Posty

Wyświetlam posty z etykietą vertigo

[Recenzja] Magma - "Köhntarkösz" (1974)

Obraz
Gdyby nie wydany rok wcześniej "Mëkanïk Dëstruktïẁ Kömmandöh", to prawdopodobnie właśnie "Köhntarkösz" byłby powszechnie uznawany za największe osiągnięcie francuskiej Magmy. Album został nagrany po kolejnej zmianie składu. Jego trzon wciąż jednak tworzyli Christian Vander i Klaus Blasquiz, występujący w zespole od początku, a także Stella Vander i Jannick Top, którzy dołączyli przed nagraniem "M.D.K.". W tym samym roku, jako kwartet, zarejestrowali także materiał na wydany pod nazwiskiem Vandera album "Tristan et Iseult" (znany też jako "Ẁurdah Ïtah" i w ostatnich latach wznawiany pod nazwą zespołu). Podczas sesji "Köhntarkösz" skład został rozbudowany o dwóch klawiszowców, Gerarda Bikialo i Michela Grailliera, a także o gitarzystę Briana Goddinga. Znaczną część albumu zajmuje skomponowany przez Vandera utwór tytułowy, podzielony na dwie ponad piętnastominutowe części. Choć zespół zachował wszystkie charakterystycz...

[Recenzja] Magma - "Mëkanïk Dëstruktïẁ Kömmandöh" (1973)

Obraz
Jeden z najbardziej niezwykłych, oryginalnych, zwariowanych, a zarazem wyrafinowanych i ambitnych albumów w dziejach muzyki rockowej. Już oba wcześniejsze dzieła francuskiej Magmy, eponimiczny debiut i "1001° Centigrades", pokazały, że jest to zespół nietuzinkowy, niepowtarzalny. Ale dopiero na "Mëkanïk Dëstruktïẁ Kömmandöh" jego styl całkowicie się wykrystalizował, wzbogacony o nowe elementy, które na stałe wpisały się zeuhlową estetykę. Nie wszystkim muzykom odpowiadał ten rozwój, dlatego z poprzedniego składu zostali tylko Christian Vander, Klaus Blasquiz i Teddy Lasry. W nowym wcieleniu zespołu dołączyli do nich: klarnecista basowy René Garber, klawiszowiec Jean-Luc Manderlier, gitarzysta Claude Olmos i basista Jannick Top, a także żeński chór złożony ze Stelli Vander, Muriel Streisfield, Evelyne Razymovski, Michele Saulnier i Doris Reinhardt. Na trackliście "Mekanik Destruktiw Kommandoh" widnieje siedem ścieżek, jednak w rzeczywistości album za...

[Recenzja] The Keith Tippett Group - "Dedicated to You, But You Weren't Listening" (1971)

Obraz
Po nagraniu debiutanckiego "You Are Here... I Am There", grupa pozostawała aktywna koncertowo, pomimo tego, że jej członkowie zaangażowali się w inne projekty. Keith Tippett nawiązał współpracę z wokalistką Julie Driscoll (swoją późniejszą żoną) i - przede wszystkim - z grupą King Crimson. Tymczasem Elton Dean, Marc Charig i Nick Evans zostali członkami Soft Machine. Dwaj ostatni wkrótce musieli opuścić ten zespół, gdyż działalność w dużym składzie - wówczas septecie - okazała się nieopłacalna. Tylko Dean wziął udział - na początku 1970 roku - w nagrywaniu przełomowego  albumu "Third". Dla Evansa i Chariga szybko jednak znalazło się inne zajęcie - późnym latem 1970 roku dołączyli do Tippetta i King Crimson na sesję nagraniową albumu "Lizard". Mniej więcej w tym samym czasie (dokładna data nie jest, niestety, znana), rozpoczęły się prace nad nagraniem drugiego albumu The Keith Tippett Group. Trzon zespołu pozostał bez zmian, dalej tworzyli go Tippett...

