Posty

Wyświetlam posty z etykietą ambient

[Recenzja] Saba Alizadeh - "Rituals of the Last Dawn" (2026)

Obraz
Karierę Saby Alizadeha - irańskiego kompozytora i specjalisty od tradycyjnego perskiego instrumentu kemancze - śledzę od jego debiutanckiego albumu "Scattered Memories". Na wydanej przed siedmioma latami płycie muzyk przekonująco połączył lokalne dziedzictwo muzyczne ze współczesną technologią oraz inspiracjami muzyką elektroakustyczną, ambientem czy estetyką drone. Kontynuował tę syntezę na swoich kolejnych wydawnictwach: "I May Never See You Again" (2021) oraz zeszłorocznym "Temple of Hope". Na tym ostatnim Alizadeh porzucił dotychczasową neutralność, wprost odnosząc się do sytuacji po śmierci Mahsy Amini w wyniku pobicia przez policję obyczajową - do ogromnych protestów krwawo tłumionych przez irański reżim, ale dając pewną, choć złudną nadzieję. Artysta mógł już bezpiecznie informować o opresyjności i bezwzględności systemu w kraju, z którego pochodzi, bo sam jakiś czas wcześniej uciekł przed nim do Europy. Materiał na najnowszy, czwarty album Saby Ali...

[Recenzja] Hybrid Kids - "Claws" (1980)

Obraz
"Claws" jest jak mroczne odbicie dopiero co opisanego "A Christmas Yet to Come" Josepha Byrda. To także zbiór świątecznych piosenek; w większości przeróbek angielskich kolęd oraz hitów, choć ze skromnym dodatkiem autorskiego materiału. Wykonania są tu jednak zdecydowanie niekonwencjonalne - zdeformowane i świadomie campowe. Za całym tym przedsięwzięciem, ukryty za szyldem Hybrid Kids, stoi Morgan Fisher, najbardziej znany jako klawiszowiec glamowej grupy Mott the Hoople oraz muzyk towarzyszący Queen na trasie promującej płytę "Hot Space". Ale to tylko jedno z jego oblicz. Poza tym tworzy też muzykę mniej komercyjną, nierzadko o eksperymentalnym charakterze. Jako Hybrid Kids zadebiutował rok wcześniej płytą "A Collection of Classic Mutants", fejkową kompilacją dwunastu zespołów , w rzeczywistości nagraną samodzielnie przez Fishera. Na repertuar składają się tam wyłącznie przeróbki, w tym kompozycje oryginalnie wykonane przez The Beatles, Vana Morr...

[Recenzja] Rafael Toral - "Traveling Light" (2025)

Obraz
Rafael Toral ma ostatnio naprawdę ładne okładki płyt. Zachęcają do sięgnięcia po albumy, których zawartość jest równie ładna. Najnowsze wydawnictwo portugalskiego artysty wypełniają zresztą interpretacje jazzowych standardów. Toral sięgnął naprawdę daleko w przeszłość, po utwory skomponowane i pierwotnie wykonane w latach 30. i 40. poprzedniego wieku, w tym dzieła Duke'a Ellingtona czy Billie Holiday. Do swoich wykonań Portugalczyk zaprosił nawet jazzową sekcję dętą, choć z czworga gości wszyscy zaliczyli tylko po jednym występie, zawsze w innym utworze. Pomimo tak bezapelacyjnych odwołań do całkiem już przecież odległej tradycji, "Travelling Light" bynajmniej nie jest anachronicznym materiałem. Wręcz przeciwnie - rozpoznawalne melodie jazzowych klasyków zyskały tu zupełnie nowy, współczesny kontekst. Na początku kariery Rafael Toral eksperymentował z poszerzaniem możliwości gitary za pomocą niekonwencjonalnych technik wydobywania dźwięku oraz elektronicznych gadżetów. Ów...

