Posty

Wyświetlam posty z etykietą elektronika

[Recenzja] Laurence Pike - "Possible Utopias for Jazz Quintet" (2026)

Obraz
Tytuł tego albumu jest podwójnie mylący. Bo żadnego kwintetu tu nie ma. Grający na bębnach i różnych instrumentach klawiszowych Laurence Pike zarejestrował trzy utwory w duecie z saksofonistą Benem Lernerem, po jednym z klawiszowcami Novakiem Manojloviciem i Nico Callahanem, a pozostałe dwa samodzielnie. Nie do końca też jest to jazz. Ściślej rzecz biorąc, nie jest to czysty jazz, a synteza różnych gatunków, w której nie mniej istotną rolę pełnią wpływy ambientu, elektroniki oraz post-rocka. To raczej rodzaj eksperymentu myślowego, przełożonego następnie na muzykę, jak potencjalny kwintet jazzowy mógłby dziś poszukiwać wyzwolenia od oczekiwanych przez wszystkich schematów. Także tych stosowanych od siedmiu dekad w jazzie free - rozwiązania, które wówczas dawały wolność, od dawna są już dla muzyków raczej ograniczeniami. Początkiem tego projektu były rozważania Pike'a, jak brzmiałaby muzyka, gdyby uwolnić ją od oczekiwań późnego kapitalizmu? W jaki sposób jazzman z wyidealizowanej k...

[Recenzja] Boards of Canada - "Inferno" (2026)

Obraz
"Inferno" to niewątpliwie najważniejsza premiera poprzedniego miesiąca. Wyjątkowo zresztą nudnego i pełnego muzycznych rozczarowań. W przypadku pierwszego od trzynastu lat albumu Boards of Canada oczekiwania musiały być spore. Mowa przecież o jednym z kluczowych twórców elektroniki przełomu wieków, którego wydane wówczas albumy "Music Has the Right to Children" i "Geogaddi" to niekwestionowana klasyka nurtów IDM oraz downtempo. Kolejne płyty nie były już może tak istotne, jednak rozwijały stylistykę zespołu. Długa przerwa wydawnicza poprzedzająca "Inferno" mogła jednak sugerować twórczy kryzys Mike'a Sandisona i Marcusa Eoina, co potęgowało moje obawy, że także oni dołączą do listy moich faworytów, którzy w maju nie dowieźli z nową muzyką. Tymczasem po kilku odsłuchach "Inferno" mam dość pozytywne odczucia, choć z zastrzeżeniami. Największą wadą jest to, jak bardzo wykalkulowany jest to album. Duet Boards of Canada po raz pierwszy w...

[Recenzja] Boards of Canada - "Tomorrow's Harvest" (2013)

Obraz
Boards of Canada doprowadzili do absolutnego absurdu już i tak dość kuriozalną ideę ekskluzywnych wydawnictw na Record Store Day. Opublikowany w 2013 roku w nakładzie zaledwie sześciu sztuk singiel "------ / ------ / ------ / XXXXXX / ------ / ------" przyniósł jedynie czterdzieści sekund muzyki. Jego muzyczna wartość jest dosłownie zerowa, ale kilka osób może sobie podbić ego posiadaniem unikalnego wydawnictwa, które dziś odkupowane jest nawet za dwa tysiące euro. Płyta była w rzeczywistości początkiem akcji promocyjnej czwartego, pierwszego od ośmiu lat albumu duetu. W trakcie nagrania można usłyszeć kilka, zdawałoby się, losowych cyfr, które okazały się fragmentem kodu. Jego kolejne części zamieszczono w spotach radiowych, opublikowanych w sieci filmikach oraz na fanowskim forum. Zebrane razem dawały dostęp do strony internetowej, na której ujawniono tytuł  "Tomorrow's Harvest" oraz jego datę premiery. Każdy z trzech poprzednich albumów Boards of Canada miał ...

