25 grudnia 2018

[Artykuł] Podsumowanie roku 2018

Czy 2018 był dobrym rokiem dla muzyki? Na podstawie ilości recenzji premierowych wydawnictw, jakie pojawiły się tu w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, można dojść do wniosku, że niezbyt dobrym. Przesłuchałem jednak znacznie więcej albumów, z czego około czterdziestu mógłbym z większym lub mniejszym przekonaniem polecić. O większości z nich jednak tu z różnych powodów nie pisałem. Pominąłem większość jazzowych nowości, uważając, że w pierwszej kolejności powinienem opisać tu albumy wybitne, ważne i/lub wpływowe, zamiast przyjemnych, ale wtórnych i jednak wyraźnie słabszych współczesnych wydawnictw. Z kolei w przypadku muzyki elektronicznej, jestem świadomy swojej małej wiedzy w temacie i braku wystarczających punktów odniesienia, by recenzować tego typu granie. Natomiast obecna sytuacja w muzyce rockowej jest tak fatalna, że po prostu nie było o czym pisać.



Część I: Przegląd tegorocznych wydawnictw

Poniższy przegląd ma bardzo subiektywny charakter i wspominam w nim wyłącznie o albumach, których słuchałem (lub próbowałem).

Rock

Jeżeli jednym z najlepszych tegorocznych wydawnictw rockowych jest kolejny pośmiertny album Jimiego Hendrixa ("Both Sides of the Sky"), skompilowany z nagrań, których nie wykorzystano w trakcie prawie 50-letniej eksploatacji dorobku gitarzysty, to chyba jakikolwiek komentarz jest już zbędny. Ogólnie rok ten był przepełniony nudnymi i wtórnymi albumami rockowych dinozaurów i ich nieudolnymi naśladowcami. Ogromny sukces komercyjny jednego z tych klonów wciąż mnie zadziwia, choć sądząc po pojawiających się tu i ówdzie komentarzach, jest to wyłącznie efekt szeroko zakrojonych działań marketingowych. Mniej mainstreamowych dziennikarzy i słuchaczy zachwycił natomiast najnowszy album noise'owo-industrialnej grupy Daughters, "You Won't Get What You Want". Ale i w tym przypadku nie rozumiem zachwytów - przyzwoity album, jednak niczego wybitnego się tu nie dosłuchałem.

Przejdę może zatem do wydawnictw, które zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Tutaj muszę wspomnieć o dwóch albumach wydanych przez Instant Classic - "Czarna woda" grupy Alameda 4 oraz "One Eye Sees Red" zespołu Lonker See. Niespodziewanie udanym wydawnictwem okazał się "Beyondless" post-punkowego Iceage. Parę niezłych momentów zaproponowała grupa Oh Sees na inspirowanym krautrockiem "Smote Reverser". Nie rozczarował mnie najnowszy longplay prześmiewców z Ghost, którzy na "Prequelle" poszli w ewidentnie żartobliwym kierunku (niewiarygodne, że niektórzy wciąż biorą ich twórczość na poważnie). Stoner/doom-metalowy Sleep powrócił natomiast z całkiem udanym "The Sciences". Natomiast największym pozytywnym zaskoczeniem był "Another Shape of Psychedelic Music" Mythic Sunship - zespół, który dotąd grał dość bezbarwne psychodeliczne jamy, po poszerzeniu składu o saksofonistę nagrał naprawdę dobry album na pograniczu rocka psychodelicznego i jazz rocka.

Jednym zdaniem: współczesny rock jest wtórny i nieciekawy.

Jazz

Z kolei liderowane przez Matsa Gustafssona trio Fire! na swoim szóstym albumie, "The Hands", fantastycznie połączyło elementy free jazzu z stonerowym brudem i ciężarem, potwierdzając, że wciąż można interesująco łączyć jazz i rock, nie kopiując utartych rozwiązań. Gdybym miał wybrać najlepszy album tego rocku, to byłby najmocniejszy kandydat. Inne tegoroczne jazzy okazały się mniej oryginalne, choć parę przyjemnych wydawnictw się trafiło. Zwłaszcza wśród tych inspirowanych spiritual jazzem, żeby wspomnieć tylko o "Alive in the East?" Binker and Moses, "An Angel Fell" Idrisa Ackamoora i The Pyramids, "Heaven and Earth" Kamasiego Washingtona czy "There Is a Place" zespołu Maisha.