[Recenzja] Stara Rzeka - "Wynoś się z mojego domu" (2025)

Obraz
Na przestrzeni ostatnich piętnastu lat nie było jeszcze roku bez co najmniej kilku płyt z udziałem Jakuba Ziołka. To przede wszystkim wydawnictwa jego licznych projektów, jak Alameda, Innercity Ensemble, Kapital czy T'ien Lai. No i Stara Rzeka, która przez ostatnią dekadę wydawała się wygaszonym po cichu przedsięwzięciem. I trwało to aż do niespodziewanego ogłoszenia premiery "Wynoś się z mojego domu", trzeciego długogrającego albumu pod tym szyldem. Następca wydanych w poprzednim dziesięcioleciu płyt "Cień chmury nad ukrytym polem" (2013) i "Zamknęły się oczy ziemi" (2015) powraca do realizowanej na nich koncepcji wyobrażonego folku , ale prezentuje go w odświeżonej formie, rezygnując z części inspiracji, zastępując je nowymi. Co wynika oczywiście z muzycznej ewolucji samego Ziołka, w ostatnich latach zainteresowanego bardziej elektronicznymi brzmieniami niż drone'em czy black metalem. Tytuł "Wynoś się z mojego domu" to nic innego, jak b...

[Recenzja] Charles Hayward x Dälek - "HAYWARDxDÄLEK" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 1.12-7.12 Nie jest to oczywista współpraca. Charles Hayward i Will "MC Dälek" Brooks pochodzą z pozornie odległych muzycznych światów. Nie jestem jednak zdziwiony, że akurat oni postanowili je do siebie przybliżyć. Obaj niejednokrotnie już przecież łamali gatunkowe podziały. Charles Hayward karierę zaczynał we wczesnych latach 70., jako perkusista Quiet Sun, drugoplanowej grupy ze sceny Canterbury. Potem przewinął się też przez skład Gong, choć nie zagrał na żadnej płycie. Po kolejnym projekcie, Radar Favourites - odprysku Henry Cow, z Geoffem Leighem w składzie - pozostaly natomiast tylko opublikowane wiele lat później archiwalia. Ale to tam Hayward po raz pierwszy zetknął się Charlesem Bullenem, z którym wkrótce założył This Heat - jedną z najważniejszych kapel czasów tzw. punkowej rewolucji, która przeniosła techniki i eksperymenty poważnej awangardy na post-punkowy grunt. Później jeszcze Hayward prowadził bardzo ciekawą, choć efemeryczną grupę Camberwell No...

[Recenzja] Naked City - "Grand Guignol" (1992)

Obraz
Grand Guignol był osławionym paryskim teatrem, który od końca XIX wieku aż do lat 60. wystawiał wyłącznie naturalistyczną przemoc, grozę i horror. Jakże idealny tytuł dla albumu Naked City, której muzyka nierzadko brzmi jak muzyczna tortura. Sadystyczne zapędy muzyków zdradzały już fragmenty debiutanckiego "Naked City", wydanego jeszcze pod nazwiskiem Johna Zorna. Potwierdziło je natomiast kolejne wydawnictwo w tym składzie - pierwsze pod grupowym szyldem - czyli "Torture Garden", wypełnione czterdziestoma dwoma miniaturami na pograniczu grindcore'u i free jazzu, czasem z dodatkiem innych wpływów oraz sporą dawką humoru. Dziewięć kawałków z "Torture Garden" to powtórki z debiutu, a wszystkie pozostałe powtórzono z kolei na "Grand Guignol". Dość ciekawa jest historia powstania tamtego wydawnictwa. Podczas prac nad "Naked City" Zorna zafascynowała maksymalna kompresja muzyki - podpatrzone u kapel grindcore'owych kawałki trwające n...

[Recenzja] Oneohtrix Point Never - "Tranquilizer" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 17.11-23.11 Nie do końca jest prawdą, że nic w internecie nie ginie. Nie jest wcale oczywiste, że te ogromne zasoby muzyczne, do jakich mamy teraz nieograniczony dostęp w streamingu, bedą zawsze pod ręką. Kilkakrotnie już zdarzyło mi się, że chciałem do jakiegoś albumu powrócić, a ten nie był już nigdzie dostępny. Obecnie coraz więcej wykonawców decyduje się wycofywać swoją muzykę z serwisów. Niewykluczone też, że kiedyś po prostu cała sieć padnie - a to wcale nie jest nieprawdopodobny scenariusz w niepewnych czasach gwałtownych zmian klimatycznych czy narastających konfliktów zbrojnych i fatalnych pomysłów na ich zakończenie. Choć wtedy brak dostępu do muzyki będzie jednym z najmniejszych problemów. Pewnym pocieszeniem w tym wszystkim są inicjatywy w rodzaju Global Music Vault, dzięki którym przynajmniej jakaś część muzyki przetrwa najgorsze. Z przemyśleń nad tym powszechnym dziś dostępem do ogromnej ilości muzyki, a zarazem niepewnością, jak długo ten dostęp będzie moż...

