23 grudnia 2012

[Recenzja] Depeche Mode - "Ultra" (1997)



Album "Ultra" powstawał w najtrudniejszym, najmroczniejszym okresie działalności Depeche Mode. Po wyczerpującej trasie promującej poprzedni longplay, "Songs of Faith and Devotion", zespół nieomal zakończył działalność. Skończyło się na odejściu Alana Wildera, depresji Andy'ego Fletchera i coraz poważniejszym uzależnieniu od narkotyków Dave'a Gahana, które w 1995 roku doprowadziło go do nieudanej próby samobójczej. Cała ta sytuacja odbiła się na charakterze tego albumu, który jest jednym z najmroczniejszych i zdecydowanie najsmutniejszym dziełem Depeche Mode. Ale jednocześnie jednym z najbardziej udanych.

"Ultra" kontynuuje bardziej rockowy kierunek, w jakim zespół zmierzał od blisko dekady. Dużo tutaj brzmień gitarowych i prawdziwej perkusji (gościnnie zagrał tu m.in. Jaki Liebezeit z krautrockowego Can), choć oczywiście nie brakuje elektroniki. Jak zawsze, świetnie wypadają wszystkie single: agresywny "Barrel of a Gun", z ostrą partią gitary wtopioną w brzmienia elektroniczne, ciężką perkusją i przesterowanym głosem Gahana; przebojowy "It's No Good", udanie łączący taneczną warstwę instrumentalną z melancholijnym śpiewem; zgrabna ballada "Home", z gitarową quasi-solówką (zdecydowanie mój ulubiony utwór z wokalem Martina Gore'a); oraz melodyjny "Useless", znów z ostrymi partiami gitary. Reszta albumu to głównie nastrojowe ballady, na czele z bardzo ładną, choć nieco przydługą "The Love Thieves" i niezwykle emocjonalną "Sister of Night" z najbardziej przejmującą partią wokalną Gahana w całej jego twórczości. Nieco w ich tle pozostają dwie pozostałe - śpiewana przez Gore'a "The Bottom Line" i zepsuta pseudo-gospelowym zakończeniem "Insight". Bardzo fajnie wypada natomiast nieco bluesowy, mocno gitarowy "Freestate". Za to zupełnie niepotrzebne i nieciekawe są instrumentalne przerywniki "Uselink", "Jazz Thieves" i ukryty (po "Insight") "Junior Painkiller".

Pomimo trudnej sytuacji, w tym straty ważnego dla brzmienia grupy członka, pozostałym muzykom udało się nagrać naprawdę udany album. Martin Gore był wciąż w naprawdę dobrej formie kompozytorskiej, a Dave Gahan był chyba w swojej szczytowej formie wokalnej - w każdym razie nigdy wcześniej, ani później nie śpiewał tak emocjonalnie. Świetny jest też klimat całości i brzmienie.

Ocena: 8/10



Depeche Mode - "Ultra" (1997)

1. Barrel of a Gun; 2. The Love Thieves; 3. Home; 4. It's No Good; 5. Uselink; 6. Useless; 7. Sister of Night; 8. Jazz Thieves; 9. Freestate; 10. The Bottom Line; 11. Insight

Skład: Dave Gahan - wokal; Martin Gore - gitara, instr. klawiszowe, wokal; Andy Fletcher - instr. klawiszowe
Gościnnie: Dave Clayton - instr. klawiszowe, aranżacja instr. smyczkowych (3); Victor Indrizzo - instr. perkusyjne (1,4); Daniel Miller - syntezator (5); Doug Wimbish - bass (6); Keith LeBlanc - perkusja (6); Gota Yashiki - perkusja (6); Danny Cummings - instr. perkusyjne (6,9); Jaki Liebezeit - instr. perkusyjne (10); BJ Cole - gitara hawajska (10)
Producent: Tim Simenon


6 komentarzy:

  1. to po prostu ostatni album Depeche Mode. Kolejne po prostu pozostaje ignorować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, ostatnim na chwilę obecną jest "Spirit". Ignorancja nie zmienia faktu istnienia kolejnych pięciu (z których zawartości można by skompilować dwa całkiem udane lub jeden naprawdę bardzo dobry).

      Usuń
    2. Ignorowanie, nie ignorancja. To taka moja metoda, by nie stracić resztek szacunku do tego zespołu. Nie jest łatwo, zważywszy na wyskoki podobne to słynnego wywiadu jakiego udzielił M.L.Gore podajże dla NME, gdzie twierdził m.in. ,że największą tragedią i problemem współczesnego świata jest fakt, że w USA policja strzela do Czarnych.
      DM niestety depcze swoje dziedzictwo, i z tego co zauważyłem nie jestem w tym spostrzeżeniu osamotniony, podobnie jak w moim ignorowaniu kolejnych albumów.

      Usuń
    3. Nie rozumiem jak bzdury głoszone przez muzyków (nawet w tekstach utworów) mogą wpływać na odbiór muzyki. Gdyby zwracać uwagę na takie pierdoły, to odechciałoby się słuchać czegokolwiek.

      Usuń
  2. Cześć!
    Najpierw powinienem się przywitać - od dawna czytam Twojego bloga, jeszcze od czasów, gdy nie było na nim np. jazzu. Malkolit
    Rzeczywiście, partie Gahana na "Ultra" są bardzo dobre, ale wynika to z czegoś innego niż jego forma wokalna. Wskutek nadużycia różnych substancji facet miał totalnie zniszczony głos, a wokale były klejone z wielu podejść (znany przykład "Sister of Night", opisany w biografiach, ale też trudno wyobrazić sobie "Insighta" czy "Love Thieves" w wersji oryginalnej). Wiele tu pomógł komputer i program poprawiający śpiew tak, by dało się tego słuchać.
    A moja opinia jest taka: jeden z najlepszych albumów Depeche Mode, świetne single ("Useless"!) i najlepsze chyba w całych dziejach zespołu partie gitarowe (nie ujmując niczego np. "Clean"). Instrumentale rzeczywiście nieszczególne, to w ogóle problem wielu albumów DM.
    @Demon - nie ma twórcy, który by jakiejś głupoty nie palnął lub nie ujął czegoś niezręcznie; lepiej patrzeć na to z dystansem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, kojarzę Cię z pewnego forum.

      O tych partiach wokalnych nie miałem pojęcia. Co prawda dawno temu czytałem biografię Depeche Mode, "Obnażeni", ale albo zapomniałem o tym szczególe, albo został tam pominięty z wiadomych względów. Tak czy inaczej, najważniejszy jest efekt końcowy. Pod względem wokalnym jest to mój ulubiony album zespołu, więc realizator odwalił tu świetną robotę ;)

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.