku, a jeszcze 50+ lat póżniej powstawały nowe, coraz ambitniejsze nurty, jak jazz modalny, post-bop, free, spiritual, fusion. Nawet obecnie powstają różne nowatorskie płyty, np. czerpiące ze współczesnego hip-hopu czy nowych nurtów elektronicznych. A sam hip-hop i elektronika to przecież gatunki, które wciąż bardzo dynamicznie się rozwijają, co jest możliwe dzięki nowym technologiom. Bo o ile w kwestii np. rytmu czy harmonii nie da się już chyba zaproponować czegoś naprawdę nowatorskiego, to brzmienie wciąż pozostawia wiele miejsca do popisu,

      Usuń
    4. We wrześniu (a dokładnie w dniu zalożenia kont na AOTY i RYM oraz rozpoczęcia pisania komentarzy na tym blogu) czytałem wywiad ze zmarłym niedawno Quincym Jonesem, który w 2018 dla Vulture powiedział: "Jazz is at the top of the hierarchy of music because the musicians learned everything they could about music. Every time I used to see Coltrane he’d have Nicolas Slonimsky’s book."

      Myślisz, że coś jest na rzeczy?

      Usuń
    5. Jak już się mogłeś zorientować, nie jestem miłośnikiem takich uogólnień. Na pewno nie jest tak, że 100% jazzmanów to ludzie oczytani i osłuchani, a w innych gatunkach takich nie ma / jest niewiele.

      Usuń
    6. A ja myślę, że 80% najlepszych jazzmanów zna się na muzyce lepiej niż 1% najlepszych np. rockmanów. I to nie oznacza od razu, że robią lepszą muzykę, po prostu mają ku temu lepsze predyspozycje.

      Usuń
    7. Możesz podać konkretne wyliczenia i metodologię tych badań?

      Usuń
    8. Jazz w znacznej mierze opiera się na improwizacji, a muzycy poza wyraźnie ponadprzeciętnymi zdolnościami instrumentalnymi potrzebują znać setki schematów, skal i akordów. 1% rockmanów może uczyć się tych lub podobnych rzeczy, ale nie musi. Stąd moje zdanie.

      Usuń
    9. Nie odpowiedziałeś, na czym opierasz tak konkretne wyliczenia. To raczej w rocku częściej trafiają się muzycy z solidnym muzycznym wykształceniem, np. po studiach z kompozycji, teorii muzyki. Zdecydowanie częstsze są też wpływy muzyki klasycznej czy współczesnej. Problem jest gdzie indziej. O ile te najbardziej popularne płyty jazzowe to faktycznie wybitne dzieła - co nie znaczy, że wszystkie wybitne dzieła jazzowe zyskały należną popularność - tak w przypadku rocka promuje się często jakieś śmieci. A to z kolei zachęca innych chałturników do grania i powstaje nadreprezentacja badziewia. Na słaby jazz trudniej trafić, bo takie płyty popadły w zapomnienie.

      Usuń
    10. Na czym w takim razie TY opierasz przekonanie, że "raczej w rocku częściej trafiają się muzycy z solidnym muzycznym wykształceniem"? Oczywiście, że nie mam na to wyliczeń, dlatego przedstawiam zamiast nich pewną normę, bez wiedzy muzycznej w rocku możesz odnieść sukces - w jazzie nie. Z resztą, nawet mało znani jazzmani grający po lokalnych klubach jazzowych muszą mieć sporą wiedzę o muzyce, stąd pozwalam sobie na takie stwierdzenia.

      Usuń
    11. Ale to nie ja podaję konkretne liczby, sugerując, że zostało to w jakiś sposób policzone. A opieram się na własnym researchu, który zawsze robię przed opisaniem danej płyty. I właśnie w biogramach rockmanów zdarza się jakieś konkretne teoretyczne wykształcenie muzycznie, podczas gdy u jazzmanów jest to raczej nauka gry na danym instrumencie. Przy czym to wciąż są uogólnienia, a te z zasady są krzywdzące.

