Posty

Wyświetlam posty z etykietą jazz funk

[Recenzja] Manu Dibango - "Soul Makossa" (1972)

Obraz
Cykl wakacyjny #7 Tytułowy "Soul Makossa" to prawdopodobnie najczęściej samplowany, interpretowany lub parodiowany kawałek nagrany przez jakiegokolwiek twórcę z Afryki. Sięgali po niego m.in. Michael Jackson, Beyoncé, Jay-Z, Kanye West, Jennifer Lopez, Will Smith, Eminem  czy grupy A Tribe Called Quest i Public Enemy, a to dopiero początek długiej listy. Na tantiemach i procesach o nieautoryzowane wykorzystanie utworu Manu Dibango sporo zresztą zarobił, choć już oryginalna wersja była sporym przebojem m.in. w Stanach, Kanadzie, Australii, a także we Francji. "Soul Makossa" jest doskonałym przykładem stylu makossa - mieszanki jazzowych dęciaków, funkowego groove'u oraz elementów muzyki zachodnioafrykańskiej, słyszalnych zwłaszcza w partiach perkusyjnych i wokalnych. Kawałek pierwotnie ukazał się jako strona B singla "Hymne De La 8e Coupe D'Afrique Des Nations", skomponowanego z okazji piłkarskiego Pucharu Narodów Afryki, jednak to właśnie to dodatko...

[Recenzja] Tony Allen with the Africa 70 - "Jealousy / Progress" (2000)

Obraz
Cykl wakacyjny #2 Choć większość profitów z działalności nigeryjskiej grupy Africa 70 przypadała Feli Kutiemu, twórcą jej charakterystycznego stylu był tak naprawdę Tony Allen. To ten znakomity, do dziś inspirujący perkusista, łącząc w swojej grze jazzowe wyrafinowanie Maxa Roacha czy Arta Blakeya, funkowy puls sekcji rytmicznej Jamesa Browna oraz różne opierające się na polirytmii, zachodnioafrykańskie style, stworzył fundamenty afrobeatu. W zespole Kutiego pełnił rolę dyrektora artystycznego, a jego pozycja była na tyle silna, że sam mógł wymyślać swoje partie do kompozycji frontmana. Ten zresztą nierzadko pisał pod konkretny rytm zasugerowany przez Allena. Stopniowo jednak narastał miedzy muzykami konflikt o adekwatne wynagrodzenie. Kryzys udało się czasowo zażegnać, gdy Fela umożliwił Tony'emu nagranie własnych kompozycji oraz wydanie ich pod swoim nazwiskiem. Na przestrzeni kilku lat ukazały się trzy albumy: "Jealousy" (1975), "Progress" (1977) oraz "N...

[Recenzja] Stevie Wonder - "Songs in the Key of Life" (1976)

Obraz
Będąc u szczytu swoich twórczych moźliwości i tuź po wydaniu czterech albumów, które odniosły ogromny sukces artystyczny i komercyjny, Stevie Wonder wpadł na szalony pomysł. Postanowił rzucić to wszystko i wyjechać do Ghany, gdzie miał zająć się działalnością charytatywną. Trwały już przygotowania do wielkiego koncertu pożegnalnego, kiedy muzyk nagle zmienił zdanie i podpisał nowy, bardzo lukratywny kontrakt. Z budżetem 13 milionów dolarów rozpoczął roczną pracę nad albumem  "Songs in the Key of Life", angażując kilkudziesięciu muzyków sesyjnych. Wśród gości znaleźli się m.in. Dorothy Ashby, George Benson, a nawet Herbie Hancock. Materiał przybrał potężną formę dwóch płyt winylowych, do których początkowo dodawano jeszcze 7-calową EPkę z czterema bonusami (dodanymi także w wersjach kompaktowych i streamingu). W sumie to dwadzieścia utworów i ponad półtora godziny muzyki. Częstym problemem tak długich albumów jest ich nierówny poziom, czego dałoby się uniknąć, gdyby skrócić je...

[Recenzja] Felá Anikũlapo Kuti - "Black President" (1981)

Obraz
Latem chętniej sięgam po muzykę bardziej pogodną i oddającą tropikalne temperatury. Świetnie w tej roli sprawdza się Fela Kuti i jego mieszanka afrykańskiej tradycji muzycznej z zachodnimi stylami, jak funk, dub czy jazz. Teoretycznie wszystkie płyty nigeryjskiego artysty są niemal identyczne, a jednak jedne trafiają do mnie bardziej, a inne mniej. Do moich faworytów, obok recenzowanych już "Expensive Shit" i "Live!" z Gingerem Bakerem, zaliczyłbym także "Black President". Przy czym ten ostatni to tak naprawdę kompilacja dwóch różnych tytułów, nagranych w niemal kompletnie odmiennych składach: "Sorrow Tears and Blood" z roku 1977 oraz trzy lata późniejszego "I.T.T. (International Thief Thief)". Osobno są to bardzo krótkie wydawnictwa, zawierające po dwie ścieżki o łącznej długości niespełna dwudziestu pięciu minut. Zebrane razem zyskują albumowy czas trwania. "Sorrow Tears and Blood" jest z tych dwóch płyt niewątpliwie bardzie...

