Posty

Wyświetlam posty z etykietą tribal ambient

[Recenzja] Laurence Pike - "Possible Utopias for Jazz Quintet" (2026)

Obraz
Tytuł tego albumu jest podwójnie mylący. Bo żadnego kwintetu tu nie ma. Grający na bębnach i różnych instrumentach klawiszowych Laurence Pike zarejestrował trzy utwory w duecie z saksofonistą Benem Lernerem, po jednym z klawiszowcami Novakiem Manojloviciem i Nico Callahanem, a pozostałe dwa samodzielnie. Nie do końca też jest to jazz. Ściślej rzecz biorąc, nie jest to czysty jazz, a synteza różnych gatunków, w której nie mniej istotną rolę pełnią wpływy ambientu, elektroniki oraz post-rocka. To raczej rodzaj eksperymentu myślowego, przełożonego następnie na muzykę, jak potencjalny kwintet jazzowy mógłby dziś poszukiwać wyzwolenia od oczekiwanych przez wszystkich schematów. Także tych stosowanych od siedmiu dekad w jazzie free - rozwiązania, które wówczas dawały wolność, od dawna są już dla muzyków raczej ograniczeniami. Początkiem tego projektu były rozważania Pike'a, jak brzmiałaby muzyka, gdyby uwolnić ją od oczekiwań późnego kapitalizmu? W jaki sposób jazzman z wyidealizowanej k...

[Recenzja] Shackleton & Zimpel with Siddhartha Belmannu - "In the Cell of Dreams" (2023)

Obraz
Zdarzają się lata bez żadnej nowej muzyki od Wacława Zimpla, ale też takie, gdy co kilka miesięcy pojawiają się nowe wydawnictwa sygnowane jego nazwiskiem. "In the Cell of Dreams" to następca marcowego "Train Spotter", ale przede wszystkim powrót do współpracy z Samem Shackletonem. Polski artysta - dawniej przede wszystkim jazzowy klarnecista, a dziś twórca post-minimalistycznej elektroniki - oraz angielski producent, w ostatnich latach kojarzony głównie z ambientem o etnicznym zabarwieniu, już w 2020 roku wydali w duecie album "Primal Forms". Spotkali się tam mniej więcej w połowie drogi swoich własnych poszukiwań. Tym razem dołączył do nich jeszcze indyjski wokalista Siddhartha Belmannu, a muzyka zdecydowanie przesunęła się w stronę tribal ambientu i ewidentnych zapożyczeń z hindustańskiej muzyki klasycznej, co z kolei przypomina o innym projekcie Zimpla - Saagara. Niemal całkiem zniknęły natomiast, obecne prominentnie jeszcze na poprzedniej płycie duetu...

[Recenzja] The Revolutionary Army of the Infant Jesus - "The Gift of Tears" (1987)

Obraz
Rewolucyjna Armia Dzieciątka Jezus to tajemnicza organizacja terrorystyczna z ostatniego filmu Luisa Bañuela, "Mroczny przedmiot pożądania". Jest to także nazwa, którą blisko dekadę po premierze tego obrazu przyjęła enigmatyczna grupa muzyczna z Liverpoolu. Do dziś nie ma o niej bowiem zbyt wielu informacji w sieci, choć przynajmniej znane są niegdyś skrywane nazwiska muzyków tworzących ten projekt. Co kryje się za takim wyborem nazwy dla zespołu? Chęć prowokacji, ironia, czy może faktycznie religijny charakter jego muzyki? Dużo przemawia za tą ostatnią opcją, począwszy od tekstów utworów, a kończąc na udziale w chrześcijańskich festiwalach. Twórczość grupy wydaje się jednak przede wszystkim wyrazem fascynacji muzyką sakralną oraz religijnym mistycyzmem, na podobnej zasadzie do chociażby Dead Can Dance, bez kaznodziejstwa czy prób nawracania. "The Gift of Tears", debiutancki album The Revolutionary Army of the Infant Jesus, stylistycznie wpisuje się w modne wówczas ...

[Recenzja] Dead Can Dance - "Spiritchaser" (1996)

Obraz
Jeśli pominąć post-punkowy debiut, to dyskografia Dead Can Dance jest bardzo konsekwentna pod względem estetycznym. Duet Brendana Perry'ego i Lisy Gerrard upodobał sobie granie muzyki o eterycznym, wręcz mistycznym nastroju, czerpiącej z bogatego dziedzictwa europejskiej lub pozaeuropejskiej muzyki dawnej. A jednak każda z tych płyt, przynajmniej tych wydanych w ubiegłym wieku, eksploruje nieco inne rejony. "Spiritchaser" to przede wszystkim wyprawa do Afryki. Album bardziej od poprzednich kładzie nacisk na rytm, w czym pomaga udział aż czterech dodatkowych muzyków grających na instrumentach perkusyjnych. Miniatura "Dedicacé Outò" to w całości ich popis, ale bardzo istotną rolę odgrywają także w otwieraczu "Nierika", nadając mu plemiennego klimatu, w którym świetnie odnajdują się także quasi-afrykańskie zaśpiewy Gerrard i Perry. Z jednej strony od razu słychać, że to Dead Can Dance, a z drugiej - było to coś niewątpliwie nowego w twórczości grupy. Napr...