      Usuń
    12. Może i podawanie procentów bez badań to zbytnie uogólnienie, ale użyłem ich raczej jako obrazowego skrótu. Chodziło mi o to, że w jazzie sama praktyka wymusza znajomość teorii: bez opanowania skal, akordów i struktur improwizacja po prostu się nie uda. W rocku można odnieść sukces bez takiej wiedzy, bo często wystarczy charyzma, prosty riff czy chwytliwa melodia. Dlatego uważam, że przeciętny poziom wiedzy muzycznej u jazzmanów jest wyższy, nawet jeśli przesadziłem z tym stosunkiem.

      Usuń
    13. Do grania rocka - czy jakiegokolwiek innego gatunku - też trzeba opanować takie rzeczy, jak akordy czy skale. Nie trzeba być wirtuozem*, ale jednak nawet w tych prostszych stylach coś trzeba umieć, żeby cały zespół grał w tym samym tempie, tonacji, w jednej skali (chyba, że z założenia mają grać różnie, ale to już wymaga większych umiejętności i wiedzy). Tak więc nie przekonałeś mnie. Podtrzymuję zdanie, że powszechny obraz rocka jest zafałszowany przez promowanie kiepskich zespołów, którymi nie warto się jednak zajmować ani brać za wyznacznik czegokolwiek.

      * Zdajesz się też pomijać kwestię, że można doskonale znać teorię i mieć praktykę, a mimo to grać po prostu nudną, schematyczną, wtórną muzykę. Według mnie ważniejsza jest kreatywność, wyobraźnia muzyków. Jeśli idzie w parze z doskonałym warsztatem technicznym, wiedzą teoretyczną, to świetnie. Ale sama w sobie też może przykryć ewentualne braki i u rockowych twórców często się to sprawdza.

      Usuń
  7. Czy filmy oceniasz tak samo jak muzykę, a więc czy rozważasz takie czynniki jak m.in.: czasy powstawania, innowacyjność, wpływ na innych, czyją twórczość później zainspirowały, zwracasz uwagę na wtórność, powielane klisze, schematy, powtarzającą się fabułę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uściślę: Na moje oceny muzyki wpływa mój subiektywny odbiór. Obiektywne walory mogą - ale nie muszą - sprawić, że dane dzieło spodoba mi się bardziej.

      Gdybym pisał recenzje filmowe, to wspominałbym w nich o tych wspomnianych aspektach, ale niekoniecznie determinowałyby ocenę. Na moje zdanie o poszczególnych tytułach wpływa przede wszystkim to, czy po prostu dobrze mi się ten film oglądało, czy miałem problem z utrzymaniem uwagi, a także różne bardziej techniczne kwestie, jak np. poziom gry aktorskiej, zdjęcia, scenografia, pasująca muzyka itp.

      Usuń
  8. Ile recenzji tak w ogóle już opublikowałeś? Ze dwa, trzy tysiące? Jesteś w stanie policzyć? Lub czy być może jest w którymś miejscu na tym blogu coś w rodzaju licznika?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Recenzji - nie mam pojęcia ile, natomiast wszystkich opublikowanych postów jest obecnie 2 279. Blisko 200 kolejnych to wersje robocze, czyli posty z cofniętą datą publikacji oraz takie, których nigdy nie opublikowałem, na różnym etapie ukończenia.

      Usuń
  9. Z których stron internetowych zazwyczaj korzystasz, gdy zarysowujesz tło w recenzjach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam stron, które bym faworyzował, po prostu staram się dokonać jak najgłębszego researchu, docierając do każdej dostępnej informacji.

      Usuń
    2. Staram wyobrazić sobie jak czytasz te pseudo recenzje na artrock.pl dla researchu. Potrafią one dostarczyć sporą dawkę humoru. Szczególnie w pamięć zapadła mi jedna z recenzji gdzie autor wydłużył wstęp do absurdalnych rozmiarów zdając w nim relację z bieżącego meczu piłki kopanej... Ciężko trafić na aż tak głupie "recenzje" jak tamta, było to doświadczenie tragikomiczne.

