Posty

Wyświetlam posty z etykietą jazz rock

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E05 W nowym stuleciu kompozycje Johna Zorna z Masada Songbook doczekały się kolejnych, dość zaskakujących aranżacji. Tym razem na największy, ośmioosobowy skład i po raz pierwszy na zelektryfikowane instrumentarium. W przeciwieństwie do innych inkarnacji, Electric Masada był projektem efemerycznym, a zarazem stricte koncertowym. Pozostawił po sobie jedynie dwa albumy zarejestrowane na żywo, z których pierwszy ukazał się w ramach serii "50th Birthday Celebration" (jako "Vol. 4"), a drugi, bardziej obszerny, to właśnie  "At the Mountains of Madness". Wszystkie kompozycje z tego wcześniejszego powtarzają się na jego następcy, gdzie dochodzą też inne tytuły, a brzmienie całości jest lepsze. Jak Electric Masada ma się do wcześniejszych grup wykonujących ten repertuar? W oktecie znalazła się połowa składu oryginalnego kwartetu Masada - Zorn na saksofonie altowym oraz Joey Baron na bębnach - a zarazem połowa Bar Kokhba Sex...

[Recenzja] Backengrillen - "Backengrillen" (2026)

Obraz
Ubiegły rok był pierwszym od prawie dekady, gdy nie ukazało się żadne nowe wydawnictwo tria Fire! ani jego rozszerzonego wcielenia Fire! Orchestra. Muzycy tworzący trzon grupy w ostatnim czasie skupili się na innych projektach. Basista Johan Berthling i perkusista Andreas Werliin kontynuują swoją współpracę z gitarzystą Orenem Ambarchim, wydając kolejne części "Ghosted" z nastrojowym, minimalistycznym jazzem. Tymczasem saksofonista Mats Gustafsson pozostał przy ostrzejszym graniu - czy to na bardziej psychodelicznym "Traces" pod szyldem Cosmic Ear, czy też na freejazzowym "Pivot" z Kenem Vandermarkiem, ale najbardziej w swoim nowym zespole Backengrillen, tworzonym z muzykami post-hardcore'owego Refused. Eponimiczny album kwartetu to brutalna mieszanka jazzu free, punku, noise'u, metalu i krautrocka. Wokalista Dennis Lyxzén, perkusista David Sandstörm i basista Magnus Flagge współtworzą Refused od wczesnych lat 90. Pod koniec tamtej dekady, w 1998 r...

[Recenzja] Maestro Trytony - "Heart of Gold" (2004)

Obraz
Ponoć jest to najlepszy polski album. Poza opisem na Bandcampie, według którego niektórzy tak twierdzą , nie dotarłem jednak do aż tak entuzjastycznych opinii na temat drugiego albumu Meastro Trytony. Nie znalazłem też "Heart of Gold" w żadnym rankingu polskich płyt, choćby na odległej pozycji. To zresztą niszowe wydawnictwo, pierwotnie wydane na kompakcie w zaledwie 230 egzemplarzach i od tamtej pory niewznawiane, choć obecne w streamingu. Można by zatem tę wzmiankę o najlepszej polskiej płycie potraktować jako żart, ironię, albo nawet jak zwykły chwyt marketingowy. Rzecz w tym, że nie jest to stwierdzenie wcale dalekie od prawdy - oczywiście rozpatrując to wydawnictwo w kategoriach artystycznych, a nie komercyjnych. Projekt Tomasza Gwincińskiego zadebiutował osiem lat wcześniej płytą "Enoptronia". Kwintet, wsparty wieloma gościami, zaproponował tam całkiem unikalną mieszankę jazzu, rocka oraz muzyki współczesnej. W nagraniach "Heart of Gold", zarejestrow...

[Recenzja] Tortoise - "TNT" (1998)

Obraz
"TNT", trzeci album Tortoise, kontynuuje stylistyczne wątki z poprzednich płyt, nacisk kładąc jednak na te mniej dotąd eksponowane, a nawet w ogóle nieobecne. Nowością są tu chociażby wpływy jazzowe. Pojawiły się wraz z rozszerzeniem składu o Jeffa Parkera, gitarzystę udzielającego się dotąd właśnie w jazzowych składach. Do Tortoise trafił bezpośrednio z pobocznego projektu Johna Herndona i Dana Bitneya, Isotope 217°. Zresztą dwoje innych zaangażowanych w niego muzyków - kornecista Rob Mazurek i puzonistka Sara P. Smith - również wzięło udział w nagraniach "TNT". Wraz z innymi instrumentalistami, obsługującymi różne dęciaki i smyczki, wzbogacają brzmienie albumu, wzmacniając ten bardziej klasyczny, jazzowy kierunek. To jednak tylko jeden z aspektów tego albumu. Bo jednocześnie eskalowała tu fascynacja nowymi technologiami i ówczesną sceną muzyki elektronicznej. Bynajmniej nie można tu mówić o zaskoczeniu. Już na poprzednich płytach istotnie wykorzystywano możliwości...

