[Recenzja] Stevie Wonder - "Innervisions" (1973)

Stevie Wonder - Innervisions


Jeden z tych albumów, których brak w jakimkolwiek zestawieniu płyt wszech czasów byłby ogromnym niedopatrzeniem. To właśnie na "Innervisions" Stevie Wonder ostatecznie, ponad wszelką wątpliwość potwierdził, że jest prawdziwym, dojrzałym artystą, a nie jedynie produktem masowo nagrywającym kolejne schematyczne płyty. Ta przemiana z cudownego dziecka wytwórni Motown, w twórcę sprawnie korzystającego ze swobody artystycznej, nastąpiła już na wydanych rok wcześniej "Music of My Mind" i "Talking Book". Albumach udanych, pokazujących Wondera jako świadomego i mającego na siebie pomysł muzyka, z paroma wybitnymi momentami, ale jako całość nieco nierównych. Zupełnie inaczej prezentuje się "Innervisions", gdzie poziom jest bardzo wyrównany, a jednocześnie każdy utwór ma własny charakter.

Po raz kolejny Stevie Wonder zaprezentował się jako twórca niemalże samodzielny. Sam skomponował cały materiał i napisał każdy z tekstów, opracował aranżacje, wykonał wszystkie główne i dodatkowe wokale (z wyjątkiem chórków w "Too High") i zagrał większość partii instrumentalnych, a ponadto pełnił też rolę głównego producenta. Podpisania jako producenci wspierający z trudem wywalczyli sobie Malcolm Cecil i Robert Margouleff - stali współpracownicy od czasu "Music of My Mind", odpowiadający także za programowanie oraz opracowanie słynnego systemu syntezatorów T.O.N.T.O. Poza nim Wonder wykorzystał tu wiele innych instrumentów klawiszowych - jak klawinet, Moog (wykonał na nim większość partii basu), a także akustyczne i elektryczne pianina - a poza tym zagrał na perkusji oraz harmonijce. Jedynie sporadycznie towarzyszą mu sesyjni muzycy, grający na gitarach, kontrabasie, organach czy perkusjonaliach.


Teksty na "Innervisions" oddalają się od soulowej sztampy. Poruszane są w nich często poważniejsze tematy, jak uzależnienie od narkotyków, rasizm i jego konsekwencje, ubóstwo oraz inne problemy Ameryki z czasów Nixona, o którym zresztą prawdopodobnie opowiada tekst finałowego "He's Misstra Know-It-All". Mniej tu natomiast bardziej typowych dla stylistyki kawałków o tematyce miłosnej. Zresztą muzycznie także album wybiega poza klimaty soulowo-funkowe, ocierając się o klimaty jazzu fusion, latynoskie, gospel czy nawet nieco rockowe - to ostatnie być może jako konsekwencja niedawnych występów w ramach supportu The Rolling Stones na trasie promującej "Exile on Main St."

Sporo tutaj świetnie bujających kawałków, zbudowanych na gęstej, funkowej rytmice. Otwieracz "Too High", z tym mocno wyeksponowanym syntetycznym basem i jazzującymi dźwiękami pianina elektrycznego, nie jest wcale odległy od wydanego w tym samym roku "Head Hunters" Herbiego Hancocka. Dodatkowo pojawia się świetne solo na harmonijce, niestety jedyne na płycie. Singlowe przeboje "Living for the City" i "Higher Ground" to z kolei kawałki, które powinny przypaść do gustu rockowym słuchaczom: całkiem zadziorne, dynamiczne, a ten pierwszy także z niegłupio pomyślanymi przejściami, jakich można się spodziewać bardziej po twórcach progowych niż Stonesach. "Jesus Children of America" zwraca uwagę natomiast uwagę rozbudowanymi soulowymi chórkami, które pokazują w tym samym momencie wokalną wszechstronność Wondera. Pięknie pulsuje też rytmika w nieco subtelniejszym "Golden Lady", choć tu znów najwięcej uwagi przyciąga wspaniałe wykonanie wokalne.