[Recenzja] Kamasi Washington - "Fearless Movement" (2024)

Obraz
Płyta tygodnia 29.04-5.05 Jeżeli w XXI wieku w przypadku jakiegokolwiek muzyka jazzowego można mówić o większych sukcesach komercyjnych, to Kamasi Washington wydaje się najlepszym przykładem. Przepustką do kariery był udział - wraz z innymi muzykami kolektywu West Coast Get Down - w nagraniu "To Pimp a Butterfly" Kendricka Lamara. Jeszcze w tym samym 2015 roku saksofonista wydał pod własnym nazwiskiem album "The Epic". I o ile poprzednie jego wydawnictwa nikogo nie obchodziły, tak to doczekało się entuzjastycznych recenzji w najbardziej poczytnych magazynach i portalach muzycznych, co przełożyło się na całkiem niezłą - jak na dzisiejszy jazz - sprzedaż. A mowa o dziele monumentalnym, trzypłytowym w wersji kompaktowej, trwającym blisko trzy godziny. Wydany trzy lata później, w pełnej wersji trwający jeszcze dłużej od poprzednika "Heaven and Earth" spotkał się zresztą z równie dobrym przyjęciem. Tegoroczny "Fearless Movement" jest już płytą wyraźni...

[Recenzja] Knower - "Knower Forever" (2023)

Obraz
Najnowszy album duetu Knower ukazał się wprawdzie już w czerwcu, jednak dopiero na początku października miał swoją premierę w streamingu. W międzyczasie Genevieve Artadi i Louis Cole chcieli cokolwiek zarobić na sprzedaży fizycznych kopii oraz płatnych pobraniach - i nie ma w tym nic złego, zwłaszcza biorąc pod uwagę nędzne wynagrodzenie za odtworzenia na platformach. W sumie dobrze się stało, że właśnie teraz "Knower Forever" doczekał się drugiej premiery, bo jego pogodny nastrój idealnie komponuje się z moją nadzieją na (trochę) lepszą przyszłość po najbliższym weekendzie - w państwie, gdzie przestrzegane są demokratyczne standardy i prawa człowieka, rządzonym kompetentnie i w miarę uczciwie, faktycznie bezpiecznym, postępowym, rozdzielonym od organizacji religijnych, bez indoktrynacji w szkołach, z wolnymi sądami oraz niezależnymi mediami, z lepszymi stosunkami międzynarodowymi. Amerykański duet wstrzelił się zresztą świetnie z utworem "I'm the President" - ...

[Recenzja] Miles Davis - "Turnaround: Rare Miles from the Complete On the Corner Sessions" (2023)

Obraz
Najciekawszym wydawnictwem w ramach tegorocznego Record Store Day okazuje się, przynajmniej dla mnie, czwarta część serii "Rare Miles", zbierającej utwory Milesa Davisa dostępne dotąd wyłącznie w obszernych, trudno dziś dostępnych boksach "Complete Sessions". Tym razem przyszła pora na materiał z okresu "On the Corner" i trochę szkoda, że wydawnictwo nie ukazało się w zeszłym roku, gdy minęło równo pięćdziesiąt lat od jego wydania. Poprzednie odsłony - "Early Minor", "Double Image" i "Champions" - były świetnym dodatkiem do obchodów 50-lecia, odpowiednio, "In a Silent Way", "Bitches Brew" oraz "A Tribute to Jack Johnson".  "Turnaround: Rare Miles from the Complete On the Corner Sessions" ukazał się ze sporym opóźnieniem, ale i tak warto poświecić mu uwagę. To z tego okresu pochodzą najciekawsze, moim zdaniem, odrzuty trębacza. Sam album "On the Corner" jest jednym z najbardziej...