[Recenzja] Boards of Canada - "The Campfire Headphase" (2005)

Obraz
Czekając na "Inferno", pierwszy od trzynastu lat album Boards of Canada, odświeżyłem sobie dwie poprzednie płyty szkockiego duetu. Choć nie są tak cenione, jak dwa pierwsze, to wciąż przynoszą wartą uwagi muzykę, świadczącą o ciągłym rozwoju twórców. Co więcej, progres ten postępował w niekoniecznie oczywistym kierunku. Po hauntologicznym debiucie "Music Has the Right to Children", a następnie idącym w jeszcze mroczniejsze, ezoteryczne rejony "Geogaddi", logicznym krokiem byłoby dalsze zagęszczanie atmosfery. Tymczasem wydany tuż po nich " The Campfire Headphase" to zwrot w całkiem przeciwnym kierunku - zdecydowanie najpogodniejsze z dotychczasowych wydawnictw, choć zarazem wyraźnie przepełnione nostalgią. Zmiany jednak dotyczą nie tylko nastroju, ale też bardziej konkretnych środków muzycznych. Boards of Canada wyraźnie upraszcza tu rytmikę, oddalając się od IDM-owego idiomu i tym samym nie naraża się już tak bardzo na porównania z Autechre. Brz...

[Recenzja] Beatrice Arrigoni, Maddalena Ghezzi & Francesca Naibo - "Monologo addosso" (2026)

Obraz
"Monologo addonsso" to projekt na styku muzyki eksperymentalnej i poezji. Do nagrań doszło z inicjatywy trzech włoskich artystek, którym udało się już zdobyć uznanie krytyki. Beatrice Arrigoni, absolwentka śpiewu jazzowego, ale też filologii współczesnej, działa na pograniczu jazzu oraz eksperymentu, przykładając dużą wagę do pracy z tekstem. Maddalena Ghezzi, także wokalistka, zwróciła na siebie uwagę cyklem EP-ek "Minerals", nagrywanych w duetach z różnymi instrumentalistami. Na jednej z nich miała już okazję współpracować z Franceską Naibo, gitarzystką reprezentującą free improvisation, obecnie w trakcie doktoratu na temat języków improwizacji w muzyce współczesnej. Tu jednak pełni przede wszystkim rolę wokalistki - bo cały album opiera się głównie na głosach - choć czasem gra też na gitarach, a ponadto wraz z producentem Luką Marteganim odpowiada za elektronikę. Jako autorzy muzyki podpisani są wspólnie Arrigoni, Ghezzi, Naibo i Martegani, natomiast za teksty po...

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

Obraz
Trzy i pół roku po zrecenzowaniu premierowego wówczas albumu "Fossora", w końcu opisuję ostatnią z poprzedzających ją płyt Björk. Pominąłem tylko tę nagraną przez Islandkę w dzieciństwie oraz te z muzyką filmową. Była to jedna z najmocniejszych dyskografii, jakie miałem okazję tu opisywać. To rzadki przypadek artystki nietracącej z biegiem lat kreatywności, wykazującej coraz większe ambicje artystyczne, która po skonsumowaniu komercyjnych sukcesów dokonała wręcz sabotażu dalszej kariery. Szkoda tylko, że na koniec tego cyklu pozostała akurat najmniej ekscytująca pozycja z tych bardziej eksperymentalnych. Bjork wciąż próbuje tu nowych rzeczy, ale ma problem z nadaniem swoim pomysłom odpowiedniej dla nich formy. Oprawa graficzna jest tu akurat niezbyt postępowa. Widząc tę okładkę trudno nie skojarzyć jej z równie szpetną grafiką "Homogenic". A najbardziej ekskluzywne wydanie to powtórka z albumu "Biophilia" - tam było pudełko z dziesięcioma fletami w tonacji...

[Recenzja] Nine Inch Nails - "The Downward Spiral" (1994)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E04 Jedna z najbardziej popularnych i wpływowych - inspirował się nią nawet David Bowie - ale też wywołujących największe kontrowersje płyt lat 90. Te ostatnie wzbudziło już samo miejsce nagrywania. Część materiału powstała w studiu urządzonym w posiadłości przy Cielo Drive w Los Angeles. Tej samej, która niegdyś należała do Romana Polańskiego i gdzie zamordowano jego żonę Sharon Tate. Nie mniejsze wątpliwości wzbudziła jednak także drastyczna, nihilistyczna warstwa liryczna. "The Downward Spiral" to album koncepcyjny, na którym kolejne utwory pokazują postępujący rozpad psychiczny cierpiącego na depresję bohatera. Ta po części autobiograficzna narracja krąży wokół takich tematów, jak przemoc, autodestrukcja, alienacja, uzależnienia, seks czy religia. "The Downward Spiral" był dla Nine Inch Nails zarówno komercyjnym, jak i stylistycznym przełomem. Wydany pięć lat wcześniej debiut, "Pretty Hate Machine", jest płytą j...