[Recenzja] Agitation Free - "2nd" (1973)

Obraz
Drugi album Agitation Free znacząco różni się od wydanego zaledwie rok wcześniej debiutanckiego "Malesch". Drastycznie zmarginalizowane zostały wpływy arabskie, które w znacznej mierze determinują charakter debiutu. Tym razem muzycy osiągnęli hipnotyzujący klimat za pomocą zdecydowanie rockowych środków wyrazu. Utwory w rodzaju "First Communication", dwuczęściowej "Laili" czy najbardziej z nich psychodelicznego "In the Silence of the Morning Sunrise", kojarzą się z koncertowymi jamami takich grup, jak Grateful Dead i Quicksilver Messenger Service, lub - ze względu na pastoralny nastrój - twórczością Wishbone Ash, a momentami zahaczają nawet o fusion. Na pierwszym planie niepodzielnie królują fantastyczne solówki nowego gitarzysty grupy, Stefana Dieza, który potrafi za pomocą swojego instrumentu malować przepiękne muzyczne pejzaże. Akompaniament stanowią nie mniej interesujące partie drugiej gitary, przyjemnie pulsująca sekcja rytmiczna, ora...

[Recenzje] Agitation Free - "Malesch" (1972)

Obraz
Szwabski rock, czyli krautrock, to jeden z najbardziej interesujących nurtów w muzyce (nie tylko) rockowej. Praktycznie nie sposób wskazać innego, który byłby równie inspirujący i różnorodny. Bo choć jego przedstawiciele niewątpliwie mieli pewne cechy wspólne (jak zamiłowanie do tworzenia hipnotycznych, granych z mechaniczną precyzją utworów), to w sumie więcej ich dzieliło, niż łączyło. W jednych zespołach grali muzycy o jazzowych korzeniach, w drugich o korzeniach folkowych, inne grupy inspirowały się brytyjskim progiem, a kolejne amerykańską psychodelią lub brzmiało podobnie dzięki wpływom tradycyjnej muzyki z Wschodu, nie brakowało też wykonawców odważnie eksperymentujących z elektroniką. Zwykle te wszystkie (lub niektóre z nich) inspiracje mieszały się ze sobą w najróżniejszych proporcjach, dzięki czemu każdy przedstawiciel niemieckiej sceny miał swój własny, rozpoznawalny styl. Jedną z najciekawszych odmian krautrocka zaproponowała grupa Agitation Free. Zespół powstał w 19...

[Recenzja] Gentle Giant - "The Power and the Glory" (1974)

Obraz
Na "The Power and the Glory" muzycy Gentle Giant postanowili po raz kolejny zmierzyć się z formułą albumu koncepcyjnego. Tym razem teksty skupiają się na władzy oraz jej deprawacyjnym wpływie na sprawujące ją jednostki. Temat zawsze aktualny, choć też nieco banalny. Za to muzycznie grupa wciąż pozostaje absolutnie unikalna na tle całej pozostałej muzyki. Nie jest to już jednak tak równy materiał, jak cztery poprzednie płyty i daje się tu odczuć pewne ustępstwa wobec wydawcy. Po tym, jak album "In a Glass House" nie został opublikowany na amerykańskim rynku - chociaż to tam Gentle Giant miał najwięcej wielbicieli - kwintet odpuścił sobie dalsze komplikowanie muzyki, a nawet zrobił krok czy dwa wstecz.  Największym kompromisem z wytwórnią było jednak wypuszczenie merkantylnego singla "The Power and the Glory" - do tamtej pory zespół nie nagrał jeszcze piosenki tak prostej, banalnej melodycznie, wpisującej się pod względem struktury, aranżacji czy brzmien...

