Posty

Wyświetlam posty z etykietą post-punk

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)

Obraz
O modnej dziś muzyce w zasadzie w ogóle nie piszę. Angine de Poitrine to jednak rzadki przypadek, gdy do świadomości szerszego grona odbiorców przedostał się przedstawiciel niszowej stylistyki - grupa grająca mikrotonowego math rocka. Kanadyjski duet stał się viralem w social mediach, gdy użytkownicy zaczęli masowo udostępniać fragmenty jego niedawnej sesji dla KEXP. Na społecznościówkach się jednak nie skończyło - muzycy szybko zyskali uznanie krytyków i zainteresowanie promotorów koncertowych. A wszystko to tuż przed premierą ich drugiego albumu, która miała miejsce w ostatni piątek. Za hajp na Angine de Poitrine (z francuskiego: dławica piersiowa) niewątpliwie odpowiadają głównie kwestie pozamuzyczne. Na czele z absurdalnymi, campowymi przebraniami, z ogromnymi maskami z papieru máché, skrywającymi tożsamość muzyków. A dochodzą do tego jeszcze opowieści o przybyciu z innej planety czy posługiwanie się wymyślonym językiem. Czyli trochę taka mieszanka Daft Punk z francuską grupą Magma...

[Recenzja] Backengrillen - "Backengrillen" (2026)

Obraz
Ubiegły rok był pierwszym od prawie dekady, gdy nie ukazało się żadne nowe wydawnictwo tria Fire! ani jego rozszerzonego wcielenia Fire! Orchestra. Muzycy tworzący trzon grupy w ostatnim czasie skupili się na innych projektach. Basista Johan Berthling i perkusista Andreas Werliin kontynuują swoją współpracę z gitarzystą Orenem Ambarchim, wydając kolejne części "Ghosted" z nastrojowym, minimalistycznym jazzem. Tymczasem saksofonista Mats Gustafsson pozostał przy ostrzejszym graniu - czy to na bardziej psychodelicznym "Traces" pod szyldem Cosmic Ear, czy też na freejazzowym "Pivot" z Kenem Vandermarkiem, ale najbardziej w swoim nowym zespole Backengrillen, tworzonym z muzykami post-hardcore'owego Refused. Eponimiczny album kwartetu to brutalna mieszanka jazzu free, punku, noise'u, metalu i krautrocka. Wokalista Dennis Lyxzén, perkusista David Sandstörm i basista Magnus Flagge współtworzą Refused od wczesnych lat 90. Pod koniec tamtej dekady, w 1998 r...

[Recenzja] Nick Prol & the Proletarians - "An Erstwisle Alphabestiary: Book Two" (2025)

Obraz
Wydany w połowie grudnia album jest koronnym argumentem, by nie spieszyć się z publikowaniem corocznych podsumowań. "An Erstwisle Alphabestiary: Book Two" to wprawdzie zbyt niszowe wydawnictwo, by na większości takich list zaistnieć. Ma jednak wszelkie atuty, by znaleźć się wysoko w moim rankingu. Trzecie pełnowymiarowe wydawnictwo arizońskiego tria Nick Prol & the Proletarians to prog-rock bez symfonicznego nadęcia, za to obfitujący w szaleństwo, humor, aranżacyjną finezję i wykonawczą wirtuozerię. W pierwotnym składzie, wówczas kwartecie, był nawet weteran amerykańskiego avant-proga, grający na dęciakach Dave Newhouse, znany z The Muffins czy współpracy z Fredem Frithem pod szyldem Skeleton Crew. Gościnnie z grupą występowali natomiast Bob Drake (Thinking Plague, 5uu's) czy Kavus Torabi (Cardiacs, Gong). To wszystko wiele mówi o muzyce zespołu, którą bardziej precyzyjnie  można określić jako mieszankę stylów Franka Zappy, Gentle Giant, Cardiacs,  zespołów  ze sceny ...

[Recenzja] Hybrid Kids - "Claws" (1980)

Obraz
"Claws" jest jak mroczne odbicie dopiero co opisanego "A Christmas Yet to Come" Josepha Byrda. To także zbiór świątecznych piosenek; w większości przeróbek angielskich kolęd oraz hitów, choć ze skromnym dodatkiem autorskiego materiału. Wykonania są tu jednak zdecydowanie niekonwencjonalne - zdeformowane i świadomie campowe. Za całym tym przedsięwzięciem, ukryty za szyldem Hybrid Kids, stoi Morgan Fisher, najbardziej znany jako klawiszowiec glamowej grupy Mott the Hoople oraz muzyk towarzyszący Queen na trasie promującej płytę "Hot Space". Ale to tylko jedno z jego oblicz. Poza tym tworzy też muzykę mniej komercyjną, nierzadko o eksperymentalnym charakterze. Jako Hybrid Kids zadebiutował rok wcześniej płytą "A Collection of Classic Mutants", fejkową kompilacją dwunastu zespołów , w rzeczywistości nagraną samodzielnie przez Fishera. Na repertuar składają się tam wyłącznie przeróbki, w tym kompozycje oryginalnie wykonane przez The Beatles, Vana Morr...

