7 września 2018

[Recenzja] Popol Vuh - "In den Gärten Pharaos" (1971)



Krautrock to prawdopodobnie najbardziej różnorodny i wielobarwny muzyczny nurt. Obok zespołów twórczo rozwijających idee rocka psychodelicznego (jak Can czy Ash Ra Tempel), znajdziemy w nim wykonawców, których twórczość bliższa jest jazz rocka (Embryo, Out of Focus, Kraan), jak i takich, którzy inspirują się przede wszystkim folkiem (Between, Yatha Sidhra). Zdarzają się też bardziej konwencjonalni przedstawiciele, których twórczość bliska jest typowego rocka progresywnego (Eloy, Nosferatu) czy hard rocka (Kin Ping Meh). A na przeciwnym biegunie znajdują się wykonawcy śmiało eksperymentujący z brzmieniami elektronicznymi, całkowicie odchodząc od rockowych korzeni nurtu. Tutaj najbardziej znanymi przedstawicielami są Tangerine Dream, Klaus Schulze i Kraftwerk. W tę odmianę krautrocka doskonale wpisują się także dwa pierwsze albumy Popol Vuh.

Istniejący w latach 1969-2001 zespół, nazwany od tytułu księgi spokrewnionych z Majami Indian Quiché, nieodzownie związany jest z osobą Floriana Fricke'a - niekwestionowanego lidera i jedynego stałego członka. Muzyk studiował kompozycję i grę na fortepianie, a brzmieniami elektronicznymi zafascynował się za sprawą Eberharda Schoenera, jednego z prekursorów stosowania ich w muzyce klasycznej. Wkrótce Fricke stał się drugim w Niemczech, po Schenerze, posiadaczem syntezatora Mooga. Niedługo potem uformował się pierwszy skład Popol Vuh, obejmujący także perkusistę Holgera Trülzscha (znanego także z Amon Düül II i Embryo) oraz Franka Fiedlera, który... nie grał na żadnym instrumencie, a zajmował się kwestiami technicznymi. Debiutancki album "Affenstunde", wydany w 1970 roku, przyniósł muzykę nowatorską, momentami dość intrygującą, ale sprawiającej wrażenie przypadkowych dźwięków, które z czasem stają się coraz bardziej nużące.

Wydany rok później "In den Gärten Pharaos" jest dziełem znacznie dojrzalszym, bardziej przemyślanym, a w rezultacie nieporównywalnie bardziej zachwycającym. Zespół rozwija na nim elektroniczne eksperymenty z debiutu, łącząc je z wręcz religijnym mistycyzmem, tworząc niezwykle uduchowioną muzykę. Album składa się z dwóch blisko dwudziestominutowych nagrań. Tytułowa kompozycja podzielona jest jakby na trzy części: w pierwszej słychać wyłącznie szum wody i eteryczne dźwięki syntezatora, tworzące niesamowity nastrój; w środkowej części nagranie nabiera intensywności za sprawą afrykańskich i tureckich perkusjonaliów, zaś w finałowej części dochodzą przepiękne dźwięki elektrycznego pianina. Drugi utwór, "Vuh", w całości opiera się na potężnym brzmieniu średniowiecznych organów, zarejestrowanych w katedrze opactwa Baumburg. W tle słychać zaś dźwięki syntezatora, perkusjonalia i wokalizy. Efekt jest chyba jeszcze bardziej niesamowity, niż w pierwszym nagraniu.

Ciężko oddać słowami klimat i piękno takiej muzyki, dlatego zachęcam do samodzielnego przesłuchania, najlepiej w absolutnym skupieniu, bez żadnych odwracających uwagę bodźców. "In den Gärten Pharaos" to album niezwykle intrygujący i dojrzały, zachwycający klimatem, brzmieniem i swobodnym wykonaniem. Na pewno warto poznać ten album, będący jedynym w swoim rodzaju - na kolejnych wydawnictwach Popol Vuh Florian Fricke proponował równie uduchowioną, przepełnioną mistycznym klimatem muzykę, ale graną już bez pomocy syntezatorów i innych technicznych nowinek.

Ocena: 8/10



Popol Vuh - "In den Gärten Pharaos" (1971)

1. In den Gärten Pharaos; 2. Vuh

Skład: Florian Fricke - instr. klawiszowe; Holger Trülzsch - instr. perkusyjne; Frank Fiedler
Producent: Popol Vuh i Bettina Fricke


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.