[Recenzja] James Blood Ulmer - "Free Lancing" (1981)

Obraz
James Blood Ulmer jako gitarzysta i wokalista musiał być pod wielkim wpływem Jimiego Hendrixa, natomiast jako kompozytora ukształtowały go harmolodyczne idee Ornette'a Colemana. Najwyraźniej lubił też pobujać się przy muzyce Funkadelic. Takie wpływy wydają się oczywiste na jego trzecim autorskim albumie, "Free Lancing". Muzyk miał już wówczas spore doświadczenie. Od połowy lat 60. grywał w kapelach rhythm'n'bluesowych w rodzimym Detroit, a po przeprowadzce do Nowego Jorku na początku kolejnej dekady otrzymał angaż do Jazz Messengers Arta Blakeya. Wówczas mocno związał się ze sceną jazzową, grając też u boku chociażby Rashieda Aliego, Larry'ego Younga, Joego Hendersona czy Arthura Blythe'a. Niezwykle istotna była też znajomość ze wspomnianym Colemanem, który nawet wziął udział w nagraniu debiutanckiego albumu Ulmera, "Tales of Captain Black" z 1979 roku, rozwijającego koncepcję takich dzieł saksofonisty, jak "Dancing in Your Head" czy ...

[Recenzja] Gil Scott-Heron - "Pieces of a Man" (1971)

Obraz
Gil Scott-Heron uchodzi za prekursora hip-hopu. Wszystko za sprawą jego występów i nagrań, podczas których deklamował własne poematy, poruszające problemy czarnej społeczności USA, z raczej minimalistycznym, choć często jazzującym podkładem. Na swoim studyjnym debiucie "Pieces of a Man" - wcześniej wydał jeszcze koncertówkę - zaproponował jednak muzykę o przystępniejszym charakterze, dzięki czemu mógł dotrzeć ze swoim przekazem do szerszego grona odbiorców. Całość wpisuje się w modne wówczas wśród afroamerykańskiej młodzieży granie w klimatach funkowo-soulowych, z domieszką jazzu. I jest to jedna z lepszych płyt tego typu. W składzie towarzyszącym Scott-Heronowi znaleźli się zresztą muzycy z jazzowym doświadczeniem, jak Hubert Laws, Bernard Purdie czy najbardziej z nich znany Ron Carter, a za produkcję odpowiada Bob Thiele, który w tej samej roli występował na tych najambitniejszych albumach Johna Coltrane'a. Album rozpoczyna najbardziej chyba znana kompozycja artysty, ...

[Recenzja] Zbigniew Namysłowski Quintet - "Kujaviak Goes Funky" (1975)

Obraz
Powrót do cyklu recenzji poświęconego płytom z kultowej serii "Polish Jazz" brałem pod uwagę już od jakiegoś czasu. Nie sądziłem jednak, że nastąpi to tak szybko i takiego powodu. 7 lutego zmarł Zbigniew Namysłowski, jeden z największych polskich saksofonistów. Uznanie przyniosły mu zarówno występy na tak istotnych dla krajowej fonografii albumach, jak "Astigmatic" Komedy czy "Enigmatic" Niemena, ale też własne dokonania. na których wyjątkowo udanie łączył nowoczesny jazz z polskim folklorem, niemal całkiem unikając typowej dla tego ostatniego przaśności. Zarówno zasłużenie bardzo popularnemu "Winobraniu", jak i często niesłusznie pomijanemu "Zbigniew Namysłowski Quartet", poświęciłem już osobne recenzje. Z racji ograniczonego wyboru pozostaje napisanie o albumie całkiem znanym i lubianym, choć już nie tak dobrym, jak dwa poprzednie. "Kujaviak Goes Funky", podobnie jak poprzedzające go bezpośrednio "Winobranie", zost...

[Recenzja] Laboratorium ‎- "Modern Pentathlon" (1976)

Obraz
Historia polskiego Weather Report - jak często nazywa się grupę Labolatorium - sięga 1970 roku. To właśnie wtedy, w Krakowie, uformował się pierwszy skład. Od samego początku występowali w nim klawiszowiec Janusz Grzywacz, saksofonista Marek Stryszkowski oraz perkusista Mieczysław Górka, zaś pozostali muzycy regularnie się zmieniali. Początkowo zespół grał podobno muzykę bliższą rocka progresywnego. Dopiero spotkanie z kwintetem Tomasza Stańki, zakończone wspólnym jamowaniem, spowodowało zwrot w bardziej jazzowym kierunku. Niedługo później zespół dokonał natomiast kilku nagrań z udziałem Zbigniewa Seiferta, instrumentalisty grupy Stańki. W epoce wydano je wyłącznie na płycie dla członków Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego (wraz z fragmentem warszawskiego występu kwintetu Cannonballa Adderleya), obecnie można je znaleźć także na kompilacji "Anthology 1971 - 1988, Nagrania Wszystkie (No... Prawie Wszystkie)". Pokazują zespół grający całkiem oryginalną mieszankę rocka progresywn...