[Recenzja] Gentle Giant - "In a Glass House" (1973)

Obraz
Dlaczego tak dobry, niepowtarzalny zespół, jak Gentle Giant, nie zdobył popularności porównywalnej przynajmniej z King Crimson czy Genesis z czasów Petera Gabriela? Na przeszkodzie na pewno mógł stanąć niekonwencjonalny charakter muzyki i jej złożoność. A gdy pod koniec kariery muzycy zaczęli grać prościej, zgodnie z ówczesnymi trendami, to jednocześnie jakby zapomnieli pisania dobrych melodii. Niewątpliwie mógł też jednak zaszkodzić brak odpowiedniej promocji. A niektóre działania wydawców przypominały wręcz sabotaż, jak np. akceptacja szkaradnych okładek, publikowanie na singlach zupełnie niekomercyjnych kawałków zamiast tych bardziej przystępnych czy wysłanie zespołu na trasę w roli supportu Black Sabbath. Najbardziej dziwi chyba to, że decydenci Columbia Records - firmy wydającej płyty zespołu w Ameryce Północnej - postanowili w ogóle nie publikować tam albumu "In a Glass House", chociaż to właśnie w Stanach Gentle Giant odnosił jedyne sukcesy komercyjne, a ten longpl...

[Recenzja] Ian Carr with Nucleus - "Solar Plexus" (1971)

Obraz
Po raz pierwszy na okładce obok nazwy Nucleus pojawiło się nazwisko Iana Carra. Paradoksalnie "Solar Plexus" to także pierwszy album zespołu, na którym Carr nie jest jedynym trębaczem. W każdym z sześciu zawartych tu utworów towarzyszy mu inny ceniony tuz tego instrumentu: Kenny Wheeler lub Harry Beckett. Lista gości jest zresztą znacznie dłuższa, choć już bez tak rozpoznawalnych nazwisk. Podstawowy skład nie uległ natomiast zmianie, jednak warto zauważyć, że to ostatni album przed rozpadem oryginalnego wcielenia zespołu. Wkrótce po tej sesji opuścili go Jenkins, Spedding, Clyne i Marshall, a Carr kontynuował z Brianem Smithem i mniej lub bardziej przypadkowymi współpracownikami, niestety nie zbliżając się już do poziomu pierwszych trzech longplayów Nucleus.  Pewnym zaskoczeniem może być rozpoczynający płytę "Elements I & II", niemal w całości składający się z (retro-)futurystycznej partii syntezatora gościnnie występującego tu Keitha Wintera, z bardzo oszczę...

[Recenzja] Buffalo - "Volcanic Rock" (1973)

Obraz
Odległa Australia nie mogła liczyć na częste wizyty Europejskich i Amerykańskich wykonawców, więc już w latach 50. zaczęła tworzyć się tam własna scena muzyczna, która w kolejnych dekadach coraz bardziej rosła w siłę. Niemal każdy nurt muzyki rozrywkowej ma tam swoich przedstawicieli. Pomimo tego, przeciętny słuchacz z północnej półkuli nie ma wielkiej wiedzy na temat tamtej muzyki. Zazwyczaj kończy się ona na dwóch zespołach - AC/DC i Bee Gees. Ci bardziej dociekliwi wymienią jednak więcej nazw, chociażby The Easybeats, The Masters Apprentices, czy Buffalo. Ostatnia z tych grup zadebiutowała w 1972 roku albumem "Dead Forever...", zawierającym przeciętną mieszankę hard rocka, psychodelii i bluesa. Muzycy rozwijali się jednak w zaskakującym tempie i już na wydanym rok później "Volcanic Rock" zaprezentowali znacznie lepszy poziom. Album ten to naprawdę udana australijska odpowiedź na twórczość takich grup, jak Black Sabbath, Led Zeppelin czy Grand Funk Railroad. ...

[Recenzja] Gentle Giant - "Octopus" (1972)

Obraz
"Octopus" bez cienia wątpliwości mogę nazwać jednym z największych dzieł progresywnego rocka. To właściwie osiem dzieł - po łacinie octo opus , stąd też tytułowa ośmiornica. Wspaniale zilustrował ją Roger Dean, znany przede wszystkim ze swoich prac dla grupy Yes, dając Gentle Giant jedyną tak estetyczną okładkę. Z jakiegoś powodu nie przypadła jednak do gustu decydentom z Columbii, którzy na potrzeby amerykańskiego i kanadyjskiego wydania zamówili nową grafikę u Charlesa White'a. Też niezłą, przedstawiającą ośmiornicę w słoiku. We wczesnych wydaniach winylowych okładka była nawet odpowiednio przycięta na kształt tego słoja. To ostatnia płyta Gentle Giant nagrana w sekstecie. Wkrótce potem ze składu odszedł jeden ze współzałożycieli grupy, Phil Shulman, który miał dość nieustannych kłótni z młodszymi braćmi Derekiem i Rayem. "Octopus" jest jednocześnie debiutem perkusisty Johna Weathersa, który miał być tylko tymczasowym zastępcą za poszkodowanego w motocyklo...

