Posty

Wyświetlam posty z etykietą jazz rock

[Recenzja] Marc Ribot - "Asmodeus" (2007)

Obraz
Cykl "Księga aniołów" 7/30 Zaangażowanie Johna Zorna w kolejne odsłony serii "Book of Angels" zależało od koncepcji poszczególnych albumów. Czasem ograniczał się jedynie do dostarczenia swoich tematów wybranemu wykonawcy, dając mu kompletną swobodę artystyczną. W innych przypadkach osobiście angażował się w nagrania. Do tych drugich należy "Asmodeus", gdzie Zorn występuje aż w poczwórnej roli: kompozytora, producenta, aranżera oraz dyrygenta. Można zatem przypuszczać, że tym razem to całkowicie jego wizja artystyczna, podczas gdy zaangażowani instrumentaliści są jedynie biernymi wykonawcami. Wizja ta mocno jednak różni się od muzyki, jaką Zorn grał z kwartetem Masada czy prezentował na wydanych pod własnym nazwiskiem albumach "Bar Kokhba" i "The Circle Maker". Album "Asmodeus" sygnuje swoim nazwiskiem Marc Ribot - gitarzysta, który zaczynał karierę jeszcze w latach 70., jako muzyk sesyjny. Rozpoznawalność przyniosła mu wielole...

[Recenzja] Arthur Verocai - "Arthur Verocai" (1972)

Obraz
Cykl wakacyjny S02E10 To jedna z tych historii o albumie niemal kompletnie zignorowanym przez krytykę i słuchaczy, rozczarowanym twórcy rezygnującym z dalszej kariery, a także odkryciu po latach płyty przez hip-hopowców. Sample z utworu "Na boca do sol" w kawałkach MF Dooma czy Ludacrisa wzbudziły zainteresowanie brazylijskim artystą i jego eponimicznym albumem z 1972 roku, który zaczął trafiać na różne listy płyt wszech czasów. A sam Arthur Verocai zaczął koncertować po całym świecie i znów, po trzydziestu latach przerwy, nagrywać swoją muzykę. Od tamtej pory wydał trzy kolejne albumy studyjne, jednak największym jego osiągnięciem pozostaje ta pierwsza, niegdyś zlekceważona, a dziś kultowa płyta. Brak zainteresowania longplayem w chwili premiery dziwi tym bardziej, że Arthur Verocai nie był wówczas w Brazylii anonimową postacią. Już od kilku lat z powodzeniem działał jako producent, aranżer i twórca piosenek dla innych wykonawców. W tych rolach współpracował m.in. z Jorge Be...

[Recenzja] Lô Borges - "Nuvem cigana" (1982)

Obraz
Cykl wakacyjny S02E09 U schyłku wojskowej dyktatury Brazylia była pogrążona w gospodarczym kryzysie, za to powoli zaczęto wycofywać najbardziej represyjne ograniczenia. W 1982 roku odbyły się pierwsze od blisko dwóch dekad bezpośrednie wybory na gubernatorów stanowych. Jednym ze stanów, w którym zwyciężył opozycyjny kandydat, był Minas Gerais - kolebka środowiska Clube da esquina. Wydany wówczas "Nuvem cigana", trzeci autorski album Lô Borgesa, wydaje się pasować do ówczesnych nastrojów w kraju. W porównaniu z wcześniejszym o trzy lata "A Via-Láctea" jest to płyta żywsza i jeszcze bardziej pogodna, ale przede wszystkim folkowy nastrój ustępuje najnowszym trendom z wolnego  świata. Borges zdecydowanie wchodzi tym materiałem w lata 80., chętnie wykorzystując syntezatory, dodające gdzieniegdzie niemal synthpopowego charakteru. "Nuvem cigana" składa się głównie z kompozycji Lô Borgesa, z czego dwie są instrumentalne, a do pozostałych teksty napisali Ronaldo Ba...

[Recenzja] Koby Israelite - "Orobas" (2006)

Obraz
Cykl "Księga aniołów" 4/30 To z kilku powodów przełomowe wydawnictwo w serii "Book of Angels". Po raz pierwszy John Zorn nie był osobiście zaangażowany w nagrania - nawet w roli producenta. Ale też pierwszy raz interpretowaniem jego kompozycji zajęli się instrumentaliści spoza ścisłego grona regularnych współpracowników saksofonisty. Inna sprawa, że sygnujący ten album swoim nazwiskiem Koby Israelite już wcześniej wydawał swoje płyty w wytwórni Tzadik, a nawet zarejestrował jedną kompozycję z pierwszego zbioru klezmerskich kompozycji Zorna na album "The Unknown Masada". Wówczas towarzyszyli mu basista Yaron Stavi, trębacz Sid Gauld oraz saksofonista John Telfer; na recenzowanym albumie tego ostatniego zastąpił flecista-klarnecista Stewart Curtis. Sam Israelite to multiinstrumentalista, grający tu na kilkunastu różnych instrumentach klawiszowych, dętych, strunowych lub perkusyjnych. "Orobas" zrywa też z charakterystyczną dla wcześniejszych odsłon ...

