Posty

Wyświetlam posty z etykietą elektronika

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

Obraz
Trzy i pół roku po zrecenzowaniu premierowego wówczas albumu "Fossora", w końcu opisuję ostatnią z poprzedzających ją płyt Björk. Pominąłem tylko tę nagraną przez Islandkę w dzieciństwie oraz te z muzyką filmową. Była to jedna z najmocniejszych dyskografii, jakie miałem okazję tu opisywać. To rzadki przypadek artystki nietracącej z biegiem lat kreatywności, wykazującej coraz większe ambicje artystyczne, która po skonsumowaniu komercyjnych sukcesów dokonała wręcz sabotażu dalszej kariery. Szkoda tylko, że na koniec tego cyklu pozostała akurat najmniej ekscytująca pozycja z tych bardziej eksperymentalnych. Bjork wciąż próbuje tu nowych rzeczy, ale ma problem z nadaniem swoim pomysłom odpowiedniej dla nich formy. Oprawa graficzna jest tu akurat niezbyt postępowa. Widząc tę okładkę trudno nie skojarzyć jej z równie szpetną grafiką "Homogenic". A najbardziej ekskluzywne wydanie to powtórka z albumu "Biophilia" - tam było pudełko z dziesięcioma fletami w tonacji...

[Recenzja] Nine Inch Nails - "The Downward Spiral" (1994)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E04 Jedna z najbardziej popularnych i wpływowych - inspirował się nią nawet David Bowie - ale też wywołujących największe kontrowersje płyt lat 90. Te ostatnie wzbudziło już samo miejsce nagrywania. Część materiału powstała w studiu urządzonym w posiadłości przy Cielo Drive w Los Angeles. Tej samej, która niegdyś należała do Romana Polańskiego i gdzie zamordowano jego żonę Sharon Tate. Nie mniejsze wątpliwości wzbudziła jednak także drastyczna, nihilistyczna warstwa liryczna. "The Downward Spiral" to album koncepcyjny, na którym kolejne utwory pokazują postępujący rozpad psychiczny cierpiącego na depresję bohatera. Ta po części autobiograficzna narracja krąży wokół takich tematów, jak przemoc, autodestrukcja, alienacja, uzależnienia, seks czy religia. "The Downward Spiral" był dla Nine Inch Nails zarówno komercyjnym, jak i stylistycznym przełomem. Wydany pięć lat wcześniej debiut, "Pretty Hate Machine", jest płytą j...

[Recenzja] Saba Alizadeh - "Rituals of the Last Dawn" (2026)

Obraz
Karierę Saby Alizadeha - irańskiego kompozytora i specjalisty od tradycyjnego perskiego instrumentu kemancze - śledzę od jego debiutanckiego albumu "Scattered Memories". Na wydanej przed siedmioma latami płycie muzyk przekonująco połączył lokalne dziedzictwo muzyczne ze współczesną technologią oraz inspiracjami muzyką elektroakustyczną, ambientem czy estetyką drone. Kontynuował tę syntezę na swoich kolejnych wydawnictwach: "I May Never See You Again" (2021) oraz zeszłorocznym "Temple of Hope". Na tym ostatnim Alizadeh porzucił dotychczasową neutralność, wprost odnosząc się do sytuacji po śmierci Mahsy Amini w wyniku pobicia przez policję obyczajową - do ogromnych protestów krwawo tłumionych przez irański reżim, ale dając pewną, choć złudną nadzieję. Artysta mógł już bezpiecznie informować o opresyjności i bezwzględności systemu w kraju, z którego pochodzi, bo sam jakiś czas wcześniej uciekł przed nim do Europy. Materiał na najnowszy, czwarty album Saby Ali...