[Recenzja] Nucleus - "We'll Talk About It Later" (1971)

Obraz
Chociaż "We'll Talk About It Later", drugi album jazz-rockowego Nucleus, został zarejestrowany zaledwie osiem miesięcy po debiutanckim "Elastic Rock" - podczas dwóch wrześniowych dni 1970 roku - i wciąż w tym samym składzie, słuchać tu pewne istotne zmiany. Być może to efekt intensywnego koncertowania, dzięki czemu sekstet lepiej się zgrał. Zamiast kilkunastu krótkich utworów znalazło się tutaj tylko siedem nagrań, za to bardziej rozbudowanych, dających muzykom możliwość pokazania swoich indywidualnych możliwości oraz umiejętności wzajemnej kooperacji. Każde z nich broni się nie tylko jako część albumu, ale także jako osobne dzieło. Uwagę zwraca też bardziej żywiołowy charakter tego materiału, z mocniej wyeksponowaną gitarą oraz intensywną, grającą już ze zdecydowanie rockową dynamiką sekcją rytmiczną. To nowe oblicze Nucleus znakomicie pokazuje "Song for the Bearded Lady", zbuntowany na charakterystycznym, niemal hardrockowym, ale błyskotliwym rif...

[Recenzja] Gentle Giant - "Three Friends" (1972)

Obraz
Każdemu, kto dopiero planuje zmierzyć się z twórczością Gentle Giant, a trochę się boi przez te wszystkie opinie o niekonwencjonalnym, dziwnym czy awangardowym charakterze muzyki, polecałbym zacząć od trzeciego albumu grupy, "Three Friends". Tym razem zespół nieco wyluzował ze swoimi artystycznymi ambicjami i nagrał płytę bliższą takiego typowego rocka progresywnego, a momentami nawet hard rocka. Jednocześnie nie brakuje tu jednak - w przeciwieństwie do debiutu - grania bardziej zakręconego, w ten idiomatyczny dla Gentle Giant sposób. "Three Friends" to pierwszy album koncepcyjny w dorobku grupy. Poszczególne utwory w warstwie tekstowej opowiadają historię trzech przyjaciół z dzieciństwa, których drogi się rozeszły, znaleźli pracę w różnych zawodach, ale niezadowoleni ze swojego obecnego życia, postanowili odnowić dawną znajomość. Bardzo prosta, bezpretensjonalna opowieść, tak odmienna od sporej części płyt tego rodzaju. Wszystko zaczęło się od jednego motywu, za...

[Recenzja] Gentle Giant - "Acquiring the Taste" (1971)

Obraz
Wielka szkoda, że pod tak paskudną, nieestetyczną i obsceniczną okładką - choć po otwarciu koperty winylowego wydania znacząco zmienia się kontekst - ukryto jedno z najwiekszych dzieł progresywnego rocka. Na "Acquiring the Taste", swoim drugim albumie, muzycy Gentle Giant poczynili ogromny postęp względem eponimicznego debiutu i zaprezentowali w pełni idiomatyczny styl. Najprościej opisać go jako połączenie rocka z muzyką poważną, co jednak wydaje się tyleż trafne, co mylące. Zawarta tu muzyka ma w sumie niewiele wspólnego z tym, co wówczas grali inni giganci proga, w rodzaju King Crimson, Yes, Genesis czy ELP. Zamiast inspiracji barokiem, klasycyzmem i romantyzmem dominują tu wpływy muzyki dawnej, z epoki średniowiecza i renesansu, ale słychać też nawiązania do muzyki współczesnej. Kolejna różnica to forma utworów, trwających nie po kilkanaście, a około pięciu minut, choć pomysłów w nich tyle, że starczyłoby na kilka płyt. Zwraca uwagę bardzo bogate instrumentarium "A...