[Recenzja] Sun Ra - "Sleeping Beauty" / "On Jupiter" / "Strange Celestial Road" (1979/80)

Obraz
Na przestrzeni 1979 roku Sun Ra, wraz ze swoją licząca wówczas ponad trzydziestu muzyków Arkestrą, odbył co najmniej trzy sesje nagraniowe. Zarejestrowany wówczas materiał wymieszano i rozproszono na trzech różnych albumach. Są to opublikowane we własnym labelu El Saturn "Sleeping Beauty" i "On Jupiter", a także wydany nieco później, nakładem Rounder Records, "Strange Celestial Road". Dwa pierwsze były później wznawiane także pod innymi tytułami, odpowiednio "Doors of the Cosmos" lub "Springtime Again", a także "UFO" albo "Seductive Fantasy". W przypadku trzeciego wszystkie edycje noszą ten sam tytuł, jednak warto dodać, że w przeciwieństwie do wcześniejszych nie był wznawiany już od ponad trzydziestu lat. Zdecydowałem się omówić wszystkie te wydawnictwa w grupowej recenzji, ponieważ łączy je nie tylko czas nagrania. Każdy album składa się z trzech utworów, trwających w sumie po około pół godziny. Przede wszystkim łą...

[Recenzja] Fela Ransome Kuti & Africa 70 - "Expensive Shit" (1975)

Obraz
To co, zacząć od tej słynnej anegdoty o drogocennej kupie? Fela Kuti był nie tylko najpopularniejszym afrykańskim muzykiem, ale także aktywnie angażował się w sprawy społeczno-polityczne. Z tego też względu znalazł się na celowniku nigeryjskich władz. Regularne naloty na założoną przez niego komunę Kalakuta Republic kończyły się równie częstymi zatrzymaniami jego samego, współpracujących z nim muzyków czy też dziewczyn z należącego do niego haremu. Czasem dochodziło też do różnych prowokacji, jak w 1974 roku, gdy policjanci podrzucili mu jointa. Fela co prawda zdążył go połknąć, ale i tak nie uniknął aresztowania. W celi udało mu się jednak pozyskać ekskrementy innego więźnia, dzięki czemu badanie niczego nie wykazało i mógł wyjść na wolność. Do całej tej historii nawiązał później tytułując jeden ze swoich licznych albumów słowami "Expensive Shit". Być może to właśnie tytułowi oraz towarzyszącej mu anegdocie zawdzięcza status najpopularniejszego longplaya Kutiego. Jednak...

[Recenzja] Idris Ackamoor & The Pyramids - "Shaman!" (2020)

Obraz
Od dobrych paru lat znów panuje moda na wpływy afrykańskie w muzyce. Trend zdaje się szczególnie dotyczyć jazzu, gdzie nie jest tak naprawdę niczym nowatorskim. Jednak dowodzony przez Idrisa Ackamoora kolektyw The Pyramids trudno postawić w jednym rzędzie z wszelakimi epigonami i pogrobowcami. Z jednego prostego powodu - zespół działał już w latach 70. i aktywnie współtworzył ten cały spiritual-jazzowy nurt, będąc częścią Black Music Ensemble - założonej przez Cecila Taylora organizacji, w ramach której jego studenci zakładali własne zespoły. Wtedy, w połowie tamtej dekady, ukazały się trzy studyjne albumy The Pyramids. Szczególnie środkowy "King of Kings" jest dziś cenioną pozycją wśród miłośników uduchowionego free jazzu. Ale drogi muzyków szybko się rozeszły. Idris Ackamoor, a właściwie Bruce Baker, saksofonista i lider zespołu, skupił się na innego rodzaju aktywności kulturalnej. Niespełna dekadę temu, w 2011 roku, zespół powrócił z nowym albumem "Otherworldly...

[Recenzja] Ornette Coleman - "Of Human Feelings" (1979)

Obraz
"Of Human Feelings" to ukoronowanie harmolodycznych eksperymentów Ornette'a Colemana. Koncepcja testowana przez saksofonistę już na dwóch poprzednich albumach nagranych z grupą Prime Time, "Dancing in Your Head" i "Body Meta", tutaj dała chyba najbliższy zamierzeniom efekt. Podział na harmonię, melodię i rytm uległ kompletnemu zatarciu. Zniwelowane zostało także rozróżnienie na instrumenty solowe i rytmiczne, gdyż wszyscy instrumentaliści improwizują tu przez cały czas, niby niezależnie od siebie, ale wyraźnie reagując na grę pozostałych. Wreszcie jest to muzyka ponadgatunkowa - czerpiąca z free jazzu, funku i rocka, będąca każdym z nich w takim samym stopniu. Pogodzono tu nawet artystyczną bezkompromisowość z użytkową atrakcyjnością, a żadna z tych cech nie traci na obecności drugiej. Dosłownie wszystko spaja się tu w bardzo spójną całość. Może aż nadto spójną, bo żaden z ośmiu zamieszczonych tu utworów nie wyróżnia się na tle pozostałyc...