17 października 2018

[Recenzja] Riverside - "Wasteland" (2018)



Ta recenzja miała w ogóle nie powstać. Nie planowałem nawet słuchać tego albumu. Znów jednak zwyciężyła ciekawość, gdy pojawił się w propozycjach na YouTube. Wytrzymałem parę minut, resztę szybko przewinąłem. Gdy jednak internet został zalany pozytywnymi recenzjami "Wasteland", postanowiłem stanąć po przeciwnej stronie. Aby sprostować wszystkie bzdury, jakie można przeczytać w innych recenzjach (zwłaszcza te dotyczące rzekomej progresywności). W tym celu zmusiłem się do przesłuchania całości - kilkukrotnego, ale dawkując ją sobie małymi dawkami. Materiał jest jednak na tyle jednorodny, że bez trudu mogę sobie wyobrazić, jak brzmiałby słuchany od początku do końca.

Popularność Riverside to prawdziwy fenomen. Z każdym kolejnym albumem o zespole robiło się coraz głośniej, nie tylko w kraju, ale i za granicą. Muzycy osiągnęli sukces najmniejszym kosztem, grając niewyobrażalnie wtórną muzykę, nie dodając nic od siebie do inspiracji innymi epigonami w rodzaju Marillion, Pendragon, Anathema, Opeth, Dream Theater, a zwłaszcza Stevena Wilsona i Porcupine Tree. Już tamci wykonawcy, mając dużo lepsze inspiracje, rozwodnili je, zastępując kreatywność odtwórczością i nudą. Riverside, czerpiąc wszystko, co najgorsze z neo-proga, jeszcze bardziej to wszystko rozwodnił. Muzycy nigdy nie mieli ani predyspozycji do pisania dobrych, zapadających w pamięć kompozycji, ani tym bardziej do ich aranżowania (zwykle sprawiają wrażenie przypadkowo posklejanych motywów), nie wyróżniali się też pod względem umiejętności wykonawczych. Pierwsze albumy są tak złe, jak tylko może być neo-prog. Przerysowujące wszystkie podstawowe wady tego stylu, mogłyby zostać uznane za niezłą parodię, gdyby nie było słychać, że zespół jest śmiertelnie poważny (do tego jeszcze wrócimy).

Sytuacja nieco się poprawiła na piątym krążku, "Shrine of New Generation Slaves". Zespół sięgnął tam do bardziej klasycznych inspiracji - wyraźnie słyszalny jest wpływ Deep Purple i ogólnie muzyki z lat 70. Po usłyszeniu singla "Celebrity Touch" - ewidentnie naśladującego styl Deep Purple, który bardzo wtedy lubiłem - zainteresowałem się grupą, której twórczość wcześniej uważałem za strasznie nudną (czyli tak, jak obecnie). Próbowałem nawet przekonać się do starszych wydawnictw, znaleźć na nich jakieś pozytywy. Nawet napisałem pozytywne recenzje, choć w głębi ducha niespecjalnie mi się to podobało i wiedziałem, że nie będę do tego wracać. To wszystko wynikało oczywiście z mojej ignorancji na temat polskiej sceny muzycznej. Nie wiedząc, jak wiele powstało tu znakomitej muzyki (żeby wspomnieć tylko Niemena i licznych jazzmanów), uważałem Riverside za objawienie na krajowej scenie i tym samym doceniałem go bardziej, niż rzeczywiście mi się podobał. Z czasem lepiej się na nim poznałem. Także na samym "SoNGS" i wydanym po nim, jeszcze bardziej piosenkowym "Love Fear and the Time Machine", które będąc nieco znośniejszymi od wcześniejszych wydawnictw, wciąż są okropnie odtwórcze i szybko powodują znużenie swoim anemicznym charakterem.

Punktem zwrotnym w karierze Riverside okazała się śmierć gitarzysty Piotra Grudzińskiego. Po stosownej przerwie pozostała przy życiu trójka muzyków - wsparta przez sesyjnych muzyków - postanowiła nagrać nowy album. Porzucili retro-rockowy styl dwóch poprzednich wydawnictw, by nagrać śmiertelnie poważny neo-progowy album koncepcyjny o post-apokaliptycznym świecie, do czego zainspirowała ich śmierć kolegi. No cóż... chyba nie ta skala tragedii. Mam wątpliwości co do szczerości takiego posunięcia, wydaje się zbyt koniunkturalnym działaniem. Zespół ewidentnie, nachalnie, wręcz łopatologicznie stara się poruszyć swoich fanów, wywołać emocjonalne podejście do tego wydawnictwa, co z pewnością wpływa na jego oceny. Tymczasem "Wasteland" stanowi wyraźny krok wstecz. Utwory znów są bardzo nieporadne i nieskładne. Za to jak zwykle całkiem pozbawione kreatywności i wyrazistości.

