21 grudnia 2012

[Recenzja] Depeche Mode - "Violator" (1990)



"Violator" to szczytowe osiągnięcie Depeche Mode. Zarówno pod względem komercyjnym, jak i - artystycznym. Muzycy doprowadzili swój styl i brzmienie do perfekcji (najsłodszej perfekcji, jak sugeruje tytuł jednego z utworów), łącząc mroczną elektronikę z większą niż kiedykolwiek wcześniej rolą tradycyjnych instrumentów. Martin Gore dostarczył natomiast zdecydowanie najlepszy zestaw kompozycji w całej swojej karierze.

Album przyniósł aż cztery ogromnie popularne single, w tym maksymalnie ograne na wszelkie możliwe sposoby "Personal Jesus" i "Enjoy the Silence" (oba z wyjątkowo istotną rolą gitary), a także nieco mniej ograne, lecz nie ustępujące im pod względem przebojowości "Policy of Truth" (jeden z moich największych faworytów w całym dorobku grupy) i "World in My Eyes". Na singlu z pewnością doskonale sprawdziłby się także mocno elektroniczny i znów świetny melodycznie "Halo", ale muzycy porzucili plan wydania go na małej płytce (jedynie w Stanach ukazał się jako promocyjny singiel nieprzeznaczony do sprzedaży).

Jednak "Violator" to nie tylko przeboje. To także bardziej poważne utwory, jak bardzo ładna, klimatyczna ballada "Waiting for the Night", czy kojarzący się z rockiem progresywnym (a zwłaszcza utworem "One of These Days" Pink Floyd) "Clean", w którym oprócz dźwięków gitary (pedal steel w wykonaniu gościa - Nilsa Tuxena), pojawiają się także - pierwszy raz na płycie Depeche Mode - partie gitary basowej i prawdziwej perkusji. Ten ostatni to być może mój ulubiony utwór z całej dyskografii zespołu. Na albumie znalazły się jeszcze dwa utwory ze śpiewem Gore'a - ciekawy "Sweetest Perfection" oraz dość smętna ballada "Blue Dress", która odstaje poziomem od reszty albumu.

Całości dopełniają dwie nieuwzględnione na trackliście instrumentalne miniaturki - "Interlude #2 (Crucified)" schowany po "Enjoy the Silence" (w wersji CD umieszczony na tej samej ścieżce) to dziwaczny przerywnik z partią gitary w wykonaniu Dave'a Gahana, natomiast "Interlude #3", następujący po "Blue Dress" (na tej samej ścieżce w wersji kompaktowej), to po prostu wstęp do "Clean", który mógłby stanowić jego integralną część. Ponieważ album ukazał się w ostatnim roku, gdy dominującym nośnikiem były płyty winylowe, nie zmieściło się na nim kilka udanych kompozycji, na czele z przebojowymi "Dangerous", "Happiest Girl" i "Sea of Sin" (zostały oddelegowane na strony B singli). Dziś jednak trudno wyobrazić sobie ten album w innej formie, a być może te utwory wpłynęłyby negatywnie na jego spójność.

"Violator" to prawdziwe arcydzieło synthpopu. Doskonałe połączenie świetnych melodii z interesującym brzmieniem i szczegółowo dopracowanymi aranżacjami.

Ocena: 9/10



Depeche Mode - "Violator" (1990)

1. World in My Eyes; 2. Sweetest Perfection; 3. Personal Jesus; 4. Halo; 5. Waiting for the Night; 6. Enjoy the Silence; 7. Policy of Truth; 8. Blue Dress; 9. Clean

Skład: Dave Gahan - wokal, gitara ("Interlude #2"); Martin Gore - gitara, instr. klawiszowe, wokal; Alan Wilder - instr. klawiszowe, bass (9), perkusja (9); Andy Fletcher - instr. klawiszowe, wokoder (6)
Gościnnie: Nils Tuxen - gitara hawajska (9)
Producent: Depeche Mode i Mark "Flood" Ellis

Po prawej: okładka wersji winylowej i niektórych kompaktowych reedycji.


5 komentarzy:

  1. Synthpop i arcydzieło to oksymorony. Chyba DM nie powinno się klasyfikować jako ten gatunek (pomijając fakt, że dla mnie ani Violator, ani Speak and Spell to nie są arcydzieła)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy gatunek/styl może mieć swoje własne arcydzieła. Twórczość Depeche Mode jak najbardziej pasuje do definicji tego stylu (nie gatunku).

      Usuń
  2. To co w takim razie powiedzieć o zespołach typu Alphaville, Modern Talking czy The Human League?

    OdpowiedzUsuń
  3. 'Szczytowe osiągnięcie pod względem komercyjnym i artystycznym'. Jak dla mnie to szczytowe pod względem komercyjnym. I dlatego półka niżej od Black Celabration. Moja ocena to 8.
    Ps. Słuchając dziś uważnie tej płyty na sluchawkach, miałem nieodparte wrazeniw, że Rammstein bezczelnie podkradł tę elektronikę od DM i dołożył do tego łomot gitarowy.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.