29 czerwca 2018

[Recenzja] Marillion - "Misplaced Childhood" (1985)



Rock neo-progresywny to jeden z najbardziej kuriozalnych rodzajów muzyki. Czerpiąc inspirację z najbardziej postępowej i eksperymentatorskiej odmiany rocka (choć raczej od jej przystępniej grających przedstawicieli), jest tworem absolutnie wtórnym i schematycznym. Niestety, tego typu muzyka dała wielu słuchaczom, a nawet niektórym krytykom przekonanie, że rock progresywny polega na graniu w ściśle określonej konwencji, powielając pewne elementy zaczerpnięte od prekursorów stylu. Tymczasem nazwa rock progresywny została wymyślona na określenie muzyki zespołów, które cechowała silna indywidualność i chęć poszerzania ram rocka o nowe rozwiązania.

"Misplaced Childhood" grupy Marillion to prawdopodobnie najsłynniejszy album neo-progowy. Często można spotkać się z opiniami, że to jedno z najlepszych lub wręcz najlepsze progresywne wydawnictwo lat 80., a nawet kwintesencja tego stylu. Takie twierdzenie miałoby jeszcze uzasadnienie (mocno naciągane) w przypadku wcześniejszych albumów zespołu, "Script for a Jester's Tear" i "Fugazi", które mimo rażącego braku oryginalności, faktycznie zawierają pewne elementy, które dekadę wcześniej czyniły Genesis i Camel (ewidentnie największe inspiracje Marillion) zespołami progresywnymi. Jednak na "Misplaced Childhood" trudno w ogóle znaleźć takie podobieństwa.

Całość co prawda jest albumem koncepcyjnym, a wszystkie utwory (z danej strony płyty winylowej) płynnie między sobą przechodzą, jednak na tym (i podobieństwie głosu Fisha do Petera Gabriela - największego atutu Marillion) kończą się wszelkie związki z rockiem progresywnym. Znajdziemy tu natomiast takie cuda, jak "Kayleigh" i "Lavender" - proste, stricte popowe piosenki o zwyczajnie mdłych melodiach. Reszta albumu bynajmniej nie jest bardziej ambitna, choć zdecydowanie mniej przebojowa. To muzyka, która w sam raz nadaje się do odtwarzania w windach czy centrach handlowych - zupełnie nieabsorbująca, odpowiednio wygładzona. Najdłuższe w zestawie "Bitter Suite" i "Blind Curve", trwające odpowiednio osiem i dziewięć minut, są po prostu bardziej rozwleczone od pozostałych kawałków - nie zaznamy tu ani porywających popisów instrumentalnych, ani tym bardziej żadnych eksperymentów.

To bardzo zachowawczy album, skrojony pod przeciętnego słuchacza radia, zgodnie z obowiązującymi wówczas trendami. A zatem brzmienie jest dokładnie tak kiczowate, jak zapowiada okładka - zdominowane przez tandetne syntezatory. Instrumentaliści nie pozwalają sobie na żadne szaleństwa, po prostu sztywno odgrywają skomponowane wcześniej partie. Dodać do tego trzeba sporą dawkę obowiązkowego w neo-progu smęcenia i patosu, a otrzymamy pełną charakterystykę tego albumu. W skrócie: "Misplaced Childhood" to dwa miałkie przeboje i sporo nadętego nudzenia.

Ocena: 3/10

PS. Nie będzie więcej recenzji Marillion ani żadnego innego zespołu neo-progowego.



Marillion - "Misplaced Childhood" (1985)

1. Pseudo Silk Kimono; 2. Kayleigh; 3. Lavender; 4. Bitter Suite; 5. Heart of Lothian; 6. Waterhole (Expresso Bongo); 7. Lords of the Backstage; 8. Blind Curve; 9. Childhoods End?; 10. White Feather

Skład: Fish - wokal; Steve Rothery - gitara; Mark Kelly - instr. klawiszowe; Pete Trewavas - bass; Ian Mosley - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Chris Kimsey


19 komentarzy:

  1. Kayleigh to słyszałem w radio dziesiątki razy.Na płycie jest dużo muzyki AOR tak popularnej w tym czasie,wystarczy wymienić album Heart-Heart(z tego samego roku)klasyka gatunku.
    Tak że całość określiłbym jak progresive-AOR i dałbym wyzszą ocenę 6/10.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tutaj naprawdę nie ma niczego progresywnego. Ani w ścisłym znaczeniu (czyli nowatorskiego), ani nawet w sensie kopiowania progresywnych grup.

      Usuń
    2. Neo prog to bardziej mi sie kojarzy Porcupitne Tree i Dream Theater.