Koniecznie muszę też zwrócić uwagę na kwartet Ill Considered, który pobił zeszłoroczny rekord King Gizzard & the Lizard Wizard, wydając w tym roku aż siedem albumów (w tym trzy koncertówki i płytę świąteczną). Przy takiej ilości można mieć problem z utrzymaniem jakości (co dobitnie pokazał KG&LW). Jak jest w przypadku Ill Considered nie jestem w stanie powiedzieć, bo przesłuchałem tylko dwa albumy (z których przynajmniej "Ill Considered 3" zasługuje na wspomnienie w tym tekście), ale na korzyść zespołu działa fakt, że gra muzykę całkowicie improwizowaną. W podobnej stylistyce całkiem nieźle radzi sobie także kwartet Quoan, który zadebiutował albumem "Fine Dining".

Muszę też wspomnieć o dwóch archiwalnych wydawnictwach z udziałem Johna Coltrane'a - "The Final Tour: The Bootleg Series, Vol. 6", zawierającym zapisy jednych z ostatnich występów kwintetu Milesa Davisa z udziałem Trane'a (z okresu wkrótce po wydaniu "Kind of Blue"), a zwłaszcza "Both Directions at Once: The Lost Album", nagrany przez saksofonistę już z własnym kwartetem w 1963 roku. Skoro mowa o Davisie i jego współpracownikach, to album z premierowym materiałem wydał w tym roku Dave Holland. Nagrany w kwartecie m.in. z Evanem Parkerem "Uncharted Territories" to już jednak granie bliższe free improvisation, niż jazzu.

Jednym zdaniem: Jazz wciąż ma się świetnie, choć mógłby oferować więcej czegoś nowego.

Inne

Nowy album Dead Can Dance, "Dionysus", spotkał się z raczej nie najlepszym przyjęciem. Mnie się podobał, choć nie jest to oczywiście poziom poprzedniego w dyskografii "Anastasis" ani klasycznych albumów z lat 80. Bardzo dobrym tegorocznym albumem o klimacie podobnym do tamtych starszych wydawnictw DCD jest natomiast "Dead Magic" Anny von Hausswolff. Przesłuchałem (lub przynajmniej próbowałem, jak w przypadku Autechre) w tym roku kilkanaście innych albumów z szeroko pojętej elektroniki, ale poza kilkoma wyjątkami ("Rausch" GASa, "Sidereal" Palmer Eldritch i "Flux" Kapital z udziałem znanego z Heldon Richarda Pinhasa) kompletnie mi nie podeszły.

Jednym zdaniem: W przyszłym roku muszę poświęcić więcej czasu na lepsze zrozumienie elektroniki.



Część II: Wyniki ankiety na album roku

Tegoroczna ankieta na album roku nie cieszyła się taką popularnością, jak te z poprzednich lat, co zapewne miało związek z jej nową formą - z jednej strony utrudniającą oddanie kilku głosów przez jedną osobę, a z drugiej mogącą zniechęcać koniecznością podania adresu mailowego i odpowiedzi na niewygodne pytania. Liczba osób biorących udział w zabawie była jednak całkiem satysfakcjonująca. Odpowiedzi były bardzo zróżnicowane.

Pierwsza dziesiątka najlepszych albumów według Czytelników przedstawia się następująco:

1. Jimi Hendrix - "Both Sides of the Sky" [Recenzja]
2. John Coltrane - "Both Directions at Once: The Lost Album" [Recenzja]
3. Dead Can Dance - "Dionysus"
3. Fire! - "The Hands" [Recenzja]
3. Judas Priest - "Firepower"
3. Mythic Sunship - "Another Shape of Psychedelic Music" [Recenzja]
7. Ghost - "Prequelle" [Recenzja]
7. Iceage - "Beyondless" [Recenzja]
9. Anna von Hausswolff - "Dead Magic"
9. Binker and Moses - "Alive in the East?"

