Posty

Wyświetlam posty z etykietą art rock

[Recenzja] Swans - "Leaving Meaning." (2019)

Obraz
Domknięcie monumentalnej trylogii Swans - złożonej z albumów "The Seer", "To Be Kind" i "The Glowing Man" - miało definitywnie zakończyć pewien etap w twórczości zespołu. Co wyszło z zapowiadanych przez Michaela Girę zmian personalnych oraz stylistycznych? Trochę faktycznie się pozmieniało. Oficjalnie w składzie odpowiedzialnym za kolejne wydawnictwo zespołu, "Leaving Meaning.", znalazło się tylko dwóch muzyków z poprzedniego wcielenia Swans: Gira i Kristof Hahn, wsparci przez nowego basistę Yoyo Röhma oraz powracającego po przerwie bębniarza Larry'ego Mullinsa. Tyle jednak w teorii, bo w praktyce Thor Harris, Christopher Pravdica, Phil Puleo i Norman Westberg również wzięli udział w nagraniach, tyle że wymienieni wśród gości. Gościnnych występów jest tu zresztą, zgodnie z tradycją, naprawdę sporo. Zespół wspomagają tu też chociażby siostry Maria i Anna von Hausswolff, elektroniczny twórca Ben Frost, część składu folkowego A Hawk and a Hacksa...

[Recenzja] Jesu - "Jesu" (2004)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S04E03 Wszechstronność Justina Broadricka robi wrażenie. Zaczynał od grania w amatorskich kapelach punkowych. Rozpoznawalność zyskiwał w grindcore'owym Napalm Death oraz noise'owym Head of David. Ale wśród późniejszych projektów artysty znalazły się też choćby illbientowy duet Techno Animal czy łączący metal z jazzem free God - ten ostatni zresztą zaprowadził go prosto do współpracy z Painkiller Johna Zorna. Największe uznanie przyniosło mu jednak dowodzenie zespołem Godflesh, z którym kładł fundamenty tzw. metalu industrialnego. Po jego rozwiązaniu założył natomiast nie mniej ciekawą grupę Jesu - jedną z pierwszych, które dostrzegły możliwości syntezy metalu z shoegaze'em. Pierwszą EP-kę, "Heart Ache", Broadrick nagrał zupełnie samodzielnie. Jednak już na pełnowymiarowym debiucie, o tytule tożsamym z nazwą grupy, Jesu przeistoczył się w prawdziwy zespół, z perkusistą Tedem Parsonsem i basistą Diarmuidem Daltonem - obaj byli w...

[Recenzja] Swans - "The Glowing Man" (2016)

Obraz
"The Glowing Man" od początku był pomyślany jako zwieńczenie trylogii, na którą składa się wraz z "The Seer" i "To Be Kind". Wczesne zapowiedzi mówiły wręcz, że będzie to ostatni w ogóle album Swans. Potem jednak złagodzono ten komunikat: może i zespół coś jeszcze nagra, ale nie w tym składzie i nie w takiej formie. Dziś - dziesięć lat oraz trzy albumy później - wiadomo, że przynajmniej do pewnego stopnia udało się te obietnice spełnić. Trudno zresztą wyobrazić sobie inny rozwój wydarzeń, niż zmiany. Ryzykownym posunięciem było już nawet wydanie "The Glowing Man" - trzeciego z rzędu tak monumentalnego dzieła, bez nowych muzyków, którzy mogliby wnieść świeże podejście. Opinie na temat poprzednich wydawnictw były na ogół entuzjastyczne, ale tym razem wystarczyłoby niewielkie potknięcie, by bańka pękła. A jednak, pomimo personalnej stabilizacji oraz upartego trzymania się tej samej formy, jest to album o swoim własnym charakterze. Podobnie jak groov...