[Recenzja] Swans - "Soundtracks for the Blind" (1996)

Obraz
Łabędzi śpiew Łabędzi. "Soundtracks for the Blind" powstawał z myślą, że będzie zwieńczeniem studyjnej dyskografii Swans. I faktycznie nim był. Wprawdzie tylko przez czternaście lat, do czasu gdy grupa wznowiła działalność, jednak wtedy, w połowie lat 90., Michael Gira planował definitywnie pogrzebać zespół, którego prowadzenie wykańczało go finansowo i emocjonalnie. Do prac nad tym album zabrał się wraz z Jarboe oraz kilkoma nowymi współpracownikami, jak perkusista Larry Mullins czy gitarzysta Vudi, jednak można tu też usłyszeć partie dawnych - a zarazem przyszłych - członków zespołu, by wymienić Normana Westberga, Billa Rieflina oraz Christopha Hahna. "Soundtracks for the Blind" jest bowiem kolażową mieszanką nowych i archiwalnych nagrań, rejestrowanych na przestrzeni lat 1981-96, a więc całej dotychczasowej działalności Swans. Wydany pierwotnie na dwóch płytach kompaktowych, 140-minutowy "Soundtracks for the Blind" - pierwsze tak monumentalne dzieło Swa...

[Recenzja] Evan Ziporyn & ContaQt - "Art Decade" (2025)

Obraz
Muzycznie był to dość nietypowy tydzień. Z jednej strony przyniósł całkiem sporo wyczekiwanych przeze mnie premier. Z drugiej jednak wszystkie te albumy okazały się dla mnie raczej rozczarowaniem. "Touch" Tortoise i "Perseverance Flow" Natural Information Society wypadły dużo poniżej oczekiwań - które przynajmniej w tym pierwszym przypadku i tak nie były wygórowane - a zeszłoroczna Saagara poprawiona przez Shackletona okazała się mniej ciekawa od oryginału. Inne przesłuchane tytuły też niespecjalnie ze mną rezonowały. Wracam więc do poprzedniego tygodnia i płyty, której wydanie właściwie nie zostało nigdzie odnotowane. I to pomimo tego, że wypełniają ją kompozycje tak wielbionych powszechnie twórców, jak David Bowie, Brian Eno, Robert Fripp czy Harold Budd. "Art Decade" to projekt Evana Ziporyna, formalnie wykształconego muzyka, wykładowcy akademickiego i multiinstrumentalisty - głównie klarnecisty - znanego z muzycznego kolektywu Bang on a Can, z którym ...

[Recenzja] The Necks - "Disquiet" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 6.10-12.10 The Necks przyzwyczaili do długich utworów. Od tych kilkunastominutowych, po te trwające nawet w okolicach godziny. Na "Disquiet" australijskie trio idzie jeszcze dalej. Sam utwór "Ghost Net" osiąga siedemdziesiąt cztery minuty, co czyni go absolutnym rekordzistą wsród wszystkich dotychczasowych nagrań grupy. A to tylko jedna z czterech ścieżek albumu, wśród których znalazł się jeszcze jeden kolos, osiągający niespełna godzinę, oraz dwa już wyraźnie krótsze,  trwające po około pół godziny. W sumie to aż 190 minut muzyki. Dwudziesty studyjny album w czterdziestoletniej karierze The Necks fizycznie ukazał się w formie trzech płyt kompaktowych. Dwa krótsze nagrania zmieściły się na jednej płycie, dwa pozostałe samodzielnie wypełniają pozostałe dyski. Według muzyków kolejność słuchania płyt - choć zasugerowana w streamingu - nie ma żadnego znaczenia, może być zupełnie dowolna. Nie trzeba też słuchać całego materiału ciągiem - trudno to sobie zr...