Natomiast największymi rozczarowaniami dla Czytelników były:

1. Greta Van Fleet - "Anthem of the Peaceful Army" [Recenzja]
2. Alice in Chains - "Rainier Fog" [Recenzja]
3. Daughters - "You Won't Get What You Want"
3. Dead Can Dance - "Dionysus"
3. Franz Ferdinand - "Always Ascending"
3. Katarzyna Nosowska - "Basta"
3. Saxon - "Thunderball"
3. Soft Machine - "Hidden Details"
3. The Smashing Pumpkins - "Shiny and Oh So Bright"
3. Therion - "Beloved Antichrist"



Część III: Najchętniej czytane posty z 2018 roku

Do tej pory najwięcej wyświetleń zdobyły następujące tegoroczne teksty:

1. [Recenzja] Sex Pistols - "Never Mind the Bollocks" (1977)
2. [Recenzja] Greta Van Fleet - "Anthem of the Peaceful Army" (2018)
3. [Artykuł] Lubisz Led Zeppelin i szukasz więcej muzyki w tym stylu? Są lepsze możliwości, niż Greta Van Fleet
4. [Recenzja] Alice in Chains - "Rainier Fog" (2018)
5. [Recenzja] The Beach Boys - "Pet Sounds" (1966)
6. [Recenzja] Riverside - "Wasteland" (2018)
7. [Recenzja] Jimi Hendrix - "Both Sides of the Sky" (2018)
8. [Recenzja] Dire Straits - "Dire Straits" (1978)
9. [Recenzja] Marillion - "Misplaced Childhood" (1985)
10. [Recenzja] Radiohead - "OK Computer" (1997)
11. [Recenzja] Rage Against the Machine - "Rage Against the Machine" (1992)
12. [Recenzja] Komeda Quintet - "Astigmatic" (1966)
13. [Recenzja] John Coltrane - "Ascension" (1966)
14. [Recenzja] Radiohead - "Pablo Honey" (1993)
15. [Recenzja] The Velvet Underground & Nico - "The Velvet Underground & Nico" (1967)
16. [Recenzja] Ghost - "Prequelle" (2018)
17. [Recenzja] The Stone Roses - "The Stone Roses" (1989)
18. [Recenzja] Captain Beefheart and His Magic Band - "Trout Mask Replica" (1969)
19. [Recenzja] Can - "Tago Mago" (1971)
20. [Recenzja] Miles Davis - "Agharta" / "Pangaea" (1975)



Część IV: Tegoroczne zakupy płytowe

Drugi rok z rzędu nie kupiłem żadnego premierowego wydawnictwa. Uzupełniłem natomiast trochę braków (choć jeszcze więcej nie udało się uzupełnić). W sumie kupiłem 34 winyle (dwa kolejne są aktualnie w drodze) i 12 kompaktów, głównie z jazzem i rockiem progresywnym. Pełna lista znajduje się pod tym adresem (link).



Na koniec przypomnę jeszcze muzyków, którzy zmarli w tym roku. Byli to m.in.: Leon "Ndugu" Chancler (perkusista znany ze współpracy m.in. z Herbiem Hancockiem, Milesem Davisem i Santaną), Jerzy Milian (słynny polski wibrafonista jazzowy), Cecil Taylor (wielki jazzowy pianista, jeden z prekursorów free jazzu), Glenn Branca (awangardowy gitarzysta i kompozytor), Reggie Lucas (gitarzysta, kolejny współpracownik Milesa Davisa), Danny Kirwan (gitarzysta i wokalista we wczesnym Fleetwood Mac), Jon Hiseman (perkusista znany z Colosseum i John Mayall & the Heartbreakers), Tomasz Stańko (wielki polski trębacz), Ed King (gitarzysta Lynyrd Skynyrd) oraz Otis Rush (słynny bluesman).


37 komentarzy:

  1. A może ta pozostała elektronika Ci nie podeszła bo jest po prostu chujowa i nie musisz próbować jej zrozumieć gdyż tam nie ma czego rozumieć? Może pod dziwnymi dźwiękami nie kryje się nic wartego uwagi.

