[Recenzja] Depeche Mode - "Memento Mori: Mexico City" (2025)
Wydany niemal trzy lata temu album "Memento Mori" nie był to powrotem do formy z lat świetności, na co można było mieć nadzieje po pierwszych singlowych zwiastunach. Wciąż jednak jest to czołówka płyt Depeche Mode w XXI wieku. Właśnie ukazuje się suplement do tamtego wydawnictwa, zawierający przede wszystkim zapis jednego z koncertów trasy promującej ostatnią płytę. Nudny, stricte informacyjny tytuł "Memento Mori: Mexico City", podobnie jak pozbawiona inwencji okładka z koncertowym zdjęciem i bardzo zwyczajną czcionką, nie zachęcają do sięgnięcia po ten materiał. Tracklista tez z początku do tego nie skłania: to przewidywalny wybór hitów z lat 1981-2009 - dokładnie tych samych, co na wcześniejszych trasach - uzupełnionych standardowymi pięcioma kawałkami z promowanego albumu. Na koniec jest jednak wart uwagi bonus: cztery całkowicie premierowe kompozycje, studyjne odrzuty z "Memento Mori". Możliwe, że to ostatnia taka nowość Depeche Mode. Od śmierci Andrew...