[Recenzja] Saba Alizadeh - "Rituals of the Last Dawn" (2026)

Obraz
Karierę Saby Alizadeha - irańskiego kompozytora i specjalisty od tradycyjnego perskiego instrumentu kemancze - śledzę od jego debiutanckiego albumu "Scattered Memories". Na wydanej przed siedmioma latami płycie muzyk przekonująco połączył lokalne dziedzictwo muzyczne ze współczesną technologią oraz inspiracjami muzyką elektroakustyczną, ambientem czy estetyką drone. Kontynuował tę syntezę na swoich kolejnych wydawnictwach: "I May Never See You Again" (2021) oraz zeszłorocznym "Temple of Hope". Na tym ostatnim Alizadeh porzucił dotychczasową neutralność, wprost odnosząc się do sytuacji po śmierci Mahsy Amini w wyniku pobicia przez policję obyczajową - do ogromnych protestów krwawo tłumionych przez irański reżim, ale dając pewną, choć złudną nadzieję. Artysta mógł już bezpiecznie informować o opresyjności i bezwzględności systemu w kraju, z którego pochodzi, bo sam jakiś czas wcześniej uciekł przed nim do Europy. Materiał na najnowszy, czwarty album Saby Ali...

[Recenzja] Björk - "Vulnicura" (2015)

Obraz
Po gargantuicznym przedsięwzięciu, jakim był multimedialny projekt "Biophilia", kolejne wydawnictwo Björk to po prostu standardowy album. Bez żadnych towarzyszących mu aplikacji, nawet bez poprzedzających singli. Jedynym dodatkowym elementem była nowojorska wystawa poświęcona twórczości artystki. Jej otwarcie zaplanowano na marzec 2015 roku, równolegle z premierą płyty. Ostatecznie jednak "Vulnicura" już dwa miesiące wcześniej - bez żadnych zapowiedzi i promocji - trafiła do sprzedaży cyfrowej, w reakcji na nielegalny wyciek materiału. Pozornie to kolejna, po średnio udanej płycie "Volta", próba powrotu do mainstreamu, zamiast kolejnych artystycznych eksperymentów, jak "Medulla" czy wspomniana "Biophilia". W pewnym sensie Bjork faktycznie wraca do swoich wcześniejszych dokonań. Aranżacje, opierające się na zestawieniu smyczków z nowoczesną elektroniką, to odświeżona wersja stylu z "Homogenic", zastępująca jego bombastyczność i...

[Recenzja] Björk - "Biophilia" (2011)

Obraz
"Biophilia" to jedno z najbardziej totalnych przedsięwzięć muzycznych. Nie tylko w twórczości samej Björk, lecz w całej historii fonografii. Na potrzeby projektu - bo całość zdecydowanie wykracza poza sam album - zaangażowano chór i orkiestrę dętą oraz przygotowano specjalnie opracowane instrumenty sprzężone z komputerami, aplikację do każdego utworu, a nawet zestaw kamertonów dostrojonych do tonacji poszczególnych piosenek, zapakowanych w drewniane pudełko najbardziej ekskluzywnej edycji (200 numerowanych egzemplarzy, pierwotna cena: 500 funtów). Do tego doszła jeszcze trasa koncertowa ze scenografią i kostiumami tyleż ekstrawaganckimi, co niosącymi walor edukacyjny. W Islandii i innych krajach organizowane były także specjalne warsztaty dla uczniów. Koncept albumu kształtował się w trakcie globalnego kryzysu finansowego z lat 2008-09, którego skutki były odczuwalne także na rodzimej wyspie artystki. Na tak wielu różnych poziomach okazywało się, że stare systemy już nie dzia...

[Recenzja] Charli XCX - "Wuthering Heights" (2026)

Obraz
Hajp na "Brat" mnie ominął. Nie słyszę niczego wyjątkowego w tych prostych, tanecznych numerach, bardzo przeciętnie zaśpiewanych przez Charlottę Aitchison. Charli XCX nie ma ani wyrazistej, rozpoznawalnej barwy głosu, ani szczególnych umiejętności - często zresztą probuje to ukrywać przy pomocy technologii. Pomimo tego, do bezpośredniego następcy tamtej płyty, "Wuthering Heigh", oczekiwania miałem naprawdę spore. Wszystko za sprawą wypowiedzi wokalistki o inspiracji The Velvet Underground oraz faktycznie zdradzającym je singlu "House" z udziałem samego Johna Cale'a. Album formalnie jest ścieżką dźwiękową "Wichrowych wzgórz" Emerald Fennel, kolejnej adaptacji powieści Emily Brontë. Można jednak traktować ten zbiór piosenek jako samodzielne dzieło. Tak naprawdę muzyka ta lepiej broni się na płycie niż w filmie - współczesny, taneczny mainstream nijak nie kojarzy się z XIX-wieczną historią, osadzoną na ponurych, angielskich wzgórzach. A przecież...

