Posty

Wyświetlam posty z etykietą metal

[Recenzja] Nine Inch Nails - "The Downward Spiral" (1994)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E04 Jedna z najbardziej popularnych i wpływowych - inspirował się nią nawet David Bowie - ale też wywołujących największe kontrowersje płyt lat 90. Te ostatnie wzbudziło już samo miejsce nagrywania. Część materiału powstała w studiu urządzonym w posiadłości przy Cielo Drive w Los Angeles. Tej samej, która niegdyś należała do Romana Polańskiego i gdzie zamordowano jego żonę Sharon Tate. Nie mniejsze wątpliwości wzbudziła jednak także drastyczna, nihilistyczna warstwa liryczna. "The Downward Spiral" to album koncepcyjny, na którym kolejne utwory pokazują postępujący rozpad psychiczny cierpiącego na depresję bohatera. Ta po części autobiograficzna narracja krąży wokół takich tematów, jak przemoc, autodestrukcja, alienacja, uzależnienia, seks czy religia. "The Downward Spiral" był dla Nine Inch Nails zarówno komercyjnym, jak i stylistycznym przełomem. Wydany pięć lat wcześniej debiut, "Pretty Hate Machine", jest płytą j...

[Recenzja] Jesu - "Jesu" (2004)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E03 Wszechstronność Justina Broadricka robi wrażenie. Zaczynał od grania w amatorskich kapelach punkowych. Rozpoznawalność zyskiwał w grindcore'owym Napalm Death oraz noise'owym Head of David. Ale wśród późniejszych projektów artysty znalazły się też choćby illbientowy duet Techno Animal czy łączący metal z jazzem free God - ten ostatni zresztą zaprowadził go prosto do współpracy z Painkiller Johna Zorna. Największe uznanie przyniosło mu jednak dowodzenie zespołem Godflesh, z którym kładł fundamenty tzw. metalu industrialnego. Po jego rozwiązaniu założył natomiast nie mniej ciekawą grupę Jesu - jedną z pierwszych, które dostrzegły możliwości syntezy metalu z shoegaze'em. Pierwszą EP-kę, "Heart Ache", Broadrick nagrał zupełnie samodzielnie. Jednak już na pełnowymiarowym debiucie, o tytule tożsamym z nazwą grupy, Jesu przeistoczył się w prawdziwy zespół, z perkusistą Tedem Parsonsem i basistą Diarmuidem Daltonem - obaj byli w...

[Recenzja] Celtic Frost - "Monotheist" (2006)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E02 W tym roku mija dwadzieścia lat odkąd ukazał się ostatni album Celtic Frost. "Monotheist" opublikowano zresztą po niemal równie długiej, czternastoletniej przerwie fonograficznej. Oczekiwania były spore. Podobnie jak i obawy. W końcu minęło już sporo czasu od mocarnego początku kariery. To wtedy zespół kształtował ekstremalne formy metalu swoimi wczesnymi, brutalnymi EP-kami, bardziej progresywnym "To Mega Therion" oraz eklektycznym "Into the Pandemonium". Potem jednak szwajcarska grupa straciła impet. Skład się posypał, a otoczony nowymi muzykami Thomas Fischer został zmuszony przez wytwórnię do merkantylnego zwrotu w stronę popularnego wówczas hair metalu. Album "Cold Lake" był, oczywiście, kompletną porażką. Nieudany powrót do cięższego grania na "Vanity / Nemesis" tylko pogorszył sprawę, a zespół w rezultacie zawiesił działalność. Jednak na "Monotheist" Celtic Frost wraca do kor...

