Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2024

[Recenzja] Mabe Fratti - "Sentir Que no Sabes" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 24.06-30.06 Po mocnym w premiery poprzednim tygodniu, ten jest już wyraźnie słabszy. Szczególnie zawiodłem się na współpracy Shackletona z Six Organs of Admittance. Sam Shackeleton nagrywał naprawdę niezłe płyty z Wacławem Zimplem czy pod szyldem Tunes of Negation, a Ben Chasny ma na koncie choćby bardzo dobry "Dark Noontide", jednak wspólny "Jinxed by Being" okazał się, mimo przyzwoitego wykonania i dość przyjemnego klimatu, raczej nudnawy. Jeszcze gorzej wypadł nowy materiał The Revolutionary Army of the Infant Jesus. "The Dream We Carry" zamiast intrygującej i unikalnej mieszanki folku, psychodelii, tribal ambientu, neoclassical darkwave, jazzu czy muzyki mediewalnej, od jakiej zespół zaczynał, przyniósł zupełnie bezbarwne granie popowe. Dlatego na płytę tygodnia wybrałem coś zupełnie innego. Z Mabe Fratti - pochodzącą z Gwatemali, ale działającą głównie w Meksyku, klasycznie szkoloną wiolonczelistką, a także wokalistką i kompozytorką - p...

[Recenzja] Portishead - "Third" (2008)

Obraz
Drugi album Portishead, ten eponimiczny, jest w zasadzie czymś na kształt suplementu debiutanckiego "Dummy". Trzeci, nieodkrywczo zatytułowany "Third", to już wyraźny krok do przodu. Co niby nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę jedenastoletni odstęp od poprzednika, ale nie jest też przecież taki progres oczywistością w muzyce. A już na pewno nie jest czymś spodziewanym sytuacja, gdy długo oczekiwany powrót zespołu okazuje się zwrotem w zdecydowanie bardziej eksperymentalnym kierunku. Nagranie płyty takiej, jak "Third" było niewątpliwie odważne i jest jak najbardziej godne podziwu. Powrót do stylistyki, która tak ewidentnie należy do minionej epoki, byłby jedynie leniwym kapitalizowaniem sentymentu fanów, zapewne bez większej wartości muzycznej. Nagranie czegoś na czasie rownież byłoby banalnym rozwiązaniem i najprawdopodobniej nie miałoby szczególnych walorów artystycznych. Trio poszło więc najsensowniejszą możliwą drogą, choć zarazem tą najtrudniejszą. Al...

[Recenzja] Alcest - "Les chants de l’aurore" (2024)

Obraz
W przeciwieństwie do większości metalowych nurtów, black metal stał się całkiem niezłym punktem wyjścia do międzygatunkowych poszukiwań. Dość powszechne są próby łączenia go z jazzem lub brzmieniami elektronicznymi. Najbardziej przyjęła się jednak jego synteza z shoegaze'em lub dream popem, która wyodrębniła się nawet jako osobna stylistyka: blackgaze. Prekursorem tej mieszanki był Francuz Stephane Paul, znany pod scenicznym pseudonimem Neige, przybrany przez niego jeszcze w czasach, gdy grał w typowo blackmetalowych kapelach. Jedną z nich było trio Alcest, które jednak zanim cokolwiek nagrało, stało się solowym projektem Neige'a, a od drugiej płyty duetem z bębniarzem Jeanem "Winterhalterem" Deflandre. Już debiutancka EPka "Le secret" z 2003 roku łączyła inspiracje atmosferycznym black metalem w stylu Burzum czy wczesnego Ulver z wpływami grania z okolic Cocteau Twins, Slowdive oraz My Bloody Valentine. Czytaj też:  [Recenzja] Ulver - "Bergtatt: Et eev...

[Recenzja] Ulver - "Bergtatt: Et eeventyr i 5 capitler" (1995)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S02E06 Miłośnicy metalu raczej nie przepadają za gwałtownymi zmianami stylu. Norweski Ulver tymczasem regularnie dokonywał takich przewrotów. Choć zwykle kończy się to utratą zainteresowania dotychczasowych słuchaczy, brakiem sukcesów na innym polu i powrotem do wyjściowej stylistyki, to tej akurat grupie nie raz udawało się zdobyć uznanie także poza metalową niszą. Grupa ewoluowała od atmosferycznego black metalu przez dark folk, czysty black metal, eksperymenty z elektroniką i industrialem, trip-hop, ambient, ambient pop, psychodeliczny pop, aż po synthpop, po drodze grając jeszcze drony wspólnie z Sun O))). Zresztą już debiutancki "Bergtatt: Et eeventyr i 5 capitler" sugerował, że grupa nie chce się zamykać na jeden sposób grania. "Bergtatt" to płyta o bardzo surowym brzmieniu, wykraczająca jednak poza blackmetalowe schematy. Już same teksty - śpiewane w archaicznym języku duńsko-norweskim, inspirowane nordyckim folkiem i bar...