[Recenzja] Dead Can Dance - "Toward the Within" (1994)

Obraz
Pierwszej - a przez kolejne dwie dekady także jedynej - koncertówki Dead Can Dance nie należy traktować wyłącznie jako dodatku do podstawowej dyskografii. To zapis występów w kalifornijskim Mayfair Theatre z listopada 1993 roku, niedługo przed jego uszkodzeniem w wyniku trzęsienia ziemi, po którym nadawał się już tylko do rozbiórki. Duet Lisy Gerrard i Brendana Perry, wsparty przez kilku dodatkowych muzyków, zaprezentował wówczas głównie materiał nieobecny na żadnej ze swoich studyjnych płyt. Z piętnastu utworów zawartych na "Toward the Within" tylko cztery pojawiły się na wcześniejszych wydawnictwach: "Cantara" na "Within the Realm of a Dying Sun", "The Song of the Sybil" na "Aion", natomiast "Yulunga (Spirit Dance)" i "The Wind That Shakes the Barley" na "Into the Labyrinth". Pozostałych jedenaście nagrań to zarówno premierowe kompozycje Perry'ego lub Gerrard, jak i aranżacje tradycyjnych pieśni. Więk...

[Recenzja] Brian Eno / David Byrne - "My Life in the Bush of Ghosts" (1981)

Obraz
"My Life in the Bush of Ghosts", jeden z najbardziej wizjonerskich albumów w historii muzyki popularnej, powstał jako poboczny projekt, a w zasadzie produkt uboczny. Gdzieś pomiędzy sesjami nagraniowymi "Fear of Music" i "Remain in Light" Talking Heads frontman grupy David Byrne oraz współpracujący z nią jako producent Brian Eno znaleźli czas na to, by trochę poeksperymentować. Korzeni muzyki zawartej na płycie można doszukiwać się w utworze "I Zimbra" z "Fear of Music" oraz na albumie nagranym mniej więcej tym samym czasie przez Eno z Jonem Hassellem, "Fourth World, Vol. 1: Possible Musics". Jej bezpośrednim rozwinięciem jest z kolei materiał stworzony później na "Remain in Light". Wspólny mianownik dla tych wszystkich wydawnictw stanowią wpływy tzw. muzyki świata, szczególnie afrykańskiej i bliskowschodniej. Podobnie, jak u Talking Heads, utwory często opierają się na funkowej rytmice. Tym, co wyróżnia "My Lif...

[Recenzja] Jon Hassell / Brian Eno - "Fourth World, Vol. 1: Possible Musics" (1980)

Obraz
Przeogromną dyskografię Briana Eno można podzielić na na trzy główne kategorie. Do pierwszej z nich zaliczają się te bardziej piosenkowe albumy, zarejestrowane przeważnie z dużą ilością gości. Druga to muzyka instrumentalna, ambientowa, nagrywana samodzielnie lub w małym gronie współpracowników. I w końcu ostatnia, najliczniejsza kategoria, czyli te wszystkie płyty, na których Eno pojawił się w charakterze członka zespołu, sidemana lub producenta. Do nich właśnie zalicza się "Fourth World, Vol. 1: Possible Musics", bo chociaż nazwisko artysty pojawia się na okładce na równi z Jonem Hassellem, to tak naprawdę był to głównie chwyt marketingowy. Eno w tamtym czasie był już rozpoznawalną postacią - choćby dzięki współpracy z Davidem Bowie czy grupą Talking Heads - więc sądzono, że jego nazwisko napędzi sprzedaż longplaya, co ostatecznie się nie powiodło. W rzeczywistości głównym kompozytorem tego materiału, wiodącym muzykiem i przede wszystkim twórcą zaprezentowanej tu muzyki czw...

