Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2023

[Recenzja] Sexwitch - "Sexwitch" (2015)

Obraz
Najlepsza muzyka na Halloween? W ubiegłych latach chętnie sięgałem po debiut Black Sabbath, "Death Walks Behind You" Atomic Rooster, "First Utterance" Comus, "Nosferatu" Popol Vuh czy "Heresie" Univers Zero. Tym razem przypomniałem sobie o eponimicznym albumie Sexwitch. To jedyne wydawnictwo tego efemerycznego projektu, tworzonego przez wokalistkę Natashę Khan - najbardziej znaną ze swoich popowych płyt pod pseudonimem Bat for Lashes - wraz z instrumentalistami neo-psychodelicznego, indie-rockowego TOY oraz grającym tu na syntezatorze i odpowiadającym za produkcję Danem Careyem, dziś silnie powiązanym ze sceną Windmill - współpracuje lub współpracował ze Squid, black midi czy Black Country, New Road. Muzycy po raz pierwszy zagrali razem w 2013 roku na singlu "The Bride", będącym przeróbką irańskiej piosenki z czasów sprzed rewolucji. Wówczas jednak nazwa Sexwitch nie padła. Pojawiła się dopiero na albumie przygotowanym podczas ich drugi

[Recenzja] Tomasz Stańko Quintet - "Wooden Music II" (2023)

Obraz
Pierwsza, zeszłoroczna odsłona "Wooden Music" kwintetu Tomasza Stańki uzupełniła pewną lukę w dyskografii trębacza. Dzięki "Wooden Music II" wiedza o tym okresie jego twórczości staje się jeszcze pełniejsza. Na początek małe przypomnienie. W pierwszej połowie lat 70. muzykom kwintetu - oprócz lidera byli to Janusz Muniak, Zbigniew Seifert, Bronisław Suchanek oraz Janusz Stefański - udało się otrzymać wizy, dzięki którym mogli przez kilkanaście miesięcy koncertować i nagrywać w wolnej części Europy. W tym okresie Seifert zdecydował się porzucić saksofon na rzecz skrzypiec, co skłoniło Stańkę do wymyślenia koncepcji tzw. wooden music. Pokrótce - chodziło nie tylko o brzmienie oparte głównie na  instrumentach drewnianych, lecz całą filozofię, zgodnie z którą występy zespołu miały się opierać nie na przygotowanym wcześniej materiale, lecz kompletnych improwizacjach. Czytaj też:  [Recenzja] Tomasz Stańko Quintet - "Wooden Music I" (2022) Z inicjatywy rozgłośni

[Recenzja] King Gizzard and the Lizard Wizard - "The Silver Cord" (2023)

Obraz
Zeszłoroczny październik przyniósł aż trzy nowe albumy King Gizzard & the Lizard Wizard. Tym razem ukazuje się tylko jeden. I zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, "The Silver Cord" to przeciwieństwo, a zarazem dopełnienie, opublikowanego w czerwcu "PetroDragonic Apocalypse". Oba wydawnictwa są jak yin i yang: poprzedni utrzymany w metalowej stylistyce, najnowszy - zarejestrowany wyłącznie przy pomocy przeróżnych instrumentów klawiszowych, syntezatorów, elektronicznych bębnów i automatów perkusyjnych. Wciąż aktualne pozostaje pytanie, kiedy muzycy znajdują czas nie tylko na nagrywanie takich ilości muzyki, ale też dokonywanie tych wszystkich przewrotów stylistycznych. Wiadomo, że podstawę "The Silver Cord" stanowią nagrania ze stycznia tego roku w australijskim studiu zespołu. Liczne nakładki rejestrowano natomiast od marca do lipca w busach, hotelach i na lotniskach podczas trasy po Stanach i Europie, w tym także w Polsce. Całość zmiksowano w Australii

[Recenzja] Mark Hollis - "Mark Hollis" (1998)

