Posty

Wyświetlam posty z etykietą country

[Recenzja] Swans - "The Burning World" (1989)

Obraz
Najbardziej osobliwy, kontrowersyjny album Swans. "The Burning World" idzie o wiele dalej niż poprzedzający go "Children of God". Już tam pojawiło się wiele łagodniejszych momentów o bardziej wyrazistych melodii, poszerzyło się też instrumentarium. Wciąż jednak jest tam sporo brudu i ciężaru charakterystycznego dla wczesnych płyt zespołu. Zaskoczeniem mogła być natomiast wydana tuż potem EPka "Love Will Tear Us Apart", zawierająca m.in. dwie wersje tytułowej kompozycji, pochodzącej oczywiście z repertuaru Joy Division. Jedna z nich - ta śpiewana przez Michaela Girę, bardziej pogodna, energetyczna, a zarazem wyjątkowo na Swans melodyjna, chwytliwa i subtelna, oparta na brzmieniach akustycznych - doczekała się nawet teledysku, który śmigał po antenie MTV. W efekcie zespól doczekał się pierwszego wydawnictwa odnotowanego na listach sprzedaży, a także kontraktu z dużą wytwórnią, Uni Records, należącą do koncernu MCA. To jej nakładem ukazał się "The Burnin...

[Recenzja] Neil Young and The Chrome Hearts - "Talkin' to the Trees" (2025)

Obraz
Nie jest to płyta zbyt istotna z muzycznego punktu widzenia. 79-letni Neil Young na swoim 48. albumie studyjnym wciąż tkwi w latach 70. Pozostaje jednak uważnym i zaniepokojonym obserwatorem współczesnego świata zachodniego, w którym do władzy dochodzą politycy gardzący demokratycznymi wartościami, proponujący zacofanie oraz izolacjonizm, ale za to pozbawieni kompetencji i moralnych kwalifikacji. Teksty na "Talkin' to the Trees" powstały oczywiście jeszcze przed ostatnimi wyborami w naszym kraju, ale już po zeszłorocznym zwycięstwie Trumpa w Stanach. O ile w "Big Change" - wydanym na singlu tuż przed jego inauguracją - Young zachowuje pewien optymizm, nie twierdząc kategorycznie, że nadchodzące zmiany będą na gorsze, to już w "Lets Roll Again" jest bardziej dosadny, śpiewając If you're a fascist then get a Tesla. Tak bezpośredni nie był chyba od czasów słynnego "Ohio" z 1970 roku, gdy właściwie wprost, z nazwiska oskarżył Nixona za śmierć...

[Recenzja] Judee Sill - "Heart Food" (1973)

Obraz
Życiorysy folkowych muzyków są często gotowym materiałem na scenariusz filmowy. Niekoniecznie wyróżnia się tu Bob Dylan, który akurat niedawno takiej filmowej biografii się doczekał. Ciekawszą - choć trudniejszą do sprzedania - opowieścią mogłyby być tragiczne losy Jacksona C. Franka, Townesa Van Zandta, Tima Buckleya, Nicka Drake'a czy Judee Sill. Z tego grona to ta ostatnia wydaje się postacią najbardziej barwną: w swoim 35-letnim życiu Sill była ćpunką, kryminalistką, prostytutką i jedną z najwybitniejszych autorek piosenek przełomu lat 60. i 70., porównywalną chyba tylko z Joni Mitchell. Judith Sill nie miała łatwego dzieciństwa. Choć wychowywała się w zamożnej rodzinie, powiązanej z przemysłem, filmowym Hollywood, jej rodzice - a później także ojczym - byli przemocowymi alkoholikami. Wspomniany ojczym, animator kreskówki "Tom i Jerry", miał też ponoć dopuszczać się wobec Judee molestowania. Jeszcze w szkole średniej, lub tuż po jej zakończeniu, wspólnie ze swoim znaj...