Poniżej moje odczucia z odsłuchu poszczególnych utworów. Nie lubię takiej formy recenzji, ale nie chcę mi się układać tego w jakąś sensowniejszą całość.

1. "The Day After". Dwuminutowe intro. Smętny głos Mariusza Dudy a cappella, ustępuje z czasem dość klimatycznej, ale krótkiej partii skrzypiec. Mogłoby tego tu w ogóle nie być (mogłoby nie być całego albumu, ale to już osobna kwestia), bo nic nie wnosi do całości.

2. "Acid Rain". Gitarowe riffowanie jak u Opeth, tylko bardziej wygładzone brzmieniowo, a do tego zupełnie niepasujący anemiczny śpiew Dudy. W drugiej części klimat się zmienia na coś w stylu Pink Floyd z "The Division Bell" lub "The Endless River", tylko jeszcze nudniejszego, z zupełnie niepasującą wokalizą kojarzącą się z współczesnym popem.

3. "Vale of Tears" brzmi jak przypadkowo posklejane fragmenty różnych kawałków, które łączy jedno - są tak samo nużące. Toporne metalowe riffowanie, jakieś pitolenie na gitarze akustycznej, tandetny klawisz - nic się tu ze sobą nie klei już w samej warstwie muzycznej, a śpiew Dudy jak zwykle nie pasuje do niczego.

4. "Guardian Angel". Akustyczna ballada z Dudą wcielającym się w Leonarda Cohena. Fajnie, że w końcu pojawia się jakieś urozmaicenie w warstwie wokalnej, ale wyszło dość kuriozalnie. I cholernie nudno, ale tego chyba nie muszę już dodawać.

5. "Lament". Muzycy powinni posłuchać utworu King Crimson o tym samym tytule, żeby zobaczyć (usłyszeć), jak powinno się pisać i aranżować utwory. Kawałek Riverside nie ma tej płynności pomiędzy poszczególnymi sekcjami, dynamiczne kontrasty wypadają po prostu topornie, partia skrzypiec nic nie wnosi, a melodia jest najzwyczajniej mdła.

6. "The Struggle for Survival". Prawie dziesięciominutowy instrumental. Niby coś się tu dzieje, ale absolutnie nic z tego nie wynika, a często przewijający się główny motyw szybko zaczyna doprowadzać do szału. Takie tam brzdąkanie, bez żadnego pomysłu na całość. Nie ma tu ani interesującego klimatu, ani przyciągających uwagę solówek. Tyle dobrego, że nie ma w końcu tego smętnego wokalu.

7. "River Down Below". Kolejna akustyczna ballada, o nieco folkowym zabarwieniu, ale przetworzonym typowym dla grupy smęceniem. Jedyny plus, to dość przyjemnie, po gilmourowsku brzmiąca gitara Macieja Mellera.

8. "Wasteland". Kolejny dłuższy kawałek, składający się z kilku części: akustycznej ballady, prog-metalowych zaostrzeń i niby-westernowego interludium. Poszczególnych fragmentów nic ze sobą nie łączy, zostały topornie zestawione, a żaden z nich nie jest interesujący sam w sobie.

9. "The Night Before". Ballada z ładnym akompaniamentem pianina, który w połączeniu z deklamacyjną partią wokalną Dudy wywołuje skojarzenia z floydowskim "The Final Cut". Najbardziej udany utwór na albumie (i jeden z lepszych w całej dyskografii), choć w pewnym momencie zaczyna się rozmywać, robi się nieco mdły i zbyt monotonny. A szkoda, bo jest tu jakiś potencjał, którego nie słychać w poprzednich kawałkach.