Obraz
Niezwykłą rzadkością są twórcy, którzy z każdym kolejnym dziełem wspinają się na coraz wyższy poziom, a po osiągnięciu szczytu swoich możliwości - po prostu znikają. Przykładem, który od razu nasuwa się na myśl, jest grupa Talk Talk. Skromna, licząca pięć pozycji dyskografia zaczyna się wprawdzie od mało imponującego, synthpopowego "The Party's Over", ale już kolejny "It's My Life" przyniósł przynajmniej znacznie lepiej napisane piosenki. Odchodzący od ejtisowych  brzmień "The Colour of Spring" to z kolei nie tylko kolejne świetne nagrania o piosenkowym charakterze, ale także materiał prezentujący zwrot ku dość eksperymentalnej, a zarazem bardziej oszczędnej muzyce. "Spirit of Eden", a zwłaszcza finałowy "Laughing Stock", rozwinęły ten pomysł na granie do perfekcji. Grupa rozpadła się więc w najlepszym możliwym momencie, zanim muzycy popadli w stagnację i wtórność lub zaczęli usilnie poszukiwać nowego stylu, w jakim pewnie już n

[Recenzja] Reverend Kristin Michael Hayter - "Saved!" (2023)

Obraz
Pod koniec zeszłego roku Kristin Hayter postanowiła porzucić szyld Lingua Ignota i zrezygnować z wykonywania muzyki z dotychczasowych płyt. Materiał z tych czterech albumów powstał bowiem pod wpływem własnych doznań artystki, która w przeszłości doświadczała przemocy domowej. Granie tych utworów przypominało o traumatycznych przeżyciach. Stąd nowe otwarcie pod pseudonimem Reverend Kristin Michael Hayter i zmiana stylu. Ale album "Saved!" to też pod pewnymi względami logiczna kontynuacja wcześniejszych dokonań. Wokalnie trudno Hayter z kimkolwiek pomylić, a muzycznie dokonało się tu wcale nie aż tak bardzo zaskakujące przejście na całkowicie akustyczne instrumentarium, co poniekąd zapowiadały coraz bardziej organiczne brzmieniowo wydawnictwa poprzedniego projektu. Zaskoczyć może natomiast sama stylistyka, inspirowana religijnymi hymnami, muzyką gospel, country czy folkiem. Do tego dochodzi stylizacja na wydawnictwo sprzed kilkudziesięciu lat. Świetna jest już sama okładka, wyg

[Recenzja] The Rolling Stones - "Hackney Diamonds" (2023)

Obraz
Od ostatniego albumu The Rolling Stones z całkowicie premierowym, autorskim materiałem, a więc od czasu wydania "A Bigger Bang", minęło już osiemnaście lat. W międzyczasie wprawdzie ukazał się jeszcze "Blue and Lonesome", wypełniony jednak wyłącznie interpretacjami starych standardów bluesowych. Trochę szkoda, że na tym muzycy nie poprzestali, bo byłoby to ładne zwieńczenie dyskografii zespołu, który w pierwszych latach działalności grał niemal wyłącznie przeróbki cudzych kompozycji. Jednak "Hackney Diamonds" w roli ostatniego albumu - choć muzycy sugerują, że ostatnim nie będzie - też się całkiem nieźle sprawdza. Chociaż wypełniają go niemal wyłącznie własne, napisane współcześnie kawałki, to wyraźnie nawiązują one do sześciedziesięcioletniego dziedzictwa grupy, a wieńczący całość "Rolling Stones Blues" to kompozycja Muddy'ego Watersa, z której tytułu muzycy zaczerpnęli nazwę zespołu. Materiał był nagrywany na przestrzeni pięciu ostatnich la

[Recenzja] Carla Bley and Paul Haines - "Escalator Over the Hill" (1971)

Obraz
Zmarła Carla Bley - pianistka, ale przede wszystkim kompozytorka, związana ze środowiskiem jazzowej awangardy, choć mająca na koncie także współprace z rockowymi twórcami. Karierę zaczynała, jeszcze jako Carla Borg, w późnych latach 50., pisząc utwory dla George’a Russella, Jimmy'ego Giuffre, Dona Ellisa czy swojego pierwszego męża, Paula Bleya. W połowie lat 60. związała się jednak prywatnie i zawodowo z Michaelem Mantlerem - jej drugim mężem - m.in. stając się jednym z filarów freejazzowej supergrupy  The Jazz Composer's Orchestra. W tym też okresie zrealizowała swoje najbardziej imponujące dzieło, trzypłytowy album "Escalator Over the Hill", nagrywany na przestrzeni czterech lat, z udziałem ponad pięćdziesięciu muzyków. Zalążkiem całego projektu był tekst groteskowej opery, napisany przez Paula Hainesa, autora kojarzonego raczej z esejów na okładkach jazzowych płyt. Jego praca zainteresowała jednak Carlę Bley na tyle, że postanowiła poświecić kilka lat życia na jej