[Recenzja] Björk - "Vulnicura" (2015)

Obraz
Po gargantuicznym przedsięwzięciu, jakim był multimedialny projekt "Biophilia", kolejne wydawnictwo Björk to po prostu standardowy album. Bez żadnych towarzyszących mu aplikacji, nawet bez poprzedzających singli. Jedynym dodatkowym elementem była nowojorska wystawa poświęcona twórczości artystki. Jej otwarcie zaplanowano na marzec 2015 roku, równolegle z premierą płyty. Ostatecznie jednak "Vulnicura" już dwa miesiące wcześniej - bez żadnych zapowiedzi i promocji - trafiła do sprzedaży cyfrowej, w reakcji na nielegalny wyciek materiału. Pozornie to kolejna, po średnio udanej płycie "Volta", próba powrotu do mainstreamu, zamiast kolejnych artystycznych eksperymentów, jak "Medulla" czy wspomniana "Biophilia". W pewnym sensie Bjork faktycznie wraca do swoich wcześniejszych dokonań. Aranżacje, opierające się na zestawieniu smyczków z nowoczesną elektroniką, to odświeżona wersja stylu z "Homogenic", zastępująca jego bombastyczność i...

[Recenzja] Björk - "Biophilia" (2011)

Obraz
"Biophilia" to jedno z najbardziej totalnych przedsięwzięć muzycznych. Nie tylko w twórczości samej Björk, lecz w całej historii fonografii. Na potrzeby projektu - bo całość zdecydowanie wykracza poza sam album - zaangażowano chór i orkiestrę dętą oraz przygotowano specjalnie opracowane instrumenty sprzężone z komputerami, aplikację do każdego utworu, a nawet zestaw kamertonów dostrojonych do tonacji poszczególnych piosenek, zapakowanych w drewniane pudełko najbardziej ekskluzywnej edycji (200 numerowanych egzemplarzy, pierwotna cena: 500 funtów). Do tego doszła jeszcze trasa koncertowa ze scenografią i kostiumami tyleż ekstrawaganckimi, co niosącymi walor edukacyjny. W Islandii i innych krajach organizowane były także specjalne warsztaty dla uczniów. Koncept albumu kształtował się w trakcie globalnego kryzysu finansowego z lat 2008-09, którego skutki były odczuwalne także na rodzimej wyspie artystki. Na tak wielu różnych poziomach okazywało się, że stare systemy już nie dzia...

[Recenzja] Charli XCX - "Wuthering Heights" (2026)

Obraz
Hajp na "Brat" mnie ominął. Nie słyszę niczego wyjątkowego w tych prostych, tanecznych numerach, bardzo przeciętnie zaśpiewanych przez Charlottę Aitchison. Charli XCX nie ma ani wyrazistej, rozpoznawalnej barwy głosu, ani szczególnych umiejętności - często zresztą probuje to ukrywać przy pomocy technologii. Pomimo tego, do bezpośredniego następcy tamtej płyty, "Wuthering Heigh", oczekiwania miałem naprawdę spore. Wszystko za sprawą wypowiedzi wokalistki o inspiracji The Velvet Underground oraz faktycznie zdradzającym je singlu "House" z udziałem samego Johna Cale'a. Album formalnie jest ścieżką dźwiękową "Wichrowych wzgórz" Emerald Fennel, kolejnej adaptacji powieści Emily Brontë. Można jednak traktować ten zbiór piosenek jako samodzielne dzieło. Tak naprawdę muzyka ta lepiej broni się na płycie niż w filmie - współczesny, taneczny mainstream nijak nie kojarzy się z XIX-wieczną historią, osadzoną na ponurych, angielskich wzgórzach. A przecież...

[Recenzja] Mandy, Indiana - "URGH" (2026)

Obraz
Brytyjsko-francuski kwartet idealnie wstrzelił się z premierą swojego drugiego albumu. Płyta, gdzie jednym z głównych tematów jest przemoc wobec kobiet i kultura gwałtu, ukazuje się w momencie, gdy coraz więcej wiadomo o skali seksualnych przestępstw oraz procedurze tuszowania, w jakie zaangażowani byli lub są prominentni przedstawiciele amerykańskiego biznesu i władzy, na czele z pomarańczowym klaunem. Są tu też odniesienia do aktualnych konfliktów: bezprawnej agresji Rosji na Ukrainę i dokonywanego przez Izrael ludobójstwa w Gazie. A z drugiej strony kawałek o koncernach farmaceutycznych niebezpiecznie zbliża się w rejony szurskich teorii - można go jednak potraktować jako trafną krytykę kapitalizmu i konsumpcjonizmu. W porównaniu z "I've Seen a Way" - wydanym trzy lata wcześniej debiutem Mandy, Indiana - "URGH" jest płytą nieco ciekawszą, bardziej dopracowaną. Więcej się tu dzieje, kompozycje wyróżnia większa wyrazistość. Stylistycznie wciąż dominują tu wątki...