[Recenzja] Backengrillen - "Backengrillen" (2026)

Obraz
Ubiegły rok był pierwszym od prawie dekady, gdy nie ukazało się żadne nowe wydawnictwo tria Fire! ani jego rozszerzonego wcielenia Fire! Orchestra. Muzycy tworzący trzon grupy w ostatnim czasie skupili się na innych projektach. Basista Johan Berthling i perkusista Andreas Werliin kontynuują swoją współpracę z gitarzystą Orenem Ambarchim, wydając kolejne części "Ghosted" z nastrojowym, minimalistycznym jazzem. Tymczasem saksofonista Mats Gustafsson pozostał przy ostrzejszym graniu - czy to na bardziej psychodelicznym "Traces" pod szyldem Cosmic Ear, czy też na freejazzowym "Pivot" z Kenem Vandermarkiem, ale najbardziej w swoim nowym zespole Backengrillen, tworzonym z muzykami post-hardcore'owego Refused. Eponimiczny album kwartetu to brutalna mieszanka jazzu free, punku, noise'u, metalu i krautrocka. Wokalista Dennis Lyxzén, perkusista David Sandstörm i basista Magnus Flagge współtworzą Refused od wczesnych lat 90. Pod koniec tamtej dekady, w 1998 r...

[Recenzja] Naked City - "Leng Tch'e" (1992)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E01 Lingchi, na Zachodzie znane jako kara tysiąca cięć, było jedną z najbardziej bezwzględnych form państwowej przemocy, stosowaną w Chinach jeszcze na początku XX wieku. Skazańca przywiązywano do drewnianej konstrukcji, a następnie stopniowo okaleczano nożem. A wszystko to w formie publicznego widowiska, którego sens wykraczał daleko poza samo zadawanie bólu i ostatecznie uśmiercenie. Chodziło o upokorzenie i rozpad ciała odbierający, w konfucjańskiej tradycji filozoficznej, godność także po śmierci. Wbrew późniejszym mitom egzekucje rzadko trwały długo - skazanych często odurzano opium, a cios w serce zadawano na wczesnym etapie, po czym dalsze cięcia służyły już samej demonstracji absolutnej władzy, a nie sadystycznemu przedłużaniu agonii. Co bynajmniej nie umniejsza okrucieństwa tej metody. Kara tysiąca cięć przeniknęła do literatury, filmu czy muzyki. John Zorn postanowił przełożyć ten proces na język muzyczny, czego efektem była nagrana z ...

[Recenzja] Naked City - "Grand Guignol" (1992)

Obraz
Grand Guignol był osławionym paryskim teatrem, który od końca XIX wieku aż do lat 60. wystawiał wyłącznie naturalistyczną przemoc, grozę i horror. Jakże idealny tytuł dla albumu Naked City, której muzyka nierzadko brzmi jak muzyczna tortura. Sadystyczne zapędy muzyków zdradzały już fragmenty debiutanckiego "Naked City", wydanego jeszcze pod nazwiskiem Johna Zorna. Potwierdziło je natomiast kolejne wydawnictwo w tym składzie - pierwsze pod grupowym szyldem - czyli "Torture Garden", wypełnione czterdziestoma dwoma miniaturami na pograniczu grindcore'u i free jazzu, czasem z dodatkiem innych wpływów oraz sporą dawką humoru. Dziewięć kawałków z "Torture Garden" to powtórki z debiutu, a wszystkie pozostałe powtórzono z kolei na "Grand Guignol". Dość ciekawa jest historia powstania tamtego wydawnictwa. Podczas prac nad "Naked City" Zorna zafascynowała maksymalna kompresja muzyki - podpatrzone u kapel grindcore'owych kawałki trwające n...

[Recenzja] John Zorn - "Naked City" (1990)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E07 Ciężar w muzyce może przybierać różną postać. Nie musi wcale wynikać z typowo metalowych patentów. W związku z tym nie widzę sensu, by w tym cyklu trzymać się wyłącznie tego typu grania. Choć akurat ten album trochę tego metalu zawiera, nawet jeśli miesza się on tu z innymi stylami i jedynie czasem nad nimi dominuje. Tak samo ciężar i agresją stanowią tylko jedne z wielu środków ekspresji, a przytłaczający charakter tego wydawnictwa wynika przede wszystkim z czegoś całkiem innego - z szaleństwa, nieokiełznanego eklektyzmu i nieprzewidywalności tego materiału. To płyta, na której free jazz miesza się z grindcore'em, no wave i surf rockiem - a to tylko te najczęściej słyszane inspiracje - często na przestrzeni pojedynczych kawałków, w których nie brakuje zaskakujących zwrotów stylistycznych, choć często te wpływy po prostu nakładają się na siebie w tym samym momencie. W chwili wydania tego albumu John Zorn był już uznaną postacią nowojorsk...