[Recenzja] Genevieve Artadi - "Forever Forever" (2023)

Obraz
Poza nowym albumem Knower, "Knower Forever", ukazał się w tym roku także solowy album wokalistki Genevieve Artadi. Tytuł "Forever Forever" oraz udział drugiej połowy duetu, Louisa Cole'a, sugeruje powiązanie obu płyt, jednak to trochę inna muzyka. Choćby nawet ze względu na mniejszy skład. Oprócz odpowiadającego za partie perkusji oraz linie basu z syntezatora Cole'a, Artadi wsparli w nagraniach jedynie Chiquita Magic i Chris Fishman na klawiszach oraz Pedro Martins na gitarze. Ten ostatni instrument odgrywa tu zresztą znacznie większą rolę niż na płycie Knower, kierując album w mniej funkowe, a bardziej jazz-rockowe rejony. Czytaj też:  [Recenzja] Knower - "Knower Forever" (2023) Już krótkie, minutowe intro "A Romantic Interlude Will Soon Come Your Way" zdradza, czego można się spodziewać po dużej części płyty. To pastoralny jazz-rock z subtelną wokalizą Artadi, budzący wyraźne skojarzenia z zespołami ze sceny Canterbury, na czele z Hatf

[Recenzja] Knower - "Knower Forever" (2023)

Obraz
Najnowszy album duetu Knower ukazał się wprawdzie już w czerwcu, jednak dopiero na początku października miał swoją premierę w streamingu. W międzyczasie Genevieve Artadi i Louis Cole chcieli cokolwiek zarobić na sprzedaży fizycznych kopii oraz płatnych pobraniach - i nie ma w tym nic złego, zwłaszcza biorąc pod uwagę nędzne wynagrodzenie za odtworzenia na platformach. W sumie dobrze się stało, że właśnie teraz "Knower Forever" doczekał się drugiej premiery, bo jego pogodny nastrój idealnie komponuje się z moją nadzieją na (trochę) lepszą przyszłość po najbliższym weekendzie - w państwie, gdzie przestrzegane są demokratyczne standardy i prawa człowieka, rządzonym kompetentnie i w miarę uczciwie, faktycznie bezpiecznym, postępowym, rozdzielonym od organizacji religijnych, bez indoktrynacji w szkołach, z wolnymi sądami oraz niezależnymi mediami, z lepszymi stosunkami międzynarodowymi. Amerykański duet wstrzelił się zresztą świetnie z utworem "I'm the President" -

[Recenzja] Brygada Kryzys - "Brygada Kryzys" (1982)

Obraz
Eponimiczny debiut Brygady Kryzys to jedna z tych płyt, których wydanie w czasach PRL - i to przez państwową, a więc partyjną wytwórnię Tonpress - może autentycznie budzić zdziwienie. Wprawdzie cenzura odrzuciła część utworów, jednak w innych nie dostrzegła wyraźnej krytyki ówczesnego ustroju. Dopiero gdy album był już w sprzedaży, zareagowała Służba Bezpieczeństwa, wydając polecenie oddania na przemiał reszty nakładu. Niewiadomo, ile w tym prawdy, jednak zespół zdecydowanie nie miał łatwej kariery. Zaledwie kilka miesięcy po jego powstaniu wprowadzono stan wojenny, co uniemożliwiło udanie się na zaplanowaną sesję dla jugosłowiańskiego Jugotonu oraz trasę po Holandii. W kraju też nie dało się koncertować. Wkrótce jednak komunistyczne władze zdały sobie sprawę, że pozbawiona zajęć młodzież może dołączyć do trwających demonstracji, więc już w lutym 1982 przyzwolono na udział w rockowych koncertach. Brygada Kryzys miała zagrać podczas jednej z takich imprez, jednak muzykom nie spodobało s

[Recenzja] Matana Roberts - "Coin Coin Chapter Five: In the Garden" (2023)