[Recenzja] Neil Young - "Chrome Dreams" (2023)

Obraz
Ostatnia dekada w dyskografii Neila Younga to przede wszystkim wysyp archiwalnego materiału. W sporej części są to jedynie alternatywne wersje doskonale znanych kompozycji. A czasem to po prostu zbiory wcześniej wydanych nagrań. "Chrome Dreams" należy do tej ostatniej kategorii. Na dwanaście utworów jedynie dwa - "Hold Back My Tears" i "Sedan Delivery" - nie były wcześniej wydane oficjalnie w tych wersjach. A jednak warto poświęcić temu wydawnictwu więcej uwagi. Nie jest to bowiem kompilacja przypadkowych nagrań, lecz rekonstrukcja albumu, jaki Young planował opublikować w 1977 roku. Przygotowano wówczas nawet acetat, na podstawie którego miały zostać wytłoczone płyty winylowe. Pod wpływem negatywnych opinii znajomych Kanadyjczyk wstrzymał wydanie albumu, a kompozycje wykorzystał na innych swoich płytach. Oryginalna selekcja utworów zaczęła jednak krążyć w formie bootlegów, a materiał zyskał legendarny status. Na fali tego zainteresowania Neil w 2007 roku ...

[Recenzja] Neil Young - "Harvest Moon" (1992)

Obraz
Powrót do czadowego grania razem z Crazy Horse był dla Neila Younga niewątpliwym sukcesem - jednocześnie odzyskał zaufanie dawnych wielbicieli, jak i trafił do młodszego pokolenia, zasłuchanego w jego naśladowcach. Artysta przepłacił to jednak pogorszeniem słuchu i szumami usznymi. Postanowił więc, że następca "Ragged Glory" będzie płytą bardziej subtelną, opartą niemal wyłącznie na brzmieniach akustycznych. A skoro udał się powrót z Crazy Horse, to czemu by nie zebrać ponownie innego starego składu, np. The Stray Gators? Ten efemeryczny zespół towarzyszył Youngowi jedynie na kultowym "Harvest" oraz promujących go koncertach. Zainteresowanie nagraniem kolejnego albumu okazali Ben Keith, Tim Drummond i Kenny Buttrey, a Spooner Oldham zajął miejsce Jacka Nitzsche, choć ten ostatni też miał pewien wkład w płytę. Dodatkowo gościnne występy powtórzyli Linda Ronstadt i James Taylor. A że nagrania rozpoczęły się we wrześniu, był niezły pretekst, by albumowi nadać wymowny t...

[Recenzja] Neil Young - "Freedom" (1989)

Obraz
Twórcom zaczynającym w epoce klasycznego rocka z reguły trudno było odnależć się w czasach po tzw. punkowej rewolucji. Kryzys nie ominął też Neila Younga. O ile w latach 70. artysta wydawał jeden świetny album za drugim, to w kolejnej dekadzie wypuszczał w zasadzie gniot za gniotem. Płyty z tego okresu można podzielić na nieudolne próby dostosowania się do aktualnych trendów (inspirowane synthpopem oraz nową falą "Trans" i "Landing on Water"), nudne kopiowanie samego siebie ("Old Ways") lub nietrafione inspiracje przebrzmiałymi stylami (bluesrockowy "This Note's For You" i szczególnie kuriozalny "Everbody's Rockin'" w stylu rockabilly). Jedynym wartym uwagi wydawnictwem Younga z tego okresu jest wydany na sam koniec dekady "Freedom", choć to i tak głównie z powodu jednej kompozycji. Za to pojawiającej się tu w dwóch różnych wersjach. "Rockin' in the Free World" to jedna z najsłynniejszych kompozycji K...