[Recenzja] Mandy, Indiana - "URGH" (2026)

Obraz
Brytyjsko-francuski kwartet idealnie wstrzelił się z premierą swojego drugiego albumu. Płyta, gdzie jednym z głównych tematów jest przemoc wobec kobiet i kultura gwałtu, ukazuje się w momencie, gdy coraz więcej wiadomo o skali seksualnych przestępstw oraz procedurze tuszowania, w jakie zaangażowani byli lub są prominentni przedstawiciele amerykańskiego biznesu i władzy, na czele z pomarańczowym klaunem. Są tu też odniesienia do aktualnych konfliktów: bezprawnej agresji Rosji na Ukrainę i dokonywanego przez Izrael ludobójstwa w Gazie. A z drugiej strony kawałek o koncernach farmaceutycznych niebezpiecznie zbliża się w rejony szurskich teorii - można go jednak potraktować jako trafną krytykę kapitalizmu i konsumpcjonizmu. W porównaniu z "I've Seen a Way" - wydanym trzy lata wcześniej debiutem Mandy, Indiana - "URGH" jest płytą nieco ciekawszą, bardziej dopracowaną. Więcej się tu dzieje, kompozycje wyróżnia większa wyrazistość. Stylistycznie wciąż dominują tu wątki...

[Recenzja] Björk - "Volta" (2007)

Obraz
Mieszanki głupoty, arogancji i chciwości obecnej administracji USA nie da się już racjonalnie obronić. W praktyce prowadzi to do rozwalania całego porządku świata. Wszystko wyłącznie po to, by jeszcze bardziej napompować ego i konta bankowe pomarańczowego narcyza, a przy okazji przykryć aferę z aktami Epsteina. Ale całe to zamieszanie z Grenlandią to nie tylko potencjalny konflikt wewnątrz NATO i koniec sojuszu, który daje nam bezpieczeństwo. To także zupełnie instrumentalne traktowanie mieszkańców wyspy. Imperialistyczne zapędy Trumpa celnie nazwała Björk, porównując je do kolonializmu. I słusznie oberwało się też Danii, która do dziś traktuje Grenlandczyków jak obywateli drugiej kategorii, a jeszcze do całkiem niedawna prowadziła wobec nich brutalną, kolonialną politykę. Islandzka artystka w temat zaangażowana jest zresztą od wielu lat, popierając prawo Grenlandii do samostanowienia. Wprost zamanifestowała to w znakomitym kawałku "Declare Independence", pochodzącym z nie ta...

[Recenzja] Hybrid Kids - "Claws" (1980)

Obraz
"Claws" jest jak mroczne odbicie dopiero co opisanego "A Christmas Yet to Come" Josepha Byrda. To także zbiór świątecznych piosenek; w większości przeróbek angielskich kolęd oraz hitów, choć ze skromnym dodatkiem autorskiego materiału. Wykonania są tu jednak zdecydowanie niekonwencjonalne - zdeformowane i świadomie campowe. Za całym tym przedsięwzięciem, ukryty za szyldem Hybrid Kids, stoi Morgan Fisher, najbardziej znany jako klawiszowiec glamowej grupy Mott the Hoople oraz muzyk towarzyszący Queen na trasie promującej płytę "Hot Space". Ale to tylko jedno z jego oblicz. Poza tym tworzy też muzykę mniej komercyjną, nierzadko o eksperymentalnym charakterze. Jako Hybrid Kids zadebiutował rok wcześniej płytą "A Collection of Classic Mutants", fejkową kompilacją dwunastu zespołów , w rzeczywistości nagraną samodzielnie przez Fishera. Na repertuar składają się tam wyłącznie przeróbki, w tym kompozycje oryginalnie wykonane przez The Beatles, Vana Morr...