[Recenzja] Dead Can Dance - "Into the Labyrinth" (1993)

Obraz
Lisa Gerrard i Brendan Perry komponowali materiał na ten album oddzielnie, przebywając w zupełnie różnych miejscach - ona w Australii, on w Irlandii. Duet spotkał się dopiero podczas sesji. Przez trzy tygodnie muzycy pracowali w zaadaptowanym na studio kościele w irlandzkiej prowincji Ulster. Po raz pierwszy w historii Dead Can Dance w nagraniach nie uczestniczyli żadni dodatkowi muzycy. Gerrard i Perry sami zagrali na wszystkich instrumentach. W porównaniu z poprzednimi albumami daje się zauważyć nieco inne inspiracje. Niemal całkowicie zniknęły wpływy muzyki średniowiecznej i renesansowej. zaś jeszcze silniej dają o sobie znać nawiązania do muzyki spoza europejskiego kręgu kulturowego, choć znalazły się tu też elementy irlandzkiego folku czy muzyki greckiej. Sam tytuł albumu oraz niektóre teksty wskazują na fascynację grecką mitologią. "Into the Labyrinth" zawiera jedenaście premierowych utworów, a w wersji winylowej dwa dodatkowe, starsze nagrania. "Bird" i ...

[Recenzja] Peter Gabriel - "Passion" (1989)

Obraz
Po ogromnym sukcesie komercyjnym albumu "So" z pewnością czekano na kolejne hity Petera Gabriela. Jednak kolejna płyta z piosenkowym materiałem ukazała się dopiero sześć lat później. W międzyczasie artysta przygotował jednak drugi w swojej karierze soundtrack. "Passion" to, przynajmniej w jakiejś części, ścieżka dźwiękowa do filmu "Ostatnie kuszenie Chrystusa" w reżyserii Martina Scorsese. Ciekawe, że ani tytuł, ani okładka, nie wskazują na bezpośrednie powiązanie z tym obrazem. Dopiero na rewersie koperty dopisano pod tytułem mniejszymi literami informację:  Music for The Last Temptation of Christ . Znajduję dwa powody, dla których autor muzyki mógł próbować oddzielić swoje dzieło od filmu. Pierwszy z nich jest taki, że artysta mógł się wystraszyć kontrowersji wokół "Ostatniego kuszenia Chrystusa". Film powstał na podstawie głośnej książki Nikosa Kazandzakisa o tym samym tytule, którą Watykan wpisał na swą listę ksiąg zakazanych. Z kolei sam aut...

[Recenzja] Stephan Micus - "Implosions" (1977)

Obraz
#zostańwdomu i słuchaj dobrej muzyki Stephan Micus to niemiecki multiinstrumentalista, którego twórczość najprościej można określić jako muzykę świata. Artysta nie posiada formalnego wykształcenia muzycznego, jest samoukiem. Po ukończeniu szkoły średniej zaczął podróżować po świecie, przede wszystkim tych bardziej egzotycznych krajach, kolekcjonując pochodzące stamtąd instrumenty i ucząc się na nich grać od lokalnych muzyków. Zawsze jednak próbował wypracować własny sposób gry, aby stworzyć swój własny świat dźwięków. W 1976 roku, po kilku latach praktyki, Micus wydał swój pierwszy album, zatytułowany "Archaic Concerts". Jednak większy rozgłos przyniósł mu dopiero wydany rok później, nakładem należącej do Manfreda Eichera wytwórni JAPO (oddziału ECM), album "Implosions". Dość ciekawe jest samo wydanie wersji winylowej. W kopercie, poza samą płytą, umieszczono także tekturową wkładkę, na której znalazły się zdjęcia używanych przez Micusa instrumentów, wraz ...

[Recenzja] Popol Vuh - "In den Gärten Pharaos" (1971)

Obraz
Krautrock to prawdopodobnie najbardziej różnorodny i wielobarwny muzyczny nurt. Obok zespołów twórczo rozwijających idee rocka psychodelicznego (np. Can, Ash Ra Tempel, Amon Düül II), znajdziemy w nim wykonawców, których twórczość bliższa jest jazz rocka (Embryo, Out of Focus), jak i takich, którzy inspirują się przede wszystkim folkiem (Between, Yatha Sidhra) tudzież poważną awangardą (Faust). Zdarzają się też bardziej konwencjonalni przedstawiciele, których twórczość bliska jest typowego rocka progresywnego (Eloy, Nosferatu) czy też hard rocka (Kin Ping Meh). A na przeciwnym biegunie znajdują się wykonawcy śmiało eksperymentujący z brzmieniami elektronicznymi, całkowicie odchodząc od rockowych korzeni nurtu. Tutaj najbardziej znanymi przedstawicielami są Tangerine Dream, Klaus Schulze, Neu! i Kraftwerk. W tę odmianę krautrocka doskonale wpisują się także dwa pierwsze albumy Popol Vuh. Istniejący w latach 1969-2001 zespół, nazwany od tytułu księgi spokrewnionych z Majami In...