[Recenzja] Brian Eno / David Byrne - "My Life in the Bush of Ghosts" (1981)

Brian Eno / David Byrne - My Life in the Bush of Ghosts


"My Life in the Bush of Ghosts", jeden z najbardziej wizjonerskich albumów w historii muzyki popularnej, powstał jako poboczny projekt, a w zasadzie produkt uboczny. Gdzieś pomiędzy sesjami nagraniowymi "Fear of Music" i "Remain in Light" Talking Heads frontman grupy David Byrne oraz współpracujący z nią jako producent Brian Eno znaleźli czas na to, by trochę poeksperymentować. Korzeni muzyki zawartej na płycie można doszukiwać się w utworze "I Zimbra" z "Fear of Music" oraz na albumie nagranym mniej więcej tym samym czasie przez Eno z Jonem Hassellem, "Fourth World, Vol. 1: Possible Musics". Jej bezpośrednim rozwinięciem jest z kolei materiał stworzony później na "Remain in Light". Wspólny mianownik dla tych wszystkich wydawnictw stanowią wpływy tzw. muzyki świata, szczególnie afrykańskiej i bliskowschodniej. Podobnie, jak u Talking Heads, utwory często opierają się na funkowej rytmice.

Tym, co wyróżnia "My Life in the Bush of Ghosts" (tak samo nazywa się powieść nigeryjskiego autora Amosa Tutuoli, której muzycy nie wprawdzie nie czytali, ale spodobał im się tytuł), jest znacznie bardziej eksperymentalne podejście do produkcji. Najpierw ściągnięto do studia wielu cenionych bębniarzy i basistów, by następnie z zarejestrowanych przez nich partii stworzyć pętle, które stały się podstawą utworów. Później Byrne i Eno, przeważnie niezależnie od siebie, dodawali kolejne dźwięki oraz sample. Mnóstwo sampli. W tym właśnie objawia się wizjonerstwo albumu - miejsce tradycyjnych partii wokalnych zajęły fragmenty audycji radiowych oraz pozyskane z innych źródeł nagrania terenowe arabskich śpiewaków, a nawet fragment egzorcyzmu w "The Jezebel Spirit". Samo użycie radia jako źródła dźwięków nie było nowatorskie - Eno przyznawał później, że inspiracji dostarczyła grupa Can - jednak wykorzystanie sampli jako substytutu warstwy wokalnej było czymś niewątpliwie świeżym. I zarazem bardzo efektownym. Ta mnogość różnych głosów, w połączeniu jeszcze z gęstą, nieco nerwową warstwą instrumentalną, sprawia wrażenie podobne do niekończącego się szumu informacyjnego, co dobrze oddaje napiętą sytuację geopolityczną, jaka była wtedy i jaka jest teraz. Ale nie tylko dlatego po tych czterdziestu latach od wydania wciąż świetnie się tej muzyki słucha. Ona po prostu wciąż brzmi tak samo kreatywnie i niepowtarzalnie jak na początku lat 80.

Album jest bardzo spójny i konsekwentny, jednak niektóre fragmenty zasługują na szczególne wyróżnienie. Moim absolutnym faworytem jest "Regiment", oparty na potężnym basie Michaela "Busta" Jonesa i bębnach Chrisa Frantza, z afrykańskimi perkusjonaliami, arabskimi zaśpiewami oraz porywającym gitarowym popisem samego Roberta Frippa, łączącego swój charakterystyczny styl z bliskowchodnią melodyką. Utwór brzmi zresztą jak ulepszona wersja i tak znakomitej kompozycji Frippa "Exposure", którą lider King Crimson nagrał zarówno jako solista, jak i na płycie Petera Gabriela. Bardzo interesująco wypada także otwieracz "Ameryka Is Waiting", wykorystujący mnóstwo studyjnych sztuczek oraz charakterystyczny bas Billa Laswella. Na upartego można usłyszeć tu nawet zalążek tego, co Laswell zrobił później z Herbiem Hancockiem na jego albumie "Future Schock". Doskonałym utworem jest też wspomniany już "The Jezebel Spirit", bardzo funkowy, chyba najlepiej antycypujący stylistykę "Remain in Light". Szczególnie powalające jest to zintensyfikowanie brzmienia w drugiej połowie. Do tych najlepszych fragmnetów zaliczam też "Qu'Ran", fantastyczne połączenie tanecznej elektroniki i egzotycznych inspiracji. Podobnych rzeczy, tylko w bardziej rockowym wydaniu, próbuje dziś grupa King Gizzard and the Lizard Wizard. Niestety, utwór spotkał się z negatywnym przyjęciem środowisk muzułmańskich, a nawet z oficjalnym pismem działającej w Wielkiej Brytanii Islamskiej Rady Szariatu, zarzucającej bluźnierstwo - a rozchodziło się jedynie o wykorzystanie głosu czytającego fragment Koranu. W rezultacie nagranie pominięto na kolejnych wydaniach - z wyjątkiem pierwszej kompaktowej edycji z 1986 roku - i w streamingu. W zamian dano jednak całkiem fajny "Very Very Hungry" ze strony B singla "The Jezebel Spirit", który wprowadza do płyty dubowe inspiracje.

Część krytyków raczej ostrożnie podchodzi do kwestii tego, jak znaczący był wpływ "My Life in the Bush of Ghosts" na późniejszą muzykę, bo sam fakt coraz istotniejszej roli samplingu nie wskazuje jednoznacznie na inspirację tym właśnie albumem. Niezależnie od tego, trzeba jednak uznać dzieło Briana Eno i Davida Byrne'a za wizjonerskie. Muzycy zaproponowali tu wiele nowatorskich i bardzo kreatywnych rozwiązań w kwestii produkcji. Trochę jednak traktuję ten longplay jako rozgrzewkę przed wydanym wcześniej, ale nagranym później "Remain in Light", który wspaniałe rozwinął niektóre z tutejszych pomysłów, traktując eksperyment nie jako cel sam w sobie, a środek do stworzenia popowego arcydzieła.

Ocena: 9/10



Brian Eno / David Byrne - "My Life in the Bush of Ghosts" (1981)

1. America Is Waiting; 2. Mea Culpa; 3. Regiment; 4. Help Me Somebody; 5. The Jezebel Spirit; 6. Qu'ran; 7. Moonlight in Glory; 8. The Carrier; 9. A Secret Life; 10. Come with Us; 11. Mountain of Needles

Skład: Brian Eno - gitara, gitara basowa, syntezatory, perkusja i instr. perkusyjne, efekty; David Byrne - gitara, gitara basowa, syntezatory, perkusja i instr. perkusyjne, efekty; Bill Laswell - gitara basowa (1); David Van Tieghem - perkusja i instr. perkusyjne (1,3); Dennis Keeley - instr. perkusyjne (2); Robert Fripp - gitara (3); Busta Jones - gitara basowa (3); Chris Frantz - perkusja (3); John Cooksey - perkusja (4,6); Steve Scales - instr. perkusyjne (4); Mingo Lewis - instr. perkusyjne (5,8); Prairie Prince - instr. perkusyjne (5,8); Jose Rossy - instr. perkusyjne (7)
Producent: Brian Eno i David Byrne


Komentarze

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] Death - "Human" (1991)

[Recenzja] Republika - "Nowe sytuacje" (1983) / "1984" (1984)

[Recenzja] Present - "This Is NOT the End" (2024)

[Zapowiedź] Premiery płytowe kwiecień 2024

[Recenzja] Extra Life - "The Sacred Vowel" (2024)