[Recenzja] Godflesh - "Streetcleaner" (1989)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E06 Instrumentem, bez którego najtrudniej wyobrazić sobie muzykę rockową, nie jest bynajmniej gitara, lecz perkusja. To bębny nadają jej odpowiedniej dynamiki, energii oraz ciężaru. Rockowych, w tym też metalowych, grup bez gitarzystów wymienić można sporo, ale bez perkusistów - zdecydowanie trudniej. Jeśli już jakiś zespół decydował się grać bez bębniarza, to przeważnie zastępowano go automatem. Dla muzycznych ortodoksów to wręcz bluźnierstwo, jednak efekty bywają intrygujące. A do jednego z najlepszych zastosowań tej technologii doszło na płycie metalowej - "Streetcleaner" grupy Godflesh. Początkowo zespół nazywał się Fall of Becouse i grał muzykę bliską The Cure. Wszystko zmieniło się, gdy do śpiewającego gitarzysty Paula Neville'a oraz basisty G. C. Greena dołączył Justin Broadrick w roli perkusisty i dodatkowego wokalisty. Za jego namową trio poszło w kierunku Swans czy Sonic Youth. Jego muzyczne zainteresowania były zresztą d...

[Recenzja] Death - "Symbolic" (1995)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E04 Dyskografia bez słabych punktów to rzadkość. Łatwiej jest, oczywiście, utrzymać poziom, gdy nagrało się niewiele płyt. Siedem albumów bez żadnej wtopy to już jednak całkiem spore osiągniecie. Wyczyn ten udał się grupie Death, która zresztą nie tyle trzymała równy poziom, co z każdym kolejnym wydawnictwem dokonywała wyraźnego progresu. Do czasu "Individual Thought Patterns", piątego w dyskografii albumu, rozwój ten przebiegał konsekwentnie w stronę coraz bardziej złożonego, technicznego grania. Na następnym "Symbolic" nastąpiło jednak przełamanie tej tendencji. Zamiast jeszcze bardziej komplikować swoją muzykę, tym razem zespół dodaje więcej melodii i gdzieniegdzie odrobinę odpoczynku od brutalnego łojenia. Przy czym wciąż jest to granie bardzo intensywne, technicznie zagmatwane, progresywne pod względem struktury utworów. Nowy kierunek mógł, przynajmniej w jakimś stopniu, być spowodowany kolejną zmianą składu. Tym razem d...

[Recenzja] Ozzy Osbourne / Black Sabbath - "The Ozzman Cometh" (1997)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E03 Ozzy Osbourne wyreżyserował swoją śmierć niemal jak David Bowie, który w przedostatni dzień życia opublikował jeden z najambitniejszych albumów, "Blackstar", w warstwie lirycznej będący pogodzeniem się z nieuchronnym końcem. W przypadku oryginalnego wokalisty Black Sabbath był to natomiast po prostu pożegnalny koncert. Schorowany Osbourne, na dwa tygodnie przed śmiercią, dał dwa krótkie występy: z solowym materiałem oraz z utworami jego macierzystej grupy, która po raz pierwszy od dwudziestu lat zagrała w oryginalnym składzie, z basistą Geezerem Butlerem, perkusistą Billem Wardem i, oczywiście, Tonym Iommim, który jako jedyny grał we wszystkich wcieleniach. To właśnie ten kwartet na początku lat 70. zrewolucjonizował muzykę rockową, budując fundamenty metalu, stając się główną inspiracją dla kolejnych przedstawicieli tej estetyki. Przy czym była to głównie zasługa Iommiego, twórcy charakterystycznych riffów oraz ciężkiego, posępneg...