      Usuń
  2. Dobra recenzja. Dodajmy jeszcze, że teksty są po prostu żenujące. Szczególnie, jak się ma więcej, niż 16 lat.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pawełq, jaki jest cel tejże recemzji? Bierzesz z tyłka jakiś album neo-progowy, ani najbardziej znany tej grupy, ani w ogóle najbardziej znanej grupy neo-progowej, zjeżdżasz go i zarzekasz się że więcej nie będzie recemzji ani tego zespołu, ani tego gatunku. Więc? Słuchanie tego albumu było takim przeżyciem że aż musiałeś to opisać tutaj?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież to jest najbardziej znana i ceniona grupa neo-progowa i jej najbardziej znany i ceniony album... Zresztą sądzę, że jednoznacznie to podkreśliłem w drugim akapicie.

      Usuń
    2. Patrząc na samą sprzedaż płyt śmiem twierdzić, że bardziej znany jest Kansas, który gdzieś nazwałeś neoprogowym. W czym jest mnóstwo racji, gdyż usilnie próbuje być progowy.

      Jeżeli bawimy się w single, to Kayleigh nie próbuje niczego ambitnego udawać, a Carry On My Wayward Son to nawpierniczane 50 motywów w prostą piosenkę wydłużoną siłowo do 5 i pół minuty. Bo to przecież takie progowe.

      Usuń
    3. To chyba tylko w Stanach jest bardziej popularny. W Europie, a na pewno w Polsce, nie może pod tym względem konkurować z Marillion.

      Usuń
    4. Kansas poza Ameryką prawie w ogóle nie odniosło sukcesu, w UK jedyne notowane "Carry On Wayward Son" nie było nawet w top 40. W drugą stronę za to Marillion również nie bywało zbyt wysoko w notowaniach amerykańskich. Tylko, że US jest 5 razy bardziej ludne niż UK, a rynek muzyczny proporcjonalnie. :P Co innego rynki europejskie, które są dużo biedniejsze, ale na ogół jednak dużo bliżej jest im do Wysp niż Stanów. Tak więc jak się bierze gołe wyniki sprzedaży to wychodzą dziwne rzeczy czasem. :P

      Usuń
    5. Kansas można nazwać neoprogiem w tym sensie, że jest to muzyka autentycznie potworna - patetyczna, niebywale pretensjonalna, łącząca prog, momentami w sumie fajny, a tandetnym popem. Ale gatunkowo to nie jest neoprog. W przeciwieństwie do Marillion i ich Misplaced Childhood będących sztandarem tego nurtu.

      Usuń
    6. Niby sztandar, ale jakoś nie przyszło Ci do głowy że to prog, stawiając go w jednym rzędzie z INXS :D

      Usuń
    7. I to jest właśnie problem, o którym wspomniałem w recenzji - album nie mający w rzeczywistości nic wspólnego z rockiem progresywnym, jest przez spore grono rzekomych wielbicieli tego nurtu (takich co nie wiedzą o istnieniu Gentle Giant, VdGG znają tylko z nazwy, a zachwycają się wtórnymi neo-progami, smęceniem Stevena Wilsona oraz masturbacjami Kansas i Dream Theater) uznawany za jego kwintesencje. Poczytaj inne recenzje, polskie i zagraniczne, a sam się przekonasz. I to niejako jest odpowiedzią po co ta recenzja - dla kontrastu z innymi. Głos rozsądku przeciwko niepojętym zachwytom.

      Usuń
  4. O tym, że komukolwiek przyszło do głowy, że Marillion to rock progresywny dowiedziałem się dopiero z ProgArchives. Znałem ich wcześniej, miałem nawet kasetę z Fugazi, ale stała na półce obok składanki INXS jako pop rock z lat 80'. Bo w sumie jako ejstosowy pop rock Marillion z Fishem jest całkiem okej. Może niekoniecznie ten album (bo jest strasznie nudny), ale dwa pierwsze czemu nie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolejna recenzja, z którą się zgadzam całkowicie. Tylko z różnicą że te dwa hiciorki akurat lubię. :p

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdzieś kiedyś czytałem (nie pamiętam gdzie), że na początku ten album miał mieć tylko dwa wielkie utwory, po jednym na każdą stronę. Ciekawe jakie koszmarki by wtedy nagrali :D

    OdpowiedzUsuń
  7. "Sleepless" King Crimson, "Owner of a Lonely Heart" Yes i sporo kawałków Genesis od lat 80. do początku 90. - to były przeboje spopowionego rocka progresywnego. "Kayleigh" wypada przy nich blado.

    OdpowiedzUsuń
  8. Złą płytę wybrałeś do recenzji. Co prawda nie uważam w ogóle Marillion za jakiś bardzo wartościowy zespół ale jak już pisać recenzję to o Fugazi a przede wszystkim Script for a Jester's Tear. Childhood to już radiowy pop.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tych dwóch albumach wspominam w tekście, więc nie będę się powtarzał. Natomiast celowo wybrałem najsłynniejszy i najbardziej ceniony przez większość album, aby obnażyć jego miałkość.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.