[Recenzja] Miles Davis - "The Complete Live at the Plugged Nickel 1965" (1995)

Okładka płyty "The Complete Live at the Plugged Nickel 1965" Miles Davis.


Setna rocznica urodzin wielkiego trębacza, kompozytora, bandleadera oraz innowatora jazzu - wypadająca dokładnie dzisiaj - nie jest szczególnie hucznie obchodzona. Przynajmniej jeśli chodzi o nowe wydawnictwa. Bo trudno uznać za wielkie wydarzenie fonograficzne kolejne wznowienie rejestracji występów w chicagowskim Plugged Nickel, które pojawiło się na początku roku. Reedycja daje jednak dobry powód, by przypomnieć ten historyczny materiał. To właśnie podczas tej serii występów istniejący od około roku skład, nazwany z czasem przez krytyków Drugim Wielkim Kwintetem Milesa Davisa, przedstawił własną koncepcję anty-muzyki.

Davis upodobał sobie granie w kwintecie w połowie lat 50. i - ze sporadycznymi odstępstwami - trzymał się tej formuły do końca kolejnej dekady. Pierwszą w miarę stabilną konfiguracją personalną był skład z Johnem Coltrane'em, Redem Garlandem, Paulem Chambersem i Phillym Joe Jonesem. To on zyskał miano Wielkiego Kwintetu, do którego z czasem dodano liczebnik porządkowy pierwszy. Grupa zaczęła się sypać tuż przed nagraniem - już bez udziału Garlanda i Jonesa - kultowego "Kind of Blue". Przez kolejne lata kwintet nieustannie zmieniał skład, aż wiosną 1963 roku zaczęła się kształtować jego druga słynna inkarnacja. Mniej więcej w tym samym czasie do Milesa dołączyli pianista Herbie Hancock, basista Ron Carter i nastoletni wówczas perkusista Tony Williams. Jedynie znalezienie właściwego saksofonisty trwało aż do jesieni następnego roku, gdy rolę tę objął Wayne Shorter - nie tylko znakomity instrumentalista, ale też jeden z najwybitniejszych kompozytorów jazzowych.


Pod koniec stycznia 1965 roku nowy kwintet nagrał swój pierwszy album, "E.S.P.". Materiał ukazał się w sierpniu, w nienajlepszym momencie - większość tamtego roku lider spędził na rehabilitacji po operacji biodra, a potem ponownej hospitalizacji po złamaniu nogi, przez co zespół nie mógł koncertować. Na scenę wrócił późną jesienią, dając występy w Filadelfii, Detroit, Nowym Jorku i Waszyngtonie, a następnie udając się do Chicago na dwutygodniową - trwającą od 21 grudnia do 2 stycznia - rezydencję w nocnym klubie Plugged Nickel. Miała to być po prostu kolejna seria występów, jednak okazała się jednym z najważniejszych momentów tego składu. Niektórzy wręcz uważają zapis tego wydarzenia za szczytowe osiągnięcie kwintetu.

Jako zespół byliśmy już tak dotarci, że występowanie razem było dla nas przyjemnością - wspominał Hancock w autobiografii. Wiedzieliśmy, co robić, żeby wszystko szło zgodnie z planem, ale właśnie granie według jednej formuły było tym, czego chcieliśmy uniknąć. Musieliśmy znowu wprowadzić do naszej gry element wyzwania (…). Zauważyłem, że wszystko przychodzi nam zbyt łatwo. Rozwiązanie zaproponował Williams, który podczas lotu do Chicago przedstawił swój autorski koncept anty-muzyki. Chodziło w nim o to, by każdy z muzyków grał w opozycji do tego, czego spodziewałaby się po nim reszta zespołu. Niektórzy sugerowali, że w ten sposób Tony chciał sabotować zespół, ale tak naprawdę próbował dokonać sabotażu naszego samozadowolenia w grupie, po to, byśmy znowu otworzyli się na ryzyko. To był kolejny krok w kierunku przekraczania muzycznych granic - przez każdego z osobna i przez cały zespół.