[Recenzja] Global Communication - "76:14" (1994)

Obraz
Global Communication to przypadek nieco podobny do Autechre czy Boards of Canada. Elektroniczny duet z Wielkiej Brytanii, debiutujący w latach 90., w swojej twórczości łączący ambientowe pejzaże z silnie zaznaczonym beatem. Jednak Tom Middleton i Mark Pritchard - występujący razem także pod innymi szyldami, jak Reload czy Jedi Knights - jako Global Communication wydali tylko jeden pełnometrażowy album z autorskim materiałem. Poza tym opublikowali też kilka singli i EPek, a także większe wydawnictwo "Pentamerous Metamorphosis", będące de facto  przeróbką albumu "Blood Music" shoegaze'owej grupy Chapterhouse, pierwotnie dołączone do niego jako bonusowy dysk (duet, pod różnymi nazwami, zrobił też pojedyncze remiksy dla Aphex Twina, Depeche Mode, Slowdive czy Underworld). Skromna dyskografia projektu tłumaczy, dlaczego nie jest wymieniany jednym tchem wśród największych twórców elektroniki końca XX wieku. "76:14", ów jedyny album duetu, jak najbardziej moż...

[Recenzja] Boards of Canada - "Geogaddi" (2002)

Obraz
Pełnowymiarowa kontynuacja debiutanckiego albumu Boards to Canada, "Music Has the Right to Children", ukazała się dopiero po czterech latach. Ta stosunkowo długa przerwa wynikała nie tyle z braku materiału, co raczej jego nadmiaru. W międzyczasie ukazały się dwie udane EPki, a na album duet przygotował ponoć dziewięćdziesiąt utworów, z czego ostatecznie na "Geogaddi" trafiły dwadzieścia trzy. Wydanie drugiej, oczekiwanej płyty nie było poprzedzone tradycyjną kampanią marketingową. Zespół nie udzielał wywiadów, a Warp Records nie wysłał żadnych promocyjnych kopii do mediów; w paru miastach zorganizowano za to przedpremierowe odsłuchy w kościołach. Co było bardzo przewrotnym posunięciem w kontekście kontrowersji, jakie wywołał album. "Geogaddi" pełen jest mniej lub bardziej ukrytej symboliki, w postaci sampli pełnych ezoterycznych, a zdaniem niektórych satanistycznych, treści. Także na okładce można dopatrzeć się demonów, a do tego jeszcze ten niejasny tytuł...

[Recenzja] Boards of Canada - "Music Has the Right to Children" (1998)

Obraz
Po ejtisowym  zmerkantylizowaniu muzyki elektronicznej, kolejna dekada okazała się czasem jej gwałtownego rozwoju, powstawania coraz to nowszych nurtów, nierzadko przywracających bardziej eksperymentalne podejście. To z tego okresu pochodzi znaczna część elektronicznych klasyków, wciąż będących źródłem inspiracji dla innych przedstawicieli gatunku i nie tylko. Jedną z takich płyt jest "Music Has the Right to Children", debiut szkockiego duetu Boards of Canada, tworzonego przez braci Marcusa Eoina i Michaela Sandisona. Choć sami muzycy twierdzą, że nie interesowały ich popularne wówczas style muzyki elektronicznej - powoływali się za to na wpływy Wendy Carlos, Joni Mitchell, The Beatles, The Incredible String Band,  Devo czy My Bloody Valentine - to nie da się uniknąć porównań z innymi twórcami elektroniki ostatniej dekady XX wieku. Najbardziej ewidentne jest podobieństwo do angielskiego duetu Autechre. Boards of Canada w podobny sposób łączy potężne, energetyczne beaty z subt...

[Recenzja] Jean-Michel Jarre - "Oxygène" (1976)

Obraz
Powrót Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego na Ziemię przypomniał mi o tym albumie. A właściwie o jego okładce. Ilustracja Michela Grangera powstała już na początku lat 70., jako część serii poświęconej antropogenicznej dewastacji planety, poniekąd wyprzedzającej swój czas. Problem ten nawet dziś bywa bagatelizowany i negowany - pomimo dotkliwie odczuwanych skutków zmian klimatu spowodowanych działalnością człowieka - a w tamtych czasach niemal nikogo nie zajmował. Ta konkretne grafika, zatytułowana " Oxygène", po raz pierwszy została opublikowana w 1972 roku w jednym z francuskich magazynów komiksowych, jednak Jean-Michel Jarre zetknął się z nią dopiero kilka lat póżniej, gdy oryginał wystawiono w paryskiej Marquet Gallery. Na podzielającym troskę o planetę muzyku malunek zrobił tak duże wrażenie, że nie tylko go nabył, ale skontaktował się z jej twórcą, z prośbą o pozwolenie wykorzystania ilustracji i jej tytułu na swoim przygotowywanym właśnie albumie. Granger nie protestowa...