[Recenzja] Wacław Zimpel - "Japanese Journal Vol.1" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 17.06-23.06 Zapowiedzi kolejnych płyt Wacława Zimpla nie są może wielkim wydarzeniem - nierzadko ukazuje się ich po kilka jednego roku - ale nieustannie mnie cieszą. Artyście od kilkunastu lat udaje się utrzymać świetną formę, jednocześnie nie popadając w stagnację. Tym razem proponuje materiał inspirowany jedną z jego licznych wypraw do Japonii. Jesienią zeszłego roku zarejestrował tam kilka nagrań, które wypełniły właśnie wydany "Japanese Journal Vol. 1". Sam twórca określa to wydawnictwo jako EP-kę, jednak przy czterech utworach o łącznej długości 44 minut spokojnie mógłby to być album. A nawet coś w rodzaju instrumentalnego albumu koncepcyjnego. Zgodnie z tytułem jest to muzyczny odpowiednik dziennika podróży, w którym Zimpel zapisał pomysły, jakie pojawiły się w kolejnych miejscach odwiedzanych w Kraju Kwitnącej Wiśni. Pierwszy przystanek to Kyoto, gdzie Zimpel współpracował z teatralną grupą Chiten, przygotowując oprawę muzyczną do adaptacji "Iwony, ...

[Recenzja] Voo Voo - "Sno-powiązałka" (1987)

Obraz
Cykl "Polskie ejtisy" #6 Zaczęło się od "I Ching", projektu Zbigniewa Hołdysa z udziałem różnych przedstawicieli polskiego mainstreamu. Podczas sesji najlepiej układała się jednak współpraca z trzema instrumentalistami. Byli to gitarzysta Wojciech Waglewski (ex-Osjan), basista Andrzej Nowicki (grał już z Hołdysem w Perfekcie) oraz perkusista Wojciech Morawski (m.in. Klan, Breakout, Perfect i Porter Band). Właśnie ta czwórka, już jako kwartet Morawski Waglewski Nowicki Hołdys, nagrała album "Świnie" - jedną z fajniejszych, a przy tym najmniej wtórnych płyt polskiego mainstreamu ejtisowego. Gdy Hołdysowi znudziło się wspólne granie, pozostała trójka, wsparta przez grającego na perkusjonaliach Milo Kurtisa, kontynuowała współpracę jako Voo Voo - od inicjałów Waglewskiego. Zresztą wkrótce po wydaniu eponimicznego debiutu - wypełnionego raczej mało oryginalnym post-punkiem / cold wave - z oryginalnego składu pozostał tylko on. W odświeżonym składzie Voo Voo, ob...

[Recenzja] Stevie Wonder - "Innervisions" (1973)

Obraz
Jeden z tych albumów, których brak w jakimkolwiek zestawieniu płyt wszech czasów byłby ogromnym niedopatrzeniem. To właśnie na "Innervisions" Stevie Wonder ostatecznie, ponad wszelką wątpliwość potwierdził, że jest prawdziwym, dojrzałym artystą, a nie jedynie produktem masowo nagrywającym kolejne schematyczne płyty. Ta przemiana z cudownego dziecka wytwórni Motown, w twórcę sprawnie korzystającego ze swobody artystycznej, nastąpiła już na wydanych rok wcześniej "Music of My Mind" i "Talking Book". Albumach udanych, pokazujących Wondera jako świadomego i mającego na siebie pomysł muzyka, z paroma wybitnymi momentami, ale jako całość nieco nierównych. Zupełnie inaczej prezentuje się "Innervisions", gdzie poziom jest bardzo wyrównany, a jednocześnie każdy utwór ma własny charakter. Po raz kolejny Stevie Wonder zaprezentował się jako twórca niemalże samodzielny. Sam skomponował cały materiał i napisał każdy z tekstów, opracował aranżacje, wykonał wsz...