    Będziesz recenzował pozostałe albumy z 2018, które czytelnicy wybrali jako najlepsze?

    ps. Franz Ferdinand, nie Ferdinant

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, być może. Takie mam czasem wrażenie. Ale prócz tego są też bardziej intrygujące wydawnictwa, więc musi być tego więcej. Na pewno nie zaszkodzi zrobić lepsze rozpoznanie, zorientować się w różnych podgatunkach, żeby wiedzieć gdzie szukać czegoś ciekawego, jak już poznam jazz na tyle dobrze, co rock.

      Nie planuję więcej recenzji z tego roku.

      Usuń
    2. Chyba jednak tak nie jest xD

      Usuń
    3. Wydaje mi się, że elektronika po prostu jest nie dla Ciebie. Tyś fan rocka, który przebranżowił się na improwizacje i nieambitna muzyka AC/DC czy Ghost zawsze będzie u Ciebie mieć dużo lepsze oceny niż nieambitna muzyka house, i będziesz to tłumaczyć kiczem czy czymś tam takim. :P A większość elektroniki bazuje na kompletnie innym podejściu, wywodzącym się z minimalizmu i doprowadzającym go do ekstremum. Choć z drugiej strony widziałem całe 4/5 dla tegorocznego Gas (mnie akurat ta płyta trochę zawiodła), więc może jest dla Ciebie nadzieja. :P Ale z trzeciej, ledwie 3/5 dla A.A.L... ;)

      Usuń
    4. No właśnie to jest tak, że niektóre elektroniczne wydawnictwa mi się podobają mniej lub bardziej, a inne wcale (czyli w sumie tak samo, jak w innych rodzajach muzyki). Jeszcze parę lat temu wszystko byłoby dla mnie niesłuchalne, więc można powiedzieć, że jednak powoli się przekonuję. Zasługa w tym na pewno elektrycznego jazzu - niektóre dokonania Hancocka (on sam nazywał je improwizowaną muzyką elektroniczną) czy Davisa mają wiele z elektroniką wspólnego. Taki "On the Corner" to przecież prawie techno, tylko grane na żywo na tradycyjnych instrumentach ;) A także dzięki krautrockowi, z którego przecież bezpośrednio wywodzi się tzw. progressive electronic - nurt, który w zeszłym roku bardzo polubiłem, a najbardziej z niego album "E2-E4" Manuela Gottschinga, który uważany jest za prekursora techno.

      Usuń
    5. No to fakt, Twą ewolucję muzyczną dostrzegam. Wspomnianego "On the Corner" muszę więc posłuchać (podobnie jak parę innych płyt Milesa), no i w sumie ciekawe, że do krautrocka podchodzimy dokładnie od stron przeciwnych - ja z późniejszej elektroniki, w poszukiwaniu inspiracji swych ulubionych wykonawców, Ty od ówczesnego proga i awangardy.

      Tak mi się skojarzyło z tą dyskusją: https://rateyourmusic.com/release/album/mazutti/ksztalt-jazzu-ktory-ma-dojsc/ ;)

      Usuń
    6. Najlepiej posłuchaj "The Complete 'On the Corner' Sessions", tylko to jakieś 8h muzyki.

      Podobają mi się te przesadnie dosłownie przetłumaczone tytuły.

      Usuń
  2. Od dawna pasuje mi tu bardziej nazwa "Jazz 'n' roll will never die" zamiast tej, która tu kiedyś była ;)

    Swoją drogą, spóźnione Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba "Jazz & Prog" ;)

      Dzięki i nawzajem!

      Usuń
    2. granie rocka dzisiaj to takie bezczeszczenie zwłok

      Usuń
  3. W temacie tezy o nudnym rocku jestem ciekawy Twojego zdania na temat przykładowo Sautrusa ("Anthony Hill")lub Red Scalpa ("Lost Ghosts") z polskiej sceny i Greenleafa ("Hear The Rivers") jeśli chodzi o zagranicę. Wydawnictwa polskie są sprzed 2018, Greenleaf jest tegoroczny. Wszystkie one może i nie są nowatorskie i odkrywcze ale udowadniają, że nadal można fajnie grać. Nie zmienia to faktu, że w głównym nurcie jest bieda z nędzą czego przykładem może być przeciętny "Rainier Fog", którym wszyscy się zachwycają. AIC uwielbiam ale do nowego krążka ni hu hu nie mam ochoty wracać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam zdania, bo ich nie znam ;) Ale pojedyncze albumy nie są argumentem przeciwko tezie o ogólnej kondycji gatunku, który corocznie przynosi setki, może tysiące nowych wydawnictw.