[Recenzja] Nucleus - "Elastic Rock" (1970)

Obraz
Złośliwie można by powiedzieć, że grupa Nucleus była przechowalnią dla przyszłych muzyków Soft Machine. Gdy w latach 70. z tego drugiego zespołu odchodzili kolejni muzycy, braki kadrowe uzupełniano byłymi instrumentalistami pierwszego, jak perkusista John Marshall, grający na dęciakach i klawiszach Karl Jenkins, basista Roy Babbington czy gitarzysta Allan Holdsworth. Nucleus ma jednak miejsce w historii muzyki z innego powodu - to jedna z pierwszych grup jazz-rockowych, którym udało się przekonująco połączyć oba te gatunki. Powstała z inicjatywy Iana Carra, doświadczonego trębacza jazzowego, a w późniejszych latach dziennikarza muzycznego i biografa Milesa Davisa. Po blisko dekadzie wykonywania muzyki o stricte jazzowym charakterze, coraz bardziej znużony jej ograniczającą konwencją, postanowił stworzyć coś nowego. Zebrał więc wokół siebie kilku utalentowanych muzyków o równie otwartych umysłach, z którymi mógł zrealizować swój zamysł. W oryginalnym składzie Nucleus obok Carra znal...

[Recenzja] Gentle Giant - "Gentle Giant" (1970)

Obraz
Do tak zwanej wielkiej szóstki rocka progresywnego zwykło się zaliczać trio Emerson, Lake & Palmer oraz zespoły Genesis, Jethro Tull, King Crimson, Pink Floyd i Yes. Jest w tym sporo sensu. W końcu to właśnie te kapele odniosły największy sukces komercyjny pośród przedstawicieli głównego nurtu postępowego rocka. Trzeba im też sprawiedliwie oddać, że każda z tych grup miała własny pomysł na poszerzanie ram gatunku, wypracowała sobie rozpoznawalny styl i inspirowała innych twórców. Tylko jeśli przyjmować też takie kryteria - zamiast brać pod uwagę jedynie popularność - to lista powinna być dłuższa o dwie nazwy: Van der Graaf Generator oraz Gentle Giant to także zespoły, które miały na siebie własny pomysł i bez których obraz głównonurtowego proga jest po prostu niepełny. O ile jednak pierwsza z tych kapel wydaje się dość rozpoznawalna wśród miłośników starego rocka w naszym kraju, tak druga pozostaje relatywnie nieznana. Grupa Gentle Giant powstała w 1970 roku z inicjatywy trzech...

[Recenzja] May Blitz - "May Blitz" (1970)

Obraz
Na przełomie lat 60. i 70. działało wiele grup, którym zwyczajnie się nie powiodło. W najlepszym razie pozostawiły po sobie jeden, dwa albumy, które przepadały komercyjnie, po czym drogi muzyków się rozchodziły. Niektórzy mieli szczęście dołączyć do kapel, które radziły sobie lepiej, inni dalej grali bez powodzenia, by w końcu całkiem zerwać z muzyką. Świetnie widać to na przykładzie brytyjskiej grupy May Blitz, powiązanej zresztą z innym zespołem tego typu, Bakerloo. Od tria Bakerloo wszystko się zaczęło. Kiedy po nagraniu jednej płyty skład opuścił śpiewający gitarzysta Clem Clempson - odszedł do bardziej popularnego Colosseum - basista Terry Poole i perkusista Keith Baker nawiązali współpracę z Kanadyjczykiem Jamesem Blackiem. Muzycy zmienili nazwę na May Blitz, ale zanim zdążyli cokolwiek nagrać, Pool i Baker zdecydowali przejść do innych kapel. Lepiej wybrał ten drugi - Uriah Heep to dziś o wiele bardziej znana nazwa niż Vinegar Joe, choć kariera Bakera w tym zespole zakończył...