[Recenzja] Kendrick Lamar - "To Pimp a Butterfly" (2015)

Obraz
Od mniej więcej półtora roku "OK Computer" Radiohead nie jest już najlepszym albumem wszech czasów według użytkowników Rate Your Music. Spadł na drugie miejsce, wyprzedzony przez "To Pimp a Butterfly" Kendricka Lamara. Płyta ta już w momencie wydania stała się współczesnym klasykiem, który to status natychmiast potwierdziła niezliczona ilość entuzjastycznych recenzji, miliony odsłuchów w streamingu i świetna sprzedaż fizycznych kopii, a nawet uznanie samego Davida Bowie, dla którego album stał się jedną z głównych inspiracji podczas prac nad "Blackstar". Jak się okazuje, nie był to jedynie chwilowy hajp. Po blisko dziesięciu latach od premiery "To Pimp a Butterfly" cieszy się niesłabnącą popularnością, o czym świadczy chociażby ranking RYM-a czy obecność wśród odświeżonych 500 albumów Rolling Stone'a i tych 1001, których trzeba posłuchać przed śmiercią. Ale najlepsze w tym wszystkim - a bynajmniej nieoczywiste - jest to, że longplay faktyczni...

[Recenzja] Smerz / GAEA - "Tidligere den dagen" (2024)

Obraz
Norweski duet Smerz, tworzony przez Henriettę Motzfeldt i Catharinę Stoltenberg (córkę Jensa Stoltenberga, sekretarza generalnego NATO), zadebiutował w 2016 roku EPką "Okey". Wydawnictwo jest utrzymane w klimatach UK bass i synthpopu. Od tamtej pory projekt bardzo ciekawie się rozwija. Długogrający debiut "Believer" z 2021 roku przyniósł całkiem unikalną mieszankę art popu, nowoczesnej elektroniki, hip-hopu oraz współczesnej poważnej kameralistyki, choć nie zawsze wpływy te uzupełniają się tam w przekonujący sposób. Na tegorocznym  "Tidligere den dagen" dziewczyny idą jeszcze dalej w poważkowym kierunku, zresztą płytę nagrały we współpracy z docenianym w Norwegii żeńskim oktetem wokalnym GAEA, złożonym z  czterech alcistek i czterech sopranistek. "Tidligere den dagen" składa się aż z dwudziestu czterech ścieżek, ale spokojnie - płyta trwa zaledwie trzydzieści jeden minut. Wypełniające ją miniatury - nieprzekraczające zazwyczaj kilkudziesięciu sek...

[Recenzja] Autechre - "Chiastic Slide" (1997)

Obraz
Wydany pomiędzy "Tri Repetae" a "LP5" album "Chiastic Slide" może wydawać się dziełem mniej znaczącym w dorobku duetu Autechre. To bardziej bezpośrednia kontynuacja jego poprzednika niż wyraźne rozwinięcie tej stylistyki, do jakiego doszło dopiero na kolejnym longplayu. Trochę bezpodstawne wydaje się jednak robienie z tego zarzutu, bo nie ma nic złego w tym, że Rob Brown i Sean Booth zatrzymali się nieco dłużej w tym miejscu, skoro dopiero co wypracowali swoją własną, bardzo ciekawą odmianę IDM-u. A w dodatku chyba nikomu innemu nie udało się nagrać tak dobrej płyty w stylu "Tri Repetae", jaką jest "Chiastic Slide". Utwory ponownie bazują najczęściej na kontraście pomiędzy subtelnymi, nastrojowymi i raczej prostymi, ale zgrabnie poprowadzonymi liniami melodycznymi, a mocno pogmatwaną, bardzo intensywną warstwą rytmiczną. Im bardziej jedno z drugim zdaje się do siebie nie pasować - a jednocześnie znakomicie się dopełniać - tym bardziej i...

[Recenzja] Dysrhythmia - "Coffin of Conviction" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 3.06-9.06 Czy możliwe jest nagranie płyty metalowej, na której w ogóle nie byłoby powielania sztampowych klisz oraz ocierania się o kicz i infantylność? Albumu zdradzającego inspirację ambitniejszymi formami rocka, ale bez nadmiernego rozciągania utworów i przeładowywania ich licznymi riffami, które nie zawsze kleją się w całość? Pokazującego ponadprzeciętne umiejętności instrumentalistów, a nie jedynie pseudo-wirtuozerię sprowadzającą się do grania szybkich, lecz pozbawionych finezji solówek? Bez piszczących lub growlujących wokalistów? Oczywiście, jest to możliwe. Nie brakuje wydawnictw, które spełniają jedno lub kilka z tych kryteriów. Trafić jednak na taki, który spełniałby je wszystkie, jest niezwykle trudno. A mnie się to właśnie zdarzyło z najnowszym albumem tria Dysrhythmia, "Coffin of Conviction". Amerykański zespół istnieje już ćwierć wieku, a najnowsza płyta jest jego dziesiątą. Muzycznie niewiele przez ten czas się zmieniło - trio od początku łączy ...