[Recenzja] Akiko Yano - "Japanese Girl" (1976)

Obraz
Japońska kultura przez długi czas, zwłaszcza w okresie sakoku, opierała się zewnętrznym wpływom. Jednak po II wojnie światowej bogata tradycja kraju zaczęła coraz bardziej ustępować powszechnej amerykanizacji. Muzyczna scena lat 60. i 70. była zdominowana przez epigonów twórców ze Stanów. Nieliczni artyści decydowali się łączyć wpływy zachodnie z regionalnymi. Do tych chlubnych wyjątków należy zaliczyć pianistkę, wokalistkę i kompozytorkę Akiko Yano. Jej debiutancki album "Japanese Girl" wprawdzie łączy oba światy, ale był też jednym z przełomowych wydawnictw dla ukształtowania się lokalnej wersji muzyki rozrywkowej. W Japonii to zresztą absolutny klasyk, podczas gdy reszta świata dopiero niedawno zaczęła go odkrywać - pierwsze zagraniczne, a konkretnie europejskie edycje ukazały się dopiero w 2019 roku. W przeciwieństwie do kolejnych albumów Yano, debiutu wciąż nie ma w streamingu. Tym bardziej jednak warto go polecać. Akiko Yano już jako trzylatka umiała grać na pianinie, a...

[Recenzja] Terje Rypdal - "Odyssey" (1975)

Obraz
Zobaczyłem "Odyseję" Christophera Nolana w kinie i cóż, faktycznie mocno rozmija się wiedzą historyczną. Nie ma przecież żadnych naukowych dowodów na istnienie cyklopów, syren czy innych stworów. A na serio to całkiem solidne kino rozrywkowe, profesjonalnej zrealizowane i dobrze zagrane przez trafnie dobranych aktorów. Może zbyt to wszystko przepełniono patosem, ale z drugiej strony przez trzy godziny seansu nawet przez chwilę nie czułem znużenia. Przy okazji tej głośnej premiery filmowej postanowiłem przypomnieć inne dzieło zainspirowane, przynajmniej w tytule, eposem przypisywanym Homerowi - album "Odyssey" jednego z najważniejszych gitarzystów jazz fusion. Na swoim czwartym autorskim albumie dla ECM (piątym w ogóle) Terje Rypdal postanowił spróbować czegoś nowego. W tym celu otoczył się głównie nowymi współpracownikami, jak puzonista Torbjørn Sunde, grający na elektrycznych organach Brynjulf Blix i perkusista Svein Christiansen, robiąc wyjątek jedynie dla basisty...

[Recenzja] James Blood Ulmer - "Are You Glad to Be in America?" (1980)

Obraz
Zmarły niedawno James Blood Ulmer był jednym z innowatorów jazzowej gitary. W swojej grze czerpał z bluesa, funku i rocka, a ostatecznie ukształtował własny styl pod wpływem harmolodycznej koncepcji Ornette'a Colemana. Zaczynał jednak od grania gospel, co było raczej naturalnym wyborem dla syna pastora. Z czasem odkrył bluesa, rock'n'rolla, soul i jazz. Grywał z różnymi kapelami, ale właściwą karierę rozpoczął w wieku trzydziestu lat, po przeprowadzce do Nowego Jorku i wsiąknięciu w tamtejsze środowisko muzyczne. Zaczął występować na płytach uznanych jazzmanów, jak Joe Henderson, Larry Young, Rashied Ali czy Arthur Blythe. Najważniejsze było jednak dołączenie do koncertowego zespołu Colemana akurat w czasie, gdy ten szlifował swój pomysł na stopienie w jedność harmonii, melodii i rytmu. Wprawdzie Ulmer nie zagrał na żadnym albumie saksofonisty, ale zaprosił go na swój debiutancki album "Tales of Captain Black", rozwijający ideę harmolodii. Kierunek ten kontynuował...

[Recenzja] Massacre - "Funny Valentine" (1998)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E07 Massacre był jednym z kluczowych przedstawicieli nowojorskiej awangardy przełomu lat 70. i 80. Grupa powstała z inicjatywy trójki muzyków: brytyjskiego gitarzysty Freda Fritha - wcześniej instrumentalisty avant-progowych Henry Cow i Art Bears - a także basisty Billa Laswella oraz perkusisty Freda Mahera, związanych wówczas z jazzowo-funkowo-rockowym Material. Trio działało przez około rok, dużo koncertując i pozostawiając po sobie jeden pełnowymiarowy album, "Killing Time" - bezkompromisowe dzieło nurtu no wave - a także kilka nagrań wypełniających drugą stronę autorskiego albumu Firtha, "Speechless". Zespół rozwiązano wraz z odejściem Mahera, który w późniejszym czasie grał m.in. z Daevidem Allenem, Lou Reedem czy nowofalową grupą Scritti Politti. Nieformalną kontynuacją Massacre było trio Two Against One tworzone przez Fritha i Laswella z perkusistą Antonem Fierem. Wkrótce jednak cała trojka połączyła siły ze śpiewający...