Podsumowując, "Wasteland" (bardziej pasowałby tytuł "Wasted Time") powiela wszystkie wady wcześniejszych wydawnictw Riverside, takie jak np. kompletna nijakość melodyczna, mnogość niepasujących do siebie partii instrumentalnych i niedopasowany do nich wokal, sztuczne rozciąganie utworów, WTÓRNOŚĆ (zwykle względem nieciekawych wzorców), zachowawczość, anemiczne wykonanie pozbawione zapamiętywalnych momentów, a także wszechobecny patos. Jednocześnie nie ma tutaj tego, co czyniło dwa poprzednie albumy nieco bardziej przyjaznymi - zwartych, nieco bardziej wyrazistych melodycznie kompozycji nawiązujących do rockowej klasyki ("SoNGS") lub sięgających po nieco nowsze, ale nie neo-progowe/prog-metalowe rozwiązania ("LFatTM"). Najbardziej w tym wszystkim wkurza to, że tego typu odtwórcze i nudne granie jest dziś nazywane rockiem progresywnym. Podczas gdy nie ma tu niczego nowatorskiego ani kreatywnego, a właśnie to jest wyznacznikiem progresywności w muzyce.

Ocena: 3/10



Riverside - "Wasteland" (2018)

1. The Day After; 2. Acid Rain; 3. Vale of Tears; 4. Guardian Angel; 5. Lament; 6. The Struggle for Survival; 7. River Down Below; 8. Wasteland; 9. The Night Before

Skład: Mariusz Duda - wokal, gitara, bass; Michał Łapaj - instr. klawiszowe; Piotr Kozieradzki - perkusja
Gościnnie: Maciej Meller - gitara (2,4,6,7); Mateusz Owczarek - gitara (3); Michał Jelonek - skrzypce (1,5,6,8)
Producent: Mariusz Duda, Magda i Robert Srzedniccy


18 komentarzy:

  1. <3 <3 <3

    dlaczego przy żadnym z Riversie nie dajesz etykiety "rock neoprogresywny" skoro to piszesz wielokrotnie w recenzjach? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam takiej etykiety. I nie opłaca się takiej wprowadzać.

      Usuń
  2. Zatem dopisek pod recenzją Marillion "Nie będzie tu więcej recenzji Marillion ani żadnego innego zespołu neoprogresywnego" stał się po części nieaktualny :D Aczkolwiek wg mnie to bardzo dobrze, potrzeba w polskim Internecie trochę przewwagi dla zachwytów nad Riverside.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już bardziej jakiś post-neo-prog, coś czego nie można po prostu ignorować, lecz trzeba tępić ;)

      PS. Napisałem wiadomość do webmastera oficjalnej strony Riverside, żeby wstawił tam nasze recenzje "Wasteland". Ciekawe co - i czy w ogóle - odpisze.

      Usuń
    2. W sensie Twoją i moją? :D No jeśli tak, to doceniam gest. Jakoś o tym nie myślałem i nie czułem, żeby było mi to do czegoś potrzebne, ale to może być megaciekawe ;)

      A zrobiłeś to z faktyczną myślą, że może wypalić, czy tak jak ja, jesteś pewien odmowy i ciekaw jej uzasadnienia ? :D

      Usuń
    3. Dokładnie tak ;) Raczej jestem ciekaw reakcji, bo nie sądzę, żeby chcieli sobie robić antyreklamę.

      Usuń
    4. I co, dało to jakiś efekt? :D

      Usuń
    5. Tak, jak się spodziewałem, w ogóle nie dostałem odpowiedzi. I jak to o nich świadczy?

      Usuń
    6. No mnie też jakoś trudno uwierzyć, że w ogóle tej wiadomości nie dostali. Nie żebym spodziewał się jakiejś sensownej reakcji :D

      Usuń
  3. Plus ciekawy jest fakt, że na RYMie najlepsze oceny zbierają ich najwcześniejsze dokonania, które są Twoim zdaniem najmniej strawne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo kto głównie słucha Riverside? Wielbiciele różnych okropnych neo-progów, które im bardziej smętne i kiczowate, tym bardziej im się podobają. Więc nic dziwnego, że jak taki ktoś usłyszy inspirowany klasycznym rockiem "SoNGS" lub nieco alt-rockowy "LFatTM", to mu się to będzie mniej podobało.