[Recenzja] John Zorn - "Naked City" (1990)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E07 Ciężar w muzyce może przybierać różną postać. Nie musi wcale wynikać z typowo metalowych patentów. W związku z tym nie widzę sensu, by w tym cyklu trzymać się wyłącznie tego typu grania. Choć akurat ten album trochę tego metalu zawiera, nawet jeśli miesza się on tu z innymi stylami i jedynie czasem nad nimi dominuje. Tak samo ciężar i agresją stanowią tylko jedne z wielu środków ekspresji, a przytłaczający charakter tego wydawnictwa wynika przede wszystkim z czegoś całkiem innego - z szaleństwa, nieokiełznanego eklektyzmu i nieprzewidywalności tego materiału. To płyta, na której free jazz miesza się z grindcore'em, no wave i surf rockiem - a to tylko te najczęściej słyszane inspiracje - często na przestrzeni pojedynczych kawałków, w których nie brakuje zaskakujących zwrotów stylistycznych, choć często te wpływy po prostu nakładają się na siebie w tym samym momencie. W chwili wydania tego albumu John Zorn był już uznaną postacią nowojorsk...

[Recenzja] Maruja - "Pain to Power" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 8.09-14.09 Nieczęsto zdarza mi się wyczekiwać debiutanckich albumów, a "Pain to Power" grupy Maruja, jedna z najbardziej oczekiwanych przeze mnie tegorocznych płyt, to właśnie długogrający debiut. Poczynania grupy śledzę jednak już od ponad dwóch lat, a konkretnie od czasu EPki "Knocknarea", która dla istniejącego wówczas już prawie dekadę zespółu była wyjściem do szerszej publiczności. Wcześniejsza działalność miała raczej amatorski charakter. Wszystko zaczęło się w 2014 w Manchesterze, kiedy czterech nastolatków - śpiewający gitarzysta Harry Wilkinson, drugi gitarzysta Liam Laurence, basista Matt Buonaccorsi oraz nieznany z personaliów perkusista - postanowiło razem grać. Nazwę Maruja Wilkinson wypatrzył na sklepowym szyldzie podczas rodzinnych wakacji w Hiszpanii. W kolejnych latach kwartet opublikował w sieci kilka singli oraz EPek, zdradzających fascynację funkiem czy reggae, zarazem utrzymanych w mocno punkowej estetyce. Dziś muzycy tak bardzo w...

[Recenzja] Maruja - "Tír na nÓg" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 17.02-23.02 Maruja jest dziś najbardziej obiecującym zespołem sceny Windmill. Jeśli właśnie nagrywany długogrający debiut spełni pokładane w nim nadzieje, grupa może stać się nowym liderem nurtu. Zwłaszcza że sytuacja temu sprzyja. Z tych najbardziej reprezentatywnych przedstawicieli jedynie Squid wciąż działa w oryginalnym składzie, ale niedawno wydany trzeci album pod wieloma względami - o których wspominam w jego recenzji - nie dorównał poprzednim. Tymczasem black midi zdążył się już rozpaść na kilka różnych projektów, a kontynuujący granie bez rozpoznawalnego frontmana i ewoluujący stylistycznie Black Country, New Road wielu skreśliło jeszcze przed ukazaniem się czegokolwiek w nowym, okrojonym składzie. "Tir na nÓg" - co po irlandzku oznacza Kraj młodości  - to, jak twierdzą sami muzycy, ich trzecia i ostatnia EPka . A, jeśli pominąć zeszłoroczny singiel "Break the Tension", to także pierwsze wydawnictwo Maruji, którego grupa nie opublikowała włas...

[Recenzja] Joni Mitchell - "Hejira" (1976)

Obraz
"Hejira" to album o ucieczce i samotności. Joni Mitchell uciekała od kolejnych związków, tych efemerycznych i tych poważniejszych, jak z Johnem Guerinem, ale też od kokainowego nałogu. Cały materiał został ponoć skomponowany w drodze, zarówno podczas własnej trasy promującej album "The Hissing of Summer Lawns", jak i supportu Boba Dylana w ramach wielkiego przedsięwzięcia Rolling Thunder Revue. Stworzone w ten sposób utwory okazały się najbardziej osobistymi w jej karierze. Jak sama twierdziła, wcześniejsze kompozycje mógł napisać ktokolwiek, ale te - wyłącznie ona. Szukając odpowiedniego tytułu dla tego zestawu, trafiła na arabskie słowo hidżra , oznaczające ucieczkę, wędrówkę lub zerwanie stosunków, najczęściej kojarzone z ucieczką Mahometa i jego zwolenników z Mekki do Medyny. Przy czym poprawna angielska transliteracja tego słowa to Hijrah albo Hegira . Rozpoczynając nagrania na album Mitchell doszła do wniosku, że nie chce już korzystać ze wsparcia muzyków ses...