[Recenzja] Swans - "To Be Kind" (2014)

Obraz
Pomimo - lub dzięki - swojemu monumentalizmowi album "The Seer" został bardzo dobrze przyjęty przez krytykę oraz słuchaczy.  Michael Gira z zespołem poszli za ciosem i niespełna dwa lata później opublikowali kolejnego dwupłytowego kolosa. "To Be Kind" pod wieloma względami przypomina swojego poprzednika. Nawet okładka jest bardzo podobna - tylko tym razem z głową dziecka na jasnym tle, zamiast psiecka na czarnym. Ponownie są to też, w wersji kompaktowej, dwa dyski ze stu dwudziestoma minutami muzyki, nagranej w rozbudowanym składzie, choć z innym zestawem gości. A jednak każde z tych wydawnictw charakteryzuje nieco odmienny klimat. Poprzednik jest jak ciężki, posępny i hałaśliwy rytuał, a ten materiał ma z kolei nieco lżejszy, pogodniejszy nastrój, swoją transowość opierając raczej na nośnych groove'ach niż mechanicznych repetycjach. Na dwóch kompaktach znajduje się zaledwie jedenaście utworów, z czego sam "Bring the Sun / Toussaint L'Ouverture" pr...

[Recenzja] Swans - "The Seer" (2012)

Obraz
Ten album niewątpliwie był dla Swans przełomem. Bynajmniej nie pod względem muzycznym. Michael Gira przyznawał zresztą, że to rodzaj podsumowania 30-letniej kariery zespołu. "The Seer" zwiększył natomiast medialne zainteresowanie grupą. Recenzje, niemal jednogłośnie entuzjastyczne, pojawiły się nawet w mainstreamowej prasie i portalach muzycznych. Przede wszystkim jednak Łabędzie zyskały uznanie w niezalu, a na sukces komercyjny niespecjalnie się to wszystko przełożyło. Bo i cały materiał ma niezbyt komercyjny charakter: "The Seer" to dwie godziny muzyki o posępnym, niepokojącym nastroju, często brudnym i agresywnym brzmieniu, a w czasem bardzo długich nagraniach dzieje się stosunkowo niewiele. Większość zawartych tu utworów została skomponowana przez Girę i najpierw zarejestrowana w skromnych aranżacjach na gitarę akustyczną. Ostatecznego kształtu nabrały już podczas pracy zespołowej, w głównej mierze podczas koncertów. Zarówno te wczesne demówki, jak i przedpremie...

[Recenzja] Nick Prol & the Proletarians - "An Erstwisle Alphabestiary: Book Two" (2025)

Obraz
Wydany w połowie grudnia album jest koronnym argumentem, by nie spieszyć się z publikowaniem corocznych podsumowań. "An Erstwisle Alphabestiary: Book Two" to wprawdzie zbyt niszowe wydawnictwo, by na większości takich list zaistnieć. Ma jednak wszelkie atuty, by znaleźć się wysoko w moim rankingu. Trzecie pełnowymiarowe wydawnictwo arizońskiego tria Nick Prol & the Proletarians to prog-rock bez symfonicznego nadęcia, za to obfitujący w szaleństwo, humor, aranżacyjną finezję i wykonawczą wirtuozerię. W pierwotnym składzie, wówczas kwartecie, był nawet weteran amerykańskiego avant-proga, grający na dęciakach Dave Newhouse, znany z The Muffins czy współpracy z Fredem Frithem pod szyldem Skeleton Crew. Gościnnie z grupą występowali natomiast Bob Drake (Thinking Plague, 5uu's) czy Kavus Torabi (Cardiacs, Gong). To wszystko wiele mówi o muzyce zespołu, którą bardziej precyzyjnie  można określić jako mieszankę stylów Franka Zappy, Gentle Giant, Cardiacs,  zespołów  ze sceny ...

