[Recenzja] Bob Dylan - "Slow Train Coming" (1979)
Jeszcze nie widziałem tej filmowej biografii Boba Dylana, "Kompletnie nieznany", ale ta premiera to dobry moment, by dokończyć przegląd jego twórczości. Kilka lat temu zatrzymałem się na recenzji "Desire", chyba ostatnim albumie tego muzyka, jaki spotkał się z przeważająco pozytywnym odbiorem. "Slow Train Coming" rozpoczął z kolei najbardziej kontrowersyjny okres działalności Dylana, który po szalonej trasie Rolling Thunder Revue - wspominałem o niej niedawno w kontekście udziału grającej supporty Joni Mitchell - niespodziewanie dokonał konwersji na chrześcijaństwo i, jak przystało na neofitę, zaczął pisać mocno ewangelizujące teksty. Spora część krytyków oraz słuchaczy podeszła do tego z pewnym, eufemistycznie mówiąc, dystansem. Choć nie brakowało też głosów, że warstwa liryczna, pomimo kaznodziejskiego tonu, trzyma wcześniejszy poziom. Muzycznie "Slow Train Coming" to powrót do formy po mniej wyrazistym kompozytorsko, a zbyt wygładzonym, ugrzec...