Hancock, Carter i Shorter byli pod wrażeniem pomysłu Williamsa. Zdecydowali się jednak utrzymać to w tajemnicy przed liderem. Davis miał zostać postawiony przed faktem dokonanym podczas pierwszego setu w Plugged Nickel. Muzycy niemal jednak wycofali się z realizacji tego pomysłu, gdy na miejscu zobaczyli sprzęt do nagrywania. Co innego, gdyby o ewentualnej porażce dowiedzieli się jedynie uczestnicy danego występu, ale rejestrowanie jej na taśmę mogło znacznie bardziej zaszkodzić ich reputacji. Tony uparł się jednak, by spróbować.

Kiedy Miles zaczął odliczanie, skupiłem się na tym, jak mogę grać "pod prąd" w stosunku do oczekiwań reszty - kontynuował wspomnienia Herbie. Kiedy utwór dochodził do kulminacji, naturalnym byłoby zagranie dźwięków, które by przyspieszyły ten proces. Zamiast tego zagrałem jeden cichy. Tony zrobił to samo - grał coraz głośniej, a kiedy miał walnąć w stopę, delikatnie stuknął w talerz. Podobnie robiliśmy, gdy utwór dobiegał końca - wtedy graliśmy intensywniej. Czułem, że to nie brzmi zbyt dobrze, ale sprawia, że musimy kombinować i dokonywać wyborów.

Podczas występów kwintet grał głównie interpretacje popularnych jazzowych standardów, uzupełnionych kilkoma starszymi kompozycjami Davisa, jak "So What", "All Blues", "Milestones", "Agitation" czy obowiązkowo wieńczący każdy set "The Theme". Wykonania natomiast standardowe już nie były. Wiedzieliśmy, że traktujemy widownię jak króliki doświadczalne, ale to był jedyny sposób, by skończyć z nawykami, które wykształciliśmy - tłumaczył Hancock. Chcieliśmy rozwalić formę, a później skleić jej kawałki i stworzyć coś nowego. Kiedy patrzyłem na słuchaczy, widziałem na ich twarzach konsternację. Wiedzieli, że coś się dzieje, ale nie mieli pojęcia co. Po prostu wciąż popijali drinki i palili papierosy, a my graliśmy dalej. Miles nie wspomniał o tym słowem. Wiedział lepiej niż ktokolwiek inny, że dzieje się coś dziwnego, ale nigdy nas o to nie zapytał, a my nigdy niczego mu nie wyjaśniliśmy. Po prostu to zaakceptował. Ostatecznie Herbie nie był zbyt zadowolony z występów. Czułem, że gram trochę na oślep - trafiały się dobre momenty, ale nie błyszczałem tak jak Miles czy Wayne. (…) Sądziłem, że to była katastrofa. Zdanie zmienił dopiero po kilkunastu latach, gdy w końcu zdecydował się odsłuchać nagrania.


Po zakończeniu rezydencji w Plugged Nickel instrumentaliści uznali etap anty-muzyki za zamknięty i rozwijali swoją współpracę w innym kierunku. To czyni zarejestrowany wówczas materiał jeszcze bardziej unikalnym. Minęło jednak sporo czasu, zanim decydenci Columbii opublikowali cokolwiek z tych występów. Dopiero jedenaście lat później, w 1976 roku, japoński oddział wytwórni wydał dwie oddzielne płyty o wspólnym tytule "At Plugged Nickel, Chicago". Znalazł się na nich wybór utworów zagranych w dniach 22-23 grudnia, po pięć kompozycji na każdej. Kolejne sześć lat minęło, zanim dokładnie ten sam materiał ukazał się w Europie i Stanach - tym razem jako jeden dwupłytowy album o tytule "Live at the Plugged Nickel".