      Usuń
    2. Poznaj - moim zdaniem warto;)

      Usuń
  4. Szkoda że była inna metoda oddawania głosów niż ta zeszło roczna. Nie mogłem sobie poświeszkować (tak, przeważająca ilość głosów na Deep Purple to była w dużej mierze moja zasługa XD)

    Z tą wtórnością muzyki rockowej nie do końca się zgadzam. W mainstreamie - owszem, takie zjawisko występuje i jest naprawdę tragicznie, ale w undergroundzie tak nie jest. Jest dużo nowych wydawnictw, które może nie są jakoś super nowatorskie, ale nie powiedziałbym że nudne. Trzeba szukać i tyle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od początku wyglądało to na działanie jednego lub kilku śmieszków ;)

      Tak, w undergroundzie zdarzają się lepsze wydawnictwa, ale:
      1) Żeby znaleźć taki nienudny współczesny album rockowy, trzeba przebrnąć przez dziesiątki, a może setki beznadziejnych.
      2) Gdy już się trafi na taki nienudny współczesny album rockowy, to okazuje się on wariacją na temat czegoś, co ktoś już kiedyś zrobił dużo lepiej.
      I to mnie zniechęca do dalszych samodzielnych poszukiwań w obrębie rocka. Zamiast słuchać setki albumów z tego gatunku, żeby znaleźć te 1-2 nienudne, ale wtórne i gorsze od swoich prekursorów albumy, wolę poznać coś z muzyki elektronicznej, która wciąż się rozwija, lub z jazzu, który nawet jeśli jest wtórny, to olśniewa wykonaniem.

      Usuń
  5. a ja uważam po tym całym podsumowaniu i narzekaniu na stan współczesnej muzyki, że tak jak ci napisałem na rymie, nic nie kumasz, ze współczesnej muzyki i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie napisałem, że pewnych rzeczy nie kumam, a narzekam tylko na wtórnego rocka. Skoroś taki kumaty, to może mnie oświecisz, zamiast tak bez celu smucić?

      Usuń
  6. Z bieżącego roku poleciłbym masę płyt, ale wiem, że gdybym napisał za długą listę nikt by z niej nie skorzystał, więc napiszę krótką:

    Against All Logic - 2012 - 2017
    Alameda 4 - Czarna woda
    Alva Noto - Unieqav
    Autechre - NTS Session 1-4
    Daughters - You Won't Get What You Want
    Faxada - Paraa
    The Field - Infinite Moment
    GAS - Rausch
    Anna von Hausswolff - Dead Magic
    Tim Hecker - Konoyo
    Julia Holter - Aviary
    Jon Hopkins - Singularity
    Maria W. Horn - Kontrapoetik
    IDLES - Joy as an Act of Resistance.
    Kapital & Richard Pinhas - Flux
    Khalab - Black Noise 2084
    Low - Double Negative
    Palmer Eldritch - Sidereal
    Pejzaż - Ostatni Dzień Lata
    julek ploski - Tesco
    Skee Mask - Compro
    U.S. Girls - In a Poem Unlimited
    Mika Vainio + Ryoji Ikeda + Alva Noto - Live 2002
    Varg - Nordic Flora Series Pt. 5: Crush
    Venetian Snares x Daniel Lanois - Venetian Snares x Daniel Lanois
    Xenony - Polish Space Program
    Yves Tumor - Safe in the Hands of Love

    A co trzeba zrobić żeby cokolwiek wiedzieć z tej muzyki? To dosyć ważne: trzeba nic nie zrobić. Niczego nie oczekiwać, nie wymyślać jak mają te płyty brzmieć, co się ma dziać na nich, tylko słuchać. To jest klucz do każdej muzyki i w ogóle do wszystkiego w życiu, więc z pewnością sprawdzi się w nowych brzmieniach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo powtarzam od pewnego czasu Czytelnikom, którzy twierdzą, że jakiś album/wykonawca im się nie podoba, bo czegoś im tam brakuje albo zawiera coś, czego nie ma gdzie indziej ;) Jednak nawet przy wyzbyciu się wszelkich oczekiwań, nie każdy rodzaj muzyki będzie przecież wchodzić od razu.

