[Recenzja] Little Simz - "Drop 7" (2024)

Little Simz - Drop 7


W XXI wieku nastąpiło pewne zatarcie różnic pomiędzy fonograficznymi formatami. Tego samego dnia, gdy Burial wydał 25-minutowego singla, Little Simz opublikowała EPkę o długości niespełna kwadransa. Przynajmniej albumy zazwyczaj pozostają najdłużej grającymi wydawnictwami, czego przykładem kolejna z wczorajszych premier, blisko 80-minutowa płyta Kali Malone. Ta ostatnia jest bez wątpienia największym muzycznym wydarzeniem tygodnia i jeszcze do niej wrócę w odpowiednim czasie. Singli natomiast z zasady nie recenzuję, nawet tych długich, więc Burial musi jeszcze poczekać na pierwszy dedykowany tekst. Za to zignorować nie mogę tego drobiazgu od brytyjskiej raperki, bo mimo krótkiego czasu trwania dzieją się tu ciekawe rzeczy.


"Drop 7" składa się z siedmiu premierowych utworów - niby sugeruje to już sam tytuł, ale wszystkie poprzednie "Dropy" miały niepowiązaną z tytułami liczbę ścieżek. Średnia długość tych kawałków nieznacznie przekracza dwie minuty, przy czym najkrótszy "Power" nie ma nawet sześćdziesięciu sekund. Materiał wyraźnie odstaje od dwóch ostatnich albumów artystki, "Sometimes I Might Be Introvert" i "NO THANK YOU", którym producent Inflo nadał wręcz filmowego rozmachu. Współpracujący z artystką tym razem Jakwob do zadania podszedł kompletnie inaczej, stawiając na jak największą prostotę i minimalizm. Te wszystkie inspiracje soulem, jazzem, gospel czy muzyką filmową ustąpiły miejsca wpływom EDM-u i współczesnej muzyki klubowej w rodzaju funk mandelão czy jersey drill.


Tym, co się nie zmieniło, jest oczywiście sama Little Simz, z tym jej rozpoznawalnym, choć różnorodnym rapem, raz mocno zaangażowanym, kiedy indziej bardziej flegmatycznym, a czasem bliższym śpiewu. Finałowy "Far Away" jest zresztą w całości zaśpiewany, co zbliża go raczej do stylistyki R&B. Ta bardzo przyjemna piosenka wyróżnia się też nieco cieplejszym i bogatszym brzmieniem, z syntezatorowymi plamami i nieco wycofanymi w miksie, jazzującymi dęciakami. Ale nie mniej udanie wypadają pozostałe kawałki, w której warstwa instrumentalna okazuje się całkowicie zdominowana przez perkusyjne sample - nierzadko brzmiące dość egzotycznie, jak w "Mood Swings" czy szczególnie "SOS" - z oszczędnym dodatkiem innych dźwięków. Efekt jest bardzo klimatyczny, swoje wyżyny osiągając we wspomnianych nagraniach, ale też w bardziej nastrojowym "I Ain't Feeling It". Cały album z tak ograniczonymi środkami  muzycznymi to już pewnie byłoby zbyt wiele, ale w takim formacie sprawdza się to świetnie. Dodatkowo, mniej nachalny akompaniament - nie żebym nie doceniał pracy Inflo przy ostatnich albumach - pozwala jeszcze bardziej docenić wokalne umiejętności i pomysły liderki. 

Ocena: 7/10



Little Simz - "Drop 7" (2024)

1. Mood Swings; 2. Fever; 3. Torch; 4. SOS; 5. I Ain't Feeling It; 6. Power; 7. Far Away

Skład: Little Simz - wokal
Producent: Jakwob


Komentarze

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] Venom - "Black Metal" (1982)

[Recenzja] Can - "Live in Paris 1973" (2024)

[Recenzja] Fire! - "Testament" (2024)

[Recenzja] Shuggie Otis - "Inspiration Information" (1974)

[Recenzja] Julia Holter - "Loud City Song" (2013)