[Recenzja] Neil Young & Crazy Horse - "Rust Never Sleeps" / "Live Rust" (1979)

Obraz
Wydane w tym samym roku "Rust Never Sleeps" i "Live Rust" należą do najbardziej docenianych płyt Neila Younga, a jeśli sugerować się wyłącznie RYM-owymi statystykami - stanowią jego absolutne opus magnum . W przypadku tego drugiego sprawa jest prosta, to klasyczna koncertówka. Jak jednak zaklasyfikować "Rust Never Sleeps"? Niby to album studyjny, a jednak też koncertowy. No dobrze, dwa utwory faktycznie zarejestrowano w całości w studiu, gdzieś pomiędzy kawałkami, które trafiły na poprzednie wydawnictwo Younga, "Comes a Time". Resztę materiału skompilowano jednak z dwóch koncertów, z 26 maja oraz 19 października 1978 roku, dodając studyjne nakładki i eliminując - na ile było to możliwe przy ówczesnej technologii - odgłosy publiczności. Chociaż większość utworów z "Rust Never Sleeps" zarejestrowano podczas koncertów, wszystkie kompozycje dopiero tutaj miały swoją fonograficzną premierę. Young w tamtej dekadzie sporo komponował i nagrywa...

[Recenzja] Wayfarer - "American Gothic" (2023)

Obraz
Wśród międzygatunkowych krzyżówek, które na pewno nie przyszłyby mi do głowy, z pewnością znalazłoby się miejsce dla połączenia black metalu z country. Tymczasem pochodzący z Denver kwartet Wayfarer wpadł na to już trzy lata temu na swoim poprzednim albumie, "A Romance with Violence". Tam jednak zabrakło jakiejś większej integracji między elementami obu stylów, wystepujących jedynie naprzemiennie. Tegoroczny "American Gothic" próbuje tymczasem dokonać ich syntezy i przynajmniej momentami udaje się zaproponować naprawdę interesującą fuzję atmosferycznego black metalu oraz stylistyki gothic country. O dziwo, połączenie tak odległych rodzajów muzyki wypada naprawdę sensownie. Co więcej, ze wszystkich znanych mi prób wzbogacenia ekstremalnego metalu wpływami innego gatunku, ta być może wychodzi najbardziej spójnie i przekonująco. Czytaj też:  The Canyon Observer - "Figura" (2023) Świetnie słychać to wszystko na przykładzie rozpoczynającego album "The Thou...

[Recenzja] Neil Young - "Tonight's the Night" (1975)

Obraz
"Tonight's the Night" to zwieńczenie najbardziej ponurego okresu w życiu Neila Younga, jakim był początek lat 70. W ciągu kilku lat muzyk przeszedł przez rozwód z pierwszą żoną, narodziny syna, u którego zdiagnozowano porażenie mózgowe, a w końcu śmierć po przedawkowaniu dwóch kumpli i współpracowników - gitarzysty Crazy Horse Danny'ego Whittena oraz roadie Bruce'a Berry'ego. Właśnie Whittenowi i Berry'emu album jest poświęcony, choć na okładce oryginalnego wydania informuje o tym jedynie enigmatyczna notka: Przykro mi. Nie znasz tych ludzi. Nic to nie znaczy dla ciebie . Mimo tego wiele tekstów na płycie zostało im poświęcone, a traumatyczne wydarzenia wpłynęły też na jej muzyczną zawartość - to najbardziej posępny, surowy i brudny album w dorobku Kanadyjczyka. Przedstawicieli Reprise Records, spodziewających się raczej bardziej przystępnego grania w stylu "Harvest", do tego stopnia przeraziła zaproponowana przez Younga muzyka - a raczej jej nie...

[Recenzja] Neil Young - "On the Beach" (1974)

Obraz
Youngowy "On the Beach" wydaje się płytą idealną na lato nie tylko ze względu na swoją okładkę. To muzyka bardzo melodyjna, lekka, bezpretensjonalna, raczej melancholijna, ale instrumentalnie często optymistyczna. A jednak ma też drugie dno - tekstowo bywa gorzko i raczej pesymistycznie. Choć tutaj artysta raczej już wychodzi z mroku, niż pogrąża się w nim, jak na nagranym kilka miesięcy wcześniej, ale wydanym później "Tonight's the Night". Być może przez ten kontrast muzyki z warstwą tekstową album nie powtórzył sukcesu "Harvest", choć obecność w brytyjskim top pięćdziesiąt i amerykańskim top dwadzieścia trudno uznać za komercyjną porażkę. Faktem jest, że krytycy początkowo podchodzili do "On the Beach" bardzo ostrożnie, dopiero z czasem uznając go za jedno z największych dzieł Younga, z czym akurat trudno się nie zgodzić. Może to być nawet jego najlepszy studyjny album. Neil Young nagrywając ten album otoczył się wieloma zdolnymi instrument...

