[Recenzja] Jon Hassell / Brian Eno - "Fourth World, Vol. 1: Possible Musics" (1980)

Jon Hassell / Brian Eno - Fourth World, Vol. 1: Possible Musics


Przeogromną dyskografię Briana Eno można podzielić na na trzy główne kategorie. Do pierwszej z nich zaliczają się te bardziej piosenkowe albumy, zarejestrowane przeważnie z dużą ilością gości. Druga to muzyka instrumentalna, ambientowa, nagrywana samodzielnie lub w małym gronie współpracowników. I w końcu ostatnia, najliczniejsza kategoria, czyli te wszystkie płyty, na których Eno pojawił się w charakterze członka zespołu, sidemana lub producenta. Do nich właśnie zalicza się "Fourth World, Vol. 1: Possible Musics", bo chociaż nazwisko artysty pojawia się na okładce na równi z Jonem Hassellem, to tak naprawdę był to głównie chwyt marketingowy. Eno w tamtym czasie był już rozpoznawalną postacią - choćby dzięki współpracy z Davidem Bowie czy grupą Talking Heads - więc sądzono, że jego nazwisko napędzi sprzedaż longplaya, co ostatecznie się nie powiodło. W rzeczywistości głównym kompozytorem tego materiału, wiodącym muzykiem i przede wszystkim twórcą zaprezentowanej tu muzyki czwartego świata jest Hassell.

Jon Hassell to amerykański trębacz początkowo związany z muzyką poważną. Po zakończeniu studiów na jednej z nowojorskich uczelni muzycznych udał się do Kolonii, by uczestniczyć w kursach prowadzonych przez Karlheinza Stockhausena. Nawiasem mówiąc tych samych, w których brali udział Holger Czukay i Irmin Schmidt, późniejsi założyciele grupy Can. Po powrocie do Stanów Hassell załapał się na pierwszą w historii rejestrację słynnego "In C" Terry'ego Rileya, a następnie zdobywał doświadczenie u boku La Monte Younga w jego Theatre of Eternal Music. Za podsumowanie tego okresu można uznać pierwszy autorski album trębacza, "Vernal Equinox" z 1977 roku. Jednocześnie stanowi on zapowiedź przyszłych dokonań, sięgając po inspiracje muzyką z różnych stron świata. Pewnym zaskoczeniem okazało się kolejne wydawnictwo, "Earthquake Island", na którym artysta zwrócił się w stronę fusion - mieszanki jazzu, rocka i egzotycznych wpływów, bliskiej dokonaniom Milesa Davisa z okresu pomiędzy "Bitches Brew" i "A Tribute to Jack Johnson". Był to jednak tylko jednorazowy skok w bok. "Possible Musics" to raczej kontynuacja "Vernal Equinox", tylko bardziej przemyślana i dopracowana. To już prawdopodobnie zasługa Eno, który nadał spójności dotąd nieco nieokreślonym pomysłom Hassella.

Wspomniana we wstępie i zaanonsowana w tytule albumu koncepcja muzyki czwartego świata opiera się na bardzo prostym założeniu - łączeniu elementów zaczerpniętych z muzyki spoza naszego kręgu kulturowego oraz elektroniki i nowoczesnych technik produkcyjnych. Tu znów nieoceniony okazał się znany ze swoich studyjnych eksperymnetów Eno. W praktyce wygląda to najczęściej tak, że egzotyczne perkusjonalia - kongi oraz indyjski ghatam - tworzą wraz z syntezatorami i gitarą basową akompaniament do przetworzonych elektronicznie, trudnych do zidentyfikowania partii trąbki. W nagraniach istotną rolę odegrali perkusiści Naná Vasconcelos i Aïyb Dieng, a dodatkowo wystąpili tu m.in. aż trzej basiści: Percy Jones, Michael Brook oraz Jerome Harris. Udział tylu cenionych muzyków zdecydowanie nie poszedł na marne. I bynajmniej nie chodzi tu o epatowanie wirtuozerią, jakiej na tym albumie nie zaznamy, lecz sprawne budowanie odpowiedniego nastroju. Oczywiście są płyty, które lepiej oddają klimat odległych tradycji muzycznych. Są też takie, które w ciekawszy sposób wykorzystują współczesną sobie technikę nagraniową. A w końcu nie brakuje też takich, na których jedno z drugim spaja się w bardziej pomysłowy sposób. Jednak trzeba oddać sprawiedliwość temu wydawnictwu, bo chyba nikt wcześniej czegoś takiego nie próbował. "Possible Musics" okazał się ważnym ogniwem w powstaniu stylistyki tribal ambientu, a bez niego nie byłoby też pewnie kolejnego duetu Eno, tym razem z Davidem Byrne'em, który zaowocował doskonałym albumem "My Life in the Bush of Ghosts". Nie byłoby też, co oczywiste, drugiej odsłony "Fourth World", "Dream Theory in Malaya", która ukazała się w 1981 roku.

Mimo że "Fourth World, Vol. 1: Possible Musics" nie jest jakimś bardzo imponującym wydawnictwem, a obok znakomitych momentów - jak zbudowany wokół intrygującego ostinato basu "Chemistry", czy odprężający "Ba-Benzélé" - zdarzają się też pewne dłużyzny. Jednak na pewno nie można nazwać tego albumu jedynie historyczną ciekawostką. To naprawdę udana i przyjemna wizja muzyki przyszłości, w której futuryzm spotyka się z dawnymi kulturami. Nasuwa to oczywiste skojarzenia z twórczością Sun Ra, który jednak realizował podobne pomysły na gruncie jazzu i czerpiąc wyłącznie z afrykańskiego dziedzictwa. Muzyce Hassella i Eno bliżej do hindustańskich rag - choć inspiracje obejmują też muzykę z innych regionów świata - którym nadano nowoczesnego elektronicznego brzmienia. W dodatku jakoś bardzo się to brzmienie nie zestarzało przez te cztery dekady.

Ocena: 7/10



Jon Hassell / Brian Eno - "Fourth World, Vol. 1: Possible Musics" (1980)

1. Chemistry; 2. Delta Rain Dream; 3. Griot (Over 'Contagious Magic'); 4. Ba-Benzélé; 5. Rising Thermal 14° 16' N; 32° 28' E; 6. Charm (Over 'Burundi Cloud')

Skład: Jon Hassell - trąbka, syntezator (2); Brian Eno - elektronika, gitara (2), syntezator (4-6); Naná Vasconcelos - instr. perkusyjne (1,2,4,6); Aïyb Dieng - instr. perkusyjne (1,2,6); Percy Jones - gitara basowa (1); Michael Brook - gitara basowa (3); Jerome Harris - gitara basowa (4); Paul Fitzgerald - elektronika (3); Tina Pearson, Gordon Philips, Andrew Timar - klaskanie
Producent: Brian Eno i Jon Hassell


Komentarze

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] New Order - "Technique" (1989)

[Recenzja] Bauhaus - "In the Flat Field" (1980)

[Recenzja] Gonda Sextet - "Sámánének" (1976)

[Recenzja] Damo Suzuki & Spiritczualic Enhancement Center - "Arkaoda" (2022)

[Recenzja] The Smile - "A Light for Attracting Attention" (2022)