26 grudnia 2012

[Recenzja] Depeche Mode - "Playing the Angel" (2005)



"Playing the Angel" to pierwszy album Depeche Mode, jaki poznawałem na bieżąco. Na przestrzeni lat kilkukrotnie zmieniałem opinię na jego temat, zawsze jednak daleko mi było do zachwytu. Longplay cierpi na podobny problem, co jego wydany cztery lata wcześniej poprzednik, "Exciter" - po obiecującym początku następuje wyraźny spadek poziomu. Trudno tu też o jakiekolwiek zaskoczenia. Jedyną nowością jest przełamanie kompozytorskiego monopolu Martina Gore'a - po raz pierwszy na albumie Depeche Mode znalazły się trzy utwory napisane przez Dave'a Gahana (z pomocą Christiana Eignera i Andrewa Phillpotta) - "Suffer Well", "I Want It All" i "Nothing's Impossible". Wokalista najwyraźniej nabrał większej pewności siebie po wydaniu dwa lata wcześniej solowego debiutu "Paper Monsters".

Jak wspomniałem, początek albumu jest naprawdę udany. Pierwszych pięć utworów (z których cztery zostały wydane na singlach) posiada całkiem wyraziste melodie i wprost nawiązuje do najlepszych czasów Depeche Mode. W "A Pain That I'm Used To" pojawia charakterystyczna gitara Gore'a wtopiona w brzmienia elektroniczne, "John the Revelator" przywodzi na myśl dokonania zespołu z końca lat 80., a "The Sinner in Me" (jedyny niesinglowy kawałek w tym gronie) przynosi mroczniejsze, zimne brzmienie elektroniki, kojarzące się z dokonaniami zespołu z połowy wspomnianej dekady. Poza tym mamy tu jeszcze bardziej radosny, chwytliwy "Suffer Well", a także najzgrabniejszy melodycznie "Precious", który jako jedyny utwór zespołu z XXI wieku dołączył na stałe do koncertowej setlisty. EPka z tymi pięcioma utworami byłaby jednym z najmocniejszych wydawnictw w dyskografii zespołu.

Niestety, reszta albumu prezentuje się znacznie mniej ciekawie. Dużo tu smęcenia ("I Want It All" i "The Darkest Star", choć ten pierwszy ma nawet przyjemną melodię) oraz nudy ("Nothing's Impossible", śpiewane przez Gore'a "Macro" i "Damaged People"), a całość znów nie wiadomo po co została wzbogacona nieciekawym, kompletnie nic nie wznoszącym instrumentalem ("Introspectre"). Zaś jedyny żywszy kawałek, "Lilian" (wydany na jednym singlu z "John the Revelator"), znów przywołujący skojarzenia z twórczością zespołu z lat 80., charakteryzuje się wyjątkowo podłym brzmieniem, pełnym zniekształceń i pozbawionym dynamiki. Nie mam pojęcia, czy to celowe działanie, ale jeśli tak, to bardzo głupie. Może z lepszym brzmieniem dałoby się go zaliczyć do lepszych momentów albumu, ale w takiej wersji trudno go w ogóle wysłuchać. Mimo wszystko, jest to i tak najlepszy utwór z drugiej części albumu.

"Playing the Angel" wypada całościowo lepiej od swojego poprzednika - lepsze momenty są naprawdę dobre, a słabsze nie aż tak kiepskie, jak na "Exciter". Wciąż jednak zbyt duża jest różnica między pierwszymi, a drugimi. Być może zespół powinien przerzucić się na wydawanie EPek, bo wyraźnie ma coraz większe problemy z nagraniem równego albumu. Albo przynajmniej więcej pomyśleć nad kolejnością utworów - bo przecież większość starszych albumów też nie jest zbyt równa, ale dzięki lepszemu rozmieszczeniu utworów nie jest to aż tak słyszalne. 

Ocena: 6/10



Depeche Mode - "Playing the Angel" (2005)

1. A Pain That I'm Used To; 2. John the Revelator; 3. Suffer Well; 4. The Sinner in Me; 5. Precious; 6. Macro; 7. I Want It All; 8. Nothing's Impossible; 9. Introspectre; 10. Damaged People; 11. Lilian; 12. The Darkest Star

Skład: Dave Gahan - wokal; Martin Gore - gitara, instr. klawiszowe, wokal , bass; Andy Fletcher - instr. klawiszowe, bass
Gościnnie: Christian Eigner - perkusja; Dave McCracken - pianino (12)
Producent: Ben Hillier


1 komentarz:

  1. Bardzo lubię ten album a Depeche Mode to jeden z moich ulubionych zespołów :)

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.