[Recenzja] Björk - "Volta" (2007)

Obraz
Mieszanki głupoty, arogancji i chciwości obecnej administracji USA nie da się już racjonalnie obronić. W praktyce prowadzi to do rozwalania całego porządku świata. Wszystko wyłącznie po to, by jeszcze bardziej napompować ego i konta bankowe pomarańczowego narcyza, a przy okazji przykryć aferę z aktami Epsteina. Ale całe to zamieszanie z Grenlandią to nie tylko potencjalny konflikt wewnątrz NATO i koniec sojuszu, który daje nam bezpieczeństwo. To także zupełnie instrumentalne traktowanie mieszkańców wyspy. Imperialistyczne zapędy Trumpa celnie nazwała Björk, porównując je do kolonializmu. I słusznie oberwało się też Danii, która do dziś traktuje Grenlandczyków jak obywateli drugiej kategorii, a jeszcze do całkiem niedawna prowadziła wobec nich brutalną, kolonialną politykę. Islandzka artystka w temat zaangażowana jest zresztą od wielu lat, popierając prawo Grenlandii do samostanowienia. Wprost zamanifestowała to w znakomitym kawałku "Declare Independence", pochodzącym z nie ta...

[Recenzja] Hybrid Kids - "Claws" (1980)

Obraz
"Claws" jest jak mroczne odbicie dopiero co opisanego "A Christmas Yet to Come" Josepha Byrda. To także zbiór świątecznych piosenek; w większości przeróbek angielskich kolęd oraz hitów, choć ze skromnym dodatkiem autorskiego materiału. Wykonania są tu jednak zdecydowanie niekonwencjonalne - zdeformowane i świadomie campowe. Za całym tym przedsięwzięciem, ukryty za szyldem Hybrid Kids, stoi Morgan Fisher, najbardziej znany jako klawiszowiec glamowej grupy Mott the Hoople oraz muzyk towarzyszący Queen na trasie promującej płytę "Hot Space". Ale to tylko jedno z jego oblicz. Poza tym tworzy też muzykę mniej komercyjną, nierzadko o eksperymentalnym charakterze. Jako Hybrid Kids zadebiutował rok wcześniej płytą "A Collection of Classic Mutants", fejkową kompilacją dwunastu zespołów , w rzeczywistości nagraną samodzielnie przez Fishera. Na repertuar składają się tam wyłącznie przeróbki, w tym kompozycje oryginalnie wykonane przez The Beatles, Vana Morr...

[Recenzja] Joseph Byrd - "A Christmas Yet to Come" (1975)

Obraz
Sama płyta to okolicznościowa ciekawostka. Ale tak się złożyło, że na początku listopada zmarł jej twórca; co zreszta media odnotowały z ponad miesięcznym opóźnieniem. A Joseph Byrd to postać zdecydowanie warta przypomnienia - niedoszły jazzman, formalnie wykształcony kompozytor, uczeń Johna Cage'a i współpracownik La Monte Younga, który stworzył jedną z najbardziej wizjonerskich grup rockowych. Mowa o The United States of America, gdzie pełnił role lidera, głównego kompozytora, klawiszowca oraz jednego z wokalistów. Zespół pozostawił po sobie tylko jedno pełnowymiarowe wydawnictwo, jednak jego eponimiczny album z 1968 to jedna z najwspanialszych płyt psychodelicznego rocka. Poza wyrazistymi utworami i doskonałym wykonaniem wyróżniały ją także radykalnie lewicowe teksty oraz pionierskie wykorzystanie elektroniki. To właśnie The USA, obok Silver Apples i Fifty Foot Hose, wnieśli do rocka syntezatory, jeszcze w postaci dość prymitywnych urządzeń. Z tej trójki korzystali z niej w spos...

