[Recenzja] Metallica - "Load" (1996)
Muzycy Metalliki nie śpieszyli się z nagraniem następcy "Czarnego albumu". Gdy już jednak weszli do studia, zarejestrowali tyle materiału, że wystarczyło go na dwa wypełnione po brzegi longplaye. "Load" to pierwszy z nich. Czternaście utworów i prawie równie osiemdziesiąt minut muzyki. Muzyki, która zdecydowanie nie przypadła do gustu tym wszystkim, którzy liczyli na powrót do thrashowych korzeni. Zespół postawił na rozwój i kontynuowanie drogi obranej na poprzednim wydawnictwie. Członkowie zespołu chłonęli wszelkie nowości w ciężkim graniu i dlatego wyraźnie słychać tu naleciałości grunge'owe - raczej z okolic Alice in Chains i Soundgarden niż Nirvany i Pearl Jam - oraz stonerowe, ale muzycy dali też wyraz swojej fascynacji southern rockiem. Wbrew powszechnym opiniom na albumie nie brakuje ciężaru - choć nie jest to już oczywiście thrashowy ciężar - czego dowodem takie utwory, jak np. "2 X 4", "The House Jack Built", "King Nothin...