Mniej liczne są tu nagrania o balladowym charakterze. Najbardziej chyba podoba mi się bardzo stonowana, nieco oniryczna i lekko jazzująca "Visions". Absolutnie nie mogę się jednak przyczepić do "All in Love Is Fair", gdzie kluczową role odgrywa fortepian. Przy takiej aranżacji łatwo popaść w przesadną ckliwość czy nawet kicz, ale Steviemu udaje się tego uniknąć. To po prostu bardzo ładna piosenka z fenomenalnym śpiewem. Warto zwrócić też uwagę na grę lidera na bębnach - jak znakomicie chodzi tu perkusja i jak idealnie uzupełnia się z pianinem. Bardzo zgrabnie wypada też wspomniany już "He's Misstra Know-It-All", zwłaszcza wokalnie kierujący się w rejony gospel.

Jedynym fragmentem, który może budzić pewne wątpliwości, jest mocno latynoski "Don't You Worry 'Bout a Thing". Zwłaszcza początek wydaje się kompletnie wyrwany z kontekstu, ale gdy tylko wchodzi wokal Wondera - znów świetny, mógłbym go zresztą chwalić przy każdym kawałku - kawałek wcale nie wydaje się aż tak bardzo tu nie pasować. Z każdym odsłuchem pasuje mi nawet coraz bardziej.

W przypadku "Innervisions" długo można wymieniać komercyjne osiągnięcia, obejmujące wyniki sprzedaży czy wyróżnienia w licznych rankingach, ale najważniejsze, że to wszystko idzie tu w parze z muzyczną jakością. Stevie Wonder udowodnił, że nawet stylistyka o przede wszystkim użytkowym charakterze nie wyklucza ambitnego, kreatywnego podejścia do wykonania, aranżacji i produkcji. Uzasadniony klasyk.

Ocena: 10/10



Stevie Wonder - "Innervisions" (1973)

1. Too High; 2. Visions; 3. Living for the City; 4. Golden Lady; 5. Higher Ground; 6. Jesus Children of America; 7. All in Love Is Fair; 8. Don't You Worry 'Bout a Thing; 9. He's Misstra Know-It-All

Skład: Stevie Wonder - wokal, instr. klawiszowe, perkusja i instr. perkusyjne, harmonijka; Jim Gilstrap, Lani Groves, Tasha Thomas - dodatkowy wokal (1); Dean Parks - gitara (2); David T. Walker - gitara (2); Malcolm Cecil - kontrabas (2); Clarence Bell - organy (4); Ralph Hammer - gitara (4); Larry "Nastyee" Latimer - kongi (4); Scott Edwards - gitara basowa (7); Yusuf Roahman - instr. perkusyjne (8); Sheila Wilkerson - instr. perkusyjne (8); Willie Weeks - gitara basowa (9)
Producent: Stevie Wonder, Robert Margouleff i Malcolm Cecil


Komentarze

  1. No w końcu coś mojego;) Ilosć muzyki w muzyce jest u Steviego porażająca jego 5 klasycznych albumów z tego okresu moim zdaniem stawia go na szczycie muzyki popularnej. Kto dopiero odkrywa soul temu na szybko mogę polecić Otisa Redinga Curtisa Mayfielda czy Ala Greena.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znałem tej płyty i nigdy jak to napiszę nie wchodziłem w twórczość Wondera . Dla mnie płyta która od wczoraj jest numer 1 .

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Komentarze niezwiązane z tematem posta nie będą publikowane. Jeśli jesteś tu nowy, przed zostawieniem komentarza najlepiej zapoznaj się ze stroną FAQ oraz skalą ocen.

Popularne w ostatnim tygodniu:

[Recenzja] John Coltrane - "The Tiberi Tapes: A Preview of the Mythic Recordings" (2026)

[Recenzja] Pink Floyd - "Live From the Los Angeles Sports Arena, April 26th, 1975" (2026)

[Recenzja] Björk - "Utopia" (2017)

[Recenzja] Electric Masada - "At the Mountains of Madness" (2005)

[Recenzja] Angine de Poitrine - "Vol. II" (2026)