      Usuń
    2. A z tej listy słyszałem około połowy albumów, z czego chyba żadnemu nie dałem poniżej 6/10. Poza Alamedą, którą nawet recenzowałem, najbardziej trafiły do mnie "Rausch", "Dead Magic" i "Sidereal". Może nie wynika to z powyższego podsumowania, ale byłyby w moim top10 tego roku, gdybym musiał taki ułożyć ;)

      Usuń
    3. Ja nigdy nie oczekuję konkretów - ja oczekuję zajebistości.

      A elektronika nie jest dobra tylko dlatego, że jest elektroniką. Pod jebniętymi dźwiękami można ukryć dobrą kompozycję, ale można też ukryć wielkie nic.

      Usuń
    4. Czyli masz oczekiwania i to bardzo wygórowane. A ta najbardziej wartościowa muzyka ma to do siebie, że z początku często nie robi wielkiego wrażenia (zwłaszcza, gdy nie miało się wcześniej w ogóle do czynienia z czymś podobnym), ale bardzo zyskuje z kolejnymi przesłuchaniami, dopiero wtedy zaczyna naprawdę zachwycać.

      Nikt tutaj nie twierdzi, że elektronika jest dobra z zasady.

      Usuń
  7. Ja za najlepszą płyte roku uważam Motorhead-Under cover.
    W tym roku(jak i we wcześniejszych)tyle ciekawych płyt było opisanych na blogu że nie starszy 5 lat żeby wszystkiego posłuchać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta kompilacja Motorhead ukazała się w zeszłym roku ;)

      Usuń
  8. Czasem mam wrażenie, że niepokojąco dużo osób dziwnego ślinotoku na sformułowania "awangarda", "noise" "footwork"(jeden z
    najdurniej brzmiących epitetów do gatunków, swoją drogą), "butowgap" (nie Ty Paweł, nie Ty, mam nadzieję, że jak najdłużej będziesz słuchał muzyki a nie dźwięków)

    By dzisiaj nagrać dobrą płytę:

    zaśpiewaj melodyjkę w stylu połowy lat 60.
    zapętl ją przez kilka minut
    dodaj kilka harmonii
    zniekształć
    utop w dziwnych - oczywiście elektronicznych - dźwiękach które jeszcze zniewyraźnią całość
    jak chcesz dać tam gitary to włącz im takie efekty by nie brzmiały jak gitary
    by dołączyć do elity wprowadź instrumenty dalekowschodnie
    wymień kilka klocków lat 80. jako inspirację, ale takich klocków, których słuchali Twoi rodzice w czasach gdy nosili pieszczochy i śmieszny makijaż

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Innymi słowy:
      - inspiruj się dokonaniami z przeszłości z innego gatunku, niż sam tworzysz,
      - wzbogać instrumentarium,
      - eksperymentuj z brzmieniem, aby zaproponować coś nowego.

      Właśnie dzięki takiemu podejściu muzyka się rozwijała i powstawało mnóstwo interesujących nurtów. Obecnie brzmienie to prawdopodobnie jedyna dziedzina, w której można zaproponować coś nowego. A takie eksperymenty są na pewno bardziej wartościowe, niż powielanie czegoś, co już było.

      Mam wrażenie, że zaczynasz gadać jak taki podstarzały fan rocka, co słucha Topu Wszech Czasów Trójki i czyta Teraz Rocka, i chciałby, żeby wszyscy wciąż grali, jak w 1972 roku (tylko byś wolał, żeby brzmieli jak dwie dekady później).

      Usuń
    2. To było półhumorem w sumie :D

      Nie, dla mnie się po prostu liczy (jeszcze) muzyka a nie (już) kolaż dźwiękowy. Najfajniej byłoby gdyby wszyscy rozwijali się w takim kierunku w jakim szli w 1972 roku bez dziwactw.

      Bo to co się dzieje dziś - to jest straszne, a Ty wciąż jesteś jeszcze jedną z niewielu ostoi muzyki muzycznej, a nie dźwiękowej. Ktoś mu jakiś czas temu polecił facebookowe strony FP z playlistami osób-osoby które udzielają się tutaj w komentarzach ew. masz ich jako znajomych na rymie - to jest straszne, kto dzisiaj jest trendsetterem.