[Recenzja] Geordie Greep - "The New Sound" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 30.09-6.10 Kiedy pięć lat temu recenzowałem debiutancki album black midi, "Schlagenheim", byłem pozytywnie nastawiony do zawartej na nim fuzji post-punka, noise'u i krautrocka. Nie spodziewałem się jednak tego, co nastąpiło później. Albumy "Cavalcade" i "Hellfire", zachowując młodzieńczą energię debiutu, przyniosły zwrot w stronę jeszcze bardziej złożonego grania, silnie inspirowanego avant-progiem, math- czy jazz-rockiem. Wywindowały zespół do samej czołówki współczesnego rocka i uczyniły z niego istotny punkt odniesienia dla innych nowych twórców, często zresztą pozostających pod jego wpływem lub w podobny sposób odświeżających różne ciekawe pomysły z przeszłości, łącząc je w niespotykany wcześniej sposób. Na kolejny album black midi czekałem z niecierpliwością, ale i obawą, czy zespół dalej będzie się rozwijał, czy pozostanie przy wypracowanym stylu. Teraz to bez znaczenia, bo na początku sierpnia muzycy poinformowali o zawieszeniu dz...

[Recenzja] Cime - "The Cime Interdisciplinary Music Ensemble" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 29.07-4.08 Jednym z moich największych muzycznych rozczarowań tego roku jest blisko zerowa aktywność fonograficzna grup z brytyjskiej sceny Windmill. Lukę tę wypełnił już jednak nowozelandzki Half Empty Glasshouse, a teraz dołącza do niego kalifornijski projekt Cime ze swoim drugim albumem, " The Cime Interdisciplinary Music Ensemble". O ile debiutancki "The Independence of Central America Remains an Unfinished Experiment" sprzed dwóch lat zawierał muzykę bliższą folku, tak tym razem Monty Cime z zespołem kieruje się w rejony kojarzone z black midi czy wczesnym Black Country, New Road. Post-punkowa surowizna, a nierzadko też agresja, spotyka się tu z artyzmem proga i jazz-rocka. Tym, co łączy obie płyty Cime, są silne wpływy muzyki latynoskiej. " The Cime Interdisciplinary Music Ensemble" to całkiem unikalna mieszanka post-punku, avant-proga, jazzu i  grania z Ameryki Południowej. Wprawdzie czegoś podobnego próbował już black midi na "H...

[Recenzja] Gwinciński / Richter / Skolik - "Jupiter, Urizen, Wernyhora, Trungpa" (1998)

Obraz
Z polską muzyką ostatnich pięćdziesięciu lat, zwłaszcza tą sprzed czasów powszechnego dostępu do internetu, jest tak, że trzeba się trochę natrudzić, aby znaleźć te najciekawsze płyty. W mediach tradycyjnych promowana była i jest głównie muzyka bez większych walorów artystycznych i/lub totalnie odtwórcza względem zachodnich trendów. Sytuację nieco poprawiło pojawienie się nowych, internetowych mediów, dzięki którym trochę łatwiej śledzić, co się obecnie dzieje w niezalu, o ile zna się odpowiednie strony. Niestety, wiele interesującej muzyki z lat poprzednich wciąż nie doczekało się należnego uznania. Kilka takich płyt w ostatnim czasie już opisałem. " Jupiter, Urizen, Wernyhora, Trungpa" Gwincińskiego, Richtera i Skolika to kolejna z nich. Album - wydany chyba tylko raz, ale do dziś łatwo dostępny fizycznie i w streamingu - to jedyne wydawnictwo tego efemerycznego tria. Liderowi Maestro Trytony, gitarzyście Tomaszowi Gwincińskiemu, w nagraniach towarzyszyli niemiecki basista ...

[Recenzja] Maestro Trytony - "Enoptronia" (1996)

Obraz
Jeżeli lata 80. w polskiej muzyce rozrywkowej były czasem niepohamowanego naśladowania zachodnich kapel, to po rozpadzie bloku wschodniego i otwarciu granic z Zachodem nie było już tak łatwo ukrywać braku oryginalności. To wtedy, od początku kolejnej dekady, zaczęła się rozwijać w naszym kraju scena niezależna, a jednym z tego przejawów było powstanie nowego, unikalnego na skalę światową nurtu yass. Nie był to właściwie nowy styl, ale jego przedstawicieli łączyła skłonność do improwizacji oraz mieszania różnych rodzajów muzyki, od jazzu, przez rock, po folk. Jedną z głównych postaci yassowej sceny - a konkretnie jej bydgoskiej frakcji skupionej przy klubie Mózg - był gitarzysta Tomasz Gwinciński. Wraz ze Sławomirem Janickim i Jackiem Buhlem współtworzył Trytony, której debiutancki album był pierwszą płytą yassową. Z czasem jednak Gwinciński postanowił zastąpić pozostałą dwójkę muzykami z kręgów poważki. Tak powstał kwintet Maestro Trytony. Debiutancki album "Enoptronia" (od g...