W 1992 roku w Japonii, a trzy lata później w Stanach, pojawiło się znacznie obszerniejsze wydawnictwo. "The Complete Live at the Plugged Nickel 1965" to pełny zapis trzech setów z 22 grudnia oraz czterech z następnego wieczoru. Co ciekawe, japońskie wydanie ma siedem płyt kompaktowych, natomiast na tym drugim z niewiadomych przyczyn drugi set z pierwszego dnia rozbito na dwie płyty. Równolegle z amerykańskim boksem ukazał się 74-minutowy wybór utworów, "Highlights from the Plugged Nickel", dostępny też w Europie czy Australii, a w późniejszym czasie kilkakrotnie wznawiany. Na reedycję boksu przyszło czekać dłużej, przy czym znów pierwsi otrzymali ją Japończycy - już w 2023 roku - a reszta świata dopiero kilka miesięcy temu. Tym razem komplet nagrań trafił nie tylko na kompakty (ponownie z kuriozalnie rozbitym drugim setem), ale po raz pierwszy także na winyle, w formie 10-płytowego boksu, Całość zyskała nowy mastering, poprawioną szatę graficzną oraz nowe eseje w książeczce.


Nagrania kwintetu Milesa Davisa z Plugged Nickel mają dziś kultowy status wśród miłośników jazzu, ale warto pamiętać, że ukazały się po wielu latach, gdy od dawna nieistniejący skład miał już ugruntowaną pozycję. Trudno powiedzieć, jak zareagowałaby krytyka i publiczność, gdyby materiał ukazał się w połowie lat 60. Taka dekonstrukcja znanych jazzowych tematów z pewnością wywołałaby spore kontrowersje, co w najgorszym wypadku mogłoby nawet przyśpieszyć rozpad Drugiego Wielkiego Kwintetu, który nawet nie zyskałby tego tytułu. A wtedy nie powstałyby te wszystkie wspaniałe albumy, jak "Miles Smiles", "Sorcerer" i "Nefertiti" czy wczesne eksperymenty ze zelektryfikowanym brzmieniem, a niewykluczone, że Davis wówczas w ogóle nie zwróciłby się w stronę fusion. Zresztą docenienie koncepcji anty-muzyki mógłby wywołać podobne skutki, gdyby kwintet zdecydował się wówczas ją rozwijać. Chyba dobrze się zatem stało, że zapis tych występów skończył jako archiwalia. Co nie znaczy, że można go traktować jako wydawnictwo drugiego sortu - to jeden z kreatywnych szczytów tego znakomitego zespołu.

Ocena: 9/10

Źródło cytatów:
Hancock H., Dickey L., Autobiografia legendy jazzu, Wydawnictwo Sine Qua Non, Kraków 2015.


Miles Davis - "The Complete Live at the Plugged Nickel 1965" (1995)

December 22, 1965 - first set: 1. If I Were a Bell; 2. Stella by Starlight; 3. Walkin'; 4. I Fall in Love Too Easily; 5. The Theme
December 22, 1965 - second set: 1. My Funny Valentine; 2. Four; 3. When I Fall in Love; 4. Agitation; 5. 'Round About Midnight; 6. Milestones; 7. The Theme
December 22, 1965 - third set: 1. All of You; 2. Oleo; 3. I Fall in Love Too Easily; 4. No Blues; 5. I Thought About You; 6. The Theme
December 23, 1965 - first set: 1. If I Were a Bell; 2. Stella by Starlight; 3. Walkin'; 4. I Fall in Love Too Easily; 5. The Theme
December 23, 1965 - second set: 1. All of You; 2. Agitation; 3. My Funny Valentine; 4. On Green Dolphin Street; 5. So What; 6. The Theme
December 23, 1965 - third set: 1. When I Fall in Love; 2. Milestones; 3. Autumn Leaves; 4. I Fall in Love Too Easily; 5. No Blues; 6. The Theme
December 23, 1965 - fourth set: 1. Stella by Starlight; 2. All Blues; 3. Yesterdays; 4. The Theme

Skład: Miles Davis – trąbka; Wayne Shorter – saksofon tenorowy; Herbie Hancock – fortepian; Ron Carter – kontrabas; Tony Williams – perkusja
Producent: Michael Cuscuna


Komentarze

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] Jack DeJohnette - "Special Edition" (1980)

[Recenzja] Pink Floyd - "The Final Cut" (1983)

[Recenzja] Ahmed - "Play Monk" (2026)

[Recenzja] McCoy Tyner & Joe Henderson - "Forces of Nature: Live at Slugs'" (2024)

[Artykuł] Pablo's Guide to Polish Pop - najlepsze polskie płyty