[Recenzja] Swans - "The Great Annihilator" (1995)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E09 Chronologiczne słuchanie dyskografii jest zwykle sensownym pomysłem. Można w ten sposób prześledzić stopniową ewolucję wykonawcy. W przypadku Swans ten progres od pewnego momentu przebiegał jednak kompletnie chaotycznie. Przejście od brudnego, agresywnego "Filth" do zawierającego bardziej klimatyczne i melodyjne momenty "Children of God" było w miarę płynne, z zachowaniem pewnych rozpoznawalnych cech. Potem był jednak całkowity zwrot stylistyczny na "The Burning World", by dopiero na kolejnych "White Light From the Mouth of Infinity" i "Love of Life" spróbować zagrać coś pomiędzy.  "The Great Annihilator" to kolejny album przejściowy - pom iędzy stylem z "Children of God" a "The Burning World" - tyle że tym razem bliższy tego poprzedniego. Inaczej mówiąc, rozwój Swans wydawałaby się bardziej sensowny, gdyby płyty z okresu 1987-95 ukazały się w następującej kolejn...

[Recenzja] Swans - "White Light From the Mouth of Infinity" (1991)

Obraz
Joy Division lub The Cure w bardziej akustycznym wydaniu, ale to Swans. Tak najkrócej można opisać "White Light From the Mouth of Infinity". Album będący zarazem kontynuacją poprzedniego, całkiem porzucającego brudne, przesterowane brzmienia "The Burning World", jak i powrotem do mroczniejszego klimatu jeszcze wcześniejszego "Children of God". Czyli tym razem raczej regres niż progres. Trzymanie się pewnej konwencji,  a nie intensywne wprowadzanie nowych elementów, jak w roku 1987 , ani radykalne zerwanie z wcześniejszym stylem, jak w roku 1989. Przynajmniej zachowano konsekwencję i nie przywrócono tych elementów, które już wcześniej zarzucono. Jednak za bardzo nie dano też czegoś w zamian. Jak na jeden z najbardziej cenionych albumów zespołu, jest to dla mnie mocno rozczarowująca płyta. Właściwie można tu mówić już o pewnym kryzysie Swans. Zespół się sypał i po raz kolejny z wcześniejszego składu pozostali tylko Michael Gira, Jarboe oraz Norman Westberg, ...

[Recenzja] Maruja - "Pain to Power" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 8.09-14.09 Nieczęsto zdarza mi się wyczekiwać debiutanckich albumów, a "Pain to Power" grupy Maruja, jedna z najbardziej oczekiwanych przeze mnie tegorocznych płyt, to właśnie długogrający debiut. Poczynania grupy śledzę jednak już od ponad dwóch lat, a konkretnie od czasu EPki "Knocknarea", która dla istniejącego wówczas już prawie dekadę zespółu była wyjściem do szerszej publiczności. Wcześniejsza działalność miała raczej amatorski charakter. Wszystko zaczęło się w 2014 w Manchesterze, kiedy czterech nastolatków - śpiewający gitarzysta Harry Wilkinson, drugi gitarzysta Liam Laurence, basista Matt Buonaccorsi oraz nieznany z personaliów perkusista - postanowiło razem grać. Nazwę Maruja Wilkinson wypatrzył na sklepowym szyldzie podczas rodzinnych wakacji w Hiszpanii. W kolejnych latach kwartet opublikował w sieci kilka singli oraz EPek, zdradzających fascynację funkiem czy reggae, zarazem utrzymanych w mocno punkowej estetyce. Dziś muzycy tak bardzo w...

[Recenzja] Swans - "Children of God" (1987)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E05 "Children of God" to przełomowa płyta w dorobku Swans. W części utworów zespół rozwija swój dotychczasowy styl - brudny, agresywny i zgiełkliwy trans z wczesnych albumów, jak debiutancki "Filth" czy następujący po nim "Cop". Jednocześnie pojawiają się tu także nagrania zdecydowanie bardziej melodyjne, o bogatszym, ale też łagodniejszym, często akustycznym brzmieniu. To już wyraźna zapowiedź kolejnych wydawnictw, jak "The Burning World" i "White Light From the Mouth of Infinity", utrzymanych w stylistyce neofolku z gotyckim zabarwieniem. Te nowe elementy nie pojawiły się tu zupełnie nagle i niespodziewanie. Już wydane w poprzednim roku bliźniacze albumy "Greed" i "Holy Money" - nagrywane podczas tej samej sesji - ostrożnie wzbogaciły pierwotną stylistykę Swans o nowe rozwiązania, jak partie pianina czy żeńskie chórki. Za te ostatnie odpowiada tam nowa członkini grupy, Jarb...