[Recenzja] Neil Young - "Harvest" (1972)

Obraz
Neil Young nigdy wcześniej ani później nie osiągnął takiego sukcesu, jaki przyniósł mu album "Harvest". Album doszedł na sam szczyt notowań w siedmiu krajach - w tym w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii oraz rodzimej Kanadzie - a do dziś rozszedł się w blisko dziewięciu milionach egzemplarzy i trudno wyobrazić sobie bez niego jakikolwiek poważny ranking płyt wszech czasów. Po bardziej wyciszonym, instrumentalnie zdominowanym przez pianino "After the Gold Rush", "Harvest" stanowi powrót do zdecydowanie gitarowego grania, przynosi też trochę więcej energii, chociaż wciąż wyraźnie przeważają brzmienia akustyczne. Jest to też pierwszy w dyskografii Younga tak silny zwrot w kierunku estetyki country, choć na płycie nie brakuje pewnego eklektyzmu. W zasadzie to jest go nawet odrobinę za dużo. "Harvest" to swego rodzaju kronika poczynań Neila Younga z 1971 roku. Zamieszczone tu utwory są efektami różnych projektów, w jakie się angażował, a nie rez...

[Recenzja] Neil Young with Crazy Horse - "Everybody Knows This Is Nowhere" (1969)

Obraz
Neil Young od dawna czekał w kolejce wykonawców do zrecenzowania. Trochę sam sobie jest winien przez zniknięcie ze Spotify, którym najchętniej wspomagam się podczas pisania. Szanuję powód - kanadyjski artysta nie chciał być obecny na platformie, gdzie można słuchać podcastów powielających antyszczepionkową narrację - ale i nie do końca rozumiem aż tak radykalną decyzję. Oczywistym jest, że na serwisie zbierającym twórczość milionów muzyków i podcasterów, reprezentowane są wszelkie możliwe poglądy oraz różne szkodliwe treści, co jednak nie oznacza, że ktokolwiek swoją tam obecnością wyraża dla nich wszystkich poparcie. Foch Younga - i namówionej przez niego Joni Mitchell - mógł być groźnym procederem, doprowadzając do masowego exodusu twórców z obecnych serwisów, które zapewne zastąpione zostałyby dziesiątkami czy setkami mniejszych, zbierających muzykę wykonawców o konkretnych poglądach. Straciliby na tym zwykli użytkownicy, którzy obecnie za wykupienie jednej subskrybcji mają dostęp d...

[Recenzja] Bob Dylan - "Planet Waves" (1974)

Obraz
Jednym z najbardziej tajemniczych zdarzeń w historii Boba Dylana jest jego motocyklowy wypadek z lipca 1966 roku. Przez lata narosło wokół tego wydarzenia wiele legend. Popularna teoria głosi, że w ogóle do niego nie doszło, gdyż nie została wezwana karetka, a artysta nie był hospitalizowany. Pomimo tego, niemal całkiem wycofał się z życia publicznego i na wiele lat zrezygnował z koncertowania. Prawdopodobnie miał po prostu dość sławy, a zwłaszcza coraz bardziej irytujących dziennikarzy oraz fanów. Z czasem jednak zatęsknił za występami przed publicznością. Latem 1973 roku podjął decyzję o powrocie na scenie. Co więcej, postanowił zaprosić do współpracy swój dawny zespół wspierający, The Band. Muzycy zaczęli próby, podczas których grali też zupełnie nowe kompozycje Dylana i zupełnie spontanicznie postanowiono nagrać nowy album jeszcze przed wyruszeniem w trasę. Longplay miał nosić tytuł "Ceremonies of the Horsemen", ale w ostatniej chwili przemianowano go na "Planet...