Obraz
To już piąta z zaplanowanych dwunastu części cyklu "Coin Coin". Rozpoczynający tę serię "Gens de Couleur Libres" z 2011 roku uczynił z Matany Roberts jedną z najważniejszych postaci współczesnego jazzu. Nagrany w dużym składzie album sięga po freejazzową wściekłość, ale też uduchowiony nastrój spiritual jazzu i uzupełnia to zaangażowanym śpiewem, melodeklamacjami, a nawet krzykiem liderki. Matana przetarła szlak dla twórców w rodzaju Irreversible Entanglements, choć już na długo przed nią ważne dla afroamerykańskiej społeczności tematy poruszał chociażby Max Roach na przełomowym "We Insist!". Kolejna część cyklu, "Mississippi Moonchile" z 2013 roku, została zarejestrowana w mniejszym składzie i przyniosła nieco bardziej wyciszony materiał. "River Run Thee" (2015) Roberts przygotowała już samodzielnie, a płyta ma dość eksperymentalny charakter za sprawą wykorzystania syntezatorów czy nagrań terenowych. Wydany po nieco dłuższej przerwie &

[Recenzja] Roger Waters - "The Dark Side of the Moon Redux" (2023)

Obraz
Do nowych płyt staram się podchodzić bez uprzedzeń, czekając z osądem aż je usłyszę. Ten projekt był jednak z góry skazany na porażkę, a kwestią sporną pozostawało jedynie, jak bardzo złe się to wszystko okaże. Co to w ogóle za pomysł, żeby ponownie nagrywać jeden z najsłynniejszych, a przy tym najbardziej dojrzałych, uniwersalnych i ponadczasowych - niezwykle rzadko piszę tak nawet o uznanych klasykach - albumów rockowych, uzasadniając potrzebę zmian wydobyciem serca i duszy albumu muzycznie i duchowo  (co to za bełkot?) oraz wniesieniem mądrości 80-latka (o swojej mądrości mówi tu maszt przekaźnikowy topornej rosyjskiej propagandy). Na coś takiego mógł wpaść tylko ktoś o tak ogromnym ego i odwrotnie proporcjonalnej kreatywności muzycznej, jak dzisiejszy Roger Waters. Twórca przynajmniej podkreśla, że jego celem nie było zastąpienie floydowego "The Dark Side of the Moon". Ludzki pan, pozwala dalej słuchać oryginalnej wersji, choć zaprezentował coś w swoim mniemaniu głębszego

[Recenzja] Fleetwood Mac - "Tusk" (1979)

Obraz
Po ogromnym sukcesie albumu "Rumours" - dziesięć milionów sprzedanych egzemplarzy tylko w pierwszym roku od premiery - muzycy Fleetwood Mac dostali od wytwórni całkowitą swobodę i nieograniczone środki finansowe. Zespół bynajmniej nie zamierzał oszczędzać. Nagrania na kolejny w dyskografii, dwupłytowego "Tusk" kosztowały blisko półtora miliona dolarów. Dziś, po uwzględnieniu inflacji, to równowartość około siedmiu milionów dolarów lub trzydziestu milionów złotych. Był to najdroższy album muzyczny, jaki do tamtej pory nagrano - obecnie znajduje się już zaledwie  na początku trzeciej dziesiątki najdroższych. Znaczną część budżetu pochłonęła budowa własnego studia nagraniowego. Pomimo takiego udogodnienia, Lindsay Buckingham zdecydował się nagrać część własnych kompozycji w swoim znacznie słabiej wyposażonym studiu domowym. Różnice między tymi utworami, a resztą materiału, są ewidentne. John McVie przyznawał zresztą, że "Tusk" brzmi jak zbiór nagrań trójki so

[Recenzja] Oneohtrix Point Never - "Again" (2023)

Obraz
Najnowszy album Daniela Lopatina - jeśli nie kojarzycie go z wcześniejszej działalności pod szyldem Oneohtrix Point Never, to może chociaż ze ścieżki dźwiękowej "Nieoszlifowanych diamentów" lub pracy producenckiej dla takich wykonawców, jak ANOHNI, FKA twigs czy ostatnio The Weeknd - to jedna z pierwszych płyt nagranych przez popularnego twórcę, który przyznaje się do korzystania ze wsparcia sztucznej inteligencji. Nie znaczy to jednak, że "Again" został w całości wygenerowany przez modele uczenia maszynowego. Lopatin przyznaje zresztą, że nie jest pod wrażeniem tworzonej w ten sposób muzyki, ale fascynuje go jej niedoskonałość, która zainspirowała tu pewne rozwiązania rytmiczne. Ponadto wykorzystał narzędzia w rodzaju Jukebox czy Riffusion do stworzenia części partii wokalnych. Większość muzyki została jednak nagrana w bardziej konwencjonalny sposób, także z wykorzystaniem tradycyjnych instrumentów. Wśród gości występują tu m.in. Xiu Xiu, byli muzycy Sonic Youth -