[Recenzja] Celtic Frost - "Into the Pandemonium" (1987)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E02 Czemu nie spróbujecie brzmieć bardziej jak Exodus albo Slayer? - pytał Karl-Ulrich Walterbach, szef wytwórni Noise, muzyków Celtic Frost i wielokrotnie groził wstrzymaniem finansowania nagrań drugiego pełnowymiarowego albumu grupy. "Into the Pandemonium" faktycznie odbiega od ówczesnych standardów ekstremalnego metalu. Bardziej melodyjne wokale, żeńskie chórki, kwartet smyczkowy, waltornia, syntezatory, sample i industrialne efekty dźwiękowe, a do tego przeróbka post-punkowej piosenki oraz kawałki bez gitar ani perkusji - całkiem sporo tu tego ubogacania metalu, jak na 1987 rok, nawet jeśli niektóre z tych dodatkowych środków powiela się z poprzednim w dyskografii "To Mega Therion". Dla cześci słuchaczy i krytyków było tego już zbyt wiele, ale nie brakowało też zachwytów nad tymi poszukiwaniami Szwajcarów. Sam mam nieco mieszane odczucia. "Into the Pandemonium" to niewątpliwie ambitne przedsięwzięcie. Poniekąd ...

[Recenzja] Sumac and Moor Mother - "The Film" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 21.04-27.04 To tydzień ciekawych kooperacji. Wyspecjalizowany w jazzowych improwizacjach Natural Information Society z elektroniczno-psychodelicznym Bitchin Bajas połączyło zamiłowanie obu grup do minimalizmu. Z kolei Moor Mother, prezentująca dotąd swoją zaangażowaną poezję w towarzystwie jazzowego ansamblu lub hip-hopowych podkładów, tym razem zdecydowała się na współpracę z zespołem metalowym. Oczywiście nie z jakąś typową kapelą metalową. Sumac, korzystając ze standardowego w tej stylistyce instrumentarium - z podkręconymi na maksa gałkami głośności i przesteru na wzmacniaczach - tworzy muzykę o raczej noise'owych teksturach oraz jazzowej plastyczności. W połączeniu z deklamacjami Ayewy daje to jeszcze bardziej intrygujący efekt. Wspólny album Camae i Sumac to dzieło koncepcyjne, którego należy słychać w całości, bo dopiero taki pełny obraz pozwala je docenić. Zupełnie jak w przypadku filmów, gdzie pojedyncze sceny mogą być niezrozumiałe, ale nabierają sensu jako...

[Recenzja] Imperial Triumphant - "Goldstar" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 17.03-23.03 Nowojorskie trio Imperial Triumphant nie jest typowym zespołem metalowym. I bynajmniej nie chodzi o występy w złotych maskach. To akurat jest dość kiczowatą kliszą. Jednak to właśnie ta grupa ma w swoim adorobku przeróbki kompozycji twórców tak od metalu odległych, jak Dizzie Gillespie, Wayne Shorter czy Radiohead, nadając im metalowego ciężaru, ale zachowując finezję oryginałów. Dodatkowo to jej udało się uczynić słuchalnym Kenny'ego G - saksofonista zaliczył nienajgorszy występ na poprzednim krążku nowojorczyków, "Spirit of Ecstasy". Na "Goldstar" też nie brakuje zaskoczeń, a przy okazji jest to najpewniej najbardziej przystępna płyta tria. Imperial Triumphant zaczynał od grania black metalu, ale szybko skręcił w stronę technicznego death metalu w stylu Death, Cynic i Atheist, z czasem coraz mocniej ujawniając fascynację jazzem czy muzyką filmową. Także teksty odeszły od metalowej sztampy. Zamiast tego zespół snuje opowieści o swoim ...