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E05 W nowym stuleciu kompozycje Johna Zorna z Masada Songbook doczekały się kolejnych, dość zaskakujących aranżacji. Tym razem na największy, ośmioosobowy skład i po raz pierwszy na zelektryfikowane instrumentarium. W przeciwieństwie do innych inkarnacji, Electric Masada był projektem efemerycznym, a zarazem stricte koncertowym. Pozostawił po sobie jedynie dwa albumy zarejestrowane na żywo, z których pierwszy ukazał się w ramach serii "50th Birthday Celebration" (jako "Vol. 4"), a drugi, bardziej obszerny, to właśnie  "At the Mountains of Madness". Wszystkie kompozycje z tego wcześniejszego powtarzają się na jego następcy, gdzie dochodzą też inne tytuły, a brzmienie całości jest lepsze. Jak Electric Masada ma się do wcześniejszych grup wykonujących ten repertuar? W oktecie znalazła się połowa składu oryginalnego kwartetu Masada - Zorn na saksofonie altowym oraz Joey Baron na bębnach - a zarazem połowa Bar Kokhba Sex...

[Recenzja] Backengrillen - "Backengrillen" (2026)

Obraz
Ubiegły rok był pierwszym od prawie dekady, gdy nie ukazało się żadne nowe wydawnictwo tria Fire! ani jego rozszerzonego wcielenia Fire! Orchestra. Muzycy tworzący trzon grupy w ostatnim czasie skupili się na innych projektach. Basista Johan Berthling i perkusista Andreas Werliin kontynuują swoją współpracę z gitarzystą Orenem Ambarchim, wydając kolejne części "Ghosted" z nastrojowym, minimalistycznym jazzem. Tymczasem saksofonista Mats Gustafsson pozostał przy ostrzejszym graniu - czy to na bardziej psychodelicznym "Traces" pod szyldem Cosmic Ear, czy też na freejazzowym "Pivot" z Kenem Vandermarkiem, ale najbardziej w swoim nowym zespole Backengrillen, tworzonym z muzykami post-hardcore'owego Refused. Eponimiczny album kwartetu to brutalna mieszanka jazzu free, punku, noise'u, metalu i krautrocka. Wokalista Dennis Lyxzén, perkusista David Sandstörm i basista Magnus Flagge współtworzą Refused od wczesnych lat 90. Pod koniec tamtej dekady, w 1998 r...

[Recenzja] Maestro Trytony - "Heart of Gold" (2004)

Obraz
Ponoć jest to najlepszy polski album. Poza opisem na Bandcampie, według którego niektórzy tak twierdzą , nie dotarłem jednak do aż tak entuzjastycznych opinii na temat drugiego albumu Meastro Trytony. Nie znalazłem też "Heart of Gold" w żadnym rankingu polskich płyt, choćby na odległej pozycji. To zresztą niszowe wydawnictwo, pierwotnie wydane na kompakcie w zaledwie 230 egzemplarzach i od tamtej pory niewznawiane, choć obecne w streamingu. Można by zatem tę wzmiankę o najlepszej polskiej płycie potraktować jako żart, ironię, albo nawet jak zwykły chwyt marketingowy. Rzecz w tym, że nie jest to stwierdzenie wcale dalekie od prawdy - oczywiście rozpatrując to wydawnictwo w kategoriach artystycznych, a nie komercyjnych. Projekt Tomasza Gwincińskiego zadebiutował osiem lat wcześniej płytą "Enoptronia". Kwintet, wsparty wieloma gościami, zaproponował tam całkiem unikalną mieszankę jazzu, rocka oraz muzyki współczesnej. W nagraniach "Heart of Gold", zarejestrow...

[Recenzja] Tortoise - "TNT" (1998)

Obraz
"TNT", trzeci album Tortoise, kontynuuje stylistyczne wątki z poprzednich płyt, nacisk kładąc jednak na te mniej dotąd eksponowane, a nawet w ogóle nieobecne. Nowością są tu chociażby wpływy jazzowe. Pojawiły się wraz z rozszerzeniem składu o Jeffa Parkera, gitarzystę udzielającego się dotąd właśnie w jazzowych składach. Do Tortoise trafił bezpośrednio z pobocznego projektu Johna Herndona i Dana Bitneya, Isotope 217°. Zresztą dwoje innych zaangażowanych w niego muzyków - kornecista Rob Mazurek i puzonistka Sara P. Smith - również wzięło udział w nagraniach "TNT". Wraz z innymi instrumentalistami, obsługującymi różne dęciaki i smyczki, wzbogacają brzmienie albumu, wzmacniając ten bardziej klasyczny, jazzowy kierunek. To jednak tylko jeden z aspektów tego albumu. Bo jednocześnie eskalowała tu fascynacja nowymi technologiami i ówczesną sceną muzyki elektronicznej. Bynajmniej nie można tu mówić o zaskoczeniu. Już na poprzednich płytach istotnie wykorzystywano możliwości...