[Recenzja] Neil Young - "Freedom" (1989)

Obraz
Twórcom zaczynającym w epoce klasycznego rocka z reguły trudno było odnależć się w czasach po tzw. punkowej rewolucji. Kryzys nie ominął też Neila Younga. O ile w latach 70. artysta wydawał jeden świetny album za drugim, to w kolejnej dekadzie wypuszczał w zasadzie gniot za gniotem. Płyty z tego okresu można podzielić na nieudolne próby dostosowania się do aktualnych trendów (inspirowane synthpopem oraz nową falą "Trans" i "Landing on Water"), nudne kopiowanie samego siebie ("Old Ways") lub nietrafione inspiracje przebrzmiałymi stylami (bluesrockowy "This Note's For You" i szczególnie kuriozalny "Everbody's Rockin'" w stylu rockabilly). Jedynym wartym uwagi wydawnictwem Younga z tego okresu jest wydany na sam koniec dekady "Freedom", choć to i tak głównie z powodu jednej kompozycji. Za to pojawiającej się tu w dwóch różnych wersjach. "Rockin' in the Free World" to jedna z najsłynniejszych kompozycji K...

[Recenzja] Joni Mitchell - "Clouds" (1969)

Obraz
Joni Mitchell i Neil Young zdecydowali się jakiś czas temu powrócić ze swoją muzyką na Spotify. Nie ukrywam, to dla mnie spore ułatwienie podczas pisania recenzji. Z drugiej strony zdarzenie to pokazuje smutną prawdę o dzisiejszym biznesie muzycznym. Jeśli artyści chcą docierać do słuchaczy, muszą być obecni na platformach streamingowych, godząc się na żenująco niskie stawki za odtworzenia oraz sąsiedztwo podcastów rozpowszechniających dezinformację. Obawiam się, że powrót Younga i Mitchell może jeszcze bardziej umocnić platformy kosztem artystów. Teoretycznie nie ma wielkiej różnicy pomiędzy "Clouds", drugim albumem Joni Mitchell, a debiutanckim "Song to a Seagull". To płyta tak samo ascetyczna pod względem brzmienia. Artystka śpiewa tu swoje kompozycje jedynie z własnym akompaniamentem gitary akustycznej, sporadycznie instrumentów klawiszowych, a czasem ze Stephenem Stillsem na drugiej gitarze lub basie. Ponownie na okładce znalazł się obraz namalowany przez samą ...

[Recenzja] Can - "Live in Aston 1977" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 27.05-2.06 Tym razem nie trzeba było długo czekać na kolejną archiwalną koncertówkę Can. Zaledwie trzy miesiące po "Live in Paris 1973" ukazuje się "Live in Aston 1977". O ile tamta płyta zawierała najstarszą jak dotąd rejestrację, jeszcze z Damo Suzukim na wokalu, tak tutaj otrzymujemy najnowszą. Występ miał miejsce na Uniwersytecie Aston w Birmingham, 4 marca 1977 roku, niedługo po wydaniu albumu "Saw Delight". Była to pierwsza płyta niemieckiego zespołu po kolejnej istotnej zmianie w składzie. W tamtym czasie Holger Czukay był coraz bardziej niezadowolony z kierunku, jaki obierała grupa, a w dodatku jako basista nie rozwijał się tak, jak pozostali muzycy. W zespole pozostał jeszcze przez jakiś czas jako gość od elektronicznych efektów, natomiast na basie zastąpił go Jamajczyk Rosko Gee, wcześniej grający w brytyjskim Traffic. Razem z nim dołączył inny muzyk tamtej grupy, pochodzący ze Złotego Wybrzeża (obecnej Ghany) perkusjonalista Rebop...

[Zapowiedź] Premiery płytowe czerwiec 2024

Obraz
Japoński album Wacława Zimpla oraz współpraca Shackletona z Six Organs of Admittance to dwie czerwcowe płyty, jakich najbardziej jestem ciekaw. Poza nimi opublikowane zostanie jednak sporo innych potencjalnie interesujących wydawnictw, w tym nowy materiał od Actress, Alcest, Huberta Zemlera, Johna Cale'a, The Revolutionary Army of the Infant Jesus czy Kronos Quartet wykonującego muzykę Sun Ra, a także aż trzy longplaye z udziałem Williama Parkera, z czego jeden archiwalny. Wśród archiwaliów są też płyty Diamandy Galas, Franka Zappy, Neila Younga czy Tomasza Stańki. Poniżej pełna - a w każdym razie najpełniejsza, jaką udało mi się skompilować - lista premier muzycznych czerwca. Muzyczne premiery czerwca 2024 6 czerwca: Smerz -  Tidligere den dagen 7 czerwca: Actress - Statik Clan of Xymox - Exodus Dysrhythmia - Coffin of Conviction Eels -  Eels Time! Nat Harvie - New Virginity Tashi Wada - What Is Not Strange? 14 czerwca: Bessie Jones, John Davis, The Georgia Sea Isla...