[Recenzja] Swans - "Filth" (1983)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E01 Z pewnym zdumieniem przyjąłem fakt, że mimo tego powszechnego uwielbienia, wręcz kultu Swans, w całym internecie nie ma ani jednej polskiej recenzji debiutanckiego albumu "Filth". Ok, jedna jest, tyle że ta akurat dotyczy rozszerzonego wznowienia z 2015 roku i o podstawowym materiale wiele tam nie ma. Tymczasem na Zachodzie to jedna z najbardziej cenionych płyt wymierającej już wówczas sceny no wave oraz kształtującego się noise rocka, choć zarazem jest to też jedno z najbardziej hermetycznych i bezkompromisowych wydawnictw zespołu. W porównaniu z niespełna 37 minutami "Filth", wszystkie te dwugodzinne kolosy, publikowane przez Swans w XXI wieku, okazują się całkiem przystępną, bardzo melodyjną i dość zachowawczą muzyką. Na samym początku muzyka Swans nie różniła się od dokonań innych grup no wave, jak Theoretical Girls Glenna Branki, The Contortions, Teenage Jesus and the Jerks, D.N.A., Mars czy Sonic Youth (z tym ostatn...

[Recenzja] Little Simz - "Lotus" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 2.06-8.06 Z miesięcznym opóźnieniem, w stosunku do pierwotnej zapowiedzi, ale w końcu jest: pierwszy pełnowymiarowy album Little Simz od dwóch i pół roku. To zarazem jej pierwsze od dłuższego czasu długogrające wydawnictwo bez wieloletniego współpracownika Deana "Inflo" Covera, którego brytyjska raperka niedawno pozwała za niezwrócone pożyczki na łączną kwotę blisko dwóch milionów funtów. Tymczasem znakomita seria albumów - od "Grey Area", przez "Sometimes I Might Be Introvert", po "NO THANK YOU" - swoją jakość zawdzięcza w znacznej mierze kunsztownej, pełnej rozmachu produkcji Inflo. Precyzując, zawdzięcza ją mniej więcej w równym stopniu fantastycznym interpretacjom wokalnym Simbiatu Ajikawo, co producenckiej wyobraźni Covera. Brak tego ostatniego mógł więc budzić pewne obawy w stosunku do "Lotus". Czy Little Simz, wsparta przez Milesa Jamesa - który pomagał już przy produkcji "Sometimes…" - zdołała dowieźć al...

[Recenzja] Pere Ubu - "Terminal Tower" (1985)

Obraz
Przed kilkoma dniami zmarł David Thomas, jeden z największych wizjonerów drugiej polowy lat 70., który nigdy nie doczekał się należytego uznania. To pod jego wodzą grupa Pere Ubu, łącząc dziwactwo w stylu Captaina Beefhearta z punkową estetyką - i to na kilka lat nim Sex Pistols z The Clash wynaleźli punk rocka - dała podwaliny pod powstanie post-punku. Wpływ jej znakomitego debiutu "The Modern Dance" był słyszalny u wielu czołowych grup, jakie wypłynęły na nowej fali po tej całej tzw. punkowej rewolucji. Ale jest też słyszalny i dzisiaj, przede wszystkim u sporej części przedstawicieli sceny Windmill, jak black midi czy Squid. Oczywiście, jak to zwykle bywa, najbardziej interesujące i inspirujące są te najwcześniejsze dokonania Pere Ubu - recenzowane już przeze mnie "The Modern Dance" oraz "Dub Housing". Świetnym ich dopełnieniem jest natomiast  "Terminal Tower: An Archival Collection". Druga cześć tytułu jednoznacznie wskazuje na kompilacyjny c...

[Recenzja] Unwound - "Repetition" (1996)

Obraz
Unwound to rzadki przykład rockowej kapeli, która przez całą karierę, z płyty na płytę bardzo fajnie się rozwijała, konsekwentnie ujawniając coraz większe aspiracje artystyczne. "Repetition", piąty z siedmiu albumów grupy, to ten moment, gdy post-hardcore'owe korzenie wciąż są czytelne, ale myślenie muzyków znacznie już wykracza poza schematy tej stylistyki. O ile wcześniejsze płyty równie dobrze mogły zostać zarejestrowane na żywo, tym razem na szerszą skalę wykorzystano możliwości studia, eksperymentując z brzmieniem, m.in. po raz pierwszy wzbogacając je o partie instrumentów klawiszowych. Nie znaczy to bynajmniej, że muzyka Unwound straciła tu swoją bezkompromisowość, ciężar, energię i nerwową atmosferę. Wciąż dominują tu krzykliwe partie wokalne Justina Trospera, jego jazgotliwa gitara oraz masywna gra basisty Vernona Rumseya i perkusistki Sary Lund. Sekcja rytmiczna jest zresztą znakomicie zgrana i to ona napędza te utwory, a bas zwykle przejmuje rolę melodyczną, pod...