19 grudnia 2012

[Recenzja] Depeche Mode - "Music for the Masses" (1987)



"Music for the Masses" to kolejny krok w rozwoju zespołu. Muzycy zaczęli powoli zwracać się w stronę bardziej rockowego brzmienia - w końcu wyraźniej słychać gitarę. Album okazał się następnym wielkim sukcesem komercyjnym. To jednak przede wszystkim zasługa trzech rewelacyjnych singli. "Never Let Me Down Again" stał się prawdziwym hymnem i obowiązkowym punktem każdego występu zespołu. Utwór posiada świetną melodię i bardzo bogate brzmienie, m.in. z wspamplowanymi dźwiękami orkiestry. Sam główny motyw składa się z pomysłowo przeplatających się partii gitary, pianina i elektroniki. Nie gorzej wypadają dwa pozostałe single: niesamowicie chwytliwy "Strangelove", z kolejnym świetnym motywem, oraz łączący dobrą melodię z mroczniejszym klimatem "Behind the Wheel".

We Francji na singlu ukazał się także "Little 15" - ballada z niezłą melodią i partią wokalną Dave'a Gahana, ale też z nieco kiczowatym akompaniamentem wspamplowanych smyczków. Dużo ciekawszym utworem jest śpiewany przez Martina Gore'a "The Things You Said" - świetny melodycznie, dość nastrojowy, z interesującym brzmieniem elektroniki. Reszta albumu niestety wypada dużo słabiej. "Sacred" i "Nothing" brzmieniowo są bliższe wcześniejszej twórczości zespołu, niestety pod względem melodycznym nie prezentują się najlepiej. Jeszcze bardziej nijakie są "I Want You Now" i "To Have and to Hold", a instrumentalny "Pimpf" sprawdziłby się pewnie na ścieżce dźwiękowej jakiegoś horroru, ale na albumie popowym średnio pasuje, a umieszczenie go na finał było wyjątkowo kiepskim pomysłem.

"Music for the Masses" to bardzo nierówny album, zawierający jedne z najlepszych utworów z całej dyskografii zespołu, ale też sporo zdecydowanie mniej udanego materiału.

Ocena: 7/10



Depeche Mode - "Music for the Masses" (1987)

1. Never Let Me Down Again; 2. The Things You Said; 3. Strangelove; 4. Sacred; 5. Little 15; 6. Behind the Wheel; 7. I Want You Now; 8. To Have and to Hold; 9. Nothing; 10. Pimpf

Skład: Dave Gahan - wokal, sampler; Martin Gore - instr. klawiszowe, gitara, sampler, wokal; Alan Wilder - instr. klawiszowe, sampler; Andy Fletcher - sampler
Producent: Depeche Mode i David Bascombe


5 komentarzy:

  1. ogólnie zgadzam sie no ale "Little 15" to świetny kawałek! Myśle że właśnie "Little 15", "To Have and to Hold" i "Pimpf" są początkiem drogi DM do robienia rzeczy bardziej mrocznych i alternatywnych, odejściem od disco 80'... noi "Nothing" to też świetny numer, prawie tak dobry jak "Sacred", kwintesencja elektroniki z lat 80'! Ode mnie ocena 9/10, jeszcze bonusy "Pleasure little treasure" oraz remiksy "never let me down" i "To have and to hold" też są świetne, ogólnie wielkie czasy DM

    OdpowiedzUsuń
  2. Little 15 kiczowate???? No to w takim razie ubóstwiam kicz. Nie wyobrażam sobie MFTM bez tego kawałka!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Depachy zawsze były dla mnie takim miałkim, rozmytym zespołem, który nie potrafił się zdecydować czy chce iść w tandetę czy mrok. Nawet słynny Violator czy ten następny, z długim tytułem, są rozwodnione i nawet jak pojawia się jakiś fajny motyw to reszta jest rozmiękczana śpiewem któregoś z nich i elektronicznym tłem. Podejrzewam, że tak jak Ghost są kartą w Twoim muzycznym CV mniej chlubną, ale z jakichś przyczyn się z tym nie kryjesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam inne zdanie. Jak już zdecydowanie poszli w mrok (na "Black Celebration"), to tej tandety było coraz mniej. Na "Violatorze" nie słyszę jej wcale - jest tam jeden słabszy utwór, ale nie nazwałbym go tandetnym. Na kolejnym albumie, "Songs of Faith and Devotion", trochę jej jest, ogólnie jest on bardzo niespójny stylistycznie, ale w większości trzyma dobry poziom. Potem na "Ultra" znów nie mam się do czego przyczepić, za to wszystkie kolejne albumy są po prostu nudne.

      Dla mnie Depeche Mode z okresu 86-98 to po prostu bardzo dobry pop, czysta rozrywka, ale na poziomie. Ostatniego zdania nie rozumiem - z czym się nie kryję?

      Usuń
    2. Moim zdaniem Gahan ma bardzo poważny, wręcz "pogrzebowy" głos, trudno z takim aparatem coś "rozmiękczyć", na tych albumach czegoś podobnego nie słyszę.
      Dla mnie DM to jest zespół albumowy, praktycznie każda płyta jako całość jest ciekawsza, wyrazistsza, robi większe wrażenie niż wyjęte z niej poszczególne utwory (np. "Construction", "Black Celebration" czy "Exciter").

      Swoją drogą, praktycznie wszystkie wersje singlowe utworów z "MFTM" są znacznie lepsze od albumowych (zwłaszcza "Strangelove", które jest dużo bardziej treściwe i energiczne, na płycie to ta para trochę idzie nie tam, gdzie trzeba). W tamtym czasie zespół zawojowywał Amerykę, co znalazło odbicie w takich utworach jak "Nothing", "Route 66" (które śpiewa Gore!) czy "Pleasure, Little Treasure".
      Generalnie jednak średni, niespójny album (co robi "Never..." obok "Things..." lub "Nothing" obok "Pimpfa"?)

      @Filip - pamiętaj, że oni programowo nie cierpieli proga i chcieli zaproponować coś innego

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.