[Recenzja] Rafael Toral - "Traveling Light" (2025)

Obraz
Rafael Toral ma ostatnio naprawdę ładne okładki płyt. Zachęcają do sięgnięcia po albumy, których zawartość jest równie ładna. Najnowsze wydawnictwo portugalskiego artysty wypełniają zresztą interpretacje jazzowych standardów. Toral sięgnął naprawdę daleko w przeszłość, po utwory skomponowane i pierwotnie wykonane w latach 30. i 40. poprzedniego wieku, w tym dzieła Duke'a Ellingtona czy Billie Holiday. Do swoich wykonań Portugalczyk zaprosił nawet jazzową sekcję dętą, choć z czworga gości wszyscy zaliczyli tylko po jednym występie, zawsze w innym utworze. Pomimo tak bezapelacyjnych odwołań do całkiem już przecież odległej tradycji, "Travelling Light" bynajmniej nie jest anachronicznym materiałem. Wręcz przeciwnie - rozpoznawalne melodie jazzowych klasyków zyskały tu zupełnie nowy, współczesny kontekst. Na początku kariery Rafael Toral eksperymentował z poszerzaniem możliwości gitary za pomocą niekonwencjonalnych technik wydobywania dźwięku oraz elektronicznych gadżetów. Ów...

[Recenzja] Stara Rzeka - "Wynoś się z mojego domu" (2025)

Obraz
Na przestrzeni ostatnich piętnastu lat nie było jeszcze roku bez co najmniej kilku płyt z udziałem Jakuba Ziołka. To przede wszystkim wydawnictwa jego licznych projektów, jak Alameda, Innercity Ensemble, Kapital czy T'ien Lai. No i Stara Rzeka, która przez ostatnią dekadę wydawała się wygaszonym po cichu przedsięwzięciem. I trwało to aż do niespodziewanego ogłoszenia premiery "Wynoś się z mojego domu", trzeciego długogrającego albumu pod tym szyldem. Następca wydanych w poprzednim dziesięcioleciu płyt "Cień chmury nad ukrytym polem" (2013) i "Zamknęły się oczy ziemi" (2015) powraca do realizowanej na nich koncepcji wyobrażonego folku , ale prezentuje go w odświeżonej formie, rezygnując z części inspiracji, zastępując je nowymi. Co wynika oczywiście z muzycznej ewolucji samego Ziołka, w ostatnich latach zainteresowanego bardziej elektronicznymi brzmieniami niż drone'em czy black metalem. Tytuł "Wynoś się z mojego domu" to nic innego, jak b...

[Recenzja] Charles Hayward x Dälek - "HAYWARDxDÄLEK" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 1.12-7.12 Nie jest to oczywista współpraca. Charles Hayward i Will "MC Dälek" Brooks pochodzą z pozornie odległych muzycznych światów. Nie jestem jednak zdziwiony, że akurat oni postanowili je do siebie przybliżyć. Obaj niejednokrotnie już przecież łamali gatunkowe podziały. Charles Hayward karierę zaczynał we wczesnych latach 70., jako perkusista Quiet Sun, drugoplanowej grupy ze sceny Canterbury. Potem przewinął się też przez skład Gong, choć nie zagrał na żadnej płycie. Po kolejnym projekcie, Radar Favourites - odprysku Henry Cow, z Geoffem Leighem w składzie - pozostaly natomiast tylko opublikowane wiele lat później archiwalia. Ale to tam Hayward po raz pierwszy zetknął się Charlesem Bullenem, z którym wkrótce założył This Heat - jedną z najważniejszych kapel czasów tzw. punkowej rewolucji, która przeniosła techniki i eksperymenty poważnej awangardy na post-punkowy grunt. Później jeszcze Hayward prowadził bardzo ciekawą, choć efemeryczną grupę Camberwell No...