      Usuń
    3. Przez te recenzje z artrock.pl faktycznie często trudno przebrnąć, nierzadko się poddaję, a niektórych autorów w ogóle nie czytam, bo już wiem, że skupiają się całkowicie na swoim odbiorze albo mają skłonność do pretensjonalnych opisów, a przydatnych informacji nie podają.

      Usuń
    4. Myślałem, że tylko ja mam o tym portalu takie zdanie😆 ich recenzje Zappy (wszystkie) to jakiś inny wymiar.

      Usuń
  10. Czy jest jakaś grupa słuchaczy którą jawnie pogardzasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za pytanie… Oczywiście, że nie pogardzam żadną grupą ludzi, a już zwłaszcza za coś takiego, jak upodobania muzyczne. Natomiast mogę krytykować - i krytykuję - konkretne postawy poszczególnych słuchaczy, takie jak np.:

      - Przekonanie o wyższości własnego gustu nad innymi i o wybitności jakiejś muzyki tylko dlatego, że subiektywnie się podoba. A zazwyczaj są to jakieś najbardziej oklepane rockowe grupy. Na każdą, także merytoryczną krytykę tych zespołów, osoby te odpowiadają: nagraj coś lepszego (bo sami z pewnością krytykują tylko przedstawicieli własnego zawodu) lub wracaj słuchać disco polo (bo istnieje tylko prosty rock i disco polo, nie ma innej muzyki).

      - Oczekiwanie, że każda muzyka będzie pod każdym względem identyczna, jak ta przez tę osobę słuchana. Często w pakiecie z agresywnym deprecjonowaniem wszystkiego, co nie spełnia tych oczekiwań.

      - Wszelkie uprzedzenia wobec jakiegoś gatunku, stylu, instrumentu, technologii, konkretnych twórców albo ich płci, pochodzenia, koloru skóry.

      Usuń
  11. Widziałeś listę 500 najlepszych albumów wszechczasów magazynu rolling stone? Jak tak, to co o niej sądzisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Problem z tą listą jest taki, że to po prostu plebiscyt popularności albumów, przeprowadzony w zamkniętej grupie dziennikarzy muzycznych. Nie jest to natomiast próba przedstawienia faktycznie ważnych - przełomowych, nowatorskich, wpływowych - tytułów. Wręcz całe istotne nurty są tam pozbawione jakiejkolwiek reprezentacji, więc trudno traktować tę listę poważnie.

      Usuń
  12. Czy nazwałbyś się krytykiem muzycznym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W jakimś sensie pewnie nim jestem, choć określenie to kojarzy mi się raczej z osobami, które same chcą błyszczeć - podczas gdy to, o czym piszą, ma drugorzędne znaczenie - i wysławiającymi się w pretensjonalny, egzaltowany sposób. Dlatego preferuję skromne określenie recenzent.

      Usuń
  13. Na rym wstawiłeś "tago mago" od can 10/10, a "Schlagenheim" 8/10, podczas gdy w twoich recenzjach wystawiłeś im kolejno 9/10 i 7/10. Które twoje opinie są aktualniejsze - te z rym, czy ze strony?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdą zmianę opinii na bieżąco aktualizuję na RYM. Natomiast tutaj pozostają oceny „historyczne”, aktualne w momencie publikacji recenzji i zgodne z ich treścią - oczywiście pozostają do czasu zaktualizowania całej treści.

      Usuń
  14. Czy Twoim zdaniem muzyka rozrywkowa może dorównać poważce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale pod jakim względem? Bo całościowo, to jak porównywanie która dyscyplina sportowa jest lepsza. Można natomiast zestawiać różne elementy czy aspekty. Moim zdaniem przewagą rozrywki nad poważką jest np. to, że rola instrumentalistów nie sprowadza się do bycia maszynami odczytującymi partyturę, tylko często przy każdym wykonaniu dokonuje się swego rodzaju dekompozycja, a poszczególni muzycy nadają indywidualizmu.