      Usuń
    3. Tylko, że ta najciekawsza muzyka z lat 60. i 70. też była w tamtych czasach odbierana jako dziwactwa przez ludzi, którzy nie chcieli się rozwijać muzycznie, tylko wciąż słuchać tego samego. I to przez takich odbiorców, stanowiących niestety większość, po 1972 (nie przypadkiem wybrałem ten rok) rockowy mainstream był coraz bardziej wtórny i coraz mniej ambitny.

      Usuń
    4. Na szczęście są jeszcze takie zespoły, jak Greta Van Fleet, które współcześnie grają jakby było przed 1972 i bez żadnych dziwactw ;)

      Usuń
  9. *miało być "ktoś polecił mi" a nie "mu"

    Problem też leży w tym, że dzisiaj za tworzenie muzyki biorą się gnoje, którzy w życiu nie słyszeli o zeuhlu czy szkopskim rocku, elektronice itd - jednak dostęp do elektroniki i sprzętu, który, nie oszukujmy się - gra za nich, sprawia, że mogą uskuteczniać swoje kuglarstwo.

    Jeżeli 1972 nie było przypadkiem, to skąd tyle późniejszych albumów ma najwyższe noty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żaden sprzęt sam nie gra, ktoś musi umieć go obsługiwać.

      Zeuhl, krautrock, progressive electronic - to wszystko były dziwactwa lat 70. Granie w ten sposób dzisiaj byłoby tym samym, co robi GVF. Prawdziwą kontynuacją tamtych twórców są próby dalszego rozwijania muzyki, choćby poprzez skupianie się na samym dźwięku.

      Ze zdania po 1972 roku rockowy mainstream był coraz bardziej wtórny i coraz mniej ambitny nie wynika, że wszystko po 1972 roku było do niczego.

      Usuń
    2. Z tym 1972 wnioskuję, że to akurat po tym roku pewne kapele zaczęły nagrywać płyty z muzyką, pozbawioną "artystycznych ambicji" ;)

      Usuń
    3. Nagrywano takie i wcześniej. Ale mniej więcej w tym roku rockowy mainstream przestał się rozwijać tak dynamicznie, jak wcześniej, wytwórnie chętniej promowały epigonów, a coraz bardziej unikały twórców z wizją. Jednocześnie poza mainstreamem rock rozwijał się w coraz bardziej ambitnym kierunku - w 1973 zadebiutował przecież Henry Cow, Gentle Giant wydali swój najtrudniejszy w odbiorze album - "In a Glass House", King Crimson też poszli w bardziej awangardowym kierunku na "Larks' Tongues in Aspic". Rockowi ortodoksi nie byli (i dalej nie są) zainteresowani taką muzyką. Woleli słuchać np. Aerosmith, czyli klona Stonesów/Zeppelinów albo włoskiego proga, który powielał pomysły Yes i Genesis.

      Usuń
  10. - po pierwsze wszystkiego najlepszego na cały 2019 rok, mnóstwa nowych muzycznych odkryć, którymi będziesz się dzielić z czytelnikami.
    - po drugie dziękuję za ten rok, za podsunięcie ogromnej ilości muzycznych inspiracji; m. in. na tej podstawie pod nos Last.fm podsunął mi np. węgierski progrock z lat 70.
    - z tym włoskim progiem jest faktycznie coś na rzeczy - Fjieri, różne Nosoundy, teraz Gizmodrome :-)
    - nie wiem (a właściwie wiem) przy jakim muzycznym syfie będziemy się bawić dziś w nocy, ale na pewno 1 stycznia będzie należał do Khruangbin.

    OdpowiedzUsuń
  11. ja pierniczę, pomyliło mi się z LokomotivGT, ale pociągowa nazwa tak czy siak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, LGT plus kilka grup których nazw nie pomnę, choć ze względu na mocno węgierskie nazwy.
      Omegę ciężko odkrywać, szczególnie będąc nią bombardowanym (a dokładniej - jednym utworem o perłach) od lat szczenięcych. Tak, także a może przede wszystkim przez Trujkę :-)

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.