      Usuń
  4. Niestety muszę się z Tobą zgodzić. Kupiłem ten album, przesłuchałem wielokrotnie, zupełnie jakbym chciał na siłę go polubić i... nie bardzo. Mimo tego, że podejście do muzyki mam o wiele, wiele bardziej liberalne niż Twoje, to cienki ten album jak patyczak. Owszem załapało tu czy tam, ale jako całość nie przekonał mnie. Dlatego też nie pisałem o nim u siebie. Szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie się ta płyta podoba. Pewnie zostanę nazwany ignorantem, ale mam to w ... Pocieszam się, że nie jestem w swojej ignorancji odosobniony. A jeśli chodzi o wtórność, to myślę, że rock osiągnął już taki etap, na którym trudno wymyślić coś nowego i oryginalnego.
    Pozdrawiam, Adam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wymyślenie czegoś nowego w ramach muzyki rockowej jest już praktycznie niemożliwe. Za to można grać tak, jak np. Light Coorporation albo Merkabah. To też polskie zespoły, założone w XXI wieku, czerpiące inspiracje z rocka progresywnego, ale tego bardziej ambitnego (Henry Cow, King Crimson) i starające się jednak rozwijać pomysły swoich inspiracji, a nie tylko powielać gotowe rozwiązania.

      Usuń
  6. Dziękuję za podpowiedzi. Spróbuję dotrzeć i posłuchać. A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można odsłuchać legalnie całe dyskografie:

      https://lightcoorporation.bandcamp.com/ (na początek polecam album "Rare Dialect")

      https://merkabahpl.bandcamp.com/ (polecam zacząć od "Million Miles")

      Usuń
  7. Przeczytałem. A teraz recenzja Twojej recenzji , dodam , że dopasowałem się do Twojego stylu.
    Zacnie piszesz, rozdajesz ciosy na lewo i prawo. O Ty Krynico Mądrości Muzycznej. Ty jeden nieomylny. Posłuchałem tego Merkabaha i takiego rżnięcia żywcem z King Crimson to dawno nie słyszałem. I kto tu mówi o epigonach ? ( Twoje ulubione słowo )No ale cóż, profesor Pawłowicz polskiego dziennikarstwa muzycznego wie wszystko najlepiej. Ty możesz obrażać mając innych w pogardzie uważając,że to konstruktywna krytyka. Tak na prawdę to krzyk sfrustrowanego nieudacznika. Możesz tam sobie brzdąkać na tej gitarze , ale z takim podejściem to wróżę ci przyszłość muzyka z piosenki Perfektu. Nawet zdjęcie sobie zrobiłeś z gitarą. Też takie miałem jak miałem 18 lat i NIC nie umiałem grać.Nigdy nawet na jedną nutę, nie zbliżysz się choćby do najsłabszego utworu płyty, którą recenzowałeś. I nie chodzi tu nawet czy to dobra czy zła płyta. Genialna na pewno nie jest. Chodzi jednak o sposób w jaki piszesz , zasób słów jakich używasz. Myślę nawet, że jak Salieri spostrzegłeś bezmiar swojego beztalencia i wymyśliłeś sobie sposób ,, zemsty,, Masz tam ten swój Matrix i wydaje Ci się , że świat tak wygląda jak Ty go widzisz. Zaręczam Ci taki zespół jak Riverside nawet nie zauważy Twojego bytu. Ale mścij się , nich Ci ulży , zawsze to lepiej niż miałbyś biegać wieczorami z nożem po Londynie.
    Stworzyłeś coś sam w życiu od początku do końca , czy może wozisz się tylko na innych ? Jeżeli Twoim credo jest , tu cytat ,, Zainspirowany recenzjami płyt z prasy muzycznej, z którymi prawie nigdy się nie zgadza,, to pamiętaj , że jeżeli negować będziesz wszystkich i wszystko to dojdziesz szybko do momentu gdzie zorientujesz się , że sens Twojego bytu też nie ma sensu . W końcu analizując Twój kod DNA jesteś tylko epigonem .... i tu możesz wybierać sobie dowolne przykłady ze świata zwierząt. Ułatwię wybór ,Lew to nie jest, ale blisko, żerują w tym samym miejscu.
    P.S. Tak mówiąc po męsku chciałbym Cię spotkać kiedyś przed koncertem, nie ważne jakiego zespołu i tak sobie popatrzeć. Różni ludzie mnie ciekawią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam pana internetowego psychologa. Może zamiast zabawy w tworzenie profilu psychologicznego i ataków ad personam, odniósłbyś się do tego, co napisałem w recenzji, i na to odpowiedział w sensowny sposób. Czy jesteś za głupi, aby bronić swoich ulubieńców merytorycznymi argumentami i dlatego od razu odpowiadasz krytyką osób, które ośmielą się mieć własne zdanie?

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.