[Recenzja] Stevie Wonder - "Innervisions" (1973)
Jeden z tych albumów, których brak w jakimkolwiek zestawieniu płyt wszech czasów byłby ogromnym niedopatrzeniem. To właśnie na "Innervisions" Stevie Wonder ostatecznie, ponad wszelką wątpliwość potwierdził, że jest prawdziwym, dojrzałym artystą, a nie jedynie produktem masowo nagrywającym kolejne schematyczne płyty. Ta przemiana z cudownego dziecka wytwórni Motown, w twórcę sprawnie korzystającego ze swobody artystycznej, nastąpiła już na wydanych rok wcześniej "Music of My Mind" i "Talking Book". Albumach udanych, pokazujących Wondera jako świadomego i mającego na siebie pomysł muzyka, z paroma wybitnymi momentami, ale jako całość nieco nierównych. Zupełnie inaczej prezentuje się "Innervisions", gdzie poziom jest bardzo wyrównany, a jednocześnie każdy utwór ma własny charakter. Po raz kolejny Stevie Wonder zaprezentował się jako twórca niemalże samodzielny. Sam skomponował cały materiał i napisał każdy z tekstów, opracował aranżacje, wykonał wsz...