      Usuń
    2. Chodzi o to, czy jakikolwiek rockowy album 10/10 może obiektywnie równać się jakiemukolwiek poważnemu dziełu 10/10

      Usuń
    3. Ocenę 10/10 można rozumieć tak, że twórca zastosował adekwatne w danym gatunku środki muzyczne i zrobił z nich najlepszy możliwy użytek. Więc tak, oceny te są porównywalne - w taki sposób, jak złote medale w dwóch różnych dyscyplinach.

      Usuń
  15. Chyba tego jeszcze nie było, masz jakiś ulubiony album wszechczasów?

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak promujesz bloga? Skąd u Ciebie taki ruch, po prostu piszesz recenzje i ludzie je odnajdują? Założyłem swojego i od jakiegoś czasu staram się dbać o regularność, ale napisałem z dobre 20 artykułów i nie mam prawie żadnych wyświetleń, u Ciebie było przez jakiś czas podobnie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie wcale nie promuję - bo trudno za promocję uznać podanie linku na RYM i w podpisie na forach, na których od dawna się nie udzielam.

      Na początku też miałem mały ruch. Przez cały miesiąc ledwie kilkaset wyświetleń, mniej niż teraz w godzinę. Pierwsze komentarze pojawiły się dopiero, jak napisałem o czymś premierowym dość znanego wykonawcy.

      Możesz sprawdzić, czy pisanie o nowościach zwiększy ruch. Oczywiście najpierw musisz zadbać o widoczność w wyszukiwarkach, a przynajmniej tej, z której korzysta większość. Warto zindeksować bloga w Search Console. Zostawianie linków w różnych miejscach pomoże natomiast w pozycjonowaniu.

      Usuń
  17. Jakie masz zdanie na temat utworu ,, Gyöngyhajú lány” ? Czy zasłużenie cieszy się on takim uznaniem ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest to straszny kicz. Zwycięstwo (oby faktycznie się tak utrzymało) pro-demokratycznej opcji na Węgrzech lepiej uczcić słuchaniem innych, ciekawszych wykonawców z tego kraju, jak Gonda Sextet, Kolinda, Gabor Szabo oraz, oczywiście, Béla Bartók i György Ligeti.

      Co do albumu Omegi z tym kawałkiem, to w samym tylko 1969 roku, gdy się ukazał, lepiej oceniłem ponad 250 albumów.

      Usuń
    2. Czyli według Ciebie ten album Omegi jest odtwórczy ? Czy jego problem leży gdzie indziej?
      Jeśli wystawiasz ocenę 3/10, to raczej nie bez powodu.

      Usuń
    3. Jest odtwórczy, bo nie ma tam nic, czego nie byłoby wcześniej u innych grup rockowych. Omega na swoim debiucie (nie wiem, jak na innych płytach) to zespół kompletnie bez własnego stylu, zresztą nawet nieumiejący się na żaden styl zdecydować, bo ten zmienia się z każdym kawałkiem. Ale to nie to jest tam największym problemem, tylko ta wszechobecna przaśność, te banalne, naiwne melodie jak z harcerskiego ogniska. Prawie nic z całych lat 60. nie wprawiło mnie w takie zażenowanie.

      Usuń
  18. Będę musiał sobie sprawdzić to co poleciłeś. Jakoś nigdy nie zagłębiałem się w muzykę z kraju naszych braci z południa.

    Co do wyborów to można powiedzieć, że Orban został wyrzucony przez swojego byłego współpracownika. Jak wiadomo Peter Magyar w latach 2002 - 2024 należał do Fideszu. Czas pokaże jak będzie sprawował swoją władzę. Przynajmniej nie będzie szkodliwych decyzji takich blokowanie sankcji na putina.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)