[Recenzja] Charles Hayward x Dälek - "HAYWARDxDÄLEK" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 1.12-7.12 Nie jest to oczywista współpraca. Charles Hayward i Will "MC Dälek" Brooks pochodzą z pozornie odległych muzycznych światów. Nie jestem jednak zdziwiony, że akurat oni postanowili je do siebie przybliżyć. Obaj niejednokrotnie już przecież łamali gatunkowe podziały. Charles Hayward karierę zaczynał we wczesnych latach 70., jako perkusista Quiet Sun, drugoplanowej grupy ze sceny Canterbury. Potem przewinął się też przez skład Gong, choć nie zagrał na żadnej płycie. Po kolejnym projekcie, Radar Favourites - odprysku Henry Cow, z Geoffem Leighem w składzie - pozostaly natomiast tylko opublikowane wiele lat później archiwalia. Ale to tam Hayward po raz pierwszy zetknął się Charlesem Bullenem, z którym wkrótce założył This Heat - jedną z najważniejszych kapel czasów tzw. punkowej rewolucji, która przeniosła techniki i eksperymenty poważnej awangardy na post-punkowy grunt. Później jeszcze Hayward prowadził bardzo ciekawą, choć efemeryczną grupę Camberwell No...

[Recenzja] Swans - "My Father Will Guide Me up a Rope to the Sky" (2010)

Obraz
Po rozwiązaniu Swans Michael Gira skupił się na nowym projekcie. Pod szyldem Angels of Light zwrócił się w stronę bardziej akustycznego, piosenkowego grania, trochę jak w czasach "The Burning World". Jednak pod koniec pierwszej dekady obecnego stulecia, tworząc nowe utwory z myślą o kolejnej płycie AoL, zdał sobie sprawę, że kompozycje te aż proszą się o bardziej masywne brzmienie. A to już raczej pasowałoby do jego wcześniejszej grupy. Tak narodził się pomysł reaktywacji Swans. Dla uzyskania odpowiedniego efektu potrzebne były jednak środki finansowe na zorganizowanie profesjonalnej sesji nagraniowej. Gira zebrał fundusze, sprzedając demo z domowymi, akustycznymi wersjami nowych kompozycji, z których większość powróciła w ulepszonych wersjach na pierwszym od czternastu lat studyjnym albumie Swans. Do nowego składu grupy Gira wybrał muzyków, z którymi najlepiej grało mu się w przeszłości. Norman Westberg, Christoph Hahn oraz Phil Puelo występowali już we wcześniejszych w...

[Recenzja] Swans - "Soundtracks for the Blind" (1996)

Obraz
Łabędzi śpiew Łabędzi. "Soundtracks for the Blind" powstawał z myślą, że będzie zwieńczeniem studyjnej dyskografii Swans. I faktycznie nim był. Wprawdzie tylko przez czternaście lat, do czasu gdy grupa wznowiła działalność, jednak wtedy, w połowie lat 90., Michael Gira planował definitywnie pogrzebać zespół, którego prowadzenie wykańczało go finansowo i emocjonalnie. Do prac nad tym album zabrał się wraz z Jarboe oraz kilkoma nowymi współpracownikami, jak perkusista Larry Mullins czy gitarzysta Vudi, jednak można tu też usłyszeć partie dawnych - a zarazem przyszłych - członków zespołu, by wymienić Normana Westberga, Billa Rieflina oraz Christopha Hahna. "Soundtracks for the Blind" jest bowiem kolażową mieszanką nowych i archiwalnych nagrań, rejestrowanych na przestrzeni lat 1981-96, a więc całej dotychczasowej działalności Swans. Wydany pierwotnie na dwóch płytach kompaktowych, 140-minutowy "Soundtracks for the Blind" - pierwsze tak monumentalne dzieło Swa...

[Recenzja] Anna von Hausswolff - "Iconoclasts" (2025)

Obraz
Płyta tygodnia 27.10-2.11 To była najdłuższa przerwa fonograficzna w karierze Anny von Hausswolff. "Iconoclasts" ukazuje się po pięciu latach od premiery "All Through Fly". Jeśli zaś liczyć od ostatniej płyty ze śpiewem i instrumentarium wykraczającym poza organy piszczałkowe - czyli od "Dead Magic" - to trzeba doliczyć kolejne dwa lata. W międzyczasie o Annie zrobiło się dość głośno, gdy w grudniu 2021 odwołano dwa francuskie koncerty po protestach katolickich fundamentalistów i obawach o bezpieczeństwo uczestników. Wszystko dlatego, że występy miały się odbyć w kościołach - jedynych obiektach dysponujących organami, instrumentem kompletnie nienadającym się do transportu - a von Hausswolff zdarzyło się kiedyś śpiewać o uprawianiu miłości z diabłem ; to autentyczny, ale wyrwany z kontekstu cytat z opowiadającej o uzależnieniu piosenki "Pills". Sytuacja tym bardziej kuriozalna, że podczas występów miał być prezentowany wyłącznie instrumentalny rep...

[Recenzja] Evan Ziporyn & ContaQt - "Art Decade" (2025)

Obraz
Muzycznie był to dość nietypowy tydzień. Z jednej strony przyniósł całkiem sporo wyczekiwanych przeze mnie premier. Z drugiej jednak wszystkie te albumy okazały się dla mnie raczej rozczarowaniem. "Touch" Tortoise i "Perseverance Flow" Natural Information Society wypadły dużo poniżej oczekiwań - które przynajmniej w tym pierwszym przypadku i tak nie były wygórowane - a zeszłoroczna Saagara poprawiona przez Shackletona okazała się mniej ciekawa od oryginału. Inne przesłuchane tytuły też niespecjalnie ze mną rezonowały. Wracam więc do poprzedniego tygodnia i płyty, której wydanie właściwie nie zostało nigdzie odnotowane. I to pomimo tego, że wypełniają ją kompozycje tak wielbionych powszechnie twórców, jak David Bowie, Brian Eno, Robert Fripp czy Harold Budd. "Art Decade" to projekt Evana Ziporyna, formalnie wykształconego muzyka, wykładowcy akademickiego i multiinstrumentalisty - głównie klarnecisty - znanego z muzycznego kolektywu Bang on a Can, z którym ...

[Recenzja] Ochłapy - "Strzępy" (2025)

Obraz
"Strzępy" Ochłapów, czyli pełnowymiarowy debiut poznańskiej kapeli specjalizującej się w męczeniu słuchaczy długimi utworami. Tak w każdym razie sami muzycy się przedstawiają. Z humorem, a niekoniecznie zgodnie ze stanem faktycznym. Muzycznie jest natomiast całkiem na serio, w pełni profesjonalnie. Choć razem grają dopiero od 2022 roku - poza perkusistą Tomaszem Sękowskim, który dołączył na początku 2024 - już wcześniej zdobywali doświadczenie w przeróżnych projektach, od grup post-punkowych, przez granie improwizowane, po muzykę współczesną. Inicjatorami powstania Ochłapów byli gitarzyści Michał Pasternacki i Kacper Sikora, do których wkrótce dołączyli basista Artur Iwiński oraz grająca na wiolonczeli i syntezatorze Wiktoria Różycka, dzięki której nie jest to typowo rockowy skład. Ale też grana przez kwintet muzyka nie jest konwencjonalnym rockiem. Materiał na "Strzępy" Ochłapy zarejestrowały już w listopadzie zeszłego roku, gdy zespół zdążył się już dobrze zgrać i...

[Recenzja] Swans - "The Great Annihilator" (1995)

Obraz
Cykl "Ciężkie poniedziałki" S03E09 Chronologiczne słuchanie dyskografii jest zwykle sensownym pomysłem. Można w ten sposób prześledzić stopniową ewolucję wykonawcy. W przypadku Swans ten progres od pewnego momentu przebiegał jednak kompletnie chaotycznie. Przejście od brudnego, agresywnego "Filth" do zawierającego bardziej klimatyczne i melodyjne momenty "Children of God" było w miarę płynne, z zachowaniem pewnych rozpoznawalnych cech. Potem był jednak całkowity zwrot stylistyczny na "The Burning World", by dopiero na kolejnych "White Light From the Mouth of Infinity" i "Love of Life" spróbować zagrać coś pomiędzy.  "The Great Annihilator" to kolejny album przejściowy - pom iędzy stylem z "Children of God" a "The Burning World" - tyle że tym razem bliższy tego poprzedniego. Inaczej mówiąc, rozwój Swans wydawałaby się bardziej sensowny, gdyby płyty z